Dodaj do ulubionych

Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta

23.11.07, 19:17
Opisana wyprowadzka rzeczywiście jest kłopotliwa - choć jak ja się
przeprowadzałem (już chyba z 10 razy z rodziną) to nikt mnie nie
żałował i nie pomagał. Więc i ja nie żałuje młodych ludzi. Z
doświadczenia wiem, że spora część mieszkańców domu asystenta
mieszka tam z WYGODY - mieszkałem w hotelach asystenta nie jednej
uczelni Wrocławia i trochę "się napatrzyłem".
Jedna sprawa mnie uderza w artykule jeszcze. Proszę przyjąć do
wiadomości, że doktorant (nawet z rodziną!) jest STUDENTEM - takim
samym jak cała rzesza pozostałych młodych ludzi na pierwszym i
drugim stopniu studiów (ustawa o szkolnictwie wyższym z 2005 roku).
Wiem, że nasza młodzież (studenci) dziś chcą więcej niż my w ich
wieku, ale nie robi to na mnie wrażenia - chieć a móc to dwie różne
sprawy. Jeśli ode mnie by to zależało to doktorantów, czyli
STUDENTÓW wykwaterowałbym do zwykłych akademików - powodów podać
można wiele, ale to już osobny temat.
Obserwuj wątek
    • Gość: profdrhab Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 19:23
      Po tym artykule widać jakie ciamajdy zabierają się za doktoraty. Od
      lipca mieli czas znaleźć coś do mieszkania, a skoncentrowali się
      najwyraźniej na płaczu i jękach. Skoro ma za małe stypendium, to
      niech idzie do pracy - jest jej mnóstwo.
      Jak człowiek, który ma trudności ze skombinowaniem sobie dachu nad
      głową ma tą niezaradną głową coś ciekawego wymyślić?
      • Gość: manwe Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.adsl.inetia.pl 23.11.07, 19:42
        Jestem doktorantem na Akademii Medycznej. Moja sutyacja jest nieco inna od opisanej. Muszę jednak stanąć po stronie doktorantów. To nie są takie studia jak na pierwszym czy drugim stopniu. To nie jest tak, że wychodzimy z zajęć i możemy jechać do pracy. Jeśli ktoś o swoim doktoracie myśli poważnie, musi mu poświęcić bardzo dużo czasu. Co więcej regulamin studów zabrania pracy na cały etacie, a na wszelką inna formę dodatkowego zatrudnienia musi zgodzić się kierownik studiów.
        • osmiol Drogi doktorancie 23.11.07, 22:20
          Nie rozsmieszaj ludzi swoim zapracowaniem nad doktoratem na AM.
          Praca Twoja polega na markowaniu zajec za studentami po 2-3
          godziny.Pisze markowaniu, bo czegoz to moze nauczyc studentow
          lekarz, ktory jeszcze nikogo z kataru nie wyleczyl? Po prostu
          popisujesz sie tym co przeczytales w ksiazce lub gazecie medycznej,
          a 4-5 lat mlodsze studentki sikaja z wrazenia na Twoj widok. Oprocz
          tego dlubiesz 1 wypis na tydzien pod nadzorem starszego asystenta i
          czasem niesiesz za profesorem teczke z historia choroby. Tak czy
          inaczej praca na klinice konczy sie okolo 12 - 13 i mozesz spadac
          dokad chcesz. To Twoj wybor, ze zamiast uczyc sie zawodu przebierasz
          sie jak aktor w lekarza i filozofujesz przed dzieciakami piszac
          prace naukowa o sprawach , ktore znasz jedynie ze slyszenia.
          Paranoja polskiego lekarza-doktoranta niestety taka jest. Jakiez to
          naukowe osiagniecia mozna miec po skonczeniu studiow? Doktorat to
          owoc wieloletniej obserwacji rzeczywistosci klinicznej i wybor
          tego , co lekarza zainteresowalo z jego wlasnego doswiadczenia.
          Twoje jest zerowe i - jak zostaniesz na uczelni - pozostanie zerowe.
          I to jest wlasnie dramat polskiej medycyny. Teoretycy uwazaja sie za
          wyrocznie.
          • Gość: Kaczoland Atakuje Re: Drogi doktorancie? IP: *.dhcp.embarqhsd.net 24.05.08, 16:34
            Bzdury... To jest normalne w wielu krajach jak np. w USA, czy w Kanadzie, ze
            doktorant spedza 10, 12, lub 14 godzin dziennie
            na uczelni. To jest - praktycznie - "full time job"!!!
        • Gość: gosc Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.Red-80-38-24.staticIP.rima-tde.net 24.11.07, 03:37
          MOZNA PRACOWAC I ROBIC DOKTORAT. JAKIE TO PROSTE, TRZEBA TYLKO
          CHCIEC.
          • Gość: feliks Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 11:52
            Można też robić doktorat, spać do 11-tej, nigdzie nie pracować i
            wiecznie chlać - to jeszcze prostsze
      • Gość: doktorant Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 20:19
        Ciekawe jak mam iść do pracy, skoro po pierwsze nie mogę pracować na cały etat bez utraty stypendium a po drugie (i najważniejsze) prowadzę normalne zajęcia ze studentami i dodatkowo mam jeszcze swoje seminaria. Jak mam znaleźć pracę, skoro od 8 do 15-16 uczę studentów? Fakt, że z przerwami, ale co mi po 90 minutowej przerwie od 11 do 12:30? Praca po południu? Chętnie! Ale mam swoje zajęcia. Wychodzę z domu o 7 wracam około 18-19. Kiedy tu pracować? A jeszcze doktorat trzeba pisać!
        • kde44 Re: Praca? 23.11.07, 20:30
          przepraszam, ale gdzie robisz ten doktorat?! bo na uni, to możesz mieć max 90
          godzin dydaktyki rocznie, więc za diabła nie wyjdzie z tego 5 dni w tygodniu od
          8 do 15... chyba że masz dobrze płatne nadgodziny. program studiów doktoranckich
          też przeładowany nie jest... chyba na żadnym kierunku...

          nie pytaj innych, jak Ty masz sobie zorganizować pracę, tylko ją sobie
          zorganizuj. z mojego doświadczenia wynika, że większość osób na doktoranckich po
          prostu bardzo sobie ceni takie wygodne życie i nie jest w stanie sobie nawet
          wyobrazić, że można się trochę postarać. a jeszcze do tego trzeba wokół siebie
          stworzyć otoczkę wielkiego męczeństwa, żeby nie wypadać tragicznie w oczach
          innych...

          a poza tym stypendia teraz są niemałe, szczególnie w relacji do oczekiwań wobec
          doktorantów. więc nie narzekaj, bo nie masz na co. jeśli jesteś dobry, to możesz
          też się starać o granty zewnętrzne - możliwości jest bardzo dużo, trzeba tylko
          pracować. problem w tym, że właśnie na to dzisiejsi doktoranci zupełnie nie mają
          ochoty.
          • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 21:02
            Mam na WPAiE. Wychodzi mi ponad 90 godzin. Do tego dolicz konsultacje (minimum 2 razy w tygodniu). Owszem płatne są nadgodziny ale co z tego? To są grosze. Mam jedną nadgodzinę rozwalającą mi cały dzień i za to ledwo 32 PLN. A w tym dniu już nic innego nie dam rady zrobić!
            Średnio mi wychodzą 3-4 godziny dydaktyczne na tydzień + 2 godziny konsultacji (bezpłatne) + 8 godzin swoich zajęć. W sumie 14 godzin tygodniowo, czyli średnio po +/- 3 godziny dziennie. Na dodatek często rozłożone tak, że zajęty jestem od 8 do 9:30, potem od 12 do 13 i od 15 do 16:30. Umiesz to pogodzić z pracą? Znasz firmę, która przyjmie pracownika o takiej "dyspozycyjności"?
            A jak przyjdzie sesja, to dopiero się zaczyna. Ktoś musi pilnować na egzaminach, przyjmować studentów (którzy oczywiście nie mogli zaliczyć nieobecności w trakcie semestru, tylko przychodzą w ostatnie dni), układać i sprawdzać kolokwia itp.
            Do tego muszę się przygotować do zajęć. Uwierz, że to nie jest tak, że przychodzę na zajęcia z marszu. Jedne zajęcia to minimum 3 godziny ślęczenia w domu nad materiałami.
            Pracodawcy nie chcą słyszeć o jakiejś elastyczności. Nawet jeżeli się zobowiązuję, że odrobię te godziny w inne dni, że przyjdę w weekend, że zostanę dłużej, że zrezygnuję z przerwy śniadaniowej itp.
            Próbowałem po wielokroć. W tym roku akademickim (od października) miałem już chyba ze 20 rozmów w sprawie pracy. Zawsze na dźwięk słowa "doktorat" słyszałem "dziękujemy panu" albo "nas interesuje tylko osoba dyspozycyjna" etc.
            Więc nie opowiadaj mi głupot o znalezieniu pracy. Ja naprawdę bardzo chcę. Staram się, szukam, naginam do granic możliwości. Ale nic z tego. Ostatnio jak wróciłem do domu po 20 (a wyszedłem przed 7) i zobaczyłem kupę prac jakie mam do sprawdzenia, to pomyślałem, że chyba mnie posrało, żeby za ten 1000 złotych tak się męczyć.
            Granty? Owszem, ale musisz mieć otwarty przewód doktorski (zrób to na pierwszym roku).
            Drugi raz bym się na doktorat nie zdecydował.
            • kde44 Re: Praca? 23.11.07, 21:38
              faktycznie brzmi to kiepsko. ale rozumiem, że jest to dla Ciebie inwestycja?
              jeśli nie, dlaczego to kontynuujesz?! wybacz, ale to brzmi naprawdę mało
              racjonalnie...
              • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 21:44
                Inwestycja taka, że po doktoracie wyjeżdżam do Irlandii (albo do innego cywilizowanego kraju). A czemu robię? Tyle się namęczyłem, żeby go zacząć i jakoś ciągnąć, że już go skończę.
                • robak_wroc Re: Praca? 24.11.07, 06:11
                  Gość portalu: doktorant napisał(a):

