Dodaj do ulubionych

Pink Floyd i kangury

01.02.09, 22:14
"Opisywanie czy recenzowanie występu cover bandu powinno zamknąć się właściwie
w jednym zdaniu: Zespół The Australian Pink Floyd Show zagrał w sobotę w Hali
Stulecia piosenki legendarnych Pink Floydów, dając popis niemałych możliwości
podrabiania niedoścignionego oryginału. I tyle."

To po co Pan Autor recenzji zadał sobie trud skreślenia tych paru
niepotrzebnych zdań ? ;-)

Zjawisko jest proste do analizy :
1. Gdyby Pink Floyd dalej koncertowali, niewielu fanów tego zespołu
wybrałoby się na pokaz APFS - poszliby na koncert PF.
2. APFS robią to co robią na tyle dobrze, że dają fanom PF możliwość
posłuchania muzyki ich ukochanego zespołu na żywo. I to jest bardzo, jak
widać, potrzebne.
3. Autor notki pyta : "Kto tak naprawdę był oklaskiwany ?" -Przecież to proste
- fani PF dziękowali oklaskami muzykom APFS za bardzo dobre wykonanie ich
ulubionych utworów.
4. Dalej czytamy : "Najbardziej zaskakujący jest tak naprawdę dopiero biznes,
jaki kręci się na legendzie Pink Floydów." Powiedzieć by się chciało : Jaka
legenda - taki biznes. Można się zastanawiać, dlaczego Elvis, czy Beatlesi na
których punkcie świat oszalał i którzy mieli wielu naśladowców na całym
świecie nie doczekali się tego jedynego, "swojego APFS". Dla mnie odpowiedź
nie jest niespodzianką - wystarczy pójść na wesele żeby posłuchać lepiej lub
gorzej wykonanych beatlesowych piosenek. Spróbujcie to zrobić z Floydami :-)))
5. Napisanie : "To paradoks godny naprawdę zaawansowanych badań
socjologicznych.", dowodzi jedynie braku kompetencji autora tych słów do
opisywania tego, za czego opisywanie się zabrał.

PS. Byłem na tym koncercie (jak i wcześniej, dzień po dniu na operze Watersa w
Poznaniu i na koncercie Gilmoura w Stoczni) i parę razy łzy napłynęły mi do
oczu. Czy warto było dla tego kupić bilet i przejechać kilkaset kilometrów -
dla mnie odpowiedź jest jednoznaczna. Z niesmakiem przeczytałem notkę
p.Grzegorza Cholewy, który pewnie akurat "miał dyżur" na tym koncercie.
Obserwuj wątek
    • Gość: Robert Voodoo Re: Pink Floyd i kangury IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.02.09, 01:32
      alek31: gratuluje ! idealnie napisales to co sam zamierzalem przedstawic
      autorowi artykulu. Potem takie bzdury trafiaja do gazet, ludzie czytaja i
      pomysla ze wystep byl sredni, tylko dlatego ze autor artykulu był tam za kare.
      Ja bardzo lubie muzyke Pink Floyd, nie jestem zagorzalym fanem poniewaz nie
      potrafilbym wymienic nawet wszystkich albumow, ale pisze tego posta dlatego zeby
      przekazac tym co nie byli, a zapewne zdazyli przeczytac pare zdan autora art. ze
      wystep byl genialny.

      Rozumiem ze sa gusta i gusciki, autorowi nie podoba sie ze jota w jote
      skopiowali wszystkie numery. Szczerze nie bylbym zachwycony slyszac
      improwizowana solowke koncowa z Comfortably Numb (w razie gdyby ktos powiedzial
      ze solowka byla improwizowana gdyz wersja z albumu trwa ok poltora minuty, a na
      koncercie 5min, chodzi mi o oryginalna solowke Gilmoura z wersji koncertowej
      PULSE). Wiec mysle ze w tym wypadku jak i w wielu innych odwzorowanie oryginalu
      ma sens.

      Podsumowujac, wystep byl rewelacyjny, zaskakujacy, brakowalo mi jedynie high
      hopes do pelni szczescia, a autora pytam z ciekawosci, jaki koncert innego
      wykonawcy byl dla niego lepszym od wczorajszego show formacji autralijskiej?

      pozdrawiam
      Robert z Jawora
    • Gość: Wojtek Re: Pink Floyd i kangury IP: *.chello.pl 02.02.09, 09:32
      Ja niestety nie byłem na koncercie. Jednak mogę napisać że byłbym strasznie
      zawiedziony gdyby APFS zaczęli improwizować i udziwniać utwory Pink Floyd. Pink
      Floyd to jest legenda, ikona i nie powinno się nawet próbować zmieniać
      czegokolwiek w ich muzyce - tego nie da się po prostu zagrać lepiej i koniec !!!
      A brawa i słowa uznania należą się APFS za to co robią, za to że dalej pozwalają
      się ludziom cieszyć muzyką jednego z najlepszych zespołów jakie kiedykolwiek
      grały !!! Jeżeli niektórzy reporterzy "muzyczni" nie potrafią takich rzeczy
      zrozumieć to nie powinni się wypowiadać na ten temat. Pan Cholewa może powinien
      zmienić zainteresowania i zacząć pisać np. o motylkach albo kamieniach może
      wtedy wykazałby się większą kompetencją i wiarygodnością. A może powinien
      całkiem zmienić zawód !! Panie Cholewa pewnie i tak Pan tego nie przeczyta bo
      pewnie ma Pan wszystkich w .... , ale i tak proszę Pana jeżeli ma Pan pisać
      takie bzdury to niech Pan wcale nie pisze !! Dla mnie bardziej wiarygodni są
      ludzie którzy kochają muzykę niż jakieś drugorzędne pismaki. Pozdrawiam
      wszystkich prawdziwych fanów !
    • Gość: Fireball Re: Pink Floyd i kangury IP: 80.241.67.* 02.02.09, 09:34
      Autor to jakiś typowy malkontent, który nie wie co to znaczy wzruszać się przy ukochanej muzyce
    • Gość: fan Re: Pink Floyd i kangury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.09, 10:56
      Panie Cholewa od 35 lat kocham Pink Floyd zaraziłem Floydami całą
      moją rodzinę,nie odpuszczam żadnego koncertu z muzyką Pink
      Floyd,czyli Gilmoura,Watersa,czy też APF,na koncert muzyki Pink
      FLOYD nie chodzi się dla członków grupy tylko dla MUZYKI,którą
      stworzył PINK FLOYD,i nie ważne kto gra tylko jak gra.Był to
      najlepszy koncert z muzyką PINK FLOYD od 1994 roku,a w między czasie
      Grał Roger In The Flesh,DSODM,daivid Na wyspie ,i co, byłem na tych
      koncertach nikt mi nie powie,że solówki i różne partie były wykonane
      tak jak na DVD.nawet była sytuacja z pomyleniem słów w Taimie.A
      solówka Gilmoura w Gdańsku w Cnomb,żadna rewelacja mam ją nagraną w
      orginale a nie z dvd Live in Gdańsk.
      • Gość: Dodor Re: Pink Floyd i kangury IP: *.a2c-250-146.astra2connect.com 02.02.09, 19:51
        Witam,

        jestem nastoletnim fanem grupy Pink Floyd. Muzykę tą przekazał mi we krwi
        ojciec. Byliśmy wspólnie na koncercie The Australian Pink Floyd Show we
        Wrocławiu i zupełnie nie zgadam się ze zdaniem "Pana" redaktora Cholewy... Jadąc
        ponad 300 km nie chcieliśmy zobaczyć zespołu ale posłuchać muzyki i przeżyć
        jeszcze raz wzruszenia które są nam dostępne jedynie z płyt winylowych i CD (po
        przetworzeniu ;-)). Panie "redaktorze" Cholewa zadam Panu jedno proste pytanie
        czy był Pan na koncercie grupy Pink Floyd ?? Jeżeli nie, to czy wie Pan o czym
        Pan tak w ogóle pisze ?? Niestety ja nie mogłem być na żadnym z ICH koncertów (z
        racji wieku) ale ojciec zgromadził kolekcje płyt winylowych z oryginalnymi
        koncertowymi nagraniami grupy Pink Floyd... Nic nie zastąpi oryginału ale chylę
        czoło przed profesjonalizmem artystów z grupy A.P.F.S. sądzę że rekomendacja D.
        Gilmoura nie pozostawia najmniejszych wątpliwości.

        Pozdrawiam Wszystkich fanów grupy PINK FLOYD.
    • Gość: EM Re: Pink Floyd i kangury IP: *.connecta.pl 02.02.09, 22:07
      Jasne, że Cholewa ma rację - cały ten koncert był jednym wielkim kuriozum. Byłem
      (z ciekawości), widziałem, słyszałem, ale wyszedłem przed końcem, bo nie
      potrafiłem znieść tej żenady.

      A tak w ogóle - czy fani Pink Floyd muszą zaraz uderzać w tak wysokie tony?
      Oburzać się, prychać pogardliwie na innych itd. Trochę luzu, kochani. Być może
      wcale nie macie tak dobrego gustu jak wam się wydaje?

      Polecam wam inną relację:

      www.nuta.pl/news.html?nid=28035
      • Gość: Dodor Re: Pink Floyd i kangury IP: *.a2c-250-146.astra2connect.com 03.02.09, 12:26
        Panie EM nie twierdze że mam doskonały gust, zresztą o gustach jak wiadomo się
        nie dyskutuje, stwierdzam jednak śmiało że brak Panu podstaw dobrego wychowania
        bo według zasad etykiety nie powinno się wychodzić przed zakończeniem koncertu,
        spektaklu, filmu... tak samo jak nie powinno się przerywać rozmówcy nie
        wysłuchując go do końca zatem zanim zacznie Pan krytykować cudze gusty najpierw
        niech Pan się przyjrzy swojej kulturze osobistej.

        Pozdrawiam
      • alek31 Re: Pink Floyd i kangury 04.02.09, 20:48
        Gość portalu: EM napisał(a):

        > Jasne, że Cholewa ma rację - cały ten koncert był jednym wielkim kuriozum.

        No, w zasadzie można nazwać kuriozalnym fakt, że w samej tylko Polsce kilka
        tysięcy ludzi kupuje wcale nietanie bilety, żeby zobaczyć tę "podróbkę". Mało
        tego, wychodzą z koncertu zadowoleni nagrodziwszy "podrabiaczy" owacją na
        stojąco. Lepszym słowem byłoby tu chyba "zdumiewające".

        > Byłem (z ciekawości), widziałem, słyszałem, ale wyszedłem przed
        > końcem, bo nie potrafiłem znieść tej żenady.

        Właśnie dlatego nie chodzę na koncerty Dody. Nawet za darmo i z "ciekawości" :-)
        Zwyczajnie mnie to nie interesuje, więc po co ?

        > A tak w ogóle - czy fani Pink Floyd muszą zaraz uderzać w tak
        > wysokie tony?
        > Oburzać się, prychać pogardliwie na innych itd. Trochę luzu,
        > kochani. Być może wcale nie macie tak dobrego gustu jak wam się
        > wydaje?
        >

        Eee... tam, nikt tu za bardzo nie prycha.
        Większość szanujących się artystów nigdy nie występuje na niebiletowanych,
        sponsorowanych imprezach (tak, jak to niestety dzieje się w Polsce), właśnie
        dlatego, żeby grać dla swoich fanów gotowych wyłożyć kasę i wiedzących po co
        przyszli na koncert, a nie dla przypadkowo-festyniarskiej publiki, która
        przychodzi np. na sylwestrową imprezę na rynku, bo nie ma akurat nic
        pożyteczniejszego do roboty.
        Dlatego w tym wypadku nie bardzo wiadomo dla kogo Panowie Cholewa i Jurek (z
        linka przyklejonego przez EM) piszą swoje krytyczne w wymowie relacje.
        Ci, co chcieli tam przyjść, przyszli i podobało im się, zdania po tych relacjach
        nie zmienią. Tych, co przyjść nie chcieli i nie przyszli, mało to pewnie obchodzi.
        Chyba, że autorzy chcieli trochę poprowokować.

        W jednym Pan Jurek ma rację. Przez to, że nie pozwolono ludziom stać pod sceną
        trochę "zimą" wiało. Sam siedziałem w pierwszym rzędzie pod sceną, prawie na
        samym środku (zaraz przy przejściu) i czułem się jakiś skrępowany. Bardziej jak
        w teatrze, a nie na koncercie.
        Sam program koncertu, też nie był w moim guście. Akurat nie przepadam za
        "Ścianą", ale doskonale wiedziałem, że to będzie przewodni motyw koncert, więc
        nie mam co narzekać. Na szczęście muzycy nie poprzestali na samej "Ścianie",
        więc wyszedłem w pełni usatysfakcjonowany.

        "Shine on..." wszystkim lubiącym muzykę PF.

        • alek31 Re: Pink Floyd i kangury 19.02.09, 18:47
          Jeszcze odrobina wspomnień :
          picasaweb.google.pl/cyfotki/090131AustralianPinkFloydShow#

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka