Dodaj do ulubionych

PIEKNI LUDZIE -MEDYCY

15.11.21, 14:38
https://scontent.fpoz4-1.fna.fbcdn.net/v/t39.1997-6/91521538_1030933857302751_5093925307199520768_n.png?_nc_cat=1&ccb=1-5&_nc_sid=0572db&_nc_ohc=l9jwR7SuTBoAX9UnvF3&_nc_ht=scontent.fpoz4-1.fna&oh=834dc11102195eedb3682e4f9d9220c0&oe=6197D4FE
Obserwuj wątek
    • marii51 Re: PIEKNI LUDZIE -MEDYCY 15.11.21, 14:40
      Robert Maślak
      2g 3tu06go1d7z91.47 ·
      Piękni ludzie. Wzięli urlopy, wolne w pracy i pojechali ratować ludzi. Ale ratują też człowieczeństwo. Oddani i skromni. Ich relacje są wstrząsające. Nie wpuszczono ich do strefy przy granicy, ale i tak mieli ręce pełne roboty. Łącznie 39 dyżurów, pomoc dla setek osób. Ostatni dyżur musieli odwołać, bandyci zniszczyli ich prywatne auta. Kilka dni wcześniej zastali przebite opony w karetce. Nie wiem kim trzeba być, żeby to zrobić, ale nie wyobrażam sobie, że sprawcy pozostaną nieznani. Od wielu dni działali, aby ktoś ich zastąpił i się udało. Obowiązki przejmie Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM), które ma doświadczenie w podobnych akcjach w innych częściach świata. Duża część z nich pozostanie i w ramach PCPM będzie dalej ratować ludzi w lasach i na bagnach. Na zdjęciach tylko część z nich. Więcej na stronie na FB: Medycy na granicy
      Marek Jędrzejek, lekarz w trakcie specjalizacji z kardiologii, Katowice:
      Przez lata byłem ratownikiem medycznym. Kiedy piętnaście lat temu uczyłem się udzielania pierwszej pomocy, wymyślaliśmy w trakcie szkolenia różne sytuacje i okoliczności, w jakich przyjdzie nam pracować. Nigdy nie wpadłbym na pomysł, że o 2:00 w nocy, w listopadzie, w środku Puszczy Białowieskiej będę udzielać pomocy humanitarnej i medycznej dwuletniemu dziecku.
      Ciągle nie dowierzam, że to się dzieje. Ale byłem tam, widziałem to na własne oczy, może to przekona osoby, które temu nie dowierzają albo wypierają fakty.
      Pojechałem na granicę, bo nie chciałem odwracać oczu od tego, co się tam dzieje, ale ja nie jestem w tej historii w ogóle ważny. Ważne jest to, że mogę dać świadectwo. I że mogłem pomóc choć trochę tam, gdzie dzieje się zło.
      Anna Szałas, anestezjolożka, Warszawa:
      W codziennej pracy lekarskiej jesteśmy my, pacjent i medycyna. Jego prywatne sprawy zwykle nas nie dotyczą. Na granicy ten układ jest zupełnie inny – medyczne działania są zwykle podstawowe, a na pierwszy plan wysuwa się sytuacja życiowa tych ludzi, głód, zimno, bezsilność, smutek i strach. Jest to ogromnie poruszające.
      Utkwiła mi w pamięci sytuacja cudzoziemca, którego jakiś czas temu spotkaliśmy podczas dyżuru. Od trzech dni, wyziębiony i wychłodzony, błąkał się sam po lesie. Nie miał butów. Było mu wszystko jedno, co się z nim dalej stanie. Chciał po prostu przetrwać. Uczucie bezsilności i świadomość, że najprawdopodobniej nie otrzyma azylu były okropne.
      Ja i moi koledzy medycy z podziwem patrzymy na działania osób z organizacji pomocowych i mieszkańców. To jest naprawdę ciężka praca, na którą nikt nie był gotowy.
      Tomasz Glapiński - pielęgniarz i ratownik medyczny, Warszawa:
      Jadę na granicę, ponieważ nie ma we mnie zgody na uprzedmiotowienie drugiego człowieka, zwłaszcza do politycznej rozgrywki.
      Nie zgadzam się na odmawianie innym podstawowej ochrony jaką jest pomoc medyczna.
      Jadę na granicę bo wierzę, że coś możemy zrobić i realnie wpłynąć na otaczający nas świat, chociażby w niewielkim zakresie.
      Agata Bryk, pielęgniarka, ratowniczka medyczna, Warszawa:
      Na akcjach czuję, jakbym była w jakimś filmie, to jest tak nierzeczywiste. Idziemy przez las, dochodzimy do jakiegoś miejsca – i nawołujemy. A z ciemności ktoś nam cichutko odpowiada.
      Pamiętam dobrze mój pierwszy wyjazd do lasu – dotarliśmy na miejsce i zobaczyłam, jak z krzaków ktoś wystawia do nas rękę, którą ścisnęłam na przywitanie. Rozchyliłam te krzaki, jakbym otwierała drzwi do domu i byli tam. Cała rodzina: od babci z bólem kręgosłupa, której daliśmy leki przeciwbólowe, przez kobiety i mężczyzn (jeden z nich leżał, miał wysoką gorączkę), po małe dzieci.
      Jedno z nich nie spało już blisko dobę, ciągle płakało.
      Najgorsza jest niepewność – kiedy jedziemy do ludzi i nie wiemy, co zastaniemy, albo kiedy dzwonią do nas w sprawie kogoś w strefie a my nic nie możemy zrobić.
      Jeśli uda nam się dotrzeć do pacjentów i widzimy ich, to nas uspokaja: wiemy, co krok po kroku mamy robić, jesteśmy na swoim miejscu.
      Rozmawiamy, nawiązujemy z nimi relację jak ze wszystkimi naszymi pacjentami, a potem przypominamy sobie, że część świata chce tych ludzi odczłowieczyć. Możemy tylko być przy nich w danym momencie, dawać im ulgę i leczyć, a potem musimy wracać do bazy a oni tam zostają. To jest chyba najtrudniejsze.
      Maciej Kasiński, strażak ochotnik i kierowca ratownik, Wrocław:
      Gdy myślę o naszej obecności na granicy, to mam w sobie dwa sprzeczne uczucia. Z jednej strony czuję wielką niemoc, że nie możemy zrobić więcej i nie docieramy do ludzi w strefie. Z drugiej - cieszę się, że mogę zrobić cokolwiek, że nie siedzę bezczynnie.
      To dla mnie ciągle nie do pojęcia, że w tych lasach, czasem 200-300 metrów od drogi, siedzą wyczerpani, wyziębieni ludzie.
      To, że tam jestem i widzę wszystko na własne oczy, pozwala mi trochę lepiej zrozumieć sytuację. Nie oglądam się na to, co mówią i piszą w mediach, wiem swoje. Trzeba zażegnywać ludzkie dramaty na miejscu.
      Andrzej Dziędziel, ratownik medyczny, Oświęcim:
      Pamiętam taką scenę: w środku lasu gromada dzieci wyciąga do nas ręce i prosi o wodę.
      Aż mnie to uderzyło, musiałem się migiem pozbierać. Razem z drugim ratownikiem poszliśmy tam, gdzie było najciszej – budziliśmy po kolei wszystkie dzieciaki, martwiły nas te, które spały mocno i nie reagowały na hałas. Okazało się, że były tak wykończone drogą.
      Tego widoku nie da się z niczym porównać. Mam pięcioletnią wnuczkę, lubi bawić się w domku na drzewie, który pomagałem budować. To jest miejsce dla dziecka.
      Jestem ratownikiem medycznym od ponad trzydziestu lat, ale czegoś takiego nie doświadczyłem. Chciałbym, żeby ludzie wiedzieli, co tam się dzieje. I że nie można się na to godzić. Dlatego pojechałem na granicę.
      Jakub Sieczko, anestezjolog, Warszawa:
      Jadę na granicę, bo uważam, że żadne okoliczności nie mogą usprawiedliwiać tego, że ludzie umierają z głodu i zimna w lesie. W tym kryzysie dużo mówi się o polityce i relacjach międzynarodowych. Na końcu zostaje jednak przerażony człowiek, w ciemnej i zimnej puszczy, w środku obcego dla niego kraju. Ten człowiek zasługuje na to, żeby podać mu rękę.
      Spotykamy wśród naszych pacjentów ludzi z różnych stron świata, z różną historią i w rożnym wieku. Są wśród nich osoby w sile wieku, ludzie starsi i dzieci. Mówią w różnych językach, ale granica nauczyła nas do tej pory jednego: płacz dziecka w każdym języku brzmi tak samo.
      Tomasz Sołek, ratownik medyczny, Kraków:
      Jadę na granicę, bo chcę skorzystać z szansy, by zrobić coś dobrego. Tam są ludzie.
      Nie polityka, tylko ludzie, którzy potrzebują pomocy.
      Mikołaj Łaski - ratownik, strażak, kierowca ambulansu, Warszawa
      Za mną kilka dyżurów na granicy...Powiem Wam, że widok kobiety karmiącej piersią, kaszlące dziecko w 4st, w ciemności, gdzieś w środku lasu, przy mały ognisku, obok leżącego 4 latka bardzo mnie poruszył i nigdy tego nie zapomnę. To widok, którego nie oddałyby żadne zdjęcia. I to się dzieje tu, zaledwie 2,5 godziny od mojego domu.
      Jestem przekonany, że nasza obecność tam ma znaczenie i niesie ulgę, nie tylko naszym pacjentom, ale i naszym wspólnym sumieniom. Dlatego biorę udział w tym projekcie.
      Olga Stańkowska, anestezjolożka, Warszawa:
      Kilka dni temu wróciłam z dyżuru na granicy. Cztery razy wyjeżdżałam z zespołem do pacjentów. Nie spodziewałam się tego, co tam zobaczę jak to mną wstrząśnie.
      Z medycznego punktu widzenia nie było przypadków, z którymi nie dalibyśmy sobie rady. Ale cały czas mam przed oczami dramat tych ludzi, ich wyczerpanie połączone z wolą życia.
      Marcin Janik, ratownik medyczny, Warszawa:
      Jestem w grupie, która od samego początku planuje i koordynuje Medyków na Granicy. Jesteśmy paczką harcerzy. Harcerstwo nauczyło nas planowania, współpracy i zaufania. To fundament, na którym zbudowaliśmy nasze działania – w wolnym czasie, początkowo bez żadnych nakładów finansowych.
      To, jak przebiega akcja i z jakim poparciem się spotyka, pokazuje mi, że nie ma rzeczy niemożliwych.
      Jaromir Jabłoński, ratownik medyczny, Wołomin:
      Potrafię działać w sytuacjach kryzysowych – nieprzerwanie od szes
      • mobic Re: PIEKNI LUDZIE -MEDYCY 15.11.21, 14:52
        * PRZESŁANIE GŁÓWNEGO DOKTORA Armawira, Wasilija Kazmina: *

        Koledzy! Ta notatka dla CIEBIE: Covid będzie z nami zgodnie z planem WHO do 2024 roku. Dlatego jeśli chcesz pozostać przy życiu, zapobiegaj. Staraj się, jeśli to możliwe, przebywać na świeżym powietrzu, gdzie jest więcej tlenu! Szczególnie przydatny jest las sosnowy.
        Pij herbatę z cytryny i imbiru. W owocach róży jest dużo witaminy C. W grudniu - styczniu gałązki sosny gromadzą najwięcej witaminy C.
        Powinieneś także zażywać witaminę D. W swojej diecie zawsze uwzględniaj ryby bogate w witaminę D. Lub kup olej rybny. Wtedy to proste
        * Aby zachować bezpieczeństwo *

        Leki stosowane w odizolowanych szpitalach:

        *1. Witamina C 1000 *
        * 2. Witamina E (E) *
        * 3. Siedź na słońcu przez 15-20 minut między g. 10-12 *
        4. Jedz jedno jajko dziennie.
        5. Odpoczywaj/śpij przez co najmniej 7-8 godzin.
        6. Pij 1,5 litra wody dziennie.
        * 7. Wszystkie posiłki muszą być gorące (nie zimne).*

        * Należy pamiętać, że wartość pH wirusa koronowego waha się od 5,5 do 8,5 *

        * Dlatego wszystko, co musimy zrobić, aby pozbyć się wirusa, to spożywać żywność alkaliczną, która przekracza poziom wirusa *.

        * Zielona Cytryna - pH 9/9 *
        * Żółta cytryna - 8,2 pH *
        * Awokado - 15,6 pH *
        * Czosnek - 13,2 pH *
        * Mango - pH 7/8 *
        * mandarynka - 8,5 pH *
        * Ananas - 12,7 pH *
        * Pomarańczowy - 9,2 pH *

        * W ciepłej wodzie cytryna zabija wirusa, zanim dotrze do płuc.*

        Nie przechowuj tych informacji przy sobie, podziel się nimi ze wszystkimi znajomymi i przyjaciółmi.

        * _ Życzę zdrowia i długiego życia ._ *

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka