janek.p
07.01.02, 20:14
Kiedy bylem jeszcze w liceum jeden taki kapec podszedl do mnie kiedy moj 126
dojezdzal do petli na Krzykach. Bilety - zaczalem udawac ze szukam, a naprawde
czekalem az sie drzwi otworza. Ten gosc to byl dziadek, wiedzialem ze mu umkne,
zwlaszcza ze on kogos spisywal. No i rzeczywiscie, drzwi sie otwieraja, do
widzenia, patrze gosc leci za mna. Przystanalem w parku Poludniowym na mostku,
a on caly czas biegie, piana z pyska leci, zasapal sie biedak. Chcialem mu
powiedziec zeby se odpuscil bo jeszcze zawalu dostanie.
Nic z tego, pozwolilem mu sie gonic jeszcze przez 200-300 m potem
przyspieszylem i tyle mnie gosc widzial.
Teraz to chyba ja bym dostal zawalu gdybym mial sie przebiec 300 m.
Czy ktos ma jakies ciekawe doswiadczenia z kanarami we Wroclawiu?