Dodaj do ulubionych

"Born Again" Black Sabbath - płyta dobra czy zła?

05.12.03, 21:30
Ostatnio brałem udział w dość burzliwej dyskusji, której tematem był wydany
dwadzieścia lat temu album Black Sabbath, „Born Again” (kieeeedyś tam
wspominana na Forum Muzyka). Płyta to kontrowersyjna ze względu na skład
(wokalistą był wówczas znany z Deep Purple Ian Gillan) oraz na samą
zawartość. Jeden z uczestników dyskusji zażarcie bronił tezy, iż album jest
do chrzanu, acz potem okazało się, że wcale go nie słyszał smile))) Ktoś tam
jeszcze był za, ktoś zdecydowanie przeciw itp. Padały różne argumenty, ale
ogólnie trudno było zdefiniować to, co się dzieje na tej płycie.

Moim zdaniem, „Born Again” to album bardzo dziwny i nierówny. Na pewno zaletą
tej płyty jest to, że trwa niedługo i nie zdąży się znudzić. Na pewno też
zapisać na plus można próbę (czy udaną to inna sprawa) zróżnicowania utworów
na krążku. Minusem jest realizacja dźwięku (nie słychać basu – nawet w
remasterowanej wersji albumu nie podbito niskich tonów), tandetna okładka i
większość tekstów.

Co do samych kompozycji, to wyróżniam na pewno (in plus) monumentalny i dość
przejmujący utwór tytułowy, motoryczne „Trashed” i „Digital Bitch” (podobne
do „Highway Star”wink, narastające „Zero The Hero” i ewentualnie podobne
do „Smoke On The Water” (riff) „Hotline”. Kompozycje niekoniecznie
sprawdzające się to wrzaskliwe „Disturbing The Triest” (z tandetnym,
pseudosatanistycznym tekstem) i balladowe, przypominające raczej The Eagles
niż BS „Keep It Warm”. Nie za bardzo wiem, jak sklasyfikować styl, jaki grupa
obrała na albumie – po płytach z Dio „Born Again” wygląda, jak krok wstecz.
Zresztą, sam Gillan przyznał się, że podpisał kontrakt z Sabbath po pijaku i
gdy tylko reaktywowali się Deep Purple, opuścił drużynę Iommiego (chyba z
dobrym rezultatem).

Z ciekawostek – to ostatni studyjny album grupy, na którym gra Bill Ward.

Kto z Was słyszał tę płytę i jak ją oceniacie?


Obserwuj wątek
    • Gość: Sugar "Born Again" Black Sabbath IP: *.retsat1.com.pl 05.12.03, 21:42
      1. Całej płyty nie słyszałem
      2. To co słyszałem było chujowe
      3. Gillian pasuje do Black Sabbath tak jak Osbourne do Deep Purple
      4. Jedyny wyróżniający się kawałek (z tych które słyszałem) to "0 the Hero"
      5. Niestety powyższy utwór jest dużo słabszy od coveru nagranego przez Cannibal
      Corpse (szokujące, czyż nie?)
      6. Koniec lat 80-tych to najgorszy okres w historii BS, który przerwał dopiero
      powrót Ronnie Jamesa Dio i nagranie "Dehumanizer`a"

      PS: ale to tylko moja własna, subiektywna, encyklopedyczna opinia wink
      • Gość: Vulture encyklopedyści na start IP: *.chomiczowka.net.pl 05.12.03, 21:52
        Gość portalu: Sugar napisał(a):

        > 3. Gillian pasuje do Black Sabbath tak jak Osbourne do Deep Purple

        I tak wolę Gillana w Black Sabbath niż Glenna Hughesa. Dobrze, że Iommi Roda
        Stewarta nie zatrudnił (chociaż T. Martinowi miejscami niewiele brakuje).

        > 6. Koniec lat 80-tych to najgorszy okres w historii BS, który przerwał
        dopiero
        > powrót Ronnie Jamesa Dio i nagranie "Dehumanizer`a"

        Chyba na krótko przerwał. Pamiętasz, co było po "Dehumanizer"? Bo ja, niestety,
        pamiętam.

        > PS: ale to tylko moja własna, subiektywna, encyklopedyczna opinia wink

        Zastanawiam się czy własna opinia mogłaby być obiektywna, ale zaraz się wpisze
        jakiś onanista, żeby mi to wytłumaczyć, więc poczekam.

        P.S. W biografii Deep Purple wyczytałem, i o tym już chyba też miałem okazję tu
        wspomnieć, że gdy Gillan usłyszał "Born Again", połamał ze złości całe pudło
        egzemplarzy gratisowych smile))))
    • Gość: hehe Re: "Born Again" Black Sabbath - płyta dobra czy IP: 81.210.124.* 06.12.03, 09:32
      Wogole Pan Gillan nagral ta plyte z Black Sabbath dla kasy. Pan Iommi skwitowal
      to tak iz jego zdaniem to byla najgorsza plyta Sabbathow i nie lubi jej.
      A teksty sa chujowe poniewaz napisal je Gillan, ktory nie pisal tekstow w stylu
      Butlera czy Iommiego.
    • s.u.g.a.r BTW: 06.12.03, 09:50
      Za dwóch najlepszych wokalistów BS uważa się Ozzy`ego i Ronnie James`a Dio.
      Osobiście uważam, że jedynym zawodnikiem będącym w stanie godnie zastąpić
      Osbourne`a był Robert Halford.

      Robert niestety zagrał wspólnie z BS tylko kilka koncertów, czym przyczynił
      sie do definitywnego odejścia z zespołu obrażonego kurdupla Dio, nagrał
      również wspólnie z Iommi`m, Butlerem i Wardem nową wersję "The Wizard" na
      składankę "Nativity in Black. Tribute to BS".

      Chociaż Halford ma też ten minus że jest pedałem wink
      • Gość: Vulture obrażony kurdupel Dio IP: *.chomiczowka.net.pl 06.12.03, 15:16
        To jeden z najlepszych głosów hard rocka/metalu lat 70/80. Fakt, że osobnik
        dość chimeryczny. Odszedł z Black Sabbath po raz pierwszy w 1983 r. (wtedy
        właśnie zastąpił go Gillan), ponieważ Iommi oskarżył go o to, że podczas miksu
        albumu "Live Evil" natrętnie stara się wyeksponować swoje wokalizy kosztem
        instrumentów. Drugi raz odszedł, gdy okazało się, że na którymś z koncertów
        Black Sabbath będą poprzedzali Ozzy'ego Osbourne'a. Wtedy Dio zastąpił na
        scenie Rob Halford (mam kilka nagrań z tych występów, ale trudno powiedzieć, by
        były powalające).
        • Gość: Sugar Re: obrażony kurdupel Dio IP: *.retsat1.com.pl 06.12.03, 20:30
          Gość portalu: Vulture napisał(a):

          > To jeden z najlepszych głosów hard rocka/metalu lat 70/80.

          Ale śmiesznie wygląda wink

          > Drugi raz odszedł, gdy okazało się, że na którymś z koncertów
          > Black Sabbath będą poprzedzali Ozzy'ego Osbourne'a. Wtedy Dio zastąpił na
          > scenie Rob Halford (mam kilka nagrań z tych występów, ale trudno powiedzieć,
          > by były powalające).

          A Sugar z kolei czytał kiedyś, że powodem odejścia były wspólne koncerty z
          Halfordem. Ale nie jestem tego na 100% pewien, bo to było dawno i musiałbym
          spojrzeć do encyklopedii żeby to sprawdzić indifferent

          A u Halforda najlepsze jest to, że ma bardzo podobny głos do Ozzy`ego. Rob
          mówił że spowodowane jest to tym, iż obydwaj wychowali się w tym samym
          robotniczym mieście i oddychali tymi samymi spalinami.
          • vulture skoro już o encyklopediach mowa 06.12.03, 21:52
            Gość portalu: Sugar napisał(a):

            > Ale śmiesznie wygląda wink

            Rozumiem, że Ozzy'ego zawsze uważałeś za większego przystojniaka.


            > A Sugar z kolei czytał kiedyś, że powodem odejścia były wspólne koncerty z
            > Halfordem. Ale nie jestem tego na 100% pewien, bo to było dawno i musiałbym
            > spojrzeć do encyklopedii żeby to sprawdzić indifferent

            Ja już patrzę:

            Wiesław Weiss, "Wielka Encyklopedia Rocka" tom A-E, Iskry 2000: "(...) wtedy
            narodził się pomysł, by [grupa] zagrała w Costa Mesa w kalifornii jako formacja
            otwierająca dwa finałowe koncerty trasy 'No More Tours' Osbourne'a,
            zapowiadanej jako ostatnia w jego karierze (...) Oburzyło to jednak Dio, który
            nie miał ochoty na konfrontację ze swym wielkim poprzednikiem." (s.331)

            Podobnie sforumułowaną informację zawiera biografia zespoł autorstwa Chrisa
            Welcha, "Black Sabbath, Ozzy i inni..." (Rock Serwis, 1994, tłum. K. Malita, s.
            128) oraz "Encyklopedia Muzyki Popularnej - Heavy Rock", Oficyna Wydawnicza
            Atena 1999, s.86).

            >
            > A u Halforda najlepsze jest to, że ma bardzo podobny głos do Ozzy`ego. Rob
            > mówił że spowodowane jest to tym, iż obydwaj wychowali się w tym samym
            > robotniczym mieście i oddychali tymi samymi spalinami.

            Zgadza się. W Birmngham konkretnie.
            • Gość: Sugarinho Re: skoro już o encyklopediach mowa IP: *.retsat1.com.pl 06.12.03, 23:30
              Vulture wziął i napisał:

              > Ja już patrzę:
              >
              > Wiesław Weiss, "Wielka Encyklopedia Rocka" tom A-E, Iskry 2000: "(...) wtedy
              > narodził się pomysł, by [grupa] zagrała w Costa Mesa w kalifornii jako
              > formacja otwierająca dwa finałowe koncerty trasy 'No More Tours' Osbourne'a,
              > zapowiadanej jako ostatnia w jego karierze (...) Oburzyło to jednak Dio,
              > który nie miał ochoty na konfrontację ze swym wielkim poprzednikiem." (s.331)
              >
              > Podobnie sforumułowaną informację zawiera biografia zespoł autorstwa Chrisa
              > Welcha, "Black Sabbath, Ozzy i inni..." (Rock Serwis, 1994, tłum. K. Malita,
              > s 128) oraz "Encyklopedia Muzyki Popularnej - Heavy Rock", Oficyna Wydawnicza
              > Atena 1999, s.86).

              Może i masz rację, ale twój post ma za mało polotu i jest zbyt encyklopedyczny.
              tongue_out
              • vulture Re: skoro już o encyklopediach mowa 06.12.03, 23:32
                Gość portalu: Sugarinho napisał(a):

                > Może i masz rację, ale twój post ma za mało polotu i jest zbyt
                encyklopedyczny.

                To nie ja mam rację, tylko Wiesław Weiss. Zgłoś do niego zażalenie.
    • dreaded88 Chyba niezbyt dobra 06.12.03, 15:27
      Słyszałem ją tylko raz, do tego dość dawno, więc szczegółów zbyt dobrze nie
      pamiętam - w każdym razie niezbyt mi się podobała. Najprościej określić ją
      mianem "nijaka".
      • Gość: Vulture No dziwaczna, mówię IP: *.chomiczowka.net.pl 06.12.03, 15:30
        Mi się nieco kojarzy z "Technical Ecstasy" - to jedyny album z Ozzym, którego
        muszę słuchać w odcinkach, ponieważ w całości jest dla mnie niestrawny.
        Ale "Born Again" jest bardziej melodyjne.
        • dreaded88 Re: No dziwaczna, mówię 06.12.03, 15:38
          Bardzo być może, chociaż "TE" chyba nie słyszałem (mam problem z tą oriekstrą -
          wiem, że Bleksabat poetą wielkim był i w ogóle, ale tak naprawdę lubię tylko
          debiut, "Paranoid" i "SBS", co objawia się przełuchaniami częstszymi niż
          powroty komtety Halleya).
          • Gość: Vulture Bleksabat rulez IP: *.chomiczowka.net.pl 06.12.03, 16:36
            No, wiadomo, że BS to przede wszystkim skład z Ozem i albumy z pierwszego
            okresu działalności. A "Master Of Reality" nie lubisz? Ja tę płytę uważam za
            genialną, a już na pewno przebijającą debiut.

            A wracając do Gillana, posiadam kilka nagrań live z trasy, promującej "Born
            Again" - śmiesznie brzmi Gillan, śpiewający utwory Osbourne'a i Dio smile))
            • argus1 Re: Bleksabat rulez 06.12.03, 17:05
              "Born again" słuchałem dość dawno - jakieś 5 czy 6 lat temu. Nie zachwyciła
              mnie, ani odrzuciła. Nie posiadam jej w swojej dyskografii, ale pewnie kiedys
              też kupię.
              Większe wrażenie zrobiła na mnie "Heaven and hell" - chyba najlepsza płyta
              nagrana bez Ozziego.


              • ihopeyouwilllikeme Re: Bleksabat rulez 06.12.03, 17:07
                Ja też ostatni raz słyszałem dość dawno, i podobała mi się. W ogóle mi się
                wszystkie płyty Black Sabbath podobały.
            • dreaded88 Re: Bleksabat rulez 06.12.03, 17:06
              Gość portalu: Vulture napisał(a):

              > No, wiadomo, że BS to przede wszystkim skład z Ozem i albumy z pierwszego
              > okresu działalności. A "Master Of Reality" nie lubisz? Ja tę płytę uważam za
              > genialną, a już na pewno przebijającą debiut.

              Jak sobie zrekapitulowałem wyszło, że MoR też. Ale już "vol.4" i "Never Say
              Die" (przez niektórych bardzo wysoko oceniana) nie bardzo. Nie bardzo lubię, bo
              jak ktoś powie, że to dobre płyty, nie będę kruszył kopii.

              > A wracając do Gillana, posiadam kilka nagrań live z trasy, promującej "Born
              > Again" - śmiesznie brzmi Gillan, śpiewający utwory Osbourne'a i Dio smile))

              Wedle któregoś z sabbathowskiej starej gwardii, chyba wręcz samego Iommiego,
              Gillan miał wielkie problemy z pamiętaniem tekstów - nieważne, czy były to
              kawałki BS czy Purpli. Słychać to?
              • ihopeyouwilllikeme Re: Bleksabat rulez 06.12.03, 17:11
                dreaded88 napisał:

                > > No, wiadomo, że BS to przede wszystkim skład z Ozem i albumy z pierwszego
                > > okresu działalności. A "Master Of Reality" nie lubisz? Ja tę płytę uważam
                > za genialną, a już na pewno przebijającą debiut.

                Master Of Reality to najsłabsza płyta BS z Ozzem.

                > Ale już "vol.4" i "Never Say Die" (przez niektórych bardzo wysoko oceniana)
                nie bardzo.

                Never Say Die niekoniecznie, ale Vol.4 zabija. Dla mnie porównywanie jej z MOR
                jest wręcz niestosowne - różnica klas. Po debiucie i SBS to najlepszy album BS
                w ogóle.
                • vulture Master Of Reality to świetna płyta 06.12.03, 18:24
                  ihopeyouwilllikeme napisał:

                  > Master Of Reality to najsłabsza płyta BS z Ozzem.

                  Nooo, odważna teoria. Uważasz, że na "Sabotage" i na "Technical Ecstasy" są
                  lepsze kompozycje niż "Children If The Grave", "Sweet Leaf" czy "Into The Void"
                  chociażby? No, każdy ma prawo do swojego zdania i do niezgadzania się, więc
                  pozwolę sobie nie zgodzić się.

                  Nie zauważyłem, żeby szczególnie wysoko była oceniana "Never Say Die" - raczej
                  traktowana jest jako ostatni zryw zespołu z Ozem po nagraniu ogólnie uznanych
                  za słabe "Technical Ecstasy" i "Sabotage". Natomiast mnie osobiście "Never Say
                  Die" nie zaciekawiło zbytnio.

                  Co do Gillana, czytałem o jego problemach z tekstami, ale akurat na nagraniach,
                  które mam, nie słychać tego. Być może używał tego samego patentu, co
                  na "Concerto For Group And Orchestra", kiedy to miał tekst swojej partii
                  przyklejony do podłogi, bo nie zdążył się go nauczyć? Tego nie wiem. Poza tym
                  Gillan w tamtym okresie nie oszczędzał się, jeśli chodzi o alkohol, więc
                  faktycznie mógł nie pamiętać big_grin
                  • ihopeyouwilllikeme Re: Master Of Reality to świetna płyta 06.12.03, 20:33
                    vulture napisał:

                    > Nooo, odważna teoria. Uważasz, że na "Sabotage" i na "Technical Ecstasy" są
                    > lepsze kompozycje niż "Children If The Grave", "Sweet Leaf" czy "Into The
                    > Void" chociażby?

                    Tak właśnie uważam.
                    • Gość: Vulture Master Of Reality rulez IP: *.chomiczowka.net.pl 06.12.03, 20:37
                      No, cóż, masz prawo do takiego zdania. Moim zdaniem "Technical Ecstasy" jest
                      jedną z najsłabszych płyt, jaką nagrał zespół w składzie z poważnie już
                      zamroczonym wówczas Ozzem. Zresztą, utwory z "Master Of Reality" były
                      wielokrotnie przypominane przez innych wykonawców cięższej muzy, co w pewnym
                      stopniu świadczy oich ponadczasowości. Utwory z "Technical Ecstasy" nie
                      doczekały się tylu wersji, nie są też wymieniane jako jakaś szczególna
                      inspiracja. Moim skromnym zdaniem są po prostu mocno przeciętne.
                      • ihopeyouwilllikeme Re: Master Of Reality rulez 06.12.03, 21:20
                        Gość portalu: Vulture napisał(a):

                        > No, cóż, masz prawo do takiego zdania. Moim zdaniem "Technical Ecstasy" jest
                        > jedną z najsłabszych płyt, jaką nagrał zespół w składzie z poważnie już
                        > zamroczonym wówczas Ozzem. Zresztą, utwory z "Master Of Reality" były
                        > wielokrotnie przypominane przez innych wykonawców cięższej muzy, co w pewnym
                        > stopniu świadczy oich ponadczasowości. Utwory z "Technical Ecstasy" nie
                        > doczekały się tylu wersji, nie są też wymieniane jako jakaś szczególna
                        > inspiracja. Moim skromnym zdaniem są po prostu mocno przeciętne.

                        Wcale nie uważam, żeby technical Ecstasy było jakieś szczególne - ale i tak
                        lepsze od MOR. Natomiast Vol.4 jest absolutnie genialny - moim zdaniem
                        spokojnie można go umieścić na równi z np. SBS.
                        • vulture Master Of Reality rulez 06.12.03, 21:24
                          ihopeyouwilllikeme napisał:

                          Natomiast Vol.4 jest absolutnie genialny - moim zdaniem
                          > spokojnie można go umieścić na równi z np. SBS.

                          A moim zdaniem na "vol.4" z panów nieco uszła para. "Master Of Reality" zawiera
                          ciekawsze kompozycje, co nie znaczy, że "Vol.4" jest zły... A "Sabbath Bloody
                          Sabbath" jest genialne i na dodatek Rick Wakeman tam gra.
                          • ihopeyouwilllikeme Re: Master Of Reality rulez 06.12.03, 21:26
                            vulture napisał:

                            > A moim zdaniem na "vol.4" z panów nieco uszła para

                            Biorąc pod uwagę Wheels Of Confusion i Snowblind na przykład, jest to dość
                            kontrowersyjna opinia smile
                            • vulture Re: Master Of Reality rulez 06.12.03, 21:30
                              ihopeyouwilllikeme napisał:

                              > Biorąc pod uwagę Wheels Of Confusion i Snowblind na przykład, jest to dość
                              > kontrowersyjna opinia smile

                              Biorę pod uwagę całą płytę - lepiej mi wchodzi "Master Of Reality". Do "Vol.4"
                              musiałem się dłużej przekonywać. Jest bardziej, nazwijmy to, rozmemłana,
                              podczas gdy "Master Of Reality" jest zwarta i przejrzysta w odbiorze.
                              Przynajmniej dla mnie, bo to oczywiście moja subiektywna opinia. I chyba nie
                              taka znów kontrowersyjna.
                              • ihopeyouwilllikeme Re: Master Of Reality rulez 06.12.03, 21:32
                                vulture napisał:

                                > I chyba nie taka znów kontrowersyjna.

                                Jasne. Zawsze mogłeś napisać że np. Seventh Star jest najlepszy smile))
                                • vulture dylemat 06.12.03, 21:37
                                  Zwykle nie używam tego typu argumentów, ale fakt, że ogólnie "Master Of
                                  Reality" został oceniony i w Polsce, i za granicą, jako bardzo dobry album,
                                  powinien coś tam znaczyć. Oczywiście, nie musi Ci się ta płyta podobać, ale w
                                  sumie są też ludzie, którzy uprą się, że Kings Of Leon są lepsi od U2 i za
                                  cholerę im się tego z głowy nie wybije.

                                  Kurde...



                                  ...a może Kings Of Leon SĄ lepsi od U2?
                                  • ihopeyouwilllikeme Re: dylemat 06.12.03, 22:07
                                    vulture napisał:

                                    > Zwykle nie używam tego typu argumentów, ale fakt, że ogólnie "Master Of
                                    > Reality" został oceniony i w Polsce, i za granicą, jako bardzo dobry album,
                                    > powinien coś tam znaczyć.

                                    Znaczy tyle że krytykom się podoba, co nie znaczy że mi się musi podobać.

                                    > Oczywiście, nie musi Ci się ta płyta podobać

                                    Ależ ja nie mówię że mi się nie podoba, tylko że jest najsłabsza ( z tych z
                                    Ozzim ). BS nie mają CAŁKOWICIE zjebanej płyty, na mój gust.

                                    > ...a może Kings Of Leon SĄ lepsi od U2?

                                    Nie mam zdania na ten temat.
                                    • vulture fakenszit 06.12.03, 22:09
                                      ihopeyouwilllikeme napisał:

                                      > Ależ ja nie mówię że mi się nie podoba, tylko że jest najsłabsza ( z tych z
                                      > Ozzim ). BS nie mają CAŁKOWICIE zjebanej płyty, na mój gust.

                                      A moim zdaniem nie jest i już. BS z Ozzym nie mają całkowicie zjebanej płyty,
                                      ale bez Ozzy'ego... słyszałeś "Forbidden"?
                                      • ihopeyouwilllikeme Re: fakenszit 06.12.03, 22:12
                                        vulture napisał:

                                        > A moim zdaniem nie jest i już. BS z Ozzym nie mają całkowicie zjebanej płyty,
                                        > ale bez Ozzy'ego... słyszałeś "Forbidden"?

                                        Tak. Dość dawno, pamiętam że żadna rewelacja. Ale nie zjebana.
                                        • vulture forbidden 06.12.03, 22:19
                                          ihopeyouwilllikeme napisał:
                                          > Tak. Dość dawno, pamiętam że żadna rewelacja. Ale nie zjebana.

                                          Moim zdaniem zjebana i to bardzo. Nie nadaje się do słuchania, ale oczywiście
                                          nie znaczy to, że ma Ci nie pasować big_grin
                                          • ihopeyouwilllikeme Re: forbidden 06.12.03, 22:21
                                            vulture napisał:

                                            > Moim zdaniem zjebana i to bardzo. Nie nadaje się do słuchania, ale oczywiście
                                            > nie znaczy to, że ma Ci nie pasować big_grin

                                            Racja. Z Tonym Martinem najbardziej lubię jednak " Tyr ". ma klimat.
                                            • vulture Tony Martin 06.12.03, 22:28
                                              ihopeyouwilllikeme napisał:

                                              > Racja. Z Tonym Martinem najbardziej lubię jednak " Tyr ". ma klimat.

                                              Tony Martin sucks, a jeśli chodzi o płyty z jego udziałem, powybierałbym po 3-4
                                              kawałki z "Headless Cross", "Tyr" i "Cross Purposes", i wydał na jednej płycie,
                                              a "Eternal Idol" i "Forbidden" wrzucił do niszczarki.
                                              • ihopeyouwilllikeme Re: Tony Martin 06.12.03, 22:31
                                                Nie podzielam Twojego zdania, uważam że jest bardzo dobrym wokalistą, a nawet
                                                Eternal Idol mogę słuchać bez większych problemów. Dodał Sabatom fajnego,
                                                takiego trochę " piekielnego " klimatu, którego w okolicach Dehumanizera
                                                zaczęło brakować.
                                                • vulture Re: Tony Martin 06.12.03, 22:37
                                                  Tony Martin nadawałby się wspaniale na przedstawiciela rocka rolniczego. Facet
                                                  jest tak nijaki, że gdyby nie fakt bycia w jednym z najbardziej znanych
                                                  zespołów świata, trudno byłoby go wyróżnić z jakiegoś innego powodu. Jest to
                                                  sprawny wokalista o mocnym głosie, ale na pewno ani piekielnym, ani
                                                  demonicznym, tylko przeciętnym, rockowym. Na "Dehumanizer" klimat był o wiele
                                                  bardziej "piekielny", niż na zachowawczych i do bólu przewidywalnych płytach z
                                                  Martinem. Udało mu się nagrać z BS kilka fajnych numerów, ale gdyby nie
                                                  powstały, też niczego specjalnego ludzkość by nie straciła.
                                                  • ihopeyouwilllikeme Re: Tony Martin 06.12.03, 23:03
                                                    vulture napisał:

                                                    > Na "Dehumanizer" klimat był o wiele bardziej "piekielny", niż na
                                                    > zachowawczych i do bólu przewidywalnych płytach z Martinem.

                                                    Dehumanizer jest zbyt plastikowy, suchy.

                                                    > Udało mu się nagrać z BS kilka fajnych numerów, ale gdyby nie
                                                    > powstały, też niczego specjalnego ludzkość by nie straciła.

                                                    A pomyśl jaka część ludzkości ( w jej mniemaniu ) nic by nie straciła gdyby nie
                                                    było w ogóle Black Sabbath smile)
                                                  • vulture Re: Tony Martin 06.12.03, 23:08
                                                    ihopeyouwilllikeme napisał:

                                                    > Dehumanizer jest zbyt plastikowy, suchy.

                                                    Skoro "Dehumanizer" jest plastikowy, to następne są plastelinowe.
                                                    >
                                                    > > Udało mu się nagrać z BS kilka fajnych numerów, ale gdyby nie
                                                    > > powstały, też niczego specjalnego ludzkość by nie straciła.
                                                    >
                                                    > A pomyśl jaka część ludzkości ( w jej mniemaniu ) nic by nie straciła gdyby
                                                    nie
                                                    >
                                                    > było w ogóle Black Sabbath smile)

                                                    Sądzę, że proporcje wypadną na niekorzyść Tony'ego Martina, mimo wszystko.
                  • Gość: Sugar W obronie "Sabotage" IP: *.retsat1.com.pl 06.12.03, 20:39
                    vulture napisał:

                    > Nooo, odważna teoria. Uważasz, że na "Sabotage" i na "Technical Ecstasy" są
                    > lepsze kompozycje niż "Children If The Grave", "Sweet Leaf" czy "Into The
                    > Void" chociażby? No, każdy ma prawo do swojego zdania i do niezgadzania się,
                    > więc pozwolę sobie nie zgodzić się.

                    Na "Sabotage" są za to "Symptom of the Universe", "Hole in the Sky", czy
                    popowy "Am I goin` insane". To nie jest wcale taka zła płyta. Stawianie jej w
                    jednym szeregu z "Technical Extasy" to antyencyklopedyczne nadużycie!
                    Jest też ukłon dla fanów "masterki" wink w postaci live wersji "Sweat Leaf"

                    > Nie zauważyłem, żeby szczególnie wysoko była oceniana "Never Say Die" -
                    > raczej traktowana jest jako ostatni zryw zespołu z Ozem po nagraniu ogólnie
                    > uznanych za słabe "Technical Ecstasy" i "Sabotage". Natomiast mnie
                    > osobiście "Never Say Die" nie zaciekawiło zbytnio.

                    "Never say Die" było już bardzo słabe (słabsze było tylko w/w TE). Iommi & Co
                    mieli już dosyć Ozzy`ego i jego ekscesów narkotyczno-alkocholowo-paranoicznych.
                    Ostatnim liczącym się albumem BS z Ozzym było "Sabbath Bloody Sabbath".

                    PS: czy ktokolwiek oprócz mnie widział kiedyś kreskówkę z Black Sabbath?
                    • vulture Wolę "Mob Rules" niż trzy ostatnie LP z Ozzym 06.12.03, 20:47
                      Wersja live "Sweet Leaf", owszem, jest na remasterze "Sabotage", ale to jest
                      nieistotny bzdet - interesuje mnie tylko podstawowa zawartość płyty.
                      Faktycznie, "Sabotage" jest płytą lepszą od "Technical Ecstasy", ale wydana po
                      świetnym "Sabbath Bloody Sabbath" nie robi najlepszego wrażenia. A "Never Say
                      Die" jest i od niej gorsze, choć lepsze od "T.E.".

                      Zresztą, chętniej od trzech ostatnich płyt studyjnych z Osbournem słucham dwóch
                      następnych studyjnych: genialnej "Heaven And Hell" i niedocenionej "Mob Rules"
                      (nieco słabszej) z obrażalskim kurduplem Dio za mikrofonem.

                      Kreskówkę (jeśli chodzi o tę, w której zespół przybywa samolotem na Hawaje czy
                      gdzieś tam) mam, ale dawno nie oglądałem. Głupawa nieco smile
                      • argus1 Sabbath Wonderful Sabbath 06.12.03, 21:50
                        Jeżeli chodzi o mnie - piewrwsze 6 płyt stawiam mniej więcej na równi i uważam,
                        że każda z nich jest świetna.
                        "Vol.4" zawiera niezwykle brutalne utwory jak "Cornucopia" czy "Under the Sun"
                        - a "Wheels of Confusion" to istna orgia muzyczna - wyuzdana i piekielnie
                        piękna.
                        "Sabotage" - prawdziwa perła, która w opinii wielu obiegowych i moim zdaniem
                        niesłusznych teorii jest płytą słabą. Zawiera coś z ukrytego szaleństwa. A
                        wspomniane wcześniej "Symptom of the universe" to mój ulubiony utwór Black
                        Sabbath - trash metal zagrany jakieś 10 lat wcześniej.
                        "Master of reality" - jedno słowo - Muzyczny Aksjomat - którego wielkości nie
                        trzeba udowadniać - Podobnie jak jedynki, "Paranoid" czy "Sabbath Bloody
                        Sabbath"...
                        • ihopeyouwilllikeme Re: Sabbath Wonderful Sabbath 06.12.03, 23:33
                          argus1 napisał:

                          > "Master of reality" - jedno słowo - Muzyczny Aksjomat - którego wielkości nie
                          > trzeba udowadniać

                          Mimo wszystko prosiłbym jednak o krótkie uzasadnienie.
                          • vulture krótkie uzasadnienie wielkości Master Of Reality 06.12.03, 23:41
                            1. Zawiera fantastyczne, nowatorskie utwory, będące jednocześnie udanym
                            rozwinięciem stylu z dwóch poprzednich płyt.
                            2. Kompozycje są ciekawe i zróżnicowane, muzycy dają popis swojej sprawności i
                            pomysłowości aranżacyjnej (oczywiście wszystko w ramach gatunku)
                            3. Po wielu latach po utwory z tej płyty sięgają inni wykonawcy, przyznając się
                            do inspiracji Black Sabbath i - między innymi - utworami z "M.O.R.". Polecam
                            np. rzut oka (i ucha) na kowery z albumu "Nativity In Black" chociażby.

                            Czy wielkość The Beatles też będzie trzeba uzasadniać?
                            • ihopeyouwilllikeme Re: krótkie uzasadnienie wielkości Master Of Real 06.12.03, 23:43
                              vulture napisał:

                              > Czy wielkość The Beatles też będzie trzeba uzasadniać?

                              Jeśli czujesz się na siłach, proszę bardzo. Natomiast nie uważam wielkości MOR
                              za równie oczywistą.
                              • ugugunana Re: krótkie uzasadnienie wielkości Master Of Real 06.12.03, 23:50
                                ihopeyouwilllikeme napisał:

                                > Jeśli czujesz się na siłach, proszę bardzo. Natomiast nie uważam wielkości
                                > MOR za równie oczywistą.


                                Muzyczny ignorant!


                                *-)
                              • vulture Re: krótkie uzasadnienie wielkości Master Of Real 06.12.03, 23:50
                                ihopeyouwilllikeme napisał:

                                > Jeśli czujesz się na siłach, proszę bardzo. Natomiast nie uważam wielkości
                                MOR
                                > za równie oczywistą.

                                Jeśli uważasz płyty z Tony Martinem za ciekawe, to rzeczywiście możesz mieć
                                lekkie problemy z konwencjonalnym postrzeganiem repertuaru Black Sabbath, ale
                                oczywiście nikt nie będzie Ci ujmował Twojego prawa do oryginalności. A że w
                                większości przypadków album "Master Of Reality" oceniany jest jako płyta bardzo
                                dobra, to inna sprawa. Polecam odpowiednie lektury (podałem wyżej trzy tytuły)
                                i zasięganie informacji w innych źródłach. Nie żebym Cię zmuszał do uwielbienia
                                dla "MOR", ale opinie "to jest najsłabsza płyta z Osbournem" brzmią równie
                                przekonująco co "The Darkness są lepsi od Hendrixa". Na przykład.
                                • ihopeyouwilllikeme Re: krótkie uzasadnienie wielkości Master Of Real 07.12.03, 00:04
                                  vulture napisał:

                                  > Jeśli uważasz płyty z Tony Martinem za ciekawe, to rzeczywiście możesz mieć
                                  > lekkie problemy z konwencjonalnym postrzeganiem repertuaru Black Sabbath,

                                  1. Nie uważam tych płyt za specjalnie " ciekawe ". Napisałem, że mogę ich
                                  słuchać bez większych problemów, a Tony Martin jest świetnym wokalistą, czemu
                                  chyba nie zaprzeczysz ?
                                  2. Jeśli " konwencjonalne " postrzeganie Black Sabbath polega na bezgranicznym
                                  uwielbieniu dla MOR, to rzeczywiście będę miał z tym problemy, co zresztą nie
                                  wprawia mnie w jakieś szczególnie złe samopoczucie.

                                  >. A że w
                                  > większości przypadków album "Master Of Reality" oceniany jest jako płyta
                                  bardzo
                                  >
                                  > dobra, to inna sprawa. Polecam odpowiednie lektury (podałem wyżej trzy
                                  tytuły)
                                  > i zasięganie informacji w innych źródłach.

                                  Jeśli przez to rozumiesz sytuacje w stylu: " nie podoba mi się ta płyta, ale
                                  tam a tam napisali że jest świetna, więc powinna mi się podobać. No dobra,
                                  podoba mi się. No dobra - jest świetna!! Hurra!!! Jestem konwencjonalny !!! "
                                  to na to raczej nie licz.

                                  > Nie żebym Cię zmuszał do uwielbienia
                                  >
                                  > dla "MOR", ale opinie "to jest najsłabsza płyta z Osbournem" brzmią równie
                                  > przekonująco co "The Darkness są lepsi od Hendrixa". Na przykład.

                                  Porównanie wydaje mi się BARDZO niestosowne. Ale Twoje poglądy - Twoja sprawa.
                                  • vulture Nie zrozumiałeś co napisałem 07.12.03, 00:13
                                    1. Napisałem, że większość krytyków i historyków muzyki uważa "MOR" za świetną
                                    płytę, ale napisałem też, że nie musisz jej lubić, tylko pogodzić się z faktem,
                                    że jest doceniana.

                                    Przykład: Sporo słuchaczy muzyki różnej uznaje Prince'a za isnpirującego
                                    geniusza. Dla mnie jego muzyka jest niestrawna do granic możliwości, ale biorąc
                                    pod uwagę jego dorobek i wpływ na innych muzyków, nie sposób nie docenić faceta
                                    (w pewnym sensie).

                                    2. O Martinie napisałem wyżej - że śpiewa w porządku, ale nijako.

                                    3. Darkness/Hendrix - porównanie może brutalne, ale chodziło mi o sposób
                                    formułowania wypowiedzi, jako prawdy ostatecznej smile))
                                    • ihopeyouwilllikeme Re: Nie zrozumiałeś co napisałem 07.12.03, 00:18
                                      vulture napisał:

                                      > 1. Napisałem, że większość krytyków i historyków muzyki uważa "MOR" za
                                      świetną
                                      > płytę, ale napisałem też, że nie musisz jej lubić, tylko pogodzić się z
                                      faktem,
                                      >
                                      > że jest doceniana.

                                      A czy ja mam coś przeciwko ? Nie zgadzam się z tym, więc naturalne że jestem
                                      ciekawy dlaczego ktoś uważa tak a tak. Doceniajcie sobie, mi nic do tego.
                                      • vulture ech 07.12.03, 00:25
                                        Pewne rzeczy będziesz musiał, niestety, uznać za oczywiste.
                                        Nawet jeśli się z nimi nie będziesz zgadzał.

                                        P.S. Nie martw się, Kopernikowi też długo nie wierzono, a potem jaki się
                                        popularny zrobił.
                                        • ihopeyouwilllikeme Re: ech 07.12.03, 00:28
                                          vulture napisał:

                                          > Pewne rzeczy będziesz musiał, niestety, uznać za oczywiste.
                                          > Nawet jeśli się z nimi nie będziesz zgadzał.

                                          Nie mam pomysłu jak to skomentować smile
                                          • vulture o kurde 07.12.03, 00:33
                                            ihopeyouwilllikeme napisał:
                                            > Nie mam pomysłu jak to skomentować smile

                                            Poczekaj kilkaset lat, ktoś Ci w końcu przyzna rację big_grin
                                            • argus1 Techniczna strona Sabbath 07.12.03, 22:14
                                              Z tego wszystkiego przesłuchałem dzisiaj "Technical Ecstasy" i na szczęście
                                              ciągle mi się podoba!
                                              Na pewno na tej płycie zdarzyła się najlepsza rzecz w jednym względzie - chyba
                                              najbardziej porywająca solówka (a w zasadzie dwie) jakie wyszły spod palców
                                              Iommiego - w utworze "You won't change me" - naprawdę świetna.
                                              Bardzo dobra płyta - też nie ma co na nią marudzić.
                                              • vulture Re: Techniczna strona Sabbath 07.12.03, 22:24
                                                Ja nie marudzę, tylko stawiam niżej "Technical Ecstasy" niż resztę płyt z
                                                Ozzym. Bo mi się tam najmniej podobają kompozycje.
    • Gość: tomson z dabrowy t Re: "Born Again" Black Sabbath - płyta dobra czy IP: *.ilabs.pl / *.ilabs.pl 07.12.03, 23:35
      Mnie osobiście się ta płyta podoba.Ja ją traktuje głownie jako
      ciekawostkę.Spotkanie dwóch legend:Gillana i Black Sabbath.Wyszła z tego
      ciekawa płyta zarówno dla fanów Purpli jak i Black Sabbath.Dla mnie jest to
      dobra płyta i warta poznania dla kazdego.
      • vulture Re: "Born Again" Black Sabbath - płyta dobra czy 07.12.03, 23:43
        Zastanawia mnie, czy ludzie kupili "Born Again" tylko ze względu na dość
        niezwykły skład... Nie wiem, ile kopii tego albumu się sprzedało (minus karton
        połamany przez Gillana, hehe), ale płyta doszła do 4. miejsca na liście
        sprzedaży w Wielkiej Brytanii, co było wynikiem dość wysokim. Nie wiem, czy
        jakakolwiek następna płyta Black Sabbath sprzedawała się na Wyspach lepiej...
    • jasiek666 Re: "Born Again" Black Sabbath - płyta dobra czy 08.12.03, 10:45
      Nie mogę się jakoś powstrzymac od smiechu kiedy Gillan z autentycznym
      przejęcięm wyśpiewuje teksty o niepokojeniu księdza, no a juz to co wyczynia w
      utworze tytułowym zakrawa na potężną wokalną katastrofę - rzadko kiedy mozna
      usłyszeć linie wokalne tak bardzo odbiegające od tego co wykonuje reszta
      zespołu. Chwilami ma się wręcz wrazenie, ze Iommi i reszta wykonują zupełnie
      inny utwór niż pognany samozachwytem nad swoimi wokalnymi improwizacjami
      Gillan.
      Ale "Zero the hero" to dla odmiany absolutne mistrzostwo świata i nawet
      Gillanowi, pomimo wszelkich ku temu predyspozycji, nie udało się tego utworu
      popsuć.
      • vulture Re: "Born Again" Black Sabbath - płyta dobra czy 08.12.03, 16:29
        Bo mam wrażenie, że na tym albumie w większości utworów zespół gra swoje, a
        wokalista śpiewa swoje. I jak im się przypadkowo uda spotkać po drodze, to
        dobrze... ale jak mówię, mimo debilizmu tekstów wolę słuchać "Born Again" niż
        np. "Eternal Idol" czy "Forbidden".
        • jasiek666 Re: "Born Again" Black Sabbath - płyta dobra czy 09.12.03, 16:15
          Święte słowa, hehehe.
          A odnośnie debilizmu tekstów to te z "Forbidden" tez zawierają niesamowite
          wręcz perełki, tym razem wspinając sie tyle na wyżyzny komiksowego szatanizmu
          co sztuki tekstowego banału. Mój ulubiony dwuwiersz:
          "can`t get close enough to you...
          cause you`re just to far away,
          ...too far away"
          • vulture deszajning 09.12.03, 20:27
            Ale najwspanialszą antypłytą Black Sabbath jest dla mnie "Eternal Idol", z
            którego pierwszy singiel "Shining" robi jeszcze dobre wrażenie, a potem słychać
            połączenie Whitesnake, Mike & Mechanics i Bon Jovi. Teksty głupie, of course.
            Była to, zresztą, pierwsza płyta Black Sabbath, która tak beznadziejnie się
            sprzedała.
            • Gość: ajhołp Re: deszajning IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.12.03, 20:28
              A ja ją lubie, więc możesz mi........
              • vulture iternalajdol = nołdałt 09.12.03, 20:35
                Gość portalu: ajhołp napisał(a):

                > A ja ją lubie, więc możesz mi........

                ...wytknąć brak gustu.
                • ihopeyouwilllikeme Re: iternalajdol = nołdałt 09.12.03, 20:37
                  iternalajdol = nołdałt = fajna, ziomalska muza

                  a brak gustu też se wsadź...
                  • vulture tragedia i szajs 09.12.03, 20:40
                    ihopeyouwilllikeme napisał:

                    > a brak gustu też se wsadź...

                    Jak to: też? Jeszcze niczego sobie nie wsadzałem. To raczej Ty chyba miałeś
                    ochotę na różne praktyki, pisząc że mogę Ci... Co ta tandeta robi z młodzieży,
                    nie dość że brak gustu to jeszcze wyuzdanie i tupet.
                    • ihopeyouwilllikeme Re: tragedia i szajs 09.12.03, 20:44
                      vulture napisał:

                      > nie dość że brak gustu to jeszcze wyuzdanie i tupet.

                      Jak można nie mieć gustu ??? Każdy ma jakiś gust, najwyżej wypaczony... i skąd
                      wiesz, że akurat JA mam wypaczony a nie Ty ??? Co do wyuzdania i tupetu, to
                      niestety taka rzeczywiście jest dzisiaj młodzież, a ja chcę być cool ! Peja i
                      Slums Attack rulezzzzzzzzzz < ewentualnie bejons >
                      • vulture Idę posłuchać "Born Again". 09.12.03, 20:50

                        • ihopeyouwilllikeme Re: Idę posłuchać "Born Again". 09.12.03, 20:53
                          Haha, przekonał się, haha!!!!
                          • vulture ...i "Eternal Idol", żeby się pośmiać. 09.12.03, 20:55

                            • ihopeyouwilllikeme Re: ...i "Eternal Idol", żeby się pośmiać. 09.12.03, 20:56
                              Pośmiejemy się razem ?? Spadaj, to moje Noł Dałbt !!!!!!!
                              • ihopeyouwilllikeme Re: ...i "Eternal Idol", żeby się pośmiać. 09.12.03, 20:58
                                Ten wątek konsekwentnie zmierza ku samozagładzie < ufff... >
                              • vulture A Noł Dałt proponuję, żebyś sobie wsadził. 09.12.03, 20:58
                                • ihopeyouwilllikeme Re: A Noł Dałt proponuję, żebyś sobie wsadził. 09.12.03, 20:58
                                  Na półkę ? Propozycja przyjęta smile
                                  • vulture właśnie, na półkę 09.12.03, 21:02
                                    Pewne płyty tylko tam się nadają. Po kupieniu i przesłuchaniu "Eternal Idol",
                                    odłożyłem tę płytę na półkę, dopóki nie pożyczył jej ode mnie niedawno kolega,
                                    który naiwnie sądził, iż album zawiera coś interesującego poza promującym go
                                    singlem (zakładając, że nagranie "Shining" można uznać za ciekawe). Jednak
                                    wielce się rozczarował, ale jeśli chodzi o albumy z Martinem to chyba nie jest
                                    wielka niespodzianka.
                                    • ihopeyouwilllikeme Re: właśnie, na półkę 09.12.03, 21:08
                                      Czy ten wątek się kiedyś skończy...? Miało o być o Born Again, a było już o No
                                      Doubt, Koperniku, wyuzdaniu, tupecie i dzisiejszej młodzieży smile) Vulti, dajże
                                      se już spokój smile Od parunastu postów staram się Ciebie zniechęcić, a Ty dalej
                                      i dalej...smile)))))
                                      • vulture jak ci się nie podoba to się nie wpisuj 09.12.03, 21:15
                                        Akurat mam ochotę powyżywać się na płytach Black Sabbath, które są do dupy i
                                        nie będziesz mi w tym przeszkadzał. Przecież nie założę osobnego wątku "Tony
                                        Martin to muzyczne łajno" smile)))

                                        Aha, zwolennikom kaszany spodoba się zapewne to, co Tony Martin zrobił z
                                        utworem Deep Purple "Stormbringer". Z tym mogą równać się jedynie kowery duetu
                                        Joe Lynn Turner & Glenn Hughes. Ten ostatni też eks-Black Sabbath...
                                        • ihopeyouwilllikeme Re: jak ci się nie podoba to się nie wpisuj 09.12.03, 21:21
                                          vulture napisał:

                                          > Akurat mam ochotę powyżywać się na płytach Black Sabbath, które są do dupy i
                                          > nie będziesz mi w tym przeszkadzał.

                                          Od soboty masz ochotę ?smile Ale OK, nie przeszkadzam, wyżywaj się, tylko szkoda
                                          że akurat na Black Sabbath się wyżywasz... Jest parę zespołów, które bardziej
                                          na to zasługują ( i ŻADEN album Black Sabbath nie jest do dupy, są lepsze i
                                          słabsze...)
                                          • vulture "Forbidden" jednak też jest do dupy. 09.12.03, 21:24
    • Gość: sacred Re: "Born Again" Black Sabbath - płyta dobra czy IP: *.magma / *.magma-net.pl 09.12.03, 23:10
      Poraz pierwszy słyszałem tę płytę w radio w 83,puszczał to chyba Kaczkowski.
      Płyta wywarła na mnie niesamowite wrażenie,pierwsze co się nasuwa to ściana
      dźwięku,mi płyta podobała się i podoba do tej pory ,mam ją w swojej kolekcji i
      od czasu do czasu puszczam ją sobie.Nad książkami ,muzyką i filmami raczej nie
      rozwodzę się ,mam jedno kryterium ,podoba mi się lub nie,notabene moją ulubioną
      płytą Sabbs jest jedynka,jest bardzo klimatyczna,żeby coś mi się podobało musi
      w tym być "to coś"
      • vulture ściana dźwięku ale nie fila spektora 10.12.03, 05:20
        Gość portalu: sacred napisał(a):

        > pierwsze co się nasuwa to ściana
        > dźwięku

        A ja miałem wrażenie, że muzycy nagrywali ten dźwięk przez ścianę, bo o ile
        głos Gillana słychać wyraźnie, to reszta instrumentów jest zmemłana w jedną
        wielką kupę dźwiękową - niestety, proporcje tejże są nieciekawe, o czym pisałem
        wyżej.

        Panowie starali się uatrakcyjnić płytę wstawkami syntezatorowymi, które
        stanowią intro do "Disturbing The Priest" (bicie serca) i "Zero The Hero"
        (bulgotanie i buczenie), co miało zapewne służyć budowaniu klimatu na płycie, a
        jeszcze bardziej ją udziwnia.

        Okładka z diabelskim noworodkiem też cudowna - fakt, że był to 1983 rok,
        niczego nie usprawiedliwia, hehe.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka