wrednywroclawianin
18.07.09, 11:33
Ostatnim moim spostrzeżeniem dot. znakomitej większości kierowców w Polsce jest, jakże powszechny, manewr WYPRZEDZANIA.
W ustawie "Prawo o ruchu drogowym" możemy wyczytać m.in.:
Art. 24. 1. Kierujący pojazdem jest obowiązany przed wyprzedzaniem upewnić się w szczególności, czy:
- ma odpowiednią widoczność i dostateczne miejsce do wyprzedzania bez utrudnienia komukolwiek ruchu;
- kierujący, jadący za nim, nie rozpoczął wyprzedzania;
- kierujący, jadący przed nim na tym samym pasie ruchu, nie zasygnalizował zamiaru wyprzedzania innego pojazdu, zmiany kierunku jazdy lub zmiany pasa ruchu.
Oczywiście na wszystkich możliwych drogach publicznych mamy do czynienia z nagminnym łamaniem przepisów, także w zakresie wyprzedzania (na czele z przekraczaniem podwójnej ciągłej, wyprzedzaniu w miejscach niedozwolonych, ba! przekraczaniu osi jezdni na drogach czteropasmowych, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto wyprzedza "na trzeciego"), ale to co się wyprawa na naszym ukochanym odcinku A4, znanego kiedyś pod nazwą autostrada woła o pomstę do nieba (sytuacja ta występuje oczywiście na pozostałych autostradowych szczątkach czy zalążkach, jak wolicie).
Zwyczajowo prawym pasem poruszają się samochody pow. 3,5 t (TIR-y, ciężarówki, dostawcze, które też nie mając ku temu możliwości nawzajem się wyprzedzają powodując utrudnienia w ruchu), generalnie wolniejsze od innych samochodów tam przejeżdżających. Wiecie co mnie doprowadza do szału i jest przyczyną dzisiejszego wątka? Nowatorskie podejście do interetacji wyżej przytoczonych zapisów kodeksu, tj. niezależnie od marki, pojemności, umiejętności, aktualnie rozwijanej prędkości, jak tylko pojawi się przed kierowcą coś wolniejszego (cały czas mowa o prawym pasie), to ten co logiczne wyprzedza delikwenta, ale tu kończy się logika, a zaczyna sam już nie wiem... DEBILIZM chyba najbardziej adekwatny będzie. Otóż notorycznie taki wyprzedzający, nie oglądając się na nikogo włącza sobie kierunkowskaz (albo i nie, są też tacy) i nie patrząc w lusterko błyskawicznie zmienia pas powodując niejednokrotnie przyspieszone bicie serca kierowców z lewego pasa, zmuszonych do gwałtownego (nieraz niebezpiecznego, bo niewielu jeździ przepisowe 110/130 km/h) hamowania i w rezultacie rosnącej kolumny nadjeżdżających z tyłu, czekających aż ktoś łaskawie zjedzie po wyprzedzeniu z powrotem na prawy pas. Jest jeszcze coś interesującego. Bardzo często DEBIL, o którym mowa jak już zmieni pas na lewy, to nieważne, jak mało miałby KM pod maską, będzie starał się wyprzedzać dalej - mimo, że obiekty wyprzedzane znajdują się w takiej odległości, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zrobiłby tego. Efekt? Ponownie kawalkady przyblokowanych szybszych pojazdów na lewym pasie. I nie pomaga trąbienie, mruganie światłami, kierowca taki nie widzi i nie słyszy nic. Oczywiście pomysłowi ściganci finalnie wyprzedzają z prawej strony, nie ograniczając się w gestykulacji, co oczywiście poprawie bezpieczeństwa na naszych drogach nie sprzyja. To tyle, nie ulżyło mi, ale napisałem sobie a muzom.
Pozdrawiam wszystkich normalnie myślących i znających przepisy, a mój podpis dedykuję DEBILOM za kółkiem.