dyzio-badyzio
20.10.08, 14:09
Jak płacić za prywatne przyjemności państwowymi pieniędzmi i nie być
posądzonym o szastanie kartami kredytowymi? Ministrowie rządu
Donalda Tuska znaleźli sposób - pisze "Newsweek". To przelewy.
Nowej modzie uległ niedawno szef resortu kultury Bogdan Zdrojewski.
Dwa tygodnie temu minister zaprosił na kolację posłów Platformy
Obywatelskiej zasiadających w sejmowej komisji kultury. Spotkanie
odbyło się w Prowansji, jednej z droższych warszawskich restauracji.
Gdy przyszło do płacenia, Bogdan Zdrojewski, zamiast wyciągnąć z
kieszeni własne pieniądze, sięgnął do portfela podatnika. I poprosił
kelnera o przesłanie rachunku na ponad 1300 złotych do Ministerstwa
Kultury.
"Bo minister był roztargniony"
- Przelew miał nastąpić dopiero wtedy, gdy resort otrzyma i
zaksięguje fakturę - wyjaśnia nasz informator. W dokumentacji nie
było wzmianki o kosztach alkoholu i innych napitków. Za zamawiane
napoje każdy z biesiadników przezornie zapłacił na miejscu. Gdy
zapytaliśmy w ministerstwie, dlaczego Bogdan Zdrojewski zorganizował
partyjną nasiadówkę za publiczne pieniądze, usłyszeliśmy, że
przez... roztargnienie. - Pan minister pomylił się i zapomniał
zapłacić, ale oczywiście ureguluje ten rachunek ze swoich prywatnych
funduszy - zapewnia Iwona Radziszewska, rzeczniczka resortu.
A dlaczego spotkanie ministra z posłami z komisji kultury odbywało
się na mieście? - W Sejmie było wtedy zamieszanie, nie można było
znaleźć odpowiedniej sali, dlatego uznano, że najlepszym miejscem do
spokojnej rozmowy będzie restauracja w centrum Warszawy - tłumaczy
Radziszewska. Jako była dziennikarka powinna jednak wiedzieć, że
wieczorami Sejm świeci pustkami, nawet w dni posiedzeń. Tajemnicą
poliszynela jest, że podobne spotkania szefów resortów z posłami PO
odbywają się regularnie. I to na koszt podatnika.