Dodaj do ulubionych

Mizerii na studiach winne jest gimnazjum

07.06.09, 19:38
To prawda, gimnazja to plaga polskiego szkolnictwa. Uczniowie w
najtrudniejszym wieku trafiają to na zaledwie 3 lata, zazwyczaj do
bardzo dużych szkół i zaczynają się problemy. Dawniej w 8 klasowej
szkole nauczyciel poznał swoich uczniów, a uczniowie nauczyciela,
znali się również rodzice. Druga sprawa to niemal "obowiązkowe"
licea, które obniżyły tak swój poziom, że dzisiejszą maturę
spokojnie można przyrównać do dawnej klasówki w 8 klasie. Wiem co
piszę bo ponad 20 lat pracowałem w różnych szkołach: podstawowej,
gimnazjum i liceum. Z nauczycieli zrobiono "małpy", które zamiast
nauczania zajmują się papierkami, organizacją bzdyrnych imprez,
festynów i robienia na nich z siebie wariatów. Nie dano im zadnych
narzędzi do budowania własnego autorytetu, a wiedza, nawet
najgłębsza niestety nie wystarcza, kiedy demokracja ale działająca
tylko w jedną stronę tj. na korzyść uczniów wkroczyła do szkół,
kiedy uczniowie maja tylko prawa i fikcyjne obowiazki, kiedy nie
można ich z niczego rozliczyć ani zastosować żadnych kar
wychowawczych. Szkolnictwo sięgnęło bruku!!!!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • korcia2000 Mizerii na studiach winne jest gimnazjum 08.06.09, 05:49
      Racja! Nic dodać, nic ująć! Jak najszybciej zlikwidować tego
      potworka edukacyjnego. W gimnazjum poziom jest bardzo niski także w
      związku z tym, że trafiają do niego praktycznie wszyscy uczniowie,
      także bardzo słabi. W liceum nie ma czasu na nadrabianie braków - to
      praktycznie dwa i pół roku. A rezultat - przygotowanie, jakie mamy.
      • Gość: o!o nie wiesz co robić - zrób reorganizację. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.09, 08:48
        w myśl tej zasady i przeciw "komunistycznym pomysłom" przywrócono
        nieudolnie przedwojenną instytucję gimnazjum. Ze skutkiem wiadomym.
        Przybyło dyrektorów, jednostek, papierków - czyli żywioł urzędnika.
        A uczeń? To tylko pozycja statystyczna. Ważne żeby zdał do następnej
        klasy - i won.
        Teraz znów - na fali krytyki ktoś ogłosi reformę, znowu pójdzie
        ogromny wysiłek (i pieniądze) w reorganizację, i znów za parę lat
        będziemy trzeszczeć, że jest źle. Boi problem jest prostszy - dziś
        władzę w szkole mają ludzie z pokolenia, kiedy mówiło się: ty się
        dziecko do niczego nie nadajesz, idz na pedagogiczny...
        Nauczyciele nie mają autorytetu, nie mają władzy nad uczniem, nie
        mają środków represyjnych. Rodzice wierzą, że to szkoła czepia się
        ich genialnego dziecka, a nie że to ich potomek jest uparty,
        arogancki, rozbija lekcję i demoralizuje kolegów. Ta cała demokracja
        i walka o wolności uczniowskie to zwykłe równanie w dół. Wszak w
        skoku wzwyż podwyższa się poprzeczkę, a nie obniża....
        Uczelnie wyższe żyja własnym życiem - kariera jednostek i utrzymanie
        molocha jak "fabryki wkształciuchów". Jest fabryka, jest praca. A że
        studenci mierni - to dobrze, nie zagrożą nauczycielom. I kółko
        bylejakości kręci się.
