annika.h
20.08.09, 18:15
podobna sytuacja miała miejsce parę dni temu na skrzyżowaniu Karmelkowej i
Wiejskiej, z tą różnicą, że nie było tam autobusu. Dojeżdżająca do świateł
kobieta hamowała z piskiem opon, bo właśnie zapaliło się żółte. Samochód za
nią zjechał na chodnik, żeby nie wylądować w jej kufrze. Rozumiem, że należy
zachować odpowiednią odległość pojazdu od pojazdu, ale niech ktoś mi
wytłumaczy, dlaczego niektórzy na widok pojawiającego się żółtego światła dają
po heblach aż dym idzie? Przecież wiadomo, że w czasach kiedy na ulicach
tworzą się w godzinach szczytu gigantyczne korki na żółtym świetle przejeżdża
tyle aut ile to możliwe. Nikt nie mówi o zapieprzaniu na czerwonym ale po co
od razu stawać na baczność w pół sekundy po zmianie na żółte?