Gość: red menace
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
25.11.03, 00:10
Leszek Miller rozwiązywał wczoraj przez telefon problemy obywateli, którym
udało się dodzwonić na godzinny dyżur premiera. Szczęśliwców było 16, na
dodatek - jak mówił Jerzy Wenderlich, rzecznik SLD - nastawionych życzliwie.
66-letniej warszawiance, która w najbliższą sobotę obchodzi urodziny, premier
obiecał przesłać z tej okazji bukiet kwiatów. Bezrobotnego absolwenta dwóch
uczelni (żona Estonka, również bezrobotna i dziecko w drodze) przyrzekł umówić
na spotkanie z wojewodą dolnośląskim.
Ten sam wojewoda będzie musiał też przyjąć z rekomendacji premiera
przedsiębiorcę, który ma problemy z prowadzeniem własnej firmy.
Żołnierza rezerwy uskarżającego się na niesprawiedliwe rozstrzygnięcia
wojskowego biura emerytalnego premier poprosił o przesłanie całej dokumentacji
do wglądu.
Przedstawiciel kupców z warszawskiej Sadyby, który narzekał na złą współpracę
z prezydentem stolicy Lechem Kaczyńskim, uzyskał zapewnienie, że premier
skontaktuje go z wojewodą mazowieckim.
Zadzwoniły też dwie kobiety zaniepokojone likwidacją funduszu alimentacyjnego.
- Nie były napastliwe, raczej martwiły się, kto będzie im wypłacał alimenty. W
ogóle nie było napastliwych telefonów, ludzie mówili o ważnych problemach, ale
nikt nie dzwonił z wyrzutami - zapewniał Wenderlich.