Dodaj do ulubionych

XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA

IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 04.06.03, 23:36
Chodzilem tam w latach 64 - 68 klasa E przez pare lat wychowawca byl slynny
Monsun a prof Hajnowicz od fizyki pamietacie. Odezwijcie sie moze jakies
spodkanie z tego wyjdzie.
Pozdrawiam wszystkie klasy i wszystkie roczniki
Obserwuj wątek
    • Gość: Olo Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: *.NAT.WRO.Korbank.PL 10.06.03, 17:02
      Chodzilem co prawda do F ale to juz blisko. Z orginalow pamietam Pana T od
      niemieckiego po niemiecku nauczylem sie slabo ale uzywajac wspolczesnej
      terminologi to "jazda byla na maksa i adrenalina buzowala strasznie" nikt nie
      byl pewny swego nawet najlepsi dostawali paly w momencie i za nic. Atmosfera na
      niemieckim przypominala korride tylko torreador byl jeden i stado bykow a
      raczej baranow. Szkoda tylko ze z tym niemieckim slabo wyszlo
        • Gość: wujo matura '84 Re: XI LO IP: *.promax.media.pl 05.08.15, 18:59
          Malecha (już nie dyrektor) uczył mnie przez pierwsze trzy lata polskiego, potem w klasie maturalnej przejęła nas taka starsza nauczycielka - świetna babka i pedagog - niestety nie pamiętam nazwiska. Kawał chama i esbeka z niego był, ale po latach..., wychowali nas na ludzi. My, B-klasa często beczeliśmy na jego przywitanie gdy wdrapywał się po schodach do świetlicy (gdzie mieliśmy lekcje, taka boczna salka) i "witał się" z baranami. Straszny antysolidarnościowiec, tępił nas za znaczki w kołnierzykach i biało-czerwone stroje w rocznicę stanu wojennego. Na polskim miał jedyną słuszną interpretację tego "co poeta miał na myśli" i biada temu, kto myślał odmiennie. Miał swoich 2-3 faworytów, którym na lekcjach pozwalał polemizować (wynikały z tego niezłe dyskusje), ale i tak na koniec "ustawiał wszystkich do pionu" i jego było na wierzchu. Nie żałuję tego, że miałem z nim polski, choć pewnie mogło być lepiej - przeżyłem.
          Nauczyciele, których pamiętam:
          - p. Rożek (j. niemiecki) - fajna babka pod każdym względem, połowa chłopaków się w niej podkochiwała.
          - p. Siedlecka "Żużu, Żużeta" (chemiczka), przez dwa ostatnie lata nasza wychowawczyni. Jedno oko na Maroko, a drugie na Kaukaz. Przetykanie zlewów kwasem azotowym (do wiadomego skutku - ale to my byliśmy idiotami). Iksiński do odpowiedzi, zeszyt pokaż. Co to jest: brak numeru lekcji, nie ma marginesu, temat niepodkreślony - siadaj nic nie umiesz DWA. Ogólnie poczciwa babka z niej była, tylko "gupia" taka. Chemię lubiłem i umiałem, ale miałem u niej jak u pana boga za piecem w konsekwencji dwóch wydarzeń. 1) oberwałem "chemią" po oczach w wyniku wystrzału korka z próbówki - oj przez dwa tygodnie grałem chorego. 2) wciągnąłem ją jako moją ciotkę do kolejki po żelazka (1983 rok), gdy jej ślinka ciekła, a ja już byłem blisko. A afera na wycieczce szkolnej ze znalezioną u nas w pokoju baterią kilkunastu butelek po wódce (były w szafie) i naszą jedną pełną, gdy Żużeta była przekonana, że to my wypiliśmy je poprzedniej nocy i dopiero Wuefistka (???) jej wytłumaczyła, że to niemożliwe (wypiliśmy butelkę wina na trzech - he he).
          - p. Jeżewski - poczciwy biedny facet od PO
          - p. Misiejuk - poczciwy gog od ruskiego. Jakie myśmy se "jaja" z niego robili, podobnie jak z geograficy (???). Dobrze, że nas ze szkoły nie wywalili. Po latach muszę przyznać: przeginaliśmy i to strasznie.
          - p. Wittbrot - świetna matematyczka
          - p. Kurlej - nasza wychowawczyni przez pierwsze dwa lata, potem też miała na nas oko (w tym dobrym tego słowo znaczeniu). Biologii nas nauczyła.
          - p. Bulak - (fizyczka) szurnięta komunistka i czerwonoharcerka. Jak umarł Breżniew przyszliśmy z biało-czerwonymi wstążeczkami wpiętymi w ubrania z ostentacyjną radością na twarzach - kobieta się rozryczała i nie mogła zrozumieć, że on nie był naszym ojcem i przewodnikiem. Ogólnie do fizyczek mielismy pecha: w ciągu czterech lat nauki przerobiliśmy ich sześć, w tym jedną nimfomankę.
          - p. Wilczyński - za te dwa lata łaciny jestem mu wdzięczny do końca mego żywota. Całkowite przeciwieństwo Malechy. Moje humanistyczne "ego" to w dużej części jego zasługa.
          - p. Szpilewska - świetny historyk, fantastyczny pedagog. W historii pokazywała nam związki przyczynowo-skutkowe, uczucia, ambicje, logikę - potem dopiero daty. Surowa nauczycielka, ale sprawiedliwa. Do annałów przejdzie jej odpowiedź na nasze prośby o niepytanie na którejś lekcji w okresie przedmaturalnym. Pani Profesor, gdzie Pani ma serce? "Ja nie mam serca, ja mam pompę ssąco-tłoczącą". ... i jednak na tej lekcji NIE pytała.
          Klasa maturalna, historia XX wieku. "Piszemy notatkę (piszemy, co nam dyktuje), teraz proszę zamknąć zeszyty, powiedziałam NIE notujemy i opowiadała nam prawdę. A teraz proszę znowu otworzyć zeszyty... . To ona zaszczepiła we mnie miłość do historii.

          Z naszej b-klasy 11 osób zdawało na medycynę, 9 ją ukończyło (w tym ja)- to chyba o czymś świadczy. XI LO to najpiękniejszy okres w moim życiu. Tam poznałem wspaniałych ludzi i przyjaciół, którzy mnie ukształtowali i cała reszta jest konsekwencją tych czterech lat.
    • Gość: Jolas Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: *.bibl.ar.wroc.pl 05.09.03, 10:45
      To bardzo odległe czasy. XI to tylko 4 lata z życia. Potem każdy poszedł swoją
      drogą, jedni wyjechali inni zaangazowali się studiowanie potem założyli
      rodziny. Czasy liceum to tylko wsponienia.
      Byłam uczennicą klasy żeńskiej. Pamiętam wielu belfrów. Jedni to miłe
      wspomninia inni nie koniecznie. Orginali na pewno byli matematyk "Pigmej",
      geograf "Monsum", łacinnik, fizyczka w którj kochali się wszyscy chłopcy, fizyk
      z-ca dyr który założył potem własną szkołę. Pamiętam też innego matematyka
      wesoły był, historyka co leżał często na biurku podczs lekcji,
      polonistów "Królową" i prof. Gebalę b. fajny i nowoczesny nauczyciel niestety
      nie mógł się dogadac z naszym dyr. i odszedł ze szkoły.
      • Gość: ;-) Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: *.amsnet.pl / 83.16.153.* 12.06.04, 16:23
        Ale wiecie,że we wrzesniu wszyscy spotykamy sie w 11 na 50 leciu..Czytam wasze
        watki,łza sie w oku kreci;-) Jestem najmłodszą absolwentką wśród Was...Od kilku
        dni chlubie sie tytułem absolwenta;-) Poczciwy Maleszka odszedł juz do
        lamusa...Gdy zaczynalismy te szkołe w roku 2000 straszyła nas swoim widokiem
        poczciwa Pani Gardzońska,ale na szczescie dla szkoły nadeszły czasy Faraonki;-)
        Aktualnie 11 tylko z zewnatrz przypomina dawny obóz grozy,w sercu szkoły
        szkolna brać rzadzi sie juz swoimi parwami i jest kapitalna zabawa;-)
        pozdrawiam MATURA 2004
          • Gość: ;-) Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: *.amsnet.pl / 83.16.153.* 13.06.04, 13:09
            Nie mam zielonego pojecia dokładnie w jakim dniu beda swietowane obchody
            50lecia.Dyrekcja zapowiedziala nam na odchodne iz zapraszaja nas we
            wrzesniu.Gdy juz dowiem sie o konkretna date dam znac poki co wejdzcie na
            www.szukacz.pl wpiszce XI LO we Wrocłąwiu i w wynikach wyszukiwania powinniscie
            otrzymac str internetwoa 11...niestety nie pamietam adresu..taki roztrzepany
            rocznik haha;-)) Pozdrawiam;-D
            • Gość: ;-) Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: *.amsnet.pl / 83.16.153.* 13.06.04, 13:13
              I wiem jedno nie wazne czy dreczył Cie Maleszko,Czupry czy kto inny...Nie wazne
              czy byles orłem czy trzymałes sie na szarym koncu.Nie oceny decydują o tym
              jakimi jestesmy...Powinnismy sie wszyscy spotkac na 50;-) Kazdy kto chodzil do
              11 niech uczciwie sam przed soba nie wazne w jakiej czesci globu aktualnie
              przebywa..niech odpowie sam sobie czy czasem nie teskni za małym żółtym
              budyneczkiem.....:-D
              • Gość: Matura 67 Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 13.06.04, 21:08
                Bardzo ładnie piszesz, bo fakt że nie ważne jest czy było się orłem czy
                trzymałeś sie na końcu, ale o tym gdzie jest Twoje miejsce w życiu decydowała
                zawsze szkoła. Ty piszesz o wspomnieniach o "budyneczku" ale myślisz na pewno o
                swojej młodości. A to nie ma nic wspólnego. Bo swoją młodość można było
                umiejscowość w innej szkole (bez wstrętnego Maleszki) ale jak miało się naście
                lat to o tym decydowali rodzice. Tak więc nie tęsknię za tym "budyneczkiem "
                choć każdego dnia go widzę i patrzę na niego ze wstrętem. Właśnie dlatego bo
                uczył mnie Pan Maleszko. Przykre to ale prawdziwe. To może być śmieszne, ale co
                rano jadąc do pracy mijam ten "budyneczek" i o zgrozo nie myślę o tym że
                chodząc do tej byłam młoda, tylko że dobrze że nie mam tych naście lat i nie
                muszę juz znosić tego wszystkiego co oferował Pan Maleszko.
    • iv72 Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA 18.06.04, 12:29
      Również chodziłam do "jedenastki", ale w latach 1987-1991. Wtedy nauczała tam
      słynna polonistka. Ja chodziłam do klasy germanistycznej. Myślę, że zawsze lata
      ogólniaka będziemy wspominali z sentymentem. A na spotkanie z chęcią
      przyszłabym.Pozdrawiam wszystkich z "jedenastki".
      • Gość: roland Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: 62.87.130.* 12.07.04, 14:58
        Do jedenastki chdziłem w latach 68-72. Dobrze wspominam kolegów, z dużą ich
        liczbą utrzymuję przyjacielskie kontakty do dziś, nawet jeśli los rzucił ich za
        granicę. Była to dobra szkoła, mimo że nie słynęła z olimpijczyków, 90 procent
        ludzi dostawało się na studia - na ile to zasługa szkoły, a na ile
        inteligenckiego środowiska Biskupina i Sępolna - trudno powiedzieć...
        Było tez wielu dobrych i porządnych nauczycieli. Od matury w 1972 roku nigdy
        nie odwiedziłem szkoły. Powód ? Gdy jesienią 1972 wpadliśmy tam z grupie kilku
        rpzyjaciół, by się pochwalić przyjęciem na studia, nie dotarliśmy nawet do
        pokoju nauczycielskiego. Dyrektor Maleszka nie pozwolił i wyrzucił nas. Szkoła
        w tych czasach była często określana mianem "prywatnego obozu koncetnracyjnego
        Maleszki". Panował terror i zastraszenie, pruskie zwyczaje. Nie wolno było stać
        pod ścianą na przerwie, trzeba było chodzić w koło, jak na więziennym
        spacerniaku. Dziewczyny były odsyłane do domu przy anjmniejszym śladzie
        makijażu, nie mówiąc odżinsach czy dłuższych włosach chłopaków. Imieniny lub
        urodziny (nie pamiętam) Maleszki były dniem wolnym od nauki, przyjść musiały
        tylko trzyosobowe delegacje wszystkich klas z daniną w postaci drogich
        prezentów (drogie pióro, zapalniczka, etc). Po czekoladce z bombonierki
        trzymanej przez zetemesówkę w czerwonym krawacie i do domu. Nauczyciele musieli
        zostać na popijawę.

        Ciągnęły się za Maleszką pogłoski o nadużyciach finansowych w liceum (jeszcze
        przed przeniesieniem na Biskupin) i mocne podejrzenia o współprace ze Służbą
        Bezpieczeństwa.

        Dobrze wspominani przeze mnie nauczyciele:
        Maria Bursztyn, polonistka - wyrzucona przez Maleszkę
        Helena Platt - polonistka
        śp. Zbigniew Błęcki - zajęcia techniczne
        Zdzisław (?) Majski - historia, wyrzucony przez Maleszkę
        śp. "Monsun", geograf
        Krystyna Wytyczak - germanistka
        Danuta Włosewicz - fizyczka
        Franciszka Kłopot - historyczka
        Folcik - anglista
        Larysa Bocian - rusycystka
        Kurzeja - WF

        Większość uczniów w tych czasach znała się z dzielnicy, podstawówki - byliśmy
        zgrani nawet ponad podziałami klasowymi. Większość dobrze dała sobie radę w
        życiu. Wielu zrobiło kariery. Nie słyszałem, by ktoś się ześwinił, wręcz na
        odwrót, wielu zasiliło szeregi opozycji demokratycznej pod koniec lat
        siedemdziesiątych i w czasie pierwszej Solidarności. Jeżeli coś wyjdzie ze
        zjazdu, to na pewno zapewnimy liczny udział naszego i sąsiedzkich roczników.
        Mając nadzieję, że Maleszka nie odważy się przyjść, bo mogłoby dojść do pewnych
        demonstracji...

        • Gość: dinozaur Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: 204.187.27.* 25.08.04, 03:28
          Do jedenastki 'awansowalem' z malej szkoly naprzeciwko, #32. Byl to rok
          1957...tak, tak! Pamietam, wysoka szkola z czerwonej cegly, na nieco
          zaokraglonym planie. Przytlaczajaca, z kafelkowym po-niemieckim wystrojem
          korytarzy przypominajacym szpital. Mury o ponurych tradycjach niemieckich. Nie
          pamietam wiekszosci nazwisk profesorow, lecz wrazenia pozostaly. Najbardziej
          negatywny, powszechnie nielubiany dyrektor; ponury, mocno partyjny typ o
          wygladzie rumunskiego dyktatora Caosescu i rownie bezwzgledny. On nas szczerze
          nie lubil. Francuz zapisywal wszystkie trzy opasle tablice tekstami, ktorych
          mielismy potem uczyc sie na pamiec. Polonistka - niejaka pani Krolowa,
          siedziala niezbyt dostojnie na krzesle w kucki i 'z definicji' byla z nas
          b.niezadowolona, z wyjatkiem moze swoich pupilkow. Pamietam naprawde
          znakomitego mlodego fizyka, ktorego pomorska wymowe nasladowalismy
          wierszykiem: 'Wez muchi za uchi i poloz na blachi, to bendom ci skakali az po
          same dachi". Chemiczka lubila rewidowac podejrzanych o sciaganie uczni.
          Wspomnienia na ogol negatywne, ale szkoly i nauczycieli sie wtedy nie
          wybieralo. Wazni sa ludzie, czyli koledzy ze szkoly i nasza mlodosc, ktora
          pozwalala niejedno zniesc, nie dac sie 'ujajic' a jeszce 'ponadliczbowo'
          przezywac wzniosle uczucia, pisac wiersze, miec pozaszkolne pasje i wyrosnac na
          ludzi 'wbrew' i 'mimo'. Bracia i siostry dinozaury , jesli katastrofa jakiegos
          meteora nie zgladzila was, 'zatrabcie' choc raz w odpowiedzi. Moze bardziej
          optymistycznie? Przypomnijcie nazwiska nauczycieli, prosze. W Posce bywam
          czesto, moze sie 'zalapie' na jakies spotkanie?


    • Gość: naja Re: XI LO WROCLAW - WSPOMNIENIA IP: *.wroc.gazeta.pl 06.08.04, 13:28
      Gardzińska była absolutnie jedyną osobą, która mogła mi wytłumaczyć
      niewytłumaczalne czyli rachunek prawdopodobieństwa. Poza tym cała moja klasa
      (rocznik '97)bardzo Gardzińską szanowała. Ja akurat jestem matematyczną
      kretynką ale dzięki niej nie oszukują mnie w sklepie, umiem sobie wyliczyc
      podatek i wiem co to znaczy, jak sukienka jest 20% tańsza ;-)
      W ogóle chętnie bym się cofnęła do XI LO, bo czułam się tam fantastycznie.
      A pana Michalewskiego będę pamiętać do grobowej deski. Uczył nas samodzielnego
      myślenia i chwała mu za to.
    • Gość: wujo matura '84 Re: XI LO IP: *.promax.media.pl 05.08.15, 19:15
      Pozdrawiam wszystkich absolwentów
      Malecha (już nie dyrektor) uczył mnie przez pierwsze trzy lata polskiego, potem w klasie maturalnej przejęła nas taka starsza nauczycielka - świetna babka i pedagog - niestety nie pamiętam nazwiska. Kawał chama i esbeka z niego był, ale po latach..., wychowali nas na ludzi. My, B-klasa często beczeliśmy na jego przywitanie gdy wdrapywał się po schodach do świetlicy (gdzie mieliśmy lekcje, taka boczna salka) i "witał się" z baranami. Straszny antysolidarnościowiec, tępił nas za znaczki w kołnierzykach i biało-czerwone stroje w rocznicę stanu wojennego. Na polskim miał jedyną słuszną interpretację tego "co poeta miał na myśli" i biada temu, kto myślał odmiennie. Miał swoich 2-3 faworytów, którym na lekcjach pozwalał polemizować (wynikały z tego niezłe dyskusje), ale i tak na koniec "ustawiał wszystkich do pionu" i jego było na wierzchu. Nie żałuję tego, że miałem z nim polski, choć pewnie mogło być lepiej - przeżyłem.
      Nauczyciele, których pamiętam:
      - p. Rożek (j. niemiecki) - fajna babka pod każdym względem, połowa chłopaków się w niej podkochiwała.
      - p. Siedlecka "Żużu, Żużeta" (chemiczka), przez dwa ostatnie lata nasza wychowawczyni. Jedno oko na Maroko, a drugie na Kaukaz. Przetykanie zlewów kwasem azotowym (do wiadomego skutku - ale to my byliśmy idiotami). Iksiński do odpowiedzi, zeszyt pokaż. Co to jest: brak numeru lekcji, nie ma marginesu, temat niepodkreślony - siadaj nic nie umiesz DWA. Ogólnie poczciwa babka z niej była, tylko "gupia" taka. Chemię lubiłem i umiałem, ale miałem u niej jak u pana boga za piecem w konsekwencji dwóch wydarzeń. 1) oberwałem "chemią" po oczach w wyniku wystrzału korka z próbówki - oj przez dwa tygodnie grałem chorego. 2) wciągnąłem ją jako moją ciotkę do kolejki po żelazka (1983 rok), gdy jej ślinka ciekła, a ja już byłem blisko. A afera na wycieczce szkolnej ze znalezioną u nas w pokoju baterią kilkunastu butelek po wódce (były w szafie) i naszą jedną pełną, gdy Żużeta była przekonana, że to my wypiliśmy je poprzedniej nocy i dopiero Wuefistka (???) jej wytłumaczyła, że to niemożliwe (wypiliśmy butelkę wina na trzech - he he).
      - p. Jeżewski - poczciwy biedny facet od PO
      - p. Misiejuk - poczciwy gog od ruskiego. Jakie myśmy se "jaja" z niego robili, podobnie jak z geograficy (???). Dobrze, że nas ze szkoły nie wywalili. Po latach muszę przyznać: przeginaliśmy i to strasznie.
      - p. Wittbrot - świetna matematyczka
      - p. Kurlej - nasza wychowawczyni przez pierwsze dwa lata, potem też miała na nas oko (w tym dobrym tego słowo znaczeniu). Biologii nas nauczyła.
      - p. Bulak - (fizyczka) szurnięta komunistka i czerwonoharcerka. Jak umarł Breżniew przyszliśmy z biało-czerwonymi wstążeczkami wpiętymi w ubrania z ostentacyjną radością na twarzach - kobieta się rozryczała i nie mogła zrozumieć, że on nie był naszym ojcem i przewodnikiem. Ogólnie do fizyczek mielismy pecha: w ciągu czterech lat nauki przerobiliśmy ich sześć, w tym jedną nimfomankę.
      - p. Wilczyński - za te dwa lata łaciny jestem mu wdzięczny do końca mego żywota. Całkowite przeciwieństwo Malechy. Moje humanistyczne "ego" to w dużej części jego zasługa.
      - p. Szpilewska - świetny historyk, fantastyczny pedagog. W historii pokazywała nam związki przyczynowo-skutkowe, uczucia, ambicje, logikę - potem dopiero daty. Surowa nauczycielka, ale sprawiedliwa. Do annałów przejdzie jej odpowiedź na nasze prośby o niepytanie na którejś lekcji w okresie przedmaturalnym. Pani Profesor, gdzie Pani ma serce? "Ja nie mam serca, ja mam pompę ssąco-tłoczącą". ... i jednak na tej lekcji NIE pytała.
      Klasa maturalna, historia XX wieku. "Piszemy notatkę (piszemy, co nam dyktuje), teraz proszę zamknąć zeszyty, powiedziałam NIE notujemy i opowiadała nam prawdę. A teraz proszę znowu otworzyć zeszyty... . To ona zaszczepiła we mnie miłość do historii.

      Z naszej b-klasy 11 osób zdawało na medycynę, 9 ją ukończyło (w tym ja)- to chyba o czymś świadczy. XI LO to najpiękniejszy okres w moim życiu. Tam poznałem wspaniałych ludzi i przyjaciół, którzy mnie ukształtowali i cała reszta jest konsekwencją tych czterech lat.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka