Dodaj do ulubionych

Doktorat kandydata Mentzena

13.04.25, 16:57
Kandydat, choc nie nauk, bo nie jestesmy w Sojuzie, napisal prace doktorska:


drive.google.com/file/d/0BxpDlyNwsI1aSDVsNVRMU0FTMUczNHR1Z3U5cmd0Z0lCTjl3/view?resourcekey=0-0KMcoMqQAHDHXvQsXTsQGg



Przeczytalem troche.

Plusy dodatnie bylyby takie ze jest to jedyny kandydat jakiego macie, ktory umie liczyc, co i tak go plasuje na czele stawki

Sam doktorat jest nie wiadomo czym bo co prawda jest tam duzo opisu jak sie spawy maja, ale nie bardzo tam widac jakies oryginalne mysli lub chociaz prace experymentalne autora. Bieda-przegladowka literatury to, moim zdaniem, jeszcze nie doktorat. A dyskusja wynikow jest bardzo slaba.

W spisie literatury znajdujemy odwolania do "renomowanych czasopism miedzynarodowych".

Mentzen S. (2012), Koszty długu publicznego i bankructwa państwa, Acta Universitatis
Nicolai Copernici, Ekonomia XLIII nr 1, WN UMK, Toruń
Mentzen S., (2012), Optymalna polityka zarządzania długiem publicznym, Metody i
zastosowania badań operacyjnych. Wydawnictwo UE w Poznaniu
Mentzen S. (2012), Zadłużenie publiczne a konkurencyjność gospodarki, Prace Naukowe
studentów i młodych pracowników nauki, Zeszyt 4, TNOIK, Poznań

Ale wciaz na tym bezrybiu...

Nie chce wchodzic w dyskusje polityczne i dyskutowac czy najlepszym prezydentem bylyby jakis profesor fizyk-teoretyk, bowiem wcale tak nie sadze. Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktorat w PL.


Obserwuj wątek
    • pan.toranaga Re: Doktorat kandydata Mentzena 13.04.25, 20:40

      >Nie chce wchodzic w dyskusje polityczne i dyskutowac czy najlepszym prezydentem bylyby jakis profesor fizyk-teoretyk,
      Mentzen ma licencjat z fizyki
      >bowiem wcale tak nie sadze.
      O wiemy to, wiemy, „Acht und achtzig Professoren
      • dobrycy Re: Doktorat kandydata Mentzena 13.04.25, 21:13
        Ja to bym sie zaczął bać, jak prezydentem chciały zostać jakiś profesor Marian z 20 grantami i 1000 artykułów.
        W przypadku takich, to jest 100% szans że mają bardzo nierówno pod kopułą. A dr Mentzen, coś tam ma kontakt z rzeczywistością, i może coś mu sie da przetłumaczyć.
    • pan.toranaga Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktorat w P 13.04.25, 21:02
      >Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktorat w PL.
      Dobre pytanie, w którym momencie doktorat przestaje być doktoratem, a staje się plikiem 200 kartek wydruku z drukarki laserowej z bibliografią, przypisami i bez jednego czasownika w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Pytanie, które sobie przecież zadaje za każdym razem każdy recenzent. Pamiętamy, jak Goliszewskiemu ktoś wmówił, że doktorat to taki felieton, tylko 100 razy dłuższy.
      Zasadniczo doktorat powinien 1) posunąć wiedzę naprzód choćby o milimetr 2) na nie całkowicie miałki temat. Ja w moich naukowych okolicach często widzę coś takiego, że kandydat "do pójścia na doktorata" ((c) Agnieszka Fajcht) widzi jakieś ciekawe/interesujące/zabawne zjawisko i chciałby się nim zająć. O, np. przeżywaliśmy "małyszomanię", więc może zrobimy doktorat z "małyszomanii". Potencjalny promotor powinen zadać kandydatowi pytanie "czy jesteś w stanie sformułować hipotezę albo pytanie badawcze, a nie tylko próbować opisać małyszomanię". Ale mam wrażenie, że niestety nieraz nie zadaje i z czegoś takiego nie ma prawa wyjść sensowna praca na stopień. A niestety są dwie skrajności, o ile koledzy ściślejsi powiadają, że doktorant bywa trybikiem w laboratoryjnym pipeline i nie do końca wiadomo co tak naprawdę sam wymyślił, o tyle humaniści uważają, że doktorant ma se radzić sam, promotor to może ewentualnie przeczytać gotową pracę.
      • dobrycy Re: Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktora 13.04.25, 21:17
        Jak doktorant jest w pipeline, to nic nie wymyśla, od myślenia jest promotor pomocniczy lub główny (jak ma czas). Doktorant robi za technika/laboranta (bo jest tańszy w utrzymaniu) i tyle. Ważne aby był pracowity, i nie podskakiwał.
        • sendivigius Re: Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktora 13.04.25, 22:40
          dobrycy napisał:

          . Doktorant robi za technika/laboranta (bo jes
          > t tańszy w utrzymaniu) i tyle.

          To 50% prawdy w powaznej uczelni. Oczywiscie ze troche robi ale:
          - powazny profesor ma tyle publikacji ze jedna banalna wiecej mu po nic
          - powazny profesor chce tez "zasiać" swoja szkole, wiec zalezy mu aby doktorat byl dobry i zrobl "splash".
          - dlatego powazny profesor mimo 50% powyzej daje 50% luzu, i tu doktorant moze wykorzystac albo po prostu przebimbac i miec doktorat-banal.


          Ważne aby był pracowity, i nie podskakiwał.

          Oczywiscie ze wazne aby byl pracowity bo jak mawial Edison (podobno) geniusz to 10% talentu i 90% pracy. Samym talentem sie nie zajedzie o czym doktoranci przekonuja sie bolesnie (w powaznych univ.), bo talent tam maja wszyscy a niektorzy taki ze siem nogi uginajom.

          Jezeli zas chodzi o podskakiwanie naukowe (nie mowie o chamstwie ani o administracyjnych wałkach) to jest to postawa obecnie tak rzadka jak ciele o dwoch glowach, więc nawet prof. Marian by uznal ze co prawda mleka nie da ale mozna dac go do objazdowego cyrku wiec zysk jakby nawet wiekszy.
          • dobrycy Re: Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktora 14.04.25, 18:31
            sendivigius napisał:

            > dobrycy napisał:
            >
            > . Doktorant robi za technika/laboranta (bo jes
            > > t tańszy w utrzymaniu) i tyle.
            >
            > To 50% prawdy w powaznej uczelni. Oczywiscie ze troche robi ale:
            > - powazny profesor ma tyle publikacji ze jedna banalna wiecej mu po nic
            Zależy jak go ta poważna uczelnia ocenia. To co piszesz było kiedyś prawdą
            w czasach gdy w nauce był etos a nie punktoza, grantoza, publish or perish i impact factory.


            > - powazny profesor chce tez "zasiać" swoja szkole, wiec zalezy mu aby doktorat
            > byl dobry i zrobl "splash".
            Hue, hue, hue. Teraz z tego siania to rosną lasy hindusów. Splash to ma z podczepienia do dobrej spółdzielni a nie z wyłowienia złotej rybki.

            > - dlatego powazny profesor mimo 50% powyzej daje 50% luzu, i tu doktorant moze
            > wykorzystac albo po prostu przebimbac i miec doktorat-banal.
            >
            Podczas przemiany uczelni w korpo, co przyszło z zachodu, kluczowe stało się
            to co w korpo - zastępowalnośc - czyli banał jest na +


            >
            > Ważne aby był pracowity, i nie podskakiwał.
            >
            > Oczywiscie ze wazne aby byl pracowity bo jak mawial Edison (podobno) geniusz to
            > 10% talentu i 90% pracy. Samym talentem sie nie zajedzie o czym doktoranci prz
            > ekonuja sie bolesnie (w powaznych univ.), bo talent tam maja wszyscy a niektorz
            > y taki ze siem nogi uginajom.

            Znowu - przeszłość. Teraz znaleźć nawet na dobrych uczelniach znośnych kandydatów jest trudno.
            Lata wyzysku w nauce osób przed tenure zrobiły swoje.

            >
            > Jezeli zas chodzi o podskakiwanie naukowe (nie mowie o chamstwie ani o administ
            > racyjnych wałkach) to jest to postawa obecnie tak rzadka jak ciele o dwoch glow
            > ach, więc nawet prof. Marian by uznal ze co prawda mleka nie da ale mozna dac g
            > o do objazdowego cyrku wiec zysk jakby nawet wiekszy.

            No takie naukowe to tak. Ale obecnie jak znalezienie złotej rybki co spełnia 10 życzeń.


      • trzy.14 Re: Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktora 13.04.25, 23:16
        pan.toranaga napisał:

        > >Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktorat w PL.
        > Dobre pytanie, w którym momencie doktorat przestaje być doktoratem, a staje się
        > plikiem 200 kartek wydruku z drukarki laserowej z bibliografią, przypisami i b
        > ez jednego czasownika w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Pytanie, które sob
        > ie przecież zadaje za każdym razem każdy recenzent. Pamiętamy, jak Goliszewskie
        > mu ktoś wmówił, że doktorat to taki felieton, tylko 100 razy dłuższy.
        > Zasadniczo doktorat powinien 1) posunąć wiedzę naprzód choćby o milimetr 2) na
        > nie całkowicie miałki temat. Ja w moich naukowych okolicach często widzę coś ta
        > kiego, że kandydat "do pójścia na doktorata" ((c) Agnieszka Fajcht) widzi jakie
        > ś ciekawe/interesujące/zabawne zjawisko i chciałby się nim zająć. O, np. przeży
        > waliśmy "małyszomanię", więc może zrobimy doktorat z "małyszomanii". Potencjaln
        > y promotor powinen zadać kandydatowi pytanie "czy jesteś w stanie sformułować h
        > ipotezę albo pytanie badawcze, a nie tylko próbować opisać małyszomanię". Ale m
        > am wrażenie, że niestety nieraz nie zadaje i z czegoś takiego nie ma prawa wyjś
        > ć sensowna praca na stopień. A niestety są dwie skrajności, o ile koledzy ściśl
        > ejsi powiadają, że doktorant bywa trybikiem w laboratoryjnym pipeline i nie do
        > końca wiadomo co tak naprawdę sam wymyślił, o tyle humaniści uważają, że dokto
        > rant ma se radzić sam, promotor to może ewentualnie przeczytać gotową pracę.

        Co do tego, jak powinien wyglądać doktorat, pełna zgoda. I z tymi czasownikami w pierwszej osobie l.p. - oczywiście też!

        Mam natomiast dysonans poznawczy odnośnie tego, że kandydat na doktora, czyli doktorant, powinien, albo wręcz - może - zobaczyć ciekawe / interesujące / zabawne zjawisko i w dodatku sformułować w stosunku do