                  > Inwestycja taka, że po doktoracie wyjeżdżam do Irlandii (albo do innego cywiliz
                  > owanego kraju). A czemu robię? Tyle się namęczyłem, żeby go zacząć i jakoś ciąg
                  > nąć, że już go skończę.

                  i myslisz, ze w irlandii doktorat cos da? na poczatku nawet na to nie licz.
                  zapiszesz sie do agencji, a tam beda Cie pchali do roznych firm. po paru
                  tygodniach zaczniesz w nich przebierac, po miesiacu jak Ci dobrze pojdzie
                  zalapiesz sie gdzies na stale a nie na "na poczatek 3 dni a potem zobaczymy".
                  tutaj nie jest tak lekko z tytulami. oni maja to w dupie czy masz tone papierow
                  jaki to jestes madry, czy takich nie masz. daja Cie na stanowisko i jak sie
                  sprawdzasz to zostajesz. proste.
                  • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 10:06
                    Doktorat robię bardziej dla siebie. Jednak z moją specjalizacją pracy za granicą długo szukać nie będę. Jak nie w biznesie to w jakiejś "Mumii Jełropejskiej" albo szkole.
                    • kde44 Re: Praca? 24.11.07, 11:44
                      jeśli doktorat robisz "dla siebie" to z jakiej paki chcesz dostawać za to
                      kasę?!?! chcesz coś robić dla siebie, to za to płać! nei rozumiem, dlaczego w
                      takiej sytuacji w ogóle dostajesz studia doktoranckie i całyprzewód doktorski za
                      darmo! to ejst po prostu skandaliczne.
                      • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 16:46
                        Źle mnie zrozumiałeś. Robię to dla siebie w sensie, że mnie to interesuje i że chcę się tym zagadnieniem zajmować zawodowo. Robię to z przyjemnością. Lubię uczyć studentów, lubię czytać i pisać o tym wycinku rzeczywistości. Nie robię tego z czystego wyrachowania. Rozumiesz? Natomiast w sytuacji w której Polska nie jest zainteresowana tym, aby mnie zatrudnić za godne pieniądze jestem zmuszony po zrobieniu doktoratu po prostu wyjechać.
                        I gdzie tu widzisz skandal?
                        Ja chcę tu zostać. Chcę używać swojej wiedzy w Polsce. Ukończyłem studia praktyczne, które rzeczywiście są przydatne. Nie jakąś filozofię klasyczną, czy filozofię. Na świecie jest multum pracy dla ludzi z moimi kwalifikacjami. Nie w Polsce to gdzie indziej.
                        Gdzie tu skandal?
            • Gość: xXx Re: Praca? IP: *.ssp.dialog.net.pl 23.11.07, 23:22
              Ja robię doktorat na WNS i pracuję, stypendium nie pobieram ale za to mam własne
              pieniądze, które pozwalają mi normalnie funkcjonować, na bodajże 10 osób, które
              zaczynały ze mną studia ze stypendiów zrezygnowały 2, reszta otwarcie mówiła, że
              nie zamierza pracować bo ma stypendium. Może na WPAiE jest tak, że siedzisz od
              rana do wieczora na zajęciach, ja mam zajęcia 3 razy w tygodniu raz rano do 12 i
              dwa razy od 16.
              I naprawdę nie uwierzę w to, że studenci studiów doktoranckich narzekają na brak
              pieniędzy jedni pracują nieoficjalnie na umowy zlecenia czy umowy o dzieło inni
              kręcą z pieniędzmi uniwersyteckimi, zresztą w większości doktoranci są to osoby,
              które doskonale wiedzą jak się obrócić, żeby wpadło trochę grosza do kieszeni.
              A ten doktorant jest naprawdę żałosny.
              • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 23.11.07, 23:32
                Gość portalu: xXx napisał(a):

                > Ja robię doktorat na WNS i pracuję, stypendium nie pobieram ale za to
                > mam własne pieniądze, które pozwalają mi normalnie funkcjonować

                > I naprawdę nie uwierzę w to, że studenci studiów doktoranckich
                > narzekają na brak
                > pieniędzy jedni pracują nieoficjalnie na umowy zlecenia czy umowy
                > o dzieło inni
                > kręcą z pieniędzmi uniwersyteckimi, zresztą w większości
                > doktoranci są to osoby,
                > które doskonale wiedzą jak się obrócić, żeby wpadło trochę grosza
                > do kieszeni.
                > A ten doktorant jest naprawdę żałosny.

                "Żałosne" są później poziomy doktoratów takich ludzi, którzy "kręcą z pieniędzmi
                uniwersyteckimi" lub "pracują nieoficjalnie na umowy zlecenia". W normalnym
                kraju za takie dyletanctwo powinno się wyrzucać takich ludzi ze studiów
                doktoranckich. Oczywiście w normalnym kraju stypendia są też normalne.
                • kukoc Re: Praca? 23.11.07, 23:53
                  Tak masz rację w Polsce cała kadra dydaktyczna jest żałosna nie ma znaczenia czy
                  ktoś utrzymywał się tylko ze stypendiów czy pracował gdzieś dodatkowo. Jest to
                  kpina i nic więcej zwłaszcza na wydziale prawa administracji i ekonomii
                  doskonale widać to na studiach zaocznych gdzie zapracowani doktoranci czy
                  doktorzy mają wiedzę niższą niż niejeden student, który pewne problemy zna
                  ponieważ zajmuje się tym zawodowo (sic!).
                  Ja mogę zaproponować Tobie studia w Australii, masz spory wybór, ja po zrobieniu
                  magisterki we Wrocławiu wyjechałem do Perth, tam skończyłem odpowiednik polskich
                  studiów magisterskich, teraz jestem na studiach doktoranckich, masz rację
                  pieniądze są większe, ale też o wiele wiele więcej trzeba zainwestować na
                  początku, mnie przyjemność studiowania w Australii wyniosła mniej więcej
                  równowartość 100 000 zł nie mówiąc już o kosztach zdobycia certyfikatu językowego.
                  • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 24.11.07, 00:08
                    kukoc napisała:

                    > Ja mogę zaproponować Tobie studia w Australii, masz spory wybór,
                    > ja po zrobieniu
                    > magisterki we Wrocławiu wyjechałem do Perth, tam skończyłem
                    > odpowiednik polskich
                    > studiów magisterskich, teraz jestem na studiach doktoranckich,
                    > masz rację
                    > pieniądze są większe, ale też o wiele wiele więcej trzeba
                    > zainwestować na początku

                    Dzieki za propozycje:) ale ja aktualnie przebywam na stypendium w Niemczech i
                    widze, ze tutaj doktoranci maja o wiele lepsze warunki niz w Polsce.
                    • kukoc Re: Praca? 24.11.07, 01:10
                      wyjechałeś na stypendium w stylu Erasmus, Leonardo da Vinci?
                      • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 24.11.07, 16:29
                        kukoc napisała:

                        > wyjechałeś na stypendium w stylu Erasmus, Leonardo da Vinci?

                        nie, w ramach specjalnego grantu niemieckiego
                        • Gość: Pepe Re: Praca? IP: *.cty-net.ne.jp 25.11.07, 13:52
                          możesz zdradzić jakieś szczegóły?
                          • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 25.11.07, 21:59
                            Gość portalu: Pepe napisał(a):

                            > możesz zdradzić jakieś szczegóły?

