Gość: ugugunan
IP: 2.4.STABLE* / 10.10.0.*
08.06.02, 22:33
"UMMAGUMMA" -live album.
Przy słuchaniu tej relikwii przeżywam niebywałe emocje (odpowiedni nastrój jest
niezbędny: ciemność, rozpalony na środku izby znicz, leciutkie wspomaganie
półwytrawnym czerwonym winem, sporo decybeli).
Puszczam to sobie od drugiego kawałka (bez Astronomy...) i płynę.
Na swoje potrzeby nazwałem to dźwiękową ilustracją zwycięstwa dobra nad złem w
walce o duszę człowieka.
Zaczyna się od wypędzania demonów z opętanej przez diabła Eugenii (" Careful
with that axe..."). Później towarzyszymy w wędrówce jej błądzącej duszy ("Set
the control...") Egzorcyzmy kończą się pełnym sukcesem - ciało pozostaje
oczyszczone - co doskonale słychać w "A saucerful of secrets"(niebiańskie
klawisze)...
Może troszkę nadinterpretuję, ale dobrze mi z tym.*-)
Dla mnie te trzy utwory to dzieło kompletne i genialne. Budowanie nastroju,
operowanie natężeniem, przejmujący krzyk... Zresztą nie opiszę tego słowami.
Nic innego nie wzbudza we mnie takich wrażeń - oczywiście chodzi o doznania
muzyczne.
Co wy na to? Jest taki utwór, z którym jesteście związani szczególnie?
P.S.
Nikt nie dał jeszcze mi odczuć, że ma mnie za świra...