czyli lepiej późno niż wcale. Już nawet nie wiem, czy to moja osobowość
tezaurystyczna mi to podpowiedziała, czy też jakiś inny, nieodgadniony już
teraz ciąg skojarzeń nakazał mi ściągnąć (soulseek - try before you buy)
płte Death in Vegas. Pierwszą, która wyskoczyła po wpisaniu hasła okazała
się "contino sessions". I chwała Bogu
Od tygodnia, kiedy pierwszy raz usłyszałem tę płytę (dziwne, gdzie ja żyłem,
że nawet piosenki "Aisha" nie kojarzyłem? A ponoć taki hicior swego czasu
był. No nieważne.) kilka razy dziennie gości ona w moim odtwarzaczu. I choć
skojarzenia mam przeróżne słuchając tej płyty (na przykład
skojarzenie: "Jezu, przecież to Primal Scream!" zostało szybko potwierdzone.
Śpiew: Bobbie Gilespie

)), to jednak jest w niej coś takiego, co trzyma
ją w ryzach. To nie jest dziesięć nagranych od czapy piosenek i Iggy Pop
idealnie pasując do Aishy, idealnie pasuje również do całej płyty (miejscami
zupełnie nie Popowej. Nie mówąc oczywście o tym, że nie popowej,
oczywiście).
Zachęcony tym niesamowitym albumem siegnąłem po dwie inne pozycje tej grupy,
czyli debiutancką "Dead Elvis" oraz ostatnią "Scorpio's Rising". Jestem
przekonany (na razie pozostaję na przekonaniach bo słuchałem tylko kilka
razy), że Dead Elvis będzie mi się jeszcze podobał, bo jest coś takiego w
tej płycie, co sprawia, że odczuwam rosnącą chęć zajrzenia do raz jeszcze i
jeszcze. Co zaś do Scorpio's Rising, to ciężko nawet powiedzieć, co z tą
płytą jest nie tak. Niby patent ten sam, co na poprzedniczce, niby melodie i
klimat mają się trzymać wyrobionego uprzednio stylu, a jednak... Ta płyta
jest chyba odrobine przekombinowana. Może także wtórna w stosunku do contino
sessions? Ciężko mi orzec, ale mam niejasne wrażenie, że pójście dalej tą
droga nie przyniesie zespołowi niczego dobrego...
No i tak. Takie mam impresje na temat zespołu, który znam od tygodnia. Aha,
no i trochę a propos zespołów, które nie występują na forum
m,
.y.
----------------------------------
What is home without Plumtree's Potted Meat?
Incomplete.