                            Zostal ogloszony konkurs na czasowe stanowisko na uniwersytecie i ja wygralem:)
                    • aleef Re: Praca? 24.11.07, 01:29
                      Byłem na stypendium w Kolonii, studenci mają faktycznie lepiej, ale
                      obcokrajowcy, którzy przyjechali tam na stypendia praktycznie nic nie robili,
                      mogę powiedzieć, że nakład pracy pomiędzy niemieckim studentem czy polskim,
                      który studiuje tam w normalnym trybie a studentami z programów stypendialnych to
                      niebo a ziemia, ci drudzy traktowani są ulgowo ale faktem jest, że na pewno
                      lepiej tam się studiuje niż w Polsce
                  • Gość: Kaczoland Atakuje Re: Praca? IP: *.dhcp.embarqhsd.net 24.05.08, 16:43
                    "mnie przyjemność studiowania w Australii wyniosła mniej więcej
                    równowartość 100 000 zł nie mówiąc już o kosztach zdobycia certyfikatu językowego."
                    ----------------------------------------------------------------------
                    To juz lepiej wyjechac na "graduate studies" (magisterium, doktorat).
                    Zwykle uczelnia zwalnia cie z kosztow zajec / nauki, a do tego tez
                    oferuja stypendia oraz dodatkowe pieniadze (moga zatrudnic cie jako
                    "teaching assistant", lub "research assistant")...
                    • Gość: Kaczoland Atakuje Re: Praca?? IP: *.dhcp.embarqhsd.net 24.05.08, 16:45
                      "mnie przyjemność studiowania w Australii wyniosła mniej więcej
                      równowartość 100 000 zł nie mówiąc już o kosztach zdobycia certyfikatu językowego."
                      ----------------------------------------------------------------------
                      To juz lepiej wyjechac na "graduate studies" (magisterium, doktorat).
                      Zwykle uczelnia zwalnia cie z kosztow zajec / nauki, a do tego tez
                      oferuja stypendia oraz dodatkowe pieniadze (moga zatrudnic cie jako
                      "teaching assistant", lub "research assistant")...

                      P.S. Przepraszam, zapomnialem dodac, iz chodzilo mi o wyjazd do USA.
                      • kukoc Re: Praca?? 24.05.08, 17:39
                        Brałem pod uwagę USA dosyć mocno prześwietliłem możliwości studiowania w obydwu
                        krajach i kilka lat temu atrakcyjniejsze warunki oferowała Australia, głównie
                        pod uwagę brałem możliwości uczelni. Tutaj też na początku studiów pracowałem na
                        uczelni były to przyzwoite pieniądze za które można wyżyć i jeszcze sporo
                        oszczędzić, nie wiem jak aktualnie sprawa wygląda w USA, ale w Australii po
                        ukończeniu studiów bezproblemowo dostaniesz australijskie "papiery" i dobrze
                        płatną pracę, generalnie jest olbrzymie zapotrzebowanie na pracowników wszelkiej
                        maści.

                        Może dla Ciebie atrakcyjniejszym wyborem jest USA dla mnie nie, miałem okazję
                        pracować w USA jakiś czas, gdybym dzisiaj miał wybierać jeszcze raz z pewnością
                        wybrałbym Australię.
            • Gość: GOSC Re: Praca? IP: *.Red-80-38-24.staticIP.rima-tde.net 24.11.07, 03:50
              WIEC ZREZYGNUJ ZE STUDIOW DOKTORANCKICH I ZAPEWNE WSZYSTKIM WYJDZIE
              NA DOBRE. WEZ SIE ZA NORMALNA PRACE I MOZE BEDZIESZ BARDZIEJ
              SZCZESLIWY I PRZESTANIESZ NARZEKAC.
            • Gość: eliksir Re: Praca? IP: *.lns1-c9.dsl.pol.co.uk 24.11.07, 14:42
              Wybacz, ale nei jestem w stanie sobie wyobrazic jak jedna godzina potrafi
              rozwalic caly dzien? robisz ja po 10 minut w szesciu ratach, w odstepach
              potroragodzinowych?
              Zakladam ze jedna godzina to godzina i tyle, nawet jak do pracy i z pracy bys
              mial dojezdzac po godzinie to daje 3 gozdiny. pozostaje jeszcze 21, to odejmujac
              8h na sen zostaje jeszcze duzo czasu na prace.

              Nie twierdze ze masz pracowac, wydje mi sie ze doktoranci powinni byc lepij
              oplacani i nie powinni nigdzie pracowac, ale twoje tlumaczenie jest pokretne i
              neiszczere, a klamstwa juz nei lubie.
              • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 16:51
                Odpowiadam Ci. Mam zajęcia od 8 do 9:30 i nadgodziny od 14:30 do 16.
                Znasz pracodawcę, któremu to nie przeszkadza?
                Ja bym wolał mieć od 8 do 15, bo wtedy z powodzeniem mogę pracować na drugą zmianę. Ale jak mam trochę rano, trochę po południu, to cały dzień jest rozbity. I pracodawcy nie obchodzi, że ja chcę zrezygnować z przerw śniadaniowych, albo odrobić ten czas w pozostałe dni. Odpowiedź jest zawsze jedna: Nie może pan siedzieć 8 godzin ciurkiem? To dziękujemy.
          • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 23.11.07, 21:10
            > a poza tym stypendia teraz są niemałe, szczególnie w relacji do
            > oczekiwań wobec
            > doktorantów. więc nie narzekaj, bo nie masz na co. jeśli jesteś
            > dobry, to możes

            Bzdury pleciesz Panie kolego kde44, ustawowe stypendium doktoranckie to 1050zl,
            to jest BARDZO malo. Na niektorych wydzialach/instytutach sa mozliwosci
            dorobienia sobie, ale zajmuje czas i przez to poziom doktoratow w Polsce w
            wiekszosci jest niski. Prawda jest taka, ze aby miec wysoki poziom naukowy,
            trzeba zainwestowac w mlodych ludzi.
            • kde44 Re: Praca? 23.11.07, 21:40
              to nie jest bardzo mało. pytanie czy to jest mało, czy dużo ma związek z
              wartością produktu. sam przyznajesz, że wartość doktoratów jest niska. w polsce
              wartość 99% prac naukowych jest zerowa. stypendia są wręcz zbyt wysokie.
              niezależnie od tego ile by się inwestowało w naukę polską, nic z tego nie
              będzie. to tak jak ze służbą zdrowia i pkp oraz górnictwem: bez reform
              strukturalnych można w tym utopić każde pieniądze bez najmniejszych pozytywnych
              efektów.
              • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 23.11.07, 22:08
                kde44 napisał:

                > to nie jest bardzo mało.

                To jest bardzo malo w perspektywie zalozenia rodziny

                > pytanie czy to jest mało, czy dużo ma związek z
                > wartością produktu. sam przyznajesz, że wartość doktoratów jest niska. w polsce
                > wartość 99% prac naukowych jest zerowa.

                Ostatnie stwierdzenie jest falszywe i ujawnia, ze nie masz pojecia o czym piszesz.

                Wartosc doktoratow (ale nie wszystkich, okolo 60%) jest niska, bo doktoranci
                (jak zwyczajni ludzie) dorabiaja sobie kosztem doktoratu.

                Oczywiscie mozna mowic, ze doktoranci maja mizerne wyniki naukowe, wiec maja
                malo zarabiac, a wtedy wyniki beda jeszcze mizerniejsze, wiec poziom znowu
                nizszy,... az do calkowitego upadku szkolnictwa wyzsze w Polsce, bo doktoranci
                maja znaczacy wplyw na prace dydaktyczna.

                Ja sie tym nie martwie, bo jako osoba dobrze wyksztalcona mam sporo mozliwosci
                znalezienia pracy za granica (aktualnie jestem poza Polska - IP przy nicku), ale
                mysle, ze dla Polski to bardzo zla sytuacja, gdy ludzie perspektywiczni, musza
                rezygnowac z kariery naukowej (tak jak duzo moich kolegow), lub wyjezdzac na
                zaproszenia osrodkow z innych krajow, gdzie sytuacja jest znacznie lepsza, a
                doktoranci dostaja srednia krajowa.

                Powyzsze rozumowanie pokazuje, ze aktualny system jest zly i trzeba go zmienic.

                > stypendia są wręcz zbyt wysokie.
                > niezależnie od tego ile by się inwestowało w naukę polską, nic z tego nie
                > będzie. to tak jak ze służbą zdrowia i pkp oraz górnictwem: bez reform
                > strukturalnych można w tym utopić każde pieniądze bez najmniejszych
                > pozytywnych efektów.