    • Gość: Maminka Mizerii na studiach winne jest szkolnictwo w ogóle IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.06.09, 10:34
      Jestem mamą uczennicy, sama przeszłam wszystkie etapy szkolnictwa lat
      70-90-tych. I o zgrozo zmieniło się jedynie na gorsze od moich czasów. Dziś
      jeszcze tylko pani od nauczania początkowego panuje nad uczniami i coś im CHCE
      przekazać, czegoś CHCE ich nauczyć. Reszta ta jedna wielka pomyłka! Co 3 lata
      zmiana, zwrot w akcji - I-III klasa, IV-VI, VII-IX i liceum. Brawa dla odifa za
      ten list, pod którym podpisuję się dwiema rękami! Mizeria szkół prywatnych jest
      porażająca, ilość kończących szkoły średnie wszelakiej maści uczniów
      zwielokrotniła sie i tyleż mizerii trafia na studia. Ale system nauczania wciąż
      jest ściąganiem w dół. Równa się do tych najsłabszych a nie ciągnie w górę tych
      najlepszych. Ci lepsi SIĘ NUDZĄ w szkole! Bo każda pani chcąc pozbyć się byle
      jakiego ucznia przepycha go do kolejnej klasy i skupia się na nauczeniu go
      czegokolwiek! Niestety ale brak systemu oddzielającego poziom dla silniejszych
      od poziomu dla słabszych mści się osłabianiem wszystkich! Spadkiem motywacji,
      spadkiem poziomu, lenistwem, niechciejstwem. Mojej córce pani powtarzała nie
      raz: Ja wiem,że TY wiesz, daj szanse innym!
      Żałosne. Ale faktem jest że gimnazja to największa porażka naszego systemu
      edukacyjnego. Do likwidacji!
    • Gość: semafor gimnazja istnieją od 1.09.1999 r! IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.06.09, 10:45
      To już 10 lat tej oświatowej porażki! Zmieńcie to jak najszybciej!
      • Gość: o!o metoda? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.09, 11:50
        może - wzorem lecznictwa - władza chce nas rzucić w objęcia
        szkolnictwa prywatnego? Może Narodowy Fundusz Edukacji (NFE - obok
        NFZ), jak uczeń będzie miał w plecaku pieniądze, to szkoła zechce go
        przyjąć, nauczyć, otoczyć opieką - bo pójdzie do innej i tam
        zaniesie pieniądze! Tylko to uczeń/rodzice będzie wybierał szkołę,
        której zaniesie swoje pieniądze. Szkoła będzie zabiegać
        osiągnięciami, dobrą atmosferą, bezpieczeństwem, stołówką, zajęciami
        pozalekcyjnymi... Teraz szkoła jest za darmo, więc jest bylejaka.
        Zarządzana przez urzędników z ratusza spełnia ICH wymagania.
        Uwolnienie pieniądza oswiatowego pozwoli urealnić udział rodziców w
        oświacie, nie będzie to zabawa tylko dla bogatych, która wynaturza
        się: "stawiaj piatkę, bo tato nie kupi wam
        komputerów/autobusu/czegos tam - bo zabiora mnie stąd i stracisz
        pracę". Jeżeli MEN nie umie zając się nauczaniem, to znowu musimy
        wziąść sprawy w swoje ręce, a MEN-om i Wydziałom Oświaty kupić
        taczki...
        • Gość: A Zgadzam się całkowicie!Tylko prywatyzacja uzdrowi! IP: *.as.kn.pl 08.06.09, 12:29
    • golmark Mizerii na studiach winne jest gimnazjum 08.06.09, 12:07
      I tak to już jest , że wszyscy powyżej piszący mają swoje racje. Może pora by
      to zmienić ?
    • Gość: gość Mizerii na studiach winne jest gimnazjum IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.09, 23:20
      Gimnazjum??
      Przecież to po liceach, po napisaniu tego nieszczęsnego papierka sprawdzanego
      kluczem młodzi ludzie trafiają na studia.
      Owszem, gimnazjum wprowadziło ogromne spustoszenia wychowawcze i ewolucyjne dla
      młodego człowieka, nastolatek się cofa, bo jak tu dobrze ujęła moja nauczycielka
      od rosyjskiego "gdy młodzież ponownie po ukończeniu 8 (wtedy a teraz 6) klasy
      ponownie jest w pierwszej klasie (liceum lub gimnazjum) to po prostu
      dziecinnieje" Dewolucja. Oni stają się znowu młodszymi i zapominają że przebyli
      jakąś drogę deorastania i rozwijania się.
      Po gimnazjum jednak uczeń po prostu mniej zdolny czy ambitny może ratować idąc
      do technikum czy zawodówki, przez co szybciej otrzyma zawód i możliwość
      zarabiania pieniędzy.
      Uczeń obecnego, zreformowanego ogólniaka wpadł jak śliwka w kompot, musi napisać
      maturę i musi iść na studia. Nauczyciele za to obniżają poziom do piwnicy, aby
      ich tylko przepuścić. Nie ma matmy w biolchemach, nie ma łaciny, bo gmina nie
      daje. Nie ma doświadczeń laboratoryjnych, bo uczniowie są uważani za
      upośledzonych psychicznie i nie są w stanie przeprowadzić miareczkowania lub
      reakcji.
      Byłam w liceum, które się uważało za dobre, a raczej samo o sobie miało taką
      opinię. Byłam w nieszczęsnym biolchemie, bo kochałam te przedmioty, ale miałam
      nieszczęście trafiać na fatalną kadrę. Chemiczka nie przeprowadziła prawie ani
      jednych zajęć praktycznych, jak już były, a to były dokładnie jedne zajęcia w
      ciągu trzech lat w klasie biolchem, to latała z jednorazową ampułką wodorotlenku
      sodu i sama osobiście dolewała nam do próbówek bo uważała że jesteśmy
      upośledzeni i na pewno się nim poparzymy jeśli go dotkniemy. Miareczkowania nie
      przeprowadziła nigdy, bo obie biurety przeciekały, więc w jaki sposób uczeń mógł
      lepiej przyswoić elementy chemii ilościowej, jeśli nie ma pojęcia po co i
      dlaczego liczy, i czym są wielkości podawane w danych, jak objętości titranta
      czy analitu. Była to chemiczka po Chemii na PW, po organicznej, a kiedy ją
      spytałam o moc kwasów sulfonowych powiedziała że coś takiego nie istnieje i że
      nie ma takich kwasów. Miała ona bardzo fajne patenty memotechniczne na naukę,
      ale przez pół godziny potrafiła opowiadać o Sandomierzu i o tym jak do niej
      przyszedł ksiądz po kolędzie. Nie była zainteresowana uczeniem nas chemii, tylko
      gazetką szkolną i fotografią, ale nigdy w życiu nie powiedziała nam co to
      reakcja fotochemiczna. Termochemii nigdy z nami nie przerobiła bo powiedziała że
      tego nie lubi i nie rozumie, stąd jak poszłam na fizyczną na studia, to
      wykładowczyni patrzyła na mnie bardzo nieprzychylnie i z obniżonym poziomem.
      Koniec końców na studia przyszłam bardzo nieprzygotowana i bez podstaw
      matematyki i fizyki. Wiele pracy kosztowało mnie nadrobienie materiału i tego
      czego nie miałam szansy nauczyć się w liceum. Dopiero kadra na uczelni nauczyła
      mnie wszystkiego o chemii, matematyce i fizyce.
      Do dziś mam więc ogromny żal do zarozumiałej i zadufanej w sobie dyrekcji i
      nauczycieli mojej szkoły że nie potrafiły zapewnić mi minimum wykształcenia
      potrzebnego na studia. Przez ciężką pracę nadrabiania przedmiotów nie mogłam się
      skoncentrować na właściwych chemicznych zainteresowaniach i w konsekwencji
      potwierdzałam moim nauczycielom akademickim opinię że studenci nic nie umieją i
      zaliczają oby na "zal". Dopiero gdy wyrównałam ten poziom mogę skoncentrować się
      na prawdziwej chemii i spełnianiem własnych ambicji. Trudno więc się też dziwić
      profesorom że uważają pierwszaki z niedouczonych, jeśli nie wiedzą z jak
      niekompetentną kadrą mieli licealiści do czynienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka