Gość: Pacjent
IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl
01.06.03, 20:11
Człowiek naogląda się seriali telewizyjnych i traci kontakt z
rzeczywistością.Tak się stało w moim przypadku i mojego lekarza
rodzinnego.Kiedy ,za moje podatnika pięniądze, robili kursy myślałem ,dobrze
się dzieje, no bo taki lekarz znał będzie całe rodziny, łatwiej mu bedzie
diagnozować choroby zwłaszcza te o podłożu dziedzicznym.Mieszka blisko, więc
może czasami porozmawiamy więcej niż " dzień dobry". Bedzie po trosze jak
dobry proboszcz, który zna sekrety nie jednej rodziny.Nic bardziej złudnego,
o czym przekonałem się kiedy po raz pierwszy zachorowałem i potrzebowałem
pilnie antybiotyku.Dzwonię pod numer i dowiaduję się , że dziś już nie
można.Myślałem niwnie, że taki lekarz to na każde pilne zawołanie, gdzie nie
konieczna jest karetka pogotowia.A tu niespodzianka. Po kilku telefonach,
zeby uniknąć wizyty np. w Vicie, gdzie interniści latem czekają na pacjentów
udało mi się ściągnąć lekarza, tego samego, ale prywatnie.Po krótkim
badaniu.Recepta. Po kilku dniach , spotykamy się na ulicy, jestem jeszcze w
trakcie leczenia. W swojej naiwności myślałem, ze może spyta czy czuję się
lepiej( znamy się,więc wiedział, że jestem jego pacjentem), czy leki
skutkują, a tu nic najmniejszego pytania o zdrowie.
Czy lekarze rodzinni, którzy się wami opiekują też są tacy sami.Czy może we
Wrocławiu są jacyś prawdziwi lekarze rodzinni , tacy jak w aplejskich
wioskach.:))Bez nazwisk i reklamy.Co o tym sądzicie??