                Szkolnictwo ma swoja wartosc, a ludzie pracujacy naukowo znaja swoja wartosc,
                dlatego studia wyzsze powinny byc platne. Wtedy doktoranci beda dostawac w
                okolicach sredniej krajowej (jak to powinno byc), oraz ogolny poziom nauki
                bedzie o wiele wyzszy.
                • kde44 Re: Praca? 23.11.07, 22:24
                  no ale wygląda na to, że ekonomicznie to nawet rudymentarnej wiedzy nie
                  posiadłeś. prywatne cele pracownika nie mają żadnego znaczenia dla wysokości
                  pensji, którą może mu pracodawca wypłacić. Jeśli produktywność jest zerowa, to i
                  pensja nei powinna być wyższa. A taka jest wartość pracy znaczącej większości
                  polskich naukowców - trzeba to uczciwie przyznać. Najprawdopodobniej dla nauki
                  polskiej rezygnacja tzw. młodych ambitnych nie będzie miała żadnego znaczenia. a
                  tak naprawdę, to młodzi obiecujący wyjeżdzają

                  skąd to przypuszczenie, że wyższa stawka stypendium będzie skutkowała wyższym
                  poziomem doktoratów? a w ogóle jakie ma znaczenie wyższy poziom doktoratów o
                  charakterze przyczynkarskim - bo takie się pisze w duuuuużo więcej niż 60%?!

                  skąd przypuszczenie, że wartość doktoratów jest niska tylko dlatego, że biedni
                  doktoranci musza pracować?

                  powtarzam jeszcze raz: możliwości pozyskania innych niż stypendium środków
                  finansowych jset teraz na tyle dużo, że tylko polscy pseudonaukowcy sobie z tym
                  nie radzą - a tak naprawdę, po prostu nie mają szans.
                  • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 23.11.07, 22:48
                    kde44 napisał:

                    > no ale wygląda na to, że ekonomicznie to nawet rudymentarnej
                    > wiedzy nie posiadłeś.

                    Ja nie jestem ekonomista.

                    > prywatne cele pracownika nie mają żadnego znaczenia dla wysokości
                    > pensji, którą może mu pracodawca wypłacić.

                    Ale jesli brakuje pracownikow, to moga ni dyktowac warunki.

                    > Jeśli produktywność jest zerowa, to i
                    > pensja nei powinna być wyższa. A taka jest wartość pracy znaczącej >
                    większości polskich naukowców - trzeba to uczciwie przyznać. \

                    Jesli bedzie koreleacja miedzy wynikami naukowymi, a podstawowa pensja, oraz
                    jesli nauka bedzie bardziej dofinansowana, to "produktywnosc" wzrosnie.

                    > Najprawdopodobniej dla nauki
                    > polskiej rezygnacja tzw. młodych ambitnych nie będzie miała
                    > żadnego znaczenia. a
                    > tak naprawdę, to młodzi obiecujący wyjeżdzają

                    Bedzie miala duze znaczenie - nauka polska upadnie. Jesli "mlodym obiecujacym"
                    zagwaruntuje sie dobre warunki, to sa szanse, ze nie wyjada i nauka nie upadnie.


                    > skąd to przypuszczenie, że wyższa stawka stypendium będzie
                    > skutkowała wyższym
                    > poziomem doktoratów? a w ogóle jakie ma znaczenie wyższy poziom
                    > doktoratów o
                    > charakterze przyczynkarskim - bo takie się pisze w duuuuużo więcej > niż 60%?!

                    Prawda jest, ze sama wyzsza stawka stypednium od razu nie podniesie poziomu
                    doktoratu, ale (jak juz wspominalem) uwarunkowanie wyzszego stypendium -
                    wynikami naukowymi juz tak.

                    > skąd przypuszczenie, że wartość doktoratów jest niska tylko
                    > dlatego, że biedni
                    > doktoranci musza pracować?

                    Jesli doktorant ma na utrzymaniu rodzine, to oprocz pracy dydaktycznej musi
                    pracowac i zarabiac na rodzine. To odbija sie na czasie poswieconym na prace
                    naukowa. Bledem jest tutaj przekonanie, ze jedynym obowiazkiem doktoranta jest
                    napisanie doktoratu (ktory przecierz moze pisac w nocy, co nie?). Oprocz tego
                    doktoraci pracuja jak zwykli naukowcy: pisze prace naukowe do czasopism,
                    wyglaszaja referaty na konferencjach, itd. Cala ich dzialalnosc (jak juz
                    pisalem) idzie na konto jednostki badawczej.

                    > powtarzam jeszcze raz: możliwości pozyskania innych niż stypendium > środków
                    finansowych jset teraz na tyle dużo, że tylko polscy
                    > pseudonaukowcy sobie z tym
                    > nie radzą - a tak naprawdę, po prostu nie mają szans.

                    Powyzej sa jakies ogolniki. Doktoranci maja stypendia (1050zl, ale nie wszyscy),
                    moga liczyc na granty promotorskie. W mojej dziedzinie sa jeszcze sporadyczne i
                    niewielkie granty z UE, ale to sa przyczynki, a nie powazne finansowanie.

                    Gdyby dac mozliwosc polskim naukowcom (w tym doktorantom) otrzymywania powaznych
                    funduszy (ktore sa zalezne od wynikow naukowych), to mniej by bylo
                    "pseudonaukowcow".
                  • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 10:23
                    Co do pieniędzy to się nie zgodzę. Na uczelniach zachodnich stypendium jest na tyle wysokie, że możesz się poświęcić nauce. W Polsce dostajesz tysiaka i co z nim zrobić? To jest po prostu za mało. Wynajmiesz za to mieszkanie? Pamiętaj, że doktorant musi opróćz tego, że gdzieś mieszkać i coś jeść, to jeszcze prowadzić badania naukowe. Ja miesięcznie na same czasopisma potrzebne mi do doktoratu wydaję ponad 60 złotych! Jak zarabiasz 1000 to jest to bardzo dużo.
                    Taka sytuacja powoduje, że doktoranci muszą kombinować. Pracować na czarno, łapać dodatkowe fuchy, zarywać noce itp. To się musi przełożyć na poziom doktoratu! Koniec końców często wybiera się temat mniej ambitny, ale łatwiejszy i tańszy w napisaniu. Po prostu coś za coś.
                    Piszesz o grantach itp. Nie znasz się! Uzyskanie grantu po pierwsze jest naprawdę bardzo trudne a po drugie ich wysokości są żenująco niskie i zupełnie niewspółmierne do wymogów jakie trzeba spełnić, by je dostać.
                    Do tego dochodzi sprawa tego, że doktorant często zastępuje jakiemuś profesorowi pachołka. Przynieś, wynieś, skseruj, przeczytaj, załatw, przypilnuj na egzaminie etc. Oczywiście kosztem własnego czasu i za zwykłe "dziękuję" (czasami nawet nie). Oczywiście nie wszyscy są tacy. Ja mam szczęście i trafiłem na naprawdę porządnego człowieka, który rozumie moją sytuację, ale nie wszyscy których znam mieli takie szczęście.
                    Oczywiście możemy powiedzieć "a radźcie sobie sami, w końcu nikt was nie zmuszał". Ale to będzie skutkować tym, że za 20 czy 30 lat staniemy się krajem niewykwalifikowanej siły roboczej. Takim drugim Pakistanem. Jeżeli chcemy aby "Polska rosła w siłę a ludzom żyło się dostatniej" to musimy zainwestować w naukę.
                    Przyznanie wszystkim doktorantom w Polsce stypendiów rzędu 1500 PLN miesięcznie i jakaś pomoc w znalezieniu lokum na czas studiów to rzecz dla budżetu państwa w zasadzie nieodczuwalna. Zaś pozytywny efekt tego byłby ogromny. W końcu mógłbym w spokoju siąść do pisania i wybrać się do teatru (ostatni raz byłem 2 lata temu, bo mnie nie stać!).
                    • kde44 Re: Praca? 24.11.07, 11:56
                      > Co do pieniędzy to się nie zgodzę. Na uczelniach zachodnich stypendium jest na
                      > tyle wysokie, że możesz się poświęcić nauce.

                      to że są wyższe, nei znaczy, że to jest racjonalne rozwiązanie,.
                      większośc osób tutaj ma głębokie przekonanie, że wzrost wysokości stypendium
                      nagle sprawi, że cała rzesza nastawionych roszczeniowo doktorantów przestanie
                      mieć dlasze roszczenia i uzna, że już jest ok i nagle podniesie się poziom
                      doktoratów.

                      granty trudno jest dostać? jasne, bo trzeba coś sobą prezentować, trzeba ciężko
                      nad tym popracować, a nie tylko głośno biadolić. wiem ile jest pracy nad
                      grantami. ale czy Wy naprawdę musicie być tak skandalicznie bezradni i leniwi?!
                      • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 16:01
                        Nie zgodzę się z Tobą. Pamiętaj, że poziom doktoratów to wypadkowa 3 spraw.
                        a) ludzi
                        b) warunków
                        c) systemu

                        Na doktoraty powinni iść ludzie zdolni. Postaw się w sytuacji młodego, zdolnego po studiach. Masz wybór - praca w Polsce za 2500 PLN, praca za granicą za 2500 EURO albo doktorat za 1000 PLN, w jenym małym pokoju z 6 osobami i 1 starym komputerem do spółki. Co wybierasz?
                        Warunki materialne doktorantów powinny być na tyle dobre, żeby zachęcały ludzi do dalszej nauki. Jakiś czas temu dostałem zaporszenie na konferencję naukową. Koszt - 800 PLN. Uczelnia nie zapłaci. Jak mam opłacić ten wyjazd z mojego stypendium? Nie jeść przez 3 tygodnie? Koniec końców nie pojadę, a szkoda.
                        Bez poprawienia materialnych warunków pracy doktoranta nie ma co liczyć na jakiś "podskok" nauki polskiej. I tu nie chodzi tylko o stypendium, ale też o to, żebym nie musiał dzielić 1 malutkiego pokoju z 5 ludźmi i żebym miał nieskrępowany dostęp do komputera (a nie 8 letniego grata ze starym Windowsem, bez portu USB do spółki na 6). Dalej żeby uczelnia pokrywała koszty moich wyjazdów naukowych i materiałów. Niestety nic z tego. 1050 PLN stypy i opłać za to 800 PLN za konferencję, 150 za książkę, 60 za gazety... A jeść??
                        Wyliczyłem ile ja miałem realnie zajęć w zeszłym roku. Ponad 500 godzin! Zajęcia ze studentami, swoje zajęcia, konsultacje, egzaminy etc. Fajnie, prawda? Tym bardziej, że do nadgodzin liczy się tylko 12! No i nie wliczyłem czasu jaki w domu spędzałem nad doktoratem, przygotowaniem do zajęć, sprawdzaniem kolokwiów itp.

                        Oprócz pisania doktoratu muszę też dokonywać różnych publikacji etc. To też zajmuje czas. Na dodatek nikt mi za to nie płaci. Zazwyczaj sam muszę kupić książki, zapłacić za ksero itp.

                        Co do grantów to po pierwsze aby uzyskać takowy musisz mieć otwarty przewód doktorski (najwcześniej 2 rok) a ponadto ich wysokość jest żenująca! Po prostu nie warto się o nie starać - lepiej dorobić w wykładając towar w Żabce czy innym Tesco, bo są z tego większe pieniądze i mniej roboty!
                        Tak więc nie opowiadaj o bezradności i lenistwie, bo obrażasz ludzi, którzy naprawdę ciężko pracują. Nie masz pojęcia o tym jak naprawdę jest.
                        Oczywiście - jest cała masa leni i kombinatorów - jak wszędzie. Ale nie zmienia to w niczym faktu, że przeciętny polski doktorant pracuje za grosze w bardzo ciężkich warunkach zarówno materialnych (głodowe stypendia i to nie dla każdego) jak i lokalowo-technicznych (malutkie, zatłoczone pokoje, stare komputery, brak darmowego ksera, słabo zaopatrzone biblioteki itp).

                        Nie dziw się więc zniechęceniu doktorantów i niskiemu poziomowi doktoratów, bo w obecnych warunkach nie ma co liczyć na więcej. Jeżeli doktorant zarabia mniej, niż facet po podstawówce wykładający towar w Auchan to coś tu jest nie tak!
                  • Gość: Genetyk Re: Praca? IP: *.brutele.be 24.11.07, 10:34
                    Widac nie pracowales nigdy za 950 PLN na doktoracie. Jaki wplyw bedzie miala
                    wyzsa stawka?

                    Zastanowmy sie...

                    Doktorant, ktory w Lodzi dostawal 950 PLN na reke moze za to - oplacic
                    mieszkanie i baaaardzo oszczednie zyc od pierwszego, do pierwszego. Caly czas
                    martwi sie o: buty na zime (akurat listopad pora kupic), ksiazki (piekielnie
                    drogie)...itp, itd

                    Nawet jedzac chleb z maslem (czesto pod koniec miesiaca) nie zawsze starczy
                    srodkow na koncie.
                    teraz zastanow sie. Czy doktorant to takie cos, - ani pracownik (nie ma praw
                    pracownika), ani student (niema praw studenta i.e. znizki) - ktory moze esc byle
                    co i zapierniczac za najnizsza stawke, bo????


                    Jest ambitny i chce cos osiagnac? To jest chore podejscie. Tlumaczysz sytuacje
                    doktorantow sabymi wynikami. Pracownikow w firmie szf tz motywuje negatywnie,
                    czy pozytywnie (premie zadaniowe, podwyzki itp)?


                    Ja wyjechalem. Mialem dosc zycia na skrau nedzy. O dziwo okazalo sie, ze
                    genetyka moze byc pasja, nie meczarnia. Wystarczylo tylko poprawic nieznacznie
                    kwestie materialna i odpadaja zmartwienia typu: czy wystarczy do pierwszego.

                    ie przecze - wiele osob takie zmrtwienia ma. Ale czy akurat doktorant musi do
                    nich nalezec?
              • Gość: Kaczoland Atakuje Re: Praca i nauka... IP: *.dhcp.embarqhsd.net 24.05.08, 16:51
                "w polsce wartość 99% prac naukowych jest zerowa."
                ----------------------------------------------------------------------
                To moze - faktycznie - lepiej bedzie zlikwidowac wszelka nauke w Polsce i
                sprowadzic ten kraj do poziomu afrykanskich "bantustanow"?

                P.S. Osobiscie jednak sadze, ze AZ TAK ZLE to jeszcze nie jest i przynajmniej
                czesc prac jest na calkiem przyzwoitym poziomie naukowym!
          • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 23.11.07, 21:17
            > jeśli jesteś dobry, to możesz
            > też się starać o granty zewnętrzne - możliwości jest bardzo dużo,
            > trzeba tylko
            > pracować. problem w tym, że właśnie na to dzisiejsi doktoranci
            > zupełnie nie mają ochoty.

            Chyba chodzilo Tobie o granty promotorskie MNiSK, ktore sa tez BARDZO niskie, ja
            dostalem 30 pare tysiecy na dwa lata (- haracz dla uniwersytetu, chyba 10%). Z
            tego pensji dla siebie moge wziac max. 50%, wiec wychodzi duzo ponizej 1000/miesiac.

            Wedlug mnie doktoranci powinni dostawac minimum 1500 stypednium miesiecznie.
            • kde44 Re: Praca? 23.11.07, 21:36
              > Wedlug mnie doktoranci powinni dostawac minimum 1500 stypednium miesiecznie

              dlaczego?! innymi słowy: kryterium nie powinno tu być, jakie jest Twoje poczucie
              sprawiedliwości społecznej, ale za co konkretnie doktorant ma dostawać takie
              duże pieniądze z moich podatków? jeszcze inaczej: co konkretnie w efektach
              Twojej pracy ma taką wartość?

              granty nie są małe. najczęściej odpowiadają wartości tworzonych za nie dzieł.
              jeśli chcesz tworzyć coś bardziej wartościowego i jesteś wystarczająco
              kompetentny, staraj się o inne granty.
              • Gość: doc Re: Praca? IP: 132.230.23.* 23.11.07, 22:20
                kde44 napisał:

                > > Wedlug mnie doktoranci powinni dostawac minimum 1500 stypednium
                > > miesiecznie
                >
                > dlaczego?! innymi słowy: kryterium nie powinno tu być, jakie jest Twoje
                > poczucie sprawiedliwości społecznej, ale za co konkretnie doktorant ma
                > dostawać takie
                > duże pieniądze z moich podatków? jeszcze inaczej: co konkretnie w efektach
                > Twojej pracy ma taką wartość?

                Doktorant ma obowiazek dydaktyczny 90h/semestr, wiec pracuje faktycznie jako
                nauczyciel akademicki. Dodatkowo prowadzi badania naukowe, wyniki ktorych idą na
                konto danego instytutu (punkty MNiSW potrzebne do kategoryzacji jednostek).

                Ja znam doktorantow, ktorzy maja wiekszy dorobek, niz adiunkci zatrudnieni w tym
                samym miejscu.

                Widac, ze problemem jest tu adekwatny system oceny naukowej pracownikow. Zgodnie
                z tym moze nie powinno byc tak, ze kazdy doktorant ma 1500/miesiac, ale
                doktoranci powinni byc rzetelnie oceniani i ich stypendium powinno odpowiadac
                wynikom naukowym.

                > granty nie są małe. najczęściej odpowiadają wartości tworzonych za nie
                > dzieł.

                Nie jest to prawda, granty sa male, bo Polska jest biednym krajem a system
                szkolnictwa wyzszego jest zle finansowany.

                > jeśli chcesz tworzyć coś bardziej wartościowego i jesteś
                > wystarczająco kompetentny, staraj się o inne granty.

                W ramach "staraj się o inne granty" mozna po prostu wyjechac z Polski i zyc
                normalnie gdzie indziej, ale wydaje mi sie ze dla Polski nie jest to dobre
                rozwiazanie.
              • Gość: Genetyk Re: Praca? IP: *.brutele.be 24.11.07, 10:39
                Zaplac mi to zobaczysz...
                • kde44 Re: Praca? 24.11.07, 11:48
                  najpierw musiałbym mieć podsatwy by oczekiwać, że poniesione koszty się zwrócą.
                  to w polsce w Twojej branży w ogóle jest pytanie pozbawione sensu. doktoranci są
                  częścią całego niewydolnego systemu finansowania nauki polskiej i dopóki system
                  się nie zmieni, to będę stanowczo twierdził, że 1000pln stypendium, to wręcz za
                  dużo.
                  • Gość: Genetyk Re: Praca? IP: *.brutele.be 24.11.07, 12:09
                    Dziwny jestes. Uczelnia to nie biznes. Badania podstawowe z reguly zwracaja sie
                    wiele lat po inwestycji (zwiekszona wiedza na dany temat)...

                    Zaplac zdolnemu doktorantowi, to moze za 10 lt wymysli szczepionke na raka, HIV...

                    Korzysc dla spoleczenstwa?

                    Hmm. Finlandia nie oszczedza na nauce. Efekt? Co 2gi telefon w kieszeni kazdego
                    czloweka to NOKIA.

                    Ale dla Ciebie lepiej zaplacic 5000 glazurnikowi, bo efekty pracy widac od
                    razu.. Zas nauka to taki pasozyt na ciel spoleczenstwa.

                    Niestety w kraju gdzie wiekszosc spoleczenstwa to funkcjonalni analfabeci nauka
                    nie ma szans powodzenia. Nie ma sensu rozwijac technologii... Lepiej zajac sie
                    profukcja tanej sily roboczej, uupsss OBYWATELI!
                    • kde44 Re: Praca? 24.11.07, 12:23
                      badania podstawowe to ważna sprawa, ale z polskich "badań podsatwowych" niewiele
                      wynika i niewiele wyniknie. kłopot w tym, że uczelnia to także biznes: tylko
                      współpraca z firmami pozwoliłaby w uczciwy sposób zapewnić dopływ finansów do
                      szkolnictwa wyższego i byłaby impulsem do rozwoju badań we właściwym kierunku.
                      tylko że polskie uczelnie związków z binzesem się panicznie boją, ponieważ to
                      obnaża niekompetencje kadry. polskie uczelnie niestety nie mają gospodarce i
                      nauce nic do zaproponowania.

                      marny doktorant, który dostanie dużo pieniędzy będzie tak samo efektywny jak i
                      teraz. jeśli zaś jest zdolny, wyjedzie i w sprzyjających warunkach na dobrym
                      sprzęcie będzie uczciwie pracował za granicą. wybacz, trzeciego wyjścia nie
                      widzę. w tej chwili nauka polska to jest pasożyt na i tak już przemęczonej
                      górnikami i pkp gospodarce.
                      • Gość: Genetyk Re: Praca? IP: *.brutele.be 24.11.07, 12:49
                        Mylisz sie. Polska nauka to nie sprzet. To naukowcy. Skoro ten sam doktorant po
                        wyjezdzie tworzy nauke swiatowego poziomu, to wytlumacz mi dlaczego nie robi
                        tego w kraju?

                        Zgadzam sie z teza przestarzalego systemu. Skonczyc z feudalizmem profesorow.
                        Zaczac rozliczac za wyniki. Ale przede wszystkim - placic tak, zeby starczylo na
                        godne zycie i zajmowanie sie swoja pasa. Inaczej sie nie da.

                        PS
                        Biznes zawsze bedzie ciagnal naue w obszary "wiekszej oplacalnosci". Co oznacza,
                        ze inwestycje na nauki stosowane bylyby wieksze. Niestety taka droga nijak nie
                        prowadzi do finansowania drogich i nieobfituacych w zastosowania badan
                        podstawowych. Za to raz na akis czas trafia sie perelka, ktora jest w stanie
                        zrewolucjonizowac cala galaz gospodarki. na tym to polega.

                        Tak jak w biznesie nie placi sie zdolnym menadzerom groszy i nie wmawia, ze
                        robia to dla siebie i dla prestizu. Tak samo w nauce - nie nalezy traktowac
                        doktorantow (a w Polsce to glownie oni robia nauke) jak pariasow.
            • Gość: PIOTR A kogo to obchodzi? IP: *.dllstx.fios.verizon.net 23.11.07, 21:39
              Chce więcej zarabiać to niech zajmie sie "normalną" robotą. Teraz i
              tak nie maja źle. Za moich czasow otrzymywalem 600 PLN netto na
              doktoranckich (UW), z czego 300 PLN musialem wywalic na akademik.
              Łatwo policzyć, zostawało mi 300 stów na życie, przy czym w labie
              musiałem spędzać od 9 do 20.00 i nikogo to nie obchodziło. Zatem,
              niech nie jęczą tylko wezmą się za siebie "mazgaje". Trzeba być w
              życiu kreatywnych, chyba że chce się uparwiać jak obecnie "sztuke
              dla sztuki" na uczelni, byle mieć ciepla posadke, z której nie da
              sie takiego "naukowca" łatwo wy...przyć.
              • Gość: gg Re: A kogo to obchodzi? IP: *.e-wro.net.pl 23.11.07, 23:14
                > Chce więcej zarabiać to niech zajmie sie "normalną" robotą.
                Tak, tak, cały naród do wózków widłowych! To jest mentalnośc Polaka:
                mi było źle to i niech im się nie wiedzie ! Studia doktoranckie
                wyglądają zapewne różnie na różnych uczelniach i kierunkach, ale w
                dziedzinach przyrodniczych jest to bardzo często ciężka praca
                zajmująca sporo czasu. Doktorant nie powienien podejmowac żadnej
                dodatkowej roboty - to wpływa drastycznie na poziom doktoratów,
                czesto zresztą nie jest możliwe, jeśli cały dzień poświęca się pracy
                naukowej. Stypendium powinno być takie, aby starczyło nie tylko na
                wynajęcie mieszkania, utrzymanie, ale tez np. na książki. Dziadostwo
                jakie panuje na wielu polskich uczelniach, poniżające pensje, nie
                moga oznaczac, że nie można domagać się godnego traktowania,
                zwłaszcza, że góry pieniędzy podatników przeznacza się na bzdury.
                System dorabiania, dwuetatowośc i inne formy pogoni za pieniądzem
                powodują, że zamiast nauki mamy czesto markowanie pracy.
                • Gość: feliks może też nie powinien codziennie chlać na mieście IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.07, 23:30
                  bo to na pewno odbija się niekorzystnie nie tylko na pracy naukowej
                  ale i na zdrowiu...
                  granty jako kasa na przechlanie...
                  spanie do 10,11,12...ile dusza zapragnie
                  i wieczny kac
                  i jakie potem mają być wyniki?
                  • Gość: Kaczoland Atakuje Re: może też nie powinien codziennie chlać ? IP: *.dhcp.embarqhsd.net 24.05.08, 17:00
                    Czy wypowiedz na tym forum (feliksie) napisales z osobistego, wlasnego
                    doswiadczenia?
                • Gość: GOSC Re: A kogo to obchodzi? IP: *.Red-80-38-24.staticIP.rima-tde.net 24.11.07, 04:08
                  A CO DO TEJ PORY ZROBILA KADRA NAUKOWA KAZDEJ UCZELNI ABY PODNIESC
                  JEJ PRESTISZ. ABY DOKTORATY BYLY PISANE SENSOWNIE, NA TEMAT PRZEZ
                  NIEPRZEMECZONYCH ALE I ROKUJACYCH DOKTORANTOW. MYSLE, ZE NIC.
                  • wari Re: A kogo to obchodzi? 24.11.07, 11:28
                    Gość portalu: GOSC napisał(a):

                    > A CO DO TEJ PORY ZROBILA KADRA NAUKOWA KAZDEJ UCZELNI ABY PODNIESC
                    > JEJ PRESTISZ.
                    PRESTIŻ jeśli już i nie krzycz ! Kadra nie zrobiła nic. Kolega w PAN-
                    ie po habilitacji ma 1800 zł (!!!) na rekę, drugi adiunkt na Uwr. ma
                    2300 zł na rękę. Ten drugi co najmniej pół roku poswieca na tzw.
                    chałtury (bo ma gdzie, wielu specjalistów nie ma takiej szansy) i
                    wcale się nie dziwię. Kiedy ma podnosić prestiż ? Wielu studentów po
                    skończeniu studiów zarabia 2 razy wiecej. Każdy praktycznie cały
                    czas poświęca swojej pracy, weekendy, święta. Ale Polska to taki
                    dziwny kraj w którym ludzi wykształconych prędzej pośle się do
                    wózków widłowych (jak chcą zarabiać) niż da im godne pieniądze. Co
                    to za gadki o prestizu. Za co, za te grosze !
                    • Gość: pezetiks w Polsce debil jeżdżący walcem drogowym więcej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 11:57
                      zarobi niż dr z większości kierunków

                      taki to po..y kraj...tfuuuu i to m.in. nic nie zmieniło "czarne
                      dwulecie" 2005-2007 czyli rządy hańby narodowej
                  • Gość: feliks Re: A kogo to obchodzi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 11:54
                    kadra na WPAiE służy do zarabiania kasy na uniwerek a nie
                    podnoszenia poziomu naukowego i prestiżu
              • Gość: Genetyk Re: A kogo to obchodzi? IP: *.brutele.be 24.11.07, 10:42
                Tylko dlaczego piszesz z USA, skoro bylo Ci tak cudownie za 600 PLN i mogles 11
                h poswiecic pracy w laboratorium?
                • Gość: misio Re: A kogo to obchodzi? IP: 62.233.251.* 24.11.07, 15:09
                  jestem doktorantem na UW. mam 1050 zl stypendium i mieszkam w hotelu asystenta.
                  nie pracuje bo mi się nie chce, zresztą nie muszę, bo pieniędzy mi wystarcza.
                  obciążenia dydaktyczne są w istocie niewielkie 90 godz. w skali roku i 2 godz.
                  konsultacji na które i tak nikt nie przychodzi więc mogę poczytać w spokoju.
                  temat mego doktoratu jest o tyle trudny do realizacji, że wiąże się z wieloma
                  wyjazdami krajowymi i zagranicznymi w celu kwerendy archiwalnej. jednak radzę
                  sobie nieźle. ogólnie stwierdzić muszę, że czasu mam nadto, spokojnie mógłbym
                  dorywczo pracować, jednak jak już zauważyłem nie chce mi się i nie muszę.
                  poświęcam się pisaniu doktoratu - co sprawia mi wielką przyjemność. mam mnóstwo
                  czasu także dla siebie co wykorzystuję przesiadując co drugi wieczór w
                  ulubionych knajpach. reasumując moje życie jest przyjemne i w istocie
                  beztroskie. polecam wszystkim. nie ma co jęczeć
                  • Gość: Genetyk Re: A kogo to obchodzi? IP: *.brutele.be 24.11.07, 16:15
                    Chyba tylko w "naukach" humanistycznych takie cos jest mozliwe.
                    • Gość: Kaczoland Atakuje Re: A kogo to obchodzi? IP: *.dhcp.embarqhsd.net 24.05.08, 17:06
                      Przecie napisal, iz jego praca "...wiąże się z wieloma
                      wyjazdami krajowymi i zagranicznymi w celu kwerendy archiwalnej."
                      Czyli... w laboratorium siedziec nie musi, eksperymentow
                      zadnych nie wykonuje i tak dalej...
        • Gość: robert Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 19:22
          Człowieku, a co ty święta krowa jesteś? Z namaszczenia ten swój doktorat piszesz
          czy co? Każdy podatnik musi robić na ciebie, a ty w swej naukowości lub raczej
          naukawości będziesz żył dla wyższych idei o clarissime doctorande!
          • Gość: Genetyk Re: Praca? IP: *.brutele.be 24.11.07, 19:28
            Wez pigulki, policz do 30 tu i dopiero wtedy pisz... Doktornt PRACUJE na swoa
            pensje.

            Niestety z mocy ustawy doktorant o ni pies ni wydra. Praw pracownika nie ma,
            obowiazki ma. Przywilejow studenta nie ma, ale traktue sie go jako studenta.


            Wiec zanim zaczniesz swoje rzygi mentalne po forum rozprowadzac pomysl! Praca =
            placa. Doktorat pracuje i dostaje pieniazki za swoja prace. Nic nie masz tutaj
            do gadania PODATNIKU od siedmiu bolesci!
            • Gość: robert Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 19:35
              Widać Pan nieco sfrustrowany swoją sytuacją... Jakbyś przeczytał następnego
              posta mojego autorstwa, to byś wiedział o czym piszę. Poza tym zdaje mi się Pan
              nieco wulgarny. Czy tak wpływają na Pana studia doktoranckie? Jeśli tak to radzę
              szybko kończyć, bo się z Pana zwykły cham zrobi.
            • Gość: robert Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 19:40
              Poza tym skoro tak bardzo Ci źle to dlaczego się męczysz? Zrezygnuj może
              będziesz szczęśliwszy
              • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 20:04
                Typowe podejście niewolnika. Wszyscy zrezygnujmy, nie narzekajmy itp. A za 20 lat to co się w tym kraju stanie? Kto będzie ludzi uczył? Starzy wymrą, młodzi zrezygnują i kto Twoje dziecko czegoś nauczy? Kto wykształci nowych magistrów? Duch Święty ich natchnie?
                Bez nowych magistrów kto da Twemu dziecku maturę? Nauczyciela z Chin sprowadzisz? A kto go polskiego nauczy? Przecież nie będzie już naszych "wykształciuchów".
                Czy Ci się to podoba, czy nie to właśnie doktorant jest filarem nauki. To ten młody człowiek kiedyś będzie doktorem czy profesorem i będzie uczył młodych.
                Doktorant ma pełne prawo narzekać na swoją sytuację, bo jest ona po prostu zła. Pieniądze mizerne, warunki fatalne, system chory, praw mało a obowiązków dużo.
            • Gość: robert Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 19:59
              A tak sobie jeszcze pomyślałem, że chyba nie odpowiadasz, bo już na piwo do
              knajpy poszedłeś. W końcu Alibi niedaleko. Ale nie martw się, ja dalej pracuję,
              żebyś mógł dostać stypendium w przyszłym miesiącu. Ty naukowcu od siedmiu boleści!
              • Gość: Genetyk Re: Praca? IP: *.brutele.be 24.11.07, 21:03
                Gdyby Sz P spojrzal na IP wiedzialby, ze doktoryzuje sie w BELGII...

                Ale nie bede wymagal za duzo od funkcjonalnego analfabety.

                Moja rada. Przeczytaj jeszcze raz moj post (ten, ktory tak nieporadnie
                komentowales), jeszcze raz, jeszcze raz i dopiero wtedy sie wypowiadaj.

                Agresji w nim nie ma. Jest analiza sytuacji. Ale tak to jest jak jakis
                Raptusiewicz czyta jedno zdanie i uwaza, ze zna sie na wszystkim i moze kazdemu
                zwrocic uwage.

                Czytanie ze zrozumieniem to trudna sztuka, ale trzymam za "Pana" kciuki. Kiedys
                musi sie udac.
                • Gość: Kaczoland Atakuje Re: Polska wciaz krajem zacofanym? IP: *.dhcp.embarqhsd.net 24.05.08, 17:14
                  Niestety! "Genetyku" - wydaje mi sie (pisze zza oceanu...), iz Polska to kraj
                  gdzie osobnicy pokroju "roberta" maja wciaz duzo, nawet bardzo duzo do
                  powiedzenia!!!
          • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 19:58
            A czy na swoich studiach miałeś zajęcia ze studentami dziennymi, wieczorowymi i zaocznymi? Bo trochę inaczej, jak masz ćwiczenia rano, a inaczej jak masz i rano i wieczorem i jeszcze w weekendy!
            Nikt za mnie nie łoży, bo odpracowuję swoje studia ucząc innych. Problem jest w tym, że organizacja moich studiów doktorancich uniemożliwia mi podjęcie jakiejś pracy. Tu mniej chodzi o liczbę godzin (aczkolwiek i tak miałem ponad pensum) a bardziej o ich rozłożenie. Co innego jak masz zajęcia np. od 8 do 14 i koniec, a co innego jak od 8 do 9:30 a potem od 15 do 16:30 i jeszcze seminarium od 16:45 albo 17. Nie sądzisz?
            • Gość: robert Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 20:08
              Jak się dajesz wykorzystywać to Twój problem. Wystarczy trochę asertywności. Jak
              przez to przechodziłem przez pierwsze 1,5 roku. Potem odbyłem rozmowę
              "dyscyplinującą" ze swoim promotorem. Zrozumiał i pomógł. Wiem Kolego co to
              znaczy STUDIA DOKTORANCKIE. Niczym mnie nie zaskoczysz. Spróbuj pisać doktorat z
              żoną doktorantką na 12m2, w 40 stopniach Celsjusza, z folią na oknie i prusakami
              biegającymi po biurku, jak Ci grzeją dodatkowo dwa procesory od dwóch
              komputerów, a za oknem grzmią ciężarówki i od hałasu świrujesz. Takie warunki
              miałem w Hotelu na Pasteura. Ale żyję i niczego nie oczekuję od innych. Sam się
              na to zdecydowałem i ponosiłem wszystkie tego konsekwencje. Jak mi forsy było
              brak, to brałem zlecenia lub umowy o dzieło. Więc z łaski swojej nie chrzań mi
              tu, bo widocznie jesteś facet bez jaj i szybko się rozklejasz.
              • Gość: doktorant Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 20:18
                Wyraźnie widać, że jesteś sfrustrowanym człowiekiem, który za wszelką cenę chce dogryźć innym. W moim przypadku to nie jest kwestia asertywności a specyfiki wydziału. Po prostu studentów dużo, pracowników mało. Tak jest od zawsze i nic się nie zmieni, bo nie ma jak. Już próbowano po wielokroć. Trzeba by zatrudnić nowych ludzi, któych i tak nie ma gdzie upchnąć (są pokoje, gdzie siedzi po 6 czy nawet więcej pracowników!).
                Opowiadasz jak to strasznie Ci było pisać doktorat. A ja spytam: I co z tego? Czy ja muszę mieć tak samo źle?
                Może Ty masz mentalność homo sovieticus - cytuję "nie oczekuję niczego". Ja zaś oczekuję. Po to zrobiłem magisterkę, po to się doktoryzuję, żeby czegoś oczekiwać i wymagać. Wykonuję swoją pracę dobrze, mam dużo obowiązków z których się wywiązuję i oczekuję, że zostanę odpowiednio doceniony.
                Oczywiście wszyscy możemy zrezygnować, ale za X lat ten kraj będzie miał spore problemy.
                • Gość: doktorant i jeszcze jedno IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 20:36
                  Dopiszę Ci jeszcze jedno, żebyś dobrze zrozumiał. Chodzi o to, żeby poprawić ogólną sytuację doktoranta w Polsce. Żeby ten człowiek (mający często rodzinę) nie musiał przeprowadzać "rozmów dyscyplinujących" z promotorem, nie musiał łapać fuch, pracować na 3 etatach, zarywać nocy i spać z prusakami w jednym łóżku.
                  Chodzi o to, żeby ten człowiek mógł robić to, co powinien (pisać doktorat i uczyć innych) bez zamartwiania się co go garnka włożyć, za co buty kupić itp.
                  Czas zrozumieć, że doktorat to po prostu praca - etap kariery i tyle. A nie podchodzić do sprawy na zasadzie "siedź cicho, nie marudź, zrezygnuj". Takie podejście do niczego dobrego nie prowadzi.
                • Gość: 4-pik Re: Praca? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.08, 11:51
                  Co za brednie.
                  Jestes tylko studentem na studiach III stopnia. Jak zrobisz dr to
                  bedziesz wymagac od pracodawcy lepszego wynagrodzenia, lepszych
                  warunkow do pracy. Pracodawca poszanuje Ciebie jak bedziesz
                  wykwalifikowanym bardzo dobrym pracownikiem. Tytul to nie wszystko!
                  Trzeba sie wykazac swoimi umiejetnosciami. To pracodawca Cie oceni.
                  Wiec nie zadzieraj nosa bo tacy jak Ty szybko spadaja do poziomu
                  stop.
              • Gość: Genetyk Robert to chlop z jajami... IP: *.brutele.be 24.11.07, 21:05
                zamiast mozgu!
        • Gość: bywalec Re: Praca? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.07, 19:18
          Hahahaha!!! rozsmieszyles mnie do lez. jakis ty biedny. taki uczony
          a taki niedouczony
        • Gość: 4-pik Re: Praca? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.08, 11:42
          Panie Kolego
          Wielu robilo i robi doktoraty i pracuje. Przesadzasz jesli chodzi o
          zajecia ze studentami. Obecnie wiadomo iz doktorant studiow
          stacjonarnych w roku akademickim ma obowiazek przepracowac jedynie
          45 godzin lekcyjnych, z pozostalych moze zrezygnowac. To kwestia
          dogadania sie z opiekunem pracy doktorskiej! A wiec szukaj pracy!
      • Gość: bywalec Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.07, 19:16
        Wtrące swoje trzy grosze do tej dyskusji, bo bywałem w tym domu nie
        raz. Ludziska, przestańcie wiecznie narzekać!!! Weźcie się do
        roboty!!! I dobrze, że się Wam ta sielanka w domu asystenta kończy!
        Lenicie się i jest Wam tam wygodnie, bo opłata mała, martwić się o
        wodę, energię, ogrzewanie i sprzątanie kibla nie trzeba, niczego nie
        szanujecie, bo to nie wasza własność. Stańcie wreszcie na własne
        nogi. Popatrzcie na siebie; trzydziecha na karku a wy wciąż nie
        macie swojego kąta. Jak długo zamierzacie żyć w tych studencko-
        akademikowych warunkach??? Aż nie chce się wierzyć, że tacy
        niezaradni życiowo i bojaźliwi ludzie robią w tym kraju doktoraty i
        gromadzą dorobek naukowy.
    • Gość: robert Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.07, 19:32
      Jestem przyrodnikiem. Robiłem doktorat na UWr i niedługo go bronię. Mieszkałem
      również w rzeczonym hotelu. Jak czytam jak wszyscy się bulwersują, że muszą się
      wyprowadzić i nie będą mieli za co, to mi się słabo robi. Najłatwiej robić z
      siebie biedaczka i mówić, że nie da się w trybie studiów doktoranckich pracować.
      BZDURA!!! Pracowałem całe studia - magisterskie i doktoranckie. W międzyczasie
      byłem na stypendium zagranicznym, zdobyłem grant KBNowski na II roku studiów i
      nie mazgaiłem się w tym czasie, jak wszyscy z Pasteura. Trzeba było myśleć jak
      się dzieci robiło, że na 12m2 to się nie da żyć. Albo, że studia wymagają
      pewnych poświęceń ze strony życia osobistego. Nikt nie idzie na te studia pod
      przymusem. Dla wielu jest to po prostu wygodne. Weźcie się lepiej do roboty, a
      nie marudźcie!!! Każdy może pracować i wcale nie musi na tym cierpieć praca
      naukowa.
      • Gość: Genetyk Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.brutele.be 24.11.07, 21:08
        Posty Sz P udawadniaja, ze z doktoratem nie ma Pan nic wspolnego i nigdy nie
        mial. Nie rozpoznalby Pan przewodu nawet gdyby wyszedl zza krzaka i ugryzl w zyc!

        Jestes Pan cham! Z chamami natomiast sie nie dyskutuje. Latwo sprowadza
        interlokutora do swojego poziomu i pobija doswiadczeniem.

        EOT.
        • Gość: robert Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.07, 00:38
          Dyskusja z Panem to prawdziwa nieprzyjemność. Nie ma co liczyć na wymianę
          argumentów, bo tak naprawdę to niereformowalny beton z Pana. O efektach mojej
          pracy naukowej wypowiedzieli się na szczęście mądrzejsi od Pana i to w sposób
          dla mnie jak najbardziej satysfakcjonujący. Póki co, to ja pracę w zawodzie po
          doktoracie mam i jestem szczęśliwy. Mimo wszystko Panu życzę tego samego.
          Powodzenia w pracy naukowej. Szczerze życzę Panu szczęścia, bo naprawdę będzie
          Panu potrzebne. Jeśli otrzyma Pan etat na uczelni to w porządku, ale jeśli
          miałby Pan szukać pracy na wolnym rynku w Polsce, to radzę kupić z ostatniego
          stypendium bilet do UK. Praca na zmywaku już na Pana czeka. Jeśli jednak
          postanowi Pan zostać w naszym kraju, to radzę być bardziej elastycznym, pokornym
          i chętnym do pracy. Pan naprawdę nie jest niezastąpiony i doskonały. W
          przeciwnym razie boleśnie zderzy się Pan z rzeczywistością. Proszę pozdrowić ode
          mnie swoich studentów. Trochę im współczuję.
          • Gość: Koala Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.07, 18:02
            Każdy , kto idzie na stusia doktoranckie wie, jakie bedzie mial
            stypendium, ile godzin dydaktycznych i ile zajęc własnych. Kontrakt
            jst dośc jasny, prawda? Ta umowa nie przewiduje, ze państwo weźmie
            też na utrzymanie rodzinę, którą beztrosko założył.
            W dodatku ten facet to przewodniczący samorzadu doktorantow na
            Uniwerku? Takiego gamonia wybrali?
            jest jednak drobna róznica między studentami i doktorantami, więc
            mogliby cos w akademikach dla siebie wywalczyć. Wiec ten pozal sie
            Boze przewodniczący niech sie zakrzątnie, a nie płacze w mankiet
            gazecie.
    • Gość: bywalec Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.11.07, 19:21
      W domu asystenta mieszkało i mieszka kilka osób, które z pracą na
      uniwersytecie nie mają już nic do czynienia, lecz dzięki koneksjom i
      znajomością koczują tam nadal, łakomiąc się na śmiesznie niski
      czynsz. Powinno się z tym skończyć raz na zawsze. Niech sobie
      darmozjady szukają innego lokum.
    • Gość: 4-pik Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.08, 11:37
      w 100% zgadzam sie z komentarzem munifi1.
      Podzielam opinie.
    • Gość: kaczoland atakuje Re: Wielka wyprowadzka z Domu Asystenta... IP: *.dhcp.embarqhsd.net 24.05.08, 16:30
      A jezeli, np. doktorant prowadzi zajecia ze studentami to... czy nadal jest
      "tylko" studentem, czy moze juz jednak pracownikiem? Obecnie doktoranci (ci ze
      studiow doktoranckich) maja praktycznie te same
      obowiazki, ktore kiedys w Polsce byly domena ASYSTENTOW
      pracujacych na wyzszych uczelniach!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka