wroclawczyk
14.08.03, 11:07
Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne we Wrocławiu ogłosiło przetarg na 14
autobusów niskopodłogowych. Wartość zamówienia szacuje się na około 10 mln
zł. To gratka dla producentów, gdyż na krajowy rynek tkwi w zapaści.
Sytuacja jest tak zła, że wrocławski przetarg jest największym tegorocznym
zamówieniem w Polsce.
Powiększ zdjęcie
Minęła era przetargów na 50, czy 100 autobusów. Teraz emocje wzbudzają
zamówienia na kilkanaście sztuk, takie, jak wrocławskie. Ubiegły rok był
bardzo ciężki, gdyż polscy przewoźnicy zarówno prywatni jak i publiczni
praktycznie wstrzymali zakupy nowych pojazdów. Jednak pierwsze półrocze tego
roku było jeszcze gorsze. Zamówienia na miejskie autobusy były o połowę
mniejsze niż w analogicznym okresie 2002 roku. Producenci musieli się
przestawić na eksport.
Po 12 metrów
Autobusy obu firm mają długość około 12 metrów i zabierają ponad 100
pasażerów. Oba mają wejścia na wysokości niewiele ponad 30 cm od ziemi, a
niepełnosprawnym dostanie się do pojazdu dodatkowo ułatwi tak zwana funkcja
przyklęku: autobus obniża się i wtedy wejście znajduje się na wysokości
zaledwie kilku centymetrów. Produkty obu dolnośląskich firm spełniają surowe
normy emisji spalin EURO 3.
Jednak taka możliwość dotyczy głównie międzynarodowych koncernów, które mają
swoje fabryki w Polsce. I tak wrocławska fabryka Volvo miała zlecenia, ale
już Zakładom Samochodowym Jelcz SA trudniej było wejść na zagraniczne rynki.
Jelcza natomiast ratowały zamówienia na szkolne gimbusy.
Kupują, bo odmładzają
Wrocławskie MPK chce kupić autobusy niskopodłogowe, minimum trzydrzwiowe.
Decydujący wpływ na wybór pojazdu będzie miała cena.
- Ważne są dla nas także niskie koszty eksploatacji oraz długoletnia
gwarancja - mówi Jerzy Woś, główny specjalista koordynator z MPK. - To
zamówienie nie kończy oczywiście naszych zakupów. Cały czas będziemy
kontunuować odmładzanie taboru - zapowiada Woś.
MPK zobowiązało się w umowach z miastem, że średni wiek taboru nie może
przekraczać od 6 do 8 lat. Tak więc na bieżąco musi dokonywać zakupów.
W przetargu będą preferowane krajowe firmy, ale konkurencja i tak jest
bardzo duża. Oprócz Mercedesa swoje fabryki w Polsce mają wszystkie
największe koncerny. Dziś nie da się przewidzieć, czy wrocławscy pasażerowie
będą jeździć pojazdami marki MAN, Scania, Solaris, Neoplan, czy może
któregoś z dolnośląskich producentów: Volvo lub Jelcza.
Będziemy walczyć
Firmy z Wrocławia i Jelcza Laskowic zapowiadają walkę o zamówienie. Zgodnie
przyznają, że w obecnych warunkach jest to duże zamówienie i bardzo
atrakcyjne dla producentów.
- Volvo zamierza zaproponować Wrocławiowi pojazd volvo 7000. Wrocławska
fabryka jest jedyną w koncernie szwedzkiej firmy, gdzie jest on produkowany -
opowiada Witold Szlachta z Volvo Polska. Najwięcej takich autobusów jeździ
po Genewie i Berlinie, ale można je spotkać także w mniejszych niemieckich,
szwajcarskich a nawet greckich miastach.
Natomiast Jelcz chce zaoferować Jelcza M125M Vecto. Jeśli wygra przetarg, to
w tym segmencie autobusów utrzyma swoją dominację we Wrocławiu. Wśród tej
wielkości autobusów po Wrocławiu najwięcej jeździ właśnie Jelczy, choć są
one inne niż te, które teraz chce zaproponować fabryka z Jelcza-Laskowic.
- To bardzo atrakcyjne zamówienie i będziemy o nie zabiegać - zapewnia
Barbara Tomkiewicz, rzeczniczka prasowa Jelcza SA. - Obecnie zapoznajemy się
ze specyfikacją przetargową i będziemy przygotowywać swoją ofertę.
Nowe zamównienia to duża szansa dla Jelcza. Jest on praktycznie skazany na
mizerny krajowy rynek, który ożywiają jedynie zamówienia z resortu edukacji
na gimbusy. Jelcz za 19 mln wyprodukował 86 takich pojazdów.
SŁOWO POLSKIE