Dodaj do ulubionych

czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytole?

20.10.24, 21:20
Pełne pytanie (to forum ogranicza długość tytułu wpisu) brzmi:

dlaczego na przykład o historii Polski na Zachodzie piszą niemal wyłącznie brytyjscy uczeni


Bo to jest fundamentalne pytanie dla relacji "polskiej" nauki i tej światowej: czy my, zwłaszcza w naukach społ-hum, nie potrafimy pisać tak, by nas czytano na całym świecie, czy też problem jest po tamtej stronie, że ona po prostu nie jest zainteresowana naszym punktem widzenia?

Sam zauważyłem, że światową narrację o historii Polski kształtuję Davies, Snyder czy w jakimś stopniu mający kanadyjską afiliację Grabowski albo (przepraszam za odniesienie się do narodowości) Żyd - Gross czy wręcz społeczność żydowska w USA. Zauważyłem też, że żeby odnieść w społ-hum sukces publikacyjny, dobrze jest TAM pomieszkać kilka, a jeszcze lepiej - kilkanaście lat, najlepiej -zrobić TAM doktorat, popracować na tamtejszej uczelni, nasiąknąć tamtą kulturą, lekturą, długością i szerokością geograficzną punktu widzenia. Przykłady medialne to p. Letki i Górecki, poniżej link do wywiadu z Polką z Oksfordu, w dodatku anglistką.

Panie Toronaga, jak to jest? To my jesteśmy wielbłądami, w dodatku niekumatymi, czy też biednych, odstających od grupy zawsze gryzą psy? No bo przecież żeby napisać książkę czytaną na Zachodzie, trzeba wiedzieć, czego oni o nas nie wiedzą, a co więcej, trzeba znać punkt wyjścia (stąd tak ważny punkt: lektura), trzeba być tam na miejscu, dawać wywiady do gazet, telewizji, youtubów, blogów i vlogów, dać się parę razy zaprosić na jakiś panel dyskusyjny jako profesor Yale a nie Astany a może nawet podoradzać samemu Bidenowi.

To przecież nie jest przypadek, że Don Kochot powstał w czasie największej potęgi korony hiszpańskiej. Więc nie róbmy sobie nadziei, że ktoś będzie nas czytał, jeśli nie bądzie za tym stało kilka wszechbałtyckich lotniskowców? Podobnie jak ABBA czy Boney M to miłe wyjątki potwierdzające regułę, że cywilizacyjne centrum świata lubi otaczać się tym, co zna i w jakimś stopniu kontroluje.

Inspiracja: forumakademickie.pl/sprawy-nauki/rozwarstwienie-klasowe-w-polskiej-akademii/
Obserwuj wątek
    • tadeusz.rysiakiewicz Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 20.10.24, 22:07
      humaniści polscy piszą przede wszystkim dla siebie, tzn dosłownie dla siebie: tzn jedynym czytelnikiem pracy iksinskiego jest iksiński himself
    • pan.toranaga Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 21.10.24, 18:57
      trzy.14 napisał:

      > Pełne pytanie (to forum ogranicza długość tytułu wpisu) brzmi:
      >
      > [b][i]dlaczego na przykład o historii Polski na Zachodzie piszą niemal wyłączni
      > e brytyjscy uczeni

      Ciekawe pytanie, kiedyś je już podejmowaliśmy, ale on jest i ważne i wcale niełatwa i wielowątkowa jest odpowiedź. Napiszę dużo, ale nie potrafię chyba odpowiedzieć jednoznacznie na tak postawione pytanie.

      >Zauważyłem też, że żeby odnieść w społ-hum sukces publikacyjny, dobrze je
      > st TAM pomieszkać kilka, a jeszcze lepiej - kilkanaście lat, najlepiej -zrobić
      > TAM doktorat, popracować na tamtejszej uczelni, nasiąknąć tamtą kulturą, lektur
      > ą, długością i szerokością geograficzną punktu widzenia. Przykłady medialne to
      > p. Letki i Górecki, poniżej link do wywiadu z Polką z Oksfordu, w dodatku angli
      > stką.



      Czy to naprawdę tylko społ-hum? Czy o diecie fok grenlandzkich czytamy raczej pracę kogoś miescowego z Ilisimatusarfik Kalaallit Nunaat vel Grønlands Universitet vel Uniwersytetu Grenlandii czy raczej z Yale albo przynajmniej z UNC z Chapel Hill?
      Więcej: na kanale p. Kaweckiego, który co rusz powtarza gierkowskie "Polak potrafi", jest wywiad z fizykiem, który twierdzi, że znana nam arytmetyka odnosi się do znanego nam świata i np. prędkość pociągu i poruszającego się w nim pasażera się sumują, ale już prędkość światła + prędkość światła to dalej 299 a nie 600 mln m/s. I on chce z artymetyki zrobić dział fizyki. Generalnie pomysły śmiałe i nieoczywiste. I na to Kawecki wykrzykuje "Mówi Pan jak amerykański uczony!". Znaczy się, z afiliacją w USA wolno mieć śmiałe pomysły, w Polsce wolno je tylko trochę doskonalić.
      • dobrycy Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 21.10.24, 20:05
        Oczywista oczywistość. Sikorski do dobrze określił w tych podsłuchanych rozmowach. A poza tym jak sie wysyła
        do czasopisma jakieś epokowe odkrycia, to mam wrażenie że z definicji tam na zachodzie wychodzą z założenia że to bullshit, że w Bulanda nic dobrego nie może powstać. Dlatego tak mnie denerwują ludzie co pojechali na zachód
        i się mądrzą. Nie dość że pojechali do krainy, gdzie nie trzeba sobie samemu kupować papieru do drukarki i przynieść drukarki do pracy z domu, nie dość że do pracy nie dokładają ze swoich, to jeszcze z automatu ich badania mają znak jakoś made in usa, i wszystko łatwo przechodzi w tych ich żurnalach.
    • pan.toranaga Historyk obcego kraju 21.10.24, 19:00
      Z uprawianiem historii jest taki kłopot, że to wymaga dostępu do archiwów. Dla średniowiecza pewno większość jest wydana drukiem, ale dla bliższych epok często trzeba się pofatygować osobiście do archiwum. Czyli trzeba mieć miesiąc-dwa i szukać źródeł na miejscu. W efekcie historia robiona przez obcokrajowca bywa wtórna, oparta na pracach źródłowych robionych przez "tubylców". Taka jest w całości (w każdym razie tej ważniejszej, tej którą kojarzymy) działalność Davisa.
      I tu druga sprawa: oczywiście w efekcie jest taki historyk (w tym Davis) częściowo uzależniony od tego, co odkryją nasi historycy. Ale kiedy robimy "genialną syntezę" (moi profesorowie wymawiali te dwa słowa z nabożnym szacunkiem, jak, jak widzicie, nieco ironicznie), czyli przedstawiamy 1000 lat Polski w jednym tomie, to oczywiście musimy dokonać pewnych wyborów, cięć, uproszczeń, tworzyć pewien ciąg przyczynowo-skutkowy, który nigdy, również poza historią, nie jest oczywisty. Historyczną szklankę powinniśmy przedstawić bezstronnie jako "zapełnioną i niezapełnioną w równych częściach", ale w praktyce piszemy o w połowie pustej albo w połowie pełnej. I tu ukłon w kierunku Sendiego - poziom subiektywizmu takich prac oczywiście wzrasta w stosunku do badań, które są bliskie jednostkowym faktom.

      Ale problemu bym nie lekceważył. Ostatnio słuchałem jakiejś dyskusji, gdzie pada zdanie "nawet Rumuni mają swoją markę samochodu, a my nie". No, przecież wszyscy wiemy, że Rumuni zapierniczają po Piața Universității boso, w kożuchach futrem na zewnątrz, przewiązanych powrozem. Na stereotypy narodowe jakiś wpływ ma też postrzeganie historii i kultury kraju. A ponieważ w wypadku krajów, które nie są mocarstwami i są na peryferiach stereotypy odgrywają dużą rolę, to mamy interes w tym, żeby stereotypy na nasz temat odpowiednio kształtować.
      • dobrycy Re: Historyk obcego kraju 21.10.24, 20:07
        Problem w tym że hołubienie takich mesjaszy z zagranicy cementuje te stereotypy. Tym Davisem to mnie zaskoczyłeś, myślałem że Davis to nie jest komora echowa. Z drugiej strony Ty pewnie też masz o Draganie lepsze zdanie niż ja.
        • pan.toranaga Re: Historyk obcego kraju 21.10.24, 21:09
          >Z drugiej strony Ty pewnie też masz o Draganie lepsze zdanie niż ja.
          Różnie, choćby dlatego, że humanistyka jest zróżnicowana. W historii, historii sztuki , historii filozofii czy literaturoznawstwie pojedynczy autor jest normą. W językoznawstwie, szczególnie takim, gdzie jest dużo danych do przerobienia i jeszcze najlepiej z zaawansowaną statystyką bardzo często jest małe kilku.
        • pan.toranaga Re: Historyk obcego kraju 21.10.24, 21:17
          >Tym Davisem to mnie zaskoczyłeś, myślałem że Davis to nie jest komora echowa.

          żebyśmy się dobrze rozumieli: jeśli ktoś pisze historię Wrocławia/Polski/a nawet Europy, to nie jest w stanie ustalić tych wszystkich faktów, o których pisze sam. Ale to nie znaczy, że po prostu kseruje cudze prace.
          Wyobraźmy sobie, że ktoś pisze monografię globalnego ocieplenia. Przecież tak ktoś nie robi tych badań sam (albo maleńki wycinek robi sam), tylko przytacza i generalizuje to, co wypracowali inni. Specjalnie piszę o globalnym ociepleniu, bo tu jest wiele niewiadomych i wiele sprzecznych opinii. Więc tak ktoś jednak dokonuje pewnej selekcji, ustala co jest istotne, a co niewarte zacytowania, konfrontuje sprzeczne opinie i przytacza i wytacza argumenty contra A a zgodnie z B itp. Więc jeśli 3 wybitnych klimatologów by napisało takie monografie, to by to były trzy jednak dość odmienne książki, choć pewno wszystkie by się zgadzały co do wielu faktów.
        • trzy.14 Re: Historyk obcego kraju 22.10.24, 23:17
          Czytałem fragmenty Daviesa. I szybko zorientowałem się, że on korzysta ze źródeł wtórnych. Nie wydaje mi się, by jakikolwiek swój bestseller napisał po kwerendzie w archiwach. W każdym razie przyłapałem go na powielaniu naszych narodowych mitów (już nie pamiętam jakich). I odtąd co najmniej jedną nogą spadł z piedestału naukowca i wszedł nią właśnie na piedestał celebryty, literata, publicysty.
    • pan.toranaga Celebryci 21.10.24, 19:02
      Skoro już o celebrytach, pobawmy się w skojarzenia. Mówicie: fizyk, to ja odpwiadam (pomijając tych, których znam osobiście): Turski, Dragan i Meissner. Znam, bo pełno ich w youtubach.
      To teraz Wy: językoznawca. Założę się, że padną dwa-trzy nazwiska. No to je wpiszcie do Google Scholar. Znajdziecie coś, co nie jest drukowane w GW albo Wprost?
      Do publiczności przebija się celebryta, nie naukowa mróweczka. Podobno Hawkins - jak by nie był wybitny - nie byłby Hawkinsem bez pozanaukowego celebryctwa. A już na pewno Epstein by go nie zaprosił na orgietkę.

      • pan.toranaga Re: Celebryci 21.10.24, 19:16
        Davis i Snyder to też celebryci, zresztą tu wychodzi nasza "m***skość" (c) R.Sikorski, zachwycamy się, że ktoś na zachodzie się nami interesuje. A Anna Mucha nigdy nie będzie Sandrą Bullock.
      • dobrycy Re: Celebryci 21.10.24, 20:11
        Turskiego już dawno nigdzie nie widziałem, chyba się uspokoił. Co do językoznawców, przyznam się bez bicia, nie znam żadnego. Chociaż nie, po namyśle - chodzi o Miodka czy Bralczyka?
    • pan.toranaga Zachęta dla Dobrycego 21.10.24, 19:03
      Sam tekst gorąco polecam Dobrycemu. Wiem jak On lubi takie teksty Kalego, który wyjechać ze Staś Tarkowski do Europa i stamtąd słać od naszej chatki na palach listy, że Europejczycy nie kraść krowa, a jak już kraść to dyskretnie i później ją zjeść nożem i widelcem.
      • pan.toranaga Re: Zachęta dla Dobrycego 21.10.24, 19:14
        Sądzę, że rozmówczyni FA kręci się wokół dowodów anegdotycznych. Tymczasem jest bardzo różnie, wiele zależy od tego, na ile kierownik jest osobnikiem alfa. Ba, nawet na moim wydziale jest taki "NCN consultant". Jedno wydaje mi się trafione, mianowicie, że badania w humanistyce są mocno rozproszone. Ja tylko z grubsza wiem, czym się zajmują moi koledzy z zakładu. Robią inne rzeczy niż ja i mamy minimalną interakcję naukową.
        W efekcie młodzi ludzie muszą się sami uczyć i mają słabą informację zwrotną, no i brak efektu synergii, o którym ona dużo pisze.

        Chociaż mój dawny szef, który na stare lata zaczął doceniać spokój (ujmę to delikatnie) zawsze czytał moje teksty, kiedy go prosiłem. Podobno w swoich młodych latach opierniczył jednego ze współpracowników, że wysłał tekst to druku nie dając go nikomu do przeczytania. Więc nawet to bywa różnie.
        • dobrycy Re: Zachęta dla Dobrycego 21.10.24, 20:13
          A jak to jest z dopisywaniem u humanstów, można odkryć ze zdziwieniem że jest się współautorem jakiś
          epokowych odkryć? A potem, że powinniśmy być wdzięczni, ze nasze nazwisko znajduje się na liście autorów
          naukowego bubla w najlepszym amerykańskim czasopiśmie?
        • trzy.14 Re: Zachęta dla Dobrycego 22.10.24, 23:10
          pan.toranaga napisał:

          > Jedno wydaje mi się trafio
          > ne, mianowicie, że badania w humanistyce są mocno rozproszone. Ja tylko z grubs
          > za wiem, czym się zajmują moi koledzy z zakładu. Robią inne rzeczy niż ja i mam
          > y minimalną interakcję naukową.
          > W efekcie młodzi ludzie muszą się sami uczyć i mają słabą informację zwrotną, n
          > o i brak efektu synergii, o którym ona dużo pisze.
          >

          O Boże, w społ-humach też? Ja się łudziłem, że chociaż u was, skoro - przynajmniej teoretycznie - każdy jest warsztatowo przygotowany do lektury prac kolegi z sąsiedniego pokoju, to te badania nawet jeśli są rozproszone, to przynajmniej zrozumiałe. A nie, jak w bardziej abstrakcyjnych dyscyplinach, że odechciewa się chodzić na seminaria instytutowe/wydziałowe, bo w 9 na 10 człowiek odpada po maksymalnie trzecim slajdzie, z czego pierwszy jest tytułowy.

          Są u nas grupy, które zdają się rozumieć nawzajem. One niemal wyłącznie są owocem grantu, zwykle w liczbie mnogiej. Gdzieniegdzie także wychowania narybku przez Profesora, ale to zanika, wymiera śmiercią naturalną, bo bez grantu uczelnia to ślepa uliczka, na której jej końcu betonowa ściana do walenia w nią głową czterdziesto+letnią. Zresztą, kto wokół siebie nie zbudował grupy, lub się do cudzej grupy nie dołożył, i tak grantu żadnego już nie dostanie, więc to taki system dynamiczny separujący umownych naukowych introwertyków od ekstrawertyków, o stabilnej ewolucji zakłócanej tylko przez "Powracających z Zachodu z Panem Dorobkiem".

          • pan.toranaga Re: Zachęta dla Dobrycego 23.10.24, 18:16
            Stawia mnie Pa w niezręcznej sytuacji, bo wiadomo, prawdziwą naukę poznajemy po tym, że koledzy z piętra wyżej nie rozumieją o czym my mówimy; w przeciwieństwie do udawanej nauki, którą można wykładać w osiedlowym klubie seniora.I intelektualnie stoi poniżej zbierania znaczków ;-)
            No chyba jednak tak nie jest, żeby historyk XIX w. nie rozumiał co do niego mówi starożytnik. Co innego robienie historii, oni zakresem badań się nie mogą wymienić. W historii sztuki myślę, że jest podobnie. W literaturoznawstwie pewno jest tak, że w specjaliści od dawnych epok stawiają inne pytania i uprawiają badania dość odmiennie niż ci od literatur współczesnych i trochę się z siebie nawzajem podśmiechują. W archeologii jest dość silny podział na tych od prehistorii i tych od archeologii śródziemnomorskiej, ta ostatnia jest dużo bliższa historii sztuki.
            Chyba najbardziej skomplikowana jest sytuacja w językoznawstwie. Tych od Chomskiego rozumieją tylko inni od Chomskiego. Tych, którzy rekonstruują dawne postaci języka nie rozumie nikt, poza nimi samymi. Pewno by się jeszcze coś podobnego znalazło. No i jest oczywiście cała masa językoznawców, którzy zajmują się ortografią, poprawnością językową, tym czy można powiedzieć, że "pies umarł" itp., czyli rzeczami, które rozumieją wszyscy. Przy czym (nie)rozumienie idzie w poprzek języków, spec od swahili dogada się bez problemu ze specem od węgierskiego pod warunkiem, że obaj np. są/nie są tymi od Chomskiego albo przeciwnie, tymi od postmodernizmu.
            To w humanistyce. W społecznych myślę, że mikroekonomista może nie rozumieć ekonometry (czyli "modelarza"), choćby dlatego, że nie rozumie matematyki modelarskiej. Podobnie wątpię, czy psycholog społeczny łatwo kuma o co chodzi takiemu, który patrzy, który kawałek mózgu się świeci w FMRI albo analizuje wykres z EEG.
      • dobrycy Re: Zachęta dla Dobrycego 21.10.24, 21:13
        Teraz przeczytałem. Ta Pani to w sumie taki Sendi, tyle że w UK. Wszystkiemu winna habilitacja której nie umiała zrobić. Natomiast najlepsze są komentarze pod spodem, musze zapamiętać, że granty są po to aby sobie zrobić złote zęby. Co prawda codziennie widze wiele ludzi z grantami, ale częsciej widze takich bez zębów niż ze złotymi.
        • sendivigius Re: Zachęta dla Dobrycego 22.10.24, 17:45
          dobrycy napisał:

          > Teraz przeczytałem. Ta Pani to w sumie taki Sendi, tyle że w UK. Wszystkiemu wi
          > nna habilitacja której nie umiała zrobić.

          Ale o co chodzi Dobrycy? Sziedzicie sobie w zabetonowanej twierdzy, do ktorej zastawionych stolow mozna jedynie sie dostac na zaproszenie, mimo ze utrzymuje to podatnik. Temu zas sprzedajecie narracje ze juz zaraz, jak tylko dostaniecie wiecej kawioru to mysl i odkrycie jak grom z jasnego nieba zmieni swiat, a Ziemia jak w efekcie Dżanibekowa odwroci sie biegunami. Ziemia sie kreci normalnie, kawioru przybywa*.


          youtube.com/shorts/15cuAzuELOc?si=BOcMuCA2I0SRQ5uI

          • dobrycy Re: Zachęta dla Dobrycego 22.10.24, 19:08
            sendivigius napisał:

            > Ale o co chodzi Dobrycy? Sziedzicie sobie w zabetonowanej twierdzy, do ktorej z
            > astawionych stolow mozna jedynie sie dostac na zaproszenie, mimo ze utrzymuje t
            > o podatnik. Temu zas sprzedajecie narracje ze juz zaraz, jak tylko dostaniecie
            > wiecej kawioru to mysl i odkrycie jak grom z jasnego nieba zmieni swiat, a Ziem
            > ia jak w efekcie Dżanibekowa odwroci sie biegunami. Ziemia sie kreci normalnie,
            > kawioru przybywa*.
            >

            Chodzi o to, że ta Pani (jak zresztą zauważyli komentatorzy pod filmem) jest podobnie
            odklejona od polskiej rzeczywistości, i nawet jeżeli jakieś jej wyobrażenia
            kiedyś sie zgadzały, to obecnie są do stereotypy w których obecnie jest tyle prawdy co
            w polish jokes. Utwierdziła się w swoich wyobrażeniach i jest odporna na rzeczywistość i opowiada
            duperoły typu w polsce chodzą po ulicy białe misie.



    • sendivigius Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 21.10.24, 20:04
      trzy.14 napisał:

      > Pełne pytanie (to forum ogranicza długość tytułu wpisu) brzmi:
      >
      > dlaczego na przykład o historii Polski na Zachodzie piszą niemal wyłączni
      > e brytyjscy uczeni
      >

      >
      > Bo to jest fundamentalne pytanie dla relacji "polskiej" nauki i tej światowej:
      > czy my, zwłaszcza w naukach społ-hum, nie potrafimy pisać tak, by nas czytano n
      > a całym świecie, czy też problem jest po tamtej stronie, że ona po prostu nie j
      > est zainteresowana naszym punktem widzenia?

      A moze bardziej banalne przyczyny. Mianowicie dlatego ze Brytol, Kanadol czy Hamburgerojad gdy pisza historie to pisza historie. A Polak o Polsce, to prowadzi swieta wojne, przepycha polityczna agende, rozlicza sie z kolegami z zakladu albo potrzebuje tekstu do habilitacji i tak dalej. Polskie ksiazki o historii sa pelne jadu, nienawisci i osobistych porachunkow. Do tego dochodza polskie tabu, narodowe mity i last but not least życzenia grantodawcow a.k.a. polityka historyczna. Interesowalem sie czasami stalinowskimi i przeczytalem olbrzymia ilosc ksiazek na ten temat. I ci antykomunistyczni Amerykanie umieja napisac rzeczowo i na temat, a w polskim tekscie od razu obelgi, insynuacje, przypisywanie najgorszych motywow, wszelakie -izmy, ignorowanie niewygodnych faktow i ahistorycznosc ocen. Więc może dlatego.


      > Inspiracja: forumakademickie.pl/sprawy-nauki/rozwarstwienie-klasowe-w-polskiej-akademii/

      Bohaterka wywiadu mowi:

      Spotykam świeżo upieczonego doktoranta z Polski, który mówi mi, że ma nadzieję na pracę na uczelni, jego alma mater, a kilka miesięcy później widzimy się i słyszę, że rzeczywiście, stworzyli etat „pod niego” i, o dziwo, dostał go. W głowie mi się to nie mieści...,

      Prosze Pani, male wy macie te glowy na tym zgnilym zachodzie. U nas nie purytanski znój ale ułańska fantazja. Jak sie zechce do dla kolesia nie tylko etat, ale nawet caly Instytut sie stworzy, a dla jednego to nawet Siec Badawczą, a gdy sie kogos nie lubi to mu sie Instytut zamknie.


      • dobrycy Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 21.10.24, 20:20
        sendivigius napisał:

        > A moze bardziej banalne przyczyny. Mianowicie dlatego ze Brytol, Kanadol czy Ha
        > mburgerojad gdy pisza historie to pisza historie. A Polak o Polsce, to prowadzi
        > swieta wojne, przepycha polityczna agende, rozlicza sie z kolegami z zakladu a
        > lbo potrzebuje tekstu do habilitacji i tak dalej. Polskie ksiazki o historii sa
        > pelne jadu, nienawisci i osobistych porachunkow. Do tego dochodza polskie tab
        > u, narodowe mity i last but not least życzenia grantodawcow a.k.a. polityka his
        > toryczna. Interesowalem sie czasami stalinowskimi i przeczytalem olbrzymia ilos
        > c ksiazek na ten temat. I ci antykomunistyczni Amerykanie umieja napisac rzeczo
        > wo i na temat, a w polskim tekscie od razu obelgi, insynuacje, przypisywanie na
        > jgorszych motywow, wszelakie -izmy, ignorowanie niewygodnych faktow i ahistoryc
        > znosc ocen. Więc może dlatego.

        Ciekawa jest jakość komentarzy na youtubie pod polskimi filmami po polsku i
        pod angielskimi po angielsku. A na prawde przykro czyta sie komentarze polaków po angielsku.
        Często w takich momentach żałuje, ze w polsce po przemianach ustrojowych
        zaczęto tak ochoczo uczyć angielskiego. I dlatego też uważam, ze różne umiędzynarodowienie
        czyli wypuszczanie naszych doktorątek i różnych uczonych z chlewika na zachód
        robi nam tylko jeszcze gorszą sławę i cementuje polish jokes.
        Dlatego jest wrogiem Nawy, przymuszania doktorantów i młodych doktorów do mobilnośći.
        Lepiej niech zachód za bardzo nie wie jakie du diamenty mamy.
        • trzy.14 Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 22.10.24, 23:26
          A zauważyłeś zwykle kolosalną różnicę miedzy poziomem wpisów na polskiej i angielskiej Wikipedii? I nawet nie chodzi o to, że nasze z zasady są znacznie krótsze, uboższe. Te polskie są często po prostu inaczej pisane, w innym duchu. Te, które dotykają jakiejś abstrakcji matematycznej, w wersji polskiej zwykle po prostu walą po głowie abstrakcyjnymi definicjami akademickimi, więc jeżeli chce się coś zrozumieć, czegoś nauczyć, to od razu wypada zaczynać lekturę od wersji angielskiej.
          • dobrycy Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 23.10.24, 07:06
            Polskie po prostu przepisują podręcznik. Polski podręcznik. Różnica jest jak między polskim podręcznikiem i zachodnim podręcznikiem (patrzcie jakie to trudne, jaki jestem debeściak że tak potrafie zagmatwać - vide przytaczany przeze mnie wiele razy na forum podręcznik Maurina dla studentów I i II roku). Róznica jest jak między polskim wykładem (przepisujemy podręcznik z kartek na tablice) i zachodnim (zależy nam aby ktoś coś wyniósł). Myśle, że różnica jest systemowa. Jak roślinom
            zapewniamy za mało doniczkę, ciągle podlewamy je trutką i je podgryzamy to ładne nie wyrosną i nie dadzą dobrych owoców.
            • trzy.14 Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 24.10.24, 14:38
              dobrycy napisał:

              > podręcznik Maurina dla studentów I i II roku

              Chyba żartujesz. Faktycznie, miałem go u siebie na liście podręczników do analizy, ale uczyłem się z czegoś innego. Maurin miał opinie szczytu szczytów, kto Maurina przerobi, to dalej nie ma juz nic, chyba tylko Nobel.

              Wziąłem do ręki mój egzemplarz z 5 lat temu. Ujrzałem coś na kształt encyklopedii. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, żeby ktoś przytomny umysłowo polecał encyklopedię lub słownik jako podręcznik.
            • trzy.14 Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 24.10.24, 14:49
              dobrycy napisał:

              > Róznica jes
              > t jak między polskim wykładem (przepisujemy podręcznik z kartek na tablice) i z
              > achodnim (zależy nam aby ktoś coś wyniósł).

              Różnica jest faktycznie systemowa i może zainteresować pana Toranagę.

              Otóż cechą (niektórych) podręczników polskich było to, że traktowały swój temat, powiedzmy "chemię" czy "fizykę" jako sprawę zamkniętą. Do wykucia. Tam nie było żadnej tajemnicy, po prostu suche fakty i kropka.

              Podręczniki rosyjskie miały mocne skrzywienie w stronę teorii i, ogólnie, matematyki.

              Natomiast podręcznik amerykański pisany był dla studentów, którzy chyba już wtedy płacili za swoje studia. Gdyby dostali podręcznik polski lub rosyjski, to z polskim rzuciliby te studia po miesiącu (po co uczyć się rzeczy nudnych) lub dwóch (po co uczyć się rzeczy, których nie rozumiem, i których zastosowań nie widać). Wszystkie znane mi amerykańskie podręczniki przetłumaczone na język polski (to dość ostry filtr, przyznajmy) usiłowały zainteresować czytelnika swoimi treściami. Niebanalny układ treści, ciekawe ilustracje, co rusz jakiś odnośnik do zastosowań praktycznych, często nieoczywistych. I w każdym od czasu do czasu była jakaś zagadka, odnośnik do zagadnienia, na które nikt nie zna odpowiedzi, a które można sformułować w sposób zrozumiały dla studenta 1. czy drugiego roku. Dość często kolejne rozdziały kończyły się spisem zalecanej literatury rozszerzającej dany temat i były to odnośniki do świeżych artykułów naukowych z czasopism z tzw. górnej półki.

              Więc tak, nawet podręcznik to kwestia cywilizacyjna.
              • tadeusz.rysiakiewicz Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 24.10.24, 21:31
                stopien wyżej były monografie Bourbaki’ego….
      • pan.toranaga Re: czemu o historii PL na Zachodzie piszą Brytol 22.10.24, 00:46
        >Mianowicie dlatego ze Brytol, Kanadol czy Hamburgerojad gdy pisza historie to pisza historie.

        Bardzo możliwe. Bo jeśli Harvard, Stanford i Oxbridge wypuszcza lepszych (on the average) ornitologów, elektrotechników i ekonometrów niż UWUJUAM to dlaczego niby nie miałoby to dotyczyć historyków?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka