prawnik.poznan
03.04.09, 01:12
Pewien deweloper sprzedaje miejsca w parkingu podziemnym przy ul. Rymarskiej, jednak wygląda na to że ich oferta nie przypadła do gustu kierowcom z okolicznych bloków.
Deweloper więc postanowił się zemścić na wrednych mieszkańcach niezainteresowanych zakupem, stawiając słupki gdzie się da przy chodnikach, tym samym uniemożliwiając parkowanie w ostatnich wolnych miejscach np 2 kołami na chodnikach, nie mówiąc o ogrodzeniu sporego kawałka ziemi, gdzie żaden budynek nie ma prawa powstać, miejsca które właśnie idealnie nadaje sie na parking, a które obecnie jest ogrodzone.
Złośliwość dewelopera - a już raczej frustracja tej firmy z powodu olania przez mieszkańców ich żenującej oferty zakupu podziemnych miejsc parkingowych, sądząc po ilości ostatnio postawionych słupków, skutkuje tym, że mieszkańcy ze swoimi autami nie mają szans na zaparkowanie blisko domu w związku z czym coraz więcej samochodów parkuje na ul. Racławickiej.
Oto kolejny przykład prowadzenia "biznesu" metodami rodem z PRL. Przypomina to trochę działania pewnych osobników z zachodniej Polski z lat 90-tych, którzy założyli parking strzeżony pod jednym z bloków na dośc zaludnionym osiedlu, oczywiście horrendalnie drogi. Ponieważ mieszkańcy nie kwapili się z korzystaniem z tego parkingu, w 2 tygodnie spłonęło obok na niestrzeżonej częsci parkingu kilka samochodów. Mieszkańcy po tych incydentach docenili wspaniałą ofertę parkingu strzeżonego i dopiero wiele miesięcy później winni mieli okazję wytłumaczyć się odpowiednim organom.
Póki co, mieszkańcy potulnie krążą w poszukiwaniu wolnego miejsca, a deweloper w zaciszu swego biura zaciera ręce i być może przygotowuje kolejną wesołą niespodziankę krnąbrnym mieszkańcom...