Dodaj do ulubionych

10 lat minęło - powódź 1997

17.06.07, 12:01
10 lat minęło - powódź 1997
Obserwuj wątek
    • www_kozanow Piątek rano, osiedle Kozanów 17.06.07, 12:03
      www.gazeta.pl
      14.07.1997: Dziennik z zatopionego miasta
      cgd 2007-05-30, ostatnia aktualizacja 2007-05-30

      Piątek rano, osiedle Kozanów

      Bloki dochodzą tu do samego wału przeciwpowodziowego. Ale mieszkańcy lekceważą
      zagrożenie. - Eee, tylko łąkę zaleje - słyszę od moich sąsiadów. Na działkach
      kobieta podwiązuje pomidory. Po południu z wody sterczą już tylko dachy
      altanek. Na wale przeciwpowodziowym stoi tłum ludzi. Twarze ponure.

      Tuż pod wałami obórka pani Zofii. To taka nasza kozanowska osobliwość - trochę
      wsi w blokowisku. W obórce dwie krowy i byk. Byk waży ze 400 kg. Jest bardzo
      łagodny, ale nigdy jeszcze na dworze nie był. - Nie ma rady. Musi pani cały
      inwentarz za wał przeprowadzić i w parku do drzew poprzywiązywać - przekonuję
      panią Zofię. - O Boże, Boże. Będzie tak jak w 1977 roku. Żyto tu wtedy miałam i
      woda mi wszystko zalała - rozpacza pani Zofia. - Teraz będzie gorzej - nie
      zostawiam jej nadziei, ale czuję, że inaczej nie mogę, oszukiwałabym.
    • www_kozanow Świt na Kozanowie 17.06.07, 12:05
      www.gazeta.pl
      14.07.1997: Dziennik z zatopionego miasta
      cgd 2007-05-30, ostatnia aktualizacja 2007-05-30

      Świt na Kozanowie

      Z mojego okna na osiedlu Kozanów widać, że woda doszła już do samej krawędzi
      wału. Gnam do pani Zosi. Uwiązany do dębu byk ryczy. Krowa uciekła do parku.
      Siano podtopione odpływa. Ludzie pocieszają się nawzajem: - Wał jest solidny.
      Niektórzy jednak zaczynają układać szańce z worków.
    • www_kozanow Kozanów, sobotnie popołudnie 17.06.07, 12:06
      www.gazeta.pl
      14.07.1997: Dziennik z zatopionego miasta
      cgd 2007-05-30, ostatnia aktualizacja 2007-05-30

      Kozanów, sobotnie popołudnie

      Wał nie puścił, ale woda zaszła nas zdradziecko. Przyszła pod prąd Odry, od ul.
      Ignuta. Około 12.50 zaczyna zalewać położoną w niecce przy wałach Dokerską.
      Godzinę później z wody wystają już tylko dachy samochodów. Pętla autobusowa
      zmieniła się w rozległe jezioro. Między słupami przystanków pływają pontony i
      kajaki. O 14.30 mieszkańcy bloków ewakuują się na wyższe kondygnacje. Nasz wał
      dalej trzyma się mocno, ale woda na osiedlu zaczęła wybijać przez studzienkę
      kanalizacyjną. Po godzinie 15 wybija następna studzienka. Mamy wodę po obu
      stronach wału. Wyłączyli nam światło.
      • mcvideo Re: Kozanów, sobotnie popołudnie 01.07.07, 17:18
        Jestem mieszkańcem Kozanowa przygotowuję materiał filmowy z powodzi szukam
        świadków tego wydarzenia, ciekawych wspomnień.
    • www_kozanow Pontonem przez Kozanów 17.06.07, 12:09
      www.gazeta.pl
      15.07.1997: Pontonem przez Kozanów
      Dorota Przerwa, Mirosław Maciorowski 2007-05-30

      Wczoraj na Kozanowie przeprawialiśmy na suchy brzeg dwie osoby i jednego psa,
      obserwowaliśmy wyścig po osiedlowym wodospadzie i zagraliśmy w karty na
      największej w okolicy wyspie - do niedawna górce na placu zabaw.
      Na Kozanów dojechaliśmy przez Nowy Dwór, Kuźniki, Żerniki i Pilczyce.

      Do ulicy Kolistej było sucho, dalej - na Pałuckiej brodziliśmy w wodzie po
      kolana, by w końcu spuścić nasz ponton na wodę.

      Osiedlowy kurort w pełnym słońcu

      W słońcu Kozanów bardziej przypomina kurort na Mazurach niż zatopione osiedle.
      Płyniemy. Przed nami na dwóch połączonych paskiem materacach, z rakietami od
      tenisa stołowego służącymi za wiosła, płynie mężczyzna w średnim wieku. -
      Którędy na Gądów? - krzyczy.

      Im bliżej ulicy Kozanowskiej, tym głębsza woda i więcej pontonów, kajaków,
      łódek i motorówek. Na nich żołnierze z prowiantem, rodziny przeprawiające się
      na suchy brzeg, ale większość to pływający rekreacyjnie "wczasowicze".

      - Właśnie mieliśmy wjeżdżać nad jezioro, ale jezioro przypłynęło do nas -
      żartuje młody człowiek. Razem z kolegami na niewielkiej wyspie (niegdyś
      osiedlowej górce usypanej dla dzieci, by zimą zjeżdżały tu na sankach) grają
      właśnie w makao.

      Regaty na Kozanowskiej

      Płyniemy dalej. Spokojne jeziorko zamienia się w rwący potok. W tym właśnie
      miejscu w piątek zbudowano zaporę z piasku. Woda zalała jednak umocnienia i
      utworzyła mały wodospad - raj dla miejscowych sportowców. Od rana na wzburzonej
      wodzie ścigały się osiedlowe załogi na pontonach. - Napiszcie, że zwyciężyła
      osada Nowy Dwór - śmieje się całkiem mokry młody mężczyzna. - Nic nam się nie
      stanie, my ratownicy - dodaje.

      W tych sprzyjających okolicznościach przyrody mniej piknikowo robi się, gdy
      podpływamy pod zatopione bloki. Wiosłujemy między płatami styropianu, desek,
      plastikowych butelek i śmieci. Cuchnie moczem.

      - Proszę, niech ktoś zabierze nasze śmieci - błaga kobieta z ósmego piętra przy
      Kozanowskiej 101. - Wynosimy je na dach, bo na klatkach okropnie śmierdzą. Do
      wody ich przecież nie wrzucimy. Inni worki z śmieciami trzymają na balkonach.

      Trochę dalej w wodzie po pas brodzi mężczyzna z psem na rękach. - Jak radzicie
      sobie ze zwierzętami? - pytamy.

      - Różnie - odpowiada. - Niektórzy pakują je na pontony i wywożą na drugą
      stronę, by załatwiły się w parku. Inni wypuszczają je na daszki okalające
      partery bloków.

      Prowiantowy desant

      Z lewej burty widzimy transport żywności dla mieszkańców. Żołnierze z kajaków i
      dużych łodzi podają żywność do spuszczonych na sznurkach wiaderek i reklamówek.

      - Ten z drugiego piętra to już trzeci raz bierze - krzyczy kobieta z wyższej
      kondygnacji. - Panowie, jak przypłyniecie, to pamiętajcie, komu już daliście, a
      komu nie. Niektórzy oszukują. Zdezorientowani żołnierze nakładają jednak do
      pojemników jak leci.

      Kurier z Modrej

      Na balkonie na czwartym piętrze siwy mężczyzna macha do nas ręką. -
      Potrzebujemy w trójkę przeprawić się na brzeg [na suchą ulicę Modrą - przyp.
      red.] - krzyczy towarzysząca mężczyźnie kobieta. Podpływamy, ale jest nas na
      pontonie troje, gdyż w ostatniej chwili zabraliśmy ze sobą jako przewodnika
      znajomą mieszkankę Kozanowa.

      - Zaraz wrócimy, tylko wysadzimy jedną osobę - odpowiadamy. Zawracamy. Na
      brzegu starsza pani prosi o przekazanie wiadomości na Kozanowską 101. Obok
      mężczyzna prosi o znak życia od brata z Kozanowskiej 83.

      Pod bloki wracamy po kwadransie, ale rodzina, po którą przypłynęliśmy, zabrała
      się z kimś innym. Zabieramy więc ich sąsiadów i jamniczkę Betinę. Po drodze
      zawijamy pod wskazane adresy. Pod 101 ciężko chora starsza kobieta. Nie chce
      się ewakuować. Jedenastoletni Tomek również.


      Bliższy brzeg

      Wracamy. Klucząc między blokami, mijamy niewielkie wysepki z zaparkowanymi na
      nich samochodach. Na każdej nie więcej niż dwa, trzy auta. Trochę dalej
      mężczyzna suszy i naprawia zatopionego do połowy busa. Na Pałuckiej, przez
      którą rano brodziliśmy po kolana i skąd rozpoczęliśmy naszą wyprawę, wyschły
      już chodniki.
      • klapador Re: Pontonem przez Kozanów 27.06.07, 22:30
        A ja z 12 na 13 miałem nocną służbę i ślepo wierzyłem mojemu ojcu "synu Kozanów
        to twierdza nic nas nie zaleje",chociaż jeszcze przed nocką wszyscy widzieliśmy
        żeglugę śródlądową na pętli autobusowej przy Kozanowskiej.Po zdaniu służby jako
        policjant-drogowiec byłem na bierząco z wszelakimi komunikatami na temat
        sytuacji w jakiej nasze miasto się znalazło.No i tak się zaczęła moja przgoda z
        powodzią.Przez Hubską do dworca PKP przeszedłem suchą nogą,zaś na ulicy
        Piłsudzkiego musiałem trzymać się mocno znaków itp,tak wartki był tam
        nurt.Płynąć zacząłem za wiaduktem kolejowym na Popowicach (pomimo moich 178 cm
        wzrostu nie dało się iść nawet na palcach)Na kolistą 10,gdzie wtedy mieszkałem
        (obecnie Dokerska) dopłynąłem troszkę żabką,troszkę na plecach bo już
        wymiękałem.Nie zapomnę jak ludzie z parteru przy kolistej chyba 17 skakali
        sobie ze schodów wejściowych do bloku na główkę brrr.Mam parę fotek z tejże
        powodzi i chętnie się nimi podzielę.Chętnych proszę o kontakt KPDT@tvk.wroc.pl
        Czekam również na wasze zdjęcia z powodzi
        • www_kozanow Re: Pontonem przez Kozanów 27.06.07, 22:54
          Bardzo ciekawe jest to co napisałeś.

          Polecam link

          miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,81348,4183743.html
          oraz

          miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,81348,4183568.html
          Pozdrawiam!
          • www_kozanow Re: Pontonem przez Kozanów 27.06.07, 22:57
            i jeszcze

            wroclaw.hydral.com.pl/test.php?dzielnica=55
    • klapador Re: 10 lat minęło - powódź 1997 28.06.07, 21:53
      Dzięki za linki,te z Hydrala są mi znane,ponieważ sam wrzuciłem na tą stronkę
      około trzech tysięcy zdjęć.Pozdrawiam
      • www_kozanow Re: 10 lat minęło - powódź 1997 29.06.07, 17:21
        > sam wrzuciłem na tą stronkę około trzech tysięcy zdjęć.

        wow! :)
        • klapador Re: 10 lat minęło - powódź 1997 29.06.07, 19:47
          A Ty kolego z "jedynki",czy "czwórki jesteś?Bo widzę,że kochasz to osiedle tak
          samo jak i ja?
          • www_kozanow Re: 10 lat minęło - powódź 1997 29.06.07, 22:56
            z czwórki z Kolistej
            • klapador Re: 10 lat minęło - powódź 1997 06.07.07, 17:52
              No to były sąsiad ja mieszkałem na Kolistej pod numerem 10
    • www_kozanow Narodziny podczas powodzi 14.10.07, 12:38
      Podróż i woda dookoła
      Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław

      Karolina urodziła się 14 lipca. - Mieszkaliśmy na Kozanowie, na ul. Dokerskiej -
      opowiada pani Ola Mielcarek. - 12 lipca uciekliśmy na Krzyki. Byłam już tydzień
      po terminie. Mimo to nie chciano mnie przyjąć do szpitala wojskowego.

      Nie mieli wyboru, 13 lipca wsiedli w samochód i pomknęli autostradą w kierunku
      Legnicy. Wieczorem dotarli do Poznania, gdzie następnego dnia urodziła się Karolina.

      - Do tej pory mam przed oczami obrazy z telewizora: słupek pewnie ponad
      2-metrowy, z nazwami ulic Dokerska, Gwarecka, i woda... - opowiada pani Ola.

      Do Wrocławia wrócili po miesiącu, na Kozanów z zalanymi działkami i gigantami
      komarami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka