Dodaj do ulubionych

Frasyniuk: Gdybym nazywał się Kiszczak, nie dał...

10.02.09, 20:35
Oto człowiek... Dzięki za żywe świadectwo tamtych czasów. Skopiuję i zachowam
na pamiątkę, na wypadek, jakby znalazł się jeszcze jeden obrazoburca winiący
za wszystko "układ" i usiłujący wymazać swoje nazwisko z tamtych protokołów...
Obserwuj wątek
    • gregrenata Frasyniuk: Gdybym nazywał się Kiszczak, nie dał... 13.02.09, 11:23
      Szanowny Panie Wladyslawie mamy jednak pretensje do Pana o to, ze
      po "Okraglym Stole" dopusciliscie do glosu ludzi z (dzisiejszy PIS)
      oraz takich jak Kaczynscy.
      Pozdrawiamy
      • plazzek Re: Frasyniuk: Gdybym nazywał się Kiszczak, nie d 13.02.09, 13:48
        "Wolność wolnością, ale to my będziemy decydować, kogo do głosu
        dopuścić!" Grzegorzu i Renato, to na czym miałby niby polegać
        przełom, skoro z wolnością miałoby być tak samo jak za komuny?
    • Gość: moim zdaniem Frasyniuk jako legenda "S" skończyl się w 1989 r. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.02.09, 13:34
      Zaułki historii

      ® © Mirosław Krupiński

      gdzieś za kratą krążyli strażnicy,

      co jak ja owej nocy nie spali…

      i śpiewały za oknem te łęczyckie słowiki…

      i pachniały jaśminy z oddali…



      prowokator przez sen raport mruczał,

      jastrząb Stefan z Leninem spał w ręce,

      Frasyniuka w snach Michnik o strategii pouczał,

      bo Frasyniuk miał być w Magdalence…



      ja płynąłem jeziorem mą łódką,

      wzdłuż Plusznego, przy brzegu, za trzciną,

      noc bezsenna, czerwcowa, była dla mnie za krotką

      bo na rybach za szybko czas płynął…



      i tak noc upływała za nocą,

      a po każdej się dzionek zaczynał

      Szyper grzmiał na komunę, że go więzi przemocą ,

      Stefan czytał, krytycznie, Lenina ,



      Piotr Kochanski z oczami umykał,

      bo nie bardzo był pewny legendy,

      tydzień później pospiesznie wielką łyżkę połykał,

      by powrócić na łono komendy…



      były bridże, rozmowy i kłótnie,

      były „listy do braci za murem”,

      że „my za nich w tym mamrze tak cierpimy okrutnie”

      - może jakoś umilą torturę…



      „nie cierpienie” rodziło pyskówki…

      jak nie cierpieć - gdy cierpieć wypada…

      a Wrocławski Janosik i dwa inne półgłówki

      Magdalenkę szeptali w naradach…



      * * *

      po miesiącach, do domu na kluski,

      WRONa groźbą żegnała i złością …

      ja, tym razem już we dnie, na okonie na Pluski

      - Janosiki - frymarczyć polskością…



      lat minęło dwadzieścia już prawie,

      u mnie rekin udaje okonia,

      Frasyniuki, Michniki, dzielą łupy w Warszawie,

      z Magdalenki plamami na dłoniach…



      bo w te losy co Parki nam przędą
      życie wplotło swych węzłów bez liku,

      na swiecznikach oszusci z fałszowaną legendą,

      a Polacy znów z ręką w nocniku…


      więcej na:
      members.iinet.net.au/~miroslaw/Zeszytyst.htm
      members.iinet.net.au/~miroslaw/index.htm


    • clleopatra Frasyniuk: Gdybym nazywał się Kiszczak, nie dał.. 13.02.09, 13:40
      Kiszczak powiedział "wiele musi się zmienić, żeby nic sie nie
      zmieniło" no i nic się nie zmieniło, już agenci sie o to zatroszczyli

      gdyby miało się zmienić doszłoby do lustracji - tymczasem MIchnik,
      Kuroń, Mazowiecki, Wałęsa - posłużyli jako zaplecze antylustracyjne
      w obawie przed jakimikolwiek zmianami

      Dzięki temu mamy dziś PRL w całej krasie ! Podziękujmy im że PRL
      moze trwać !

      • Gość: Helmut durna prosckaosc hanki IP: *.dip.t-dialin.net 13.02.09, 22:44
        durna hanka dziala.... czuc prostackosc jej wiejskosci. Gdyby nie
        nie ci ludzie, pewnikiem doilabys krowy w w kolchozie, durna babo!
    • clleopatra w Magdalence wyczułem grę.................... 13.02.09, 13:43
      Alojzy Pietrzyk: - "Wokół Wałęsy, który przewodniczył naszej stronie
      wciąż kręciły się takie osoby, jak Bronek Geremek, Tadeusz
      Mazowiecki, Adas Michnik. (...)

      W Magdalence wyczułem grę, by co bardziej radykalnych
      działaczy "Solidarności", mniej ugodowych - złagodzić. Już dobór
      uczestników spotkań o tym świadczył. (...)

      Na kolejną Magdalenkę pojechano w składzie okrojonym, mnie
      pominięto. Stawałem się niewygodny, zwłaszcza że przy podstoliku
      górniczym wynieślismy sprawę naprawienia krzywd ofiarom stanu
      wojennego. Część naszych doradców nie dopuszczała, by przy głównym
      stole były poruszane jakiekolwiek windykacje ze strony
      solidarnościowej. (...)

      Pomału wychodziły na jaw wcześniejsze uzgodnienia. Wyczuwało się, że
      przedtem odbywały się rożne spotkania. Wynikało z nich, że nad PRL-
      em zaczyna zawisać jakaś ochronna tarcza. A niewtajemniczeni mieli
      złudzenie, że coś zależy od naszego przygotowania i siły
      przekonywania."

      Pierwsze spotkanie w Magdalence zakończyło się niesamowitym obiadem.
      Niektórzy ze strony OPZZ, ze strony rządu i naszej już w tym czasie
      bardzo szybko potrafili znaleźć wspólny język. Potrafili i napić się
      razem. Komitywa między niektórymi była tak wielka, że przy odjeździe
      gdy wszedłem do minibusu, którym nas transportowano, towarzystwo
      było już wymieszane. Między naszymi siedzieli OPZZ-owcy i rządowi.

      (...) odbyło się posiedzenie KKW zwołane przez Walęse. Związane było
      wyłącznie z wyborami do parlamentu i wyborem prezydenta. KKW liczyla
      20 osób, ponadto uczestniczyli w niej zwykle doradcy (Geremek,
      Mazowiecki, Stelmachowski, Kuron, Michnik) z prawem zabierania
      głosu, ale bez prawa głosowania. Z reguły posiedzenia prowadził
      Janusz Pałubicki.

      Byłem zwolennikiem wolnych wyborów i przegrałem. Prof. Geremek jako
      przewodniczący zespołu reform politycznych Okrągłego Stołu,
      przekonał KKW, że powinniśmy przyjąć propozycje wyborów okrojonych -
      dla nich 65 proc., dla nas 35. A potem nastąpiła najbardziej
      haniebna chwila.

      Na stanowisko prezydenta zaproponowano dwie kandydatury: Kiszczaka i
      Jaruzelskiego.

      Jak można było na posiedzeniu KKW "Solidarność" w ogóle brać pod
      uwagę Kiszczaka i Jaruzelskiego na najwyższy urząd w państwie?
      Oceniłem to jako niesamowity upadek, wręcz profanację "Solidarności"

      A tu bez żadnych protestów, niemal natychmiast doszło do głosowania:
      Kiszczak, albo Jaruzelski. Padło stwierdzenie, że jak prezydentem ma
      być taki typ jak Kiszczak, to lepiej postawić na Jaruzelskiego.

      Po tym stwierdzeniu Pałubicki poddał wniosek o poparcie
      Jaruzelskiego pod głosowanie. Tylko ja byłem przeciw, dwoje
      wstrzymało się. Reszta była za. Z wiekszością najwyraźniej wcześniej
      odbyły się rozmowy.

      Potem odbyło się jeszcze parę posiedzeń w Magdalence. Wciąż rosła
      komitywa warszawiaków z obu stron barykady. Mieli już stałe, wręcz
      towarzyskie - przy wódce - kontakty.

      Jeśli Kiszczak powołuje się na rozstrzygnięcia Okrągłego Stołu,
      zwalniające go z poniesienia odpowiedzialności, to może chodzić
      jedynie o ustalenia podjęte w wąskiej grupie osób.

      Bardzo dobrze było widać, że niektórzy uczestnicy rozmów afiszowali
      się z generałami, wręcz brudzia wypijali, jak na przykład Adam
      Michnik.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka