dobra pointa...

IP: *.korbank.pl 22.07.07, 11:36
...do uparcie rozwujanych ostatnio wątków:
www.rowery.org.pl/kaski2007.html
    • Gość: tepe Re: dobra pointa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.07, 14:46
      Bardzo dobre. Ze swoich doświadczeń powiedziałbym, ze, wg częstości, urazy nóg i
      rąk dominują, zwłaszcza stawy w/w. Jeśli chodzi o głowę, najgroźniejsze miałem
      otarcie żuchwy. Z kręgosłupem nie miałem problemów. Może jestem nietypowy, bo
      mnie uczyli (u)padać w dzieciństwie?
      • Gość: artek Re: dobra pointa... IP: *.wro.vectranet.pl 22.07.07, 15:39
        a mi kask życie i zdrowie uratował. i to całkiem niedawno, w ubiegły piątek.
        jadąc w popołudniowym deszczu, dość szybko (ca 25-30 kmph), ściąłem zakręt i
        przywaliłem tylnym kołem w krawężnik. rower padł, mnie z roweru wyrzuciło jak z
        procy ...
        gdybym kasku nie miał, z pewnością bym padł jak długi i przeszorował parę metrów
        na betonie, przywalając po przeciwnej stronie czaszką w krawężnik .
        a tak dziwnym trafem wylądowałem prawie jak kot na dwóch łapach - udało mi się
        ustać na nogach, trochę tylko podeszwy w butach spd pościerało. no i obręcz
        niestety kompletnie pogięta, i całe koło do wymiany :(((
        ale głowa cała!
        • Gość: Roman Re: dobra pointa... IP: *.korbank.pl 22.07.07, 17:53
          > a tak dziwnym trafem wylądowałem prawie jak kot na dwóch łapach - udało mi się
          > ustać na nogach, trochę tylko podeszwy w butach spd pościerało. no i obręcz
          > niestety kompletnie pogięta, i całe koło do wymiany :(((
          No to jak to w końcu było: bez kasku walnąłbyś głową,a że go miałeś to ustałeś
          na dwóch łapach? Przywaliłeś kaskiem czy nie?
          • tiges_wiz Re: dobra pointa... 22.07.07, 18:29
            Pewnie sie powolaja na "badania" jakie prowadzili gdy wprowadzono swiatla nawet
            w terenie zabudowanym.
          • Gość: artek Re: dobra pointa... IP: *.wro.vectranet.pl 22.07.07, 18:55
            > No to jak to w końcu było: bez kasku walnąłbyś głową,a że go miałeś
            > to ustałeś na dwóch łapach? Przywaliłeś kaskiem czy nie?

            oczywiście że nie przywaliłem! i naprawdę wylądowałem mięciutko na dwóch nóżkach
            - prawie jak kotek, sam się temu dziwię, bo rower przywalił w beton bardzo
            solidnie a ja byłem dość mocno wpięty w pedały.

            ale z pewnością nic mi się nie stało dlatego, że miałem kask na głowie!
            ;P

            tyle tytułem żartu, ale bardziej poważna wersja zdarzenia - niewiele brakowało,
            miałem mnóstwo szczęścia, wystarczyłoby choćby zahaczyć nogą o ramę, albo
            cokolwiek innego co spowodowałoby mój upadek - a wówczas bez kasku mogłoby to
            mieć dużo poważniejsze konsekwencje. kto tam wie ...
            wolę więc myśleć, że to kask uchronił mnie od kalectwa.

            nie żebym używał kasku na co dzień, szczególnie do spokojnej jazdy po mieście
            ... ale dzieciom bez kasków nawet na tarasie jeździć nie pozwalam.
            • Gość: ep Re: dobra pointa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.07, 23:09
              obcisle gacie rowerowe tez ustawowo zapiszmy jako konieczne do poruszania sie.
              kask to kwestia podejmowania odpowiedzialnosci za swoje poczynania. a na takim
              etapie to jestem zwolennikiem swobody odczuwania i stanowienia.
              • Gość: artek Re: dobra pointa... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.07.07, 09:57
                > obcisle gacie rowerowe tez ustawowo zapiszmy jako konieczne
                > do poruszania sie.

                gacie jak gacie, jeżdżę w obcisłych na codzień i nie wyobrażam sobie inaczej ...
                ale w dyskusjach na temat rowerowych batmanów proponowano już (i to całkiem
                poważnie) obowiązek zakładania kamizelek odblaskowych. to jest dopiero kreowanie
                mody rowerowej ;P

                > kask to kwestia podejmowania odpowiedzialnosci za swoje poczynania.

                e, nie sądzę. kask to zwykłe zabezpieczenie na sytuacje awaryjne - jak w każdym
                potencjalnie urazowym sporcie (rolki, snowboard itd). zakładany tym częściej, im
                większe prawdopodobieństwo przywalenia głową w coś tam. inna sprawa, że na
                rowerze kask sprawdza się znakomicie przy jeździe w lesie i w zaroślach -
                świetnie chroni przed uderzeniami nisko zwisających gałęzi, m.in. temu właśnie
                służy daszek, bynajmniej nie ochronie przed słońcem.

                natomiast przy lajtowej jeździe w mieście - lekka przesada!

                wprowadzanie ustawowego obowiązku jeżdżenia w kasku po drogach publicznych to
                zwyczajne oszustwo, tanie (dla państwa czy miasta) zwalanie troski o zdrowie czy
                życie na barki rowerzystów i zwolnienie z obowiązku budowania bezpiecznej
                infrastruktury.
                o wiele taniej jest przecież wymalować na drogach dla rowerów pareset obrazków z
                szumnym napisem "chroń swą skroń - zamiast projektować i tworzyć drogi dla
                rowerów tak bezpieczne i bezkolizyjne, aby kaski zwyczajnie nie były potrzebne.
            • woo-cash Re: dobra pointa... 25.07.07, 15:08
              > ale z pewnością nic mi się nie stało dlatego, że miałem kask na głowie!
              > ;P

              No właśnie tu mam zawsze najwięcej wątpliwości.
              Nie chciałbym tu rozwijać dyskusji o wyższości jeżdżenia w kasku nad jazdą bez
              niego lub na odwrót, ale jak czasem widzę osobników jadących w kaskach, to nie
              mam wątpliwości, że faktycznie ten kask im się w końcu przyda. ;)

              Sam napisałeś, że jechałeś po morkej nawierzchni 25-30 km/h. Ja jeżdżę bez
              kasku i przewracanie się zdarza mi się wyłącznie przy bardzo niewielkich
              prędkościach, w zimie, na oblodzonej nawierzchni. Wiem, że nie mam kasku, więc
              nawet nie myślę, o braniu łuków na kostce z takimi prędkościami - wiem czym to
              się może skończyć.

              Generalnie zmierzam do tego, że żaden kask nie zastąpi wyobraźni, a w
              większości przypadków wyobraźnia może zastąpić kask. ;)

              A dzieciom faktycznie - może jeszcze wyobraźni brakować - takie prawo dzieci.
              Stąd może warto ja "zakuwać" w kaski.

              Pozdrower.
              • Gość: artek Re: dobra pointa... IP: *.wro.vectranet.pl 25.07.07, 18:28
                > > ale z pewnością nic mi się nie stało dlatego, że miałem kask na głowie!
                > > ;P
                >
                > No właśnie tu mam zawsze najwięcej wątpliwości.

                no dobrze, wiem, zgadza się, przyznaję, związek przyczynowo skutkowy między
                założeniem kasku a uniknięciem wywrotki jest niezwykle luźny i straasznie mocno
                naciągnięty.
                ale za to całkiem nieźle brzmi ;))

                > Sam napisałeś, że jechałeś po morkej nawierzchni 25-30 km/h.

                przypadek, musiałem ściąć zakręt bo akurat pan z pieskiem wylazł z trawnika na
                drogę, taką betonową połamaną, osiedlową. zdarza się.

                > Generalnie zmierzam do tego, że żaden kask nie zastąpi wyobraźni, a w
                > większości przypadków wyobraźnia może zastąpić kask. ;)

                jasna sprawa.
                niemniej jednak jadąc (jak wówczas) sparringowo graniczną do lotniska i z
                powrotem, wolę zabezpieczyć się nie tyle na okoliczność własnych błędów czy
                braku wyobraźni, a raczej braku wyobraźni jadących tamtędy kierowców i ich
                brawury przy wyprzedzaniu. to tylko realna ocena poziomu zagrożenia.
                dlatego zresztą nieodmiennie śmieszą mnie te osławione piktogramy "chroń swą skroń".

                > A dzieciom faktycznie - może jeszcze wyobraźni brakować - takie prawo dzieci.
                > Stąd może warto ja "zakuwać" w kaski.

                dodaj jeszcze niedostatek umiejętności czy doświadczenia w trudniejszych
                sytuacjach. no i ogólnie dziecko na rowerze jest łatwiej wywrotne.
    • Gość: PIETIA Re: dobra pointa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.07, 10:00
      Ja to widze tak :
      -jak jade na szosowce to zakładam kask i musze powiedzieć że miałem wywrotke w
      9/2006 przeleciałem przez kierownice obojczyk 6 tyg gips , kolano łokiec mocno
      zdarte i stłuczone, walnąłem głową w asfalt i przeszorowałem kawałek - kask
      pękł ale ja na głowie nie miałem nawet rysy wiec uważam że kask uratował mnie
      przed poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi a nawet...
      - jak jade po miescie,do pracy itp kasku nie ubieram bo predkości są mniejsze
      wydaje się że jest bezpieczniej :-/
      - dziecku nakazuje zakładanie kasku ZAWSZE !!! ostatnio jechał kilka metrów bez
      kasku przy zjeździe z podwórka do domu i wywrotka = wstrząsnienie mózgu :-(
      WIEC GENERALNIE WYDAJE MI SIĘ ŻE KASK WARTO ZAKŁADAĆ ( chociaż może nie zawsze
      przy wycieczce spokojnej do parku czy rynku np. ) !!! :-)
      • Gość: Rowers Re: dobra pointa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.07, 13:00
        Ja nie zakładam kasku i wiem, że przez to czesto ryzykuje. Miałem poważną
        wywrotke(złamał sie widelec) 3 lata temu przy predkości około 30-35 km/h na
        szutrze. Złamałem obojczyk, pozdzierałem kolana, łokcie i prawy bark i
        przytarłem łuk brwiowy. Głową nie przywaliłem tylko dlatego, że jazda po terenie
        nauczyła mnie żeby zawsze chronić głowe podczas upadku. Zdaje sobie sprawe że
        przy moim upadku gdybym nie miał pewnych nawyków najprawdopodobniej skończył bym
        z rozbitą głową. A obowiązek kasku wydaje sie pod pewnymi względami sensowny ale
        patrząc z drógiej strony przy powolnej jeździe po mieście wedłóg mnie raczej nie
        jest niezbedny.
Pełna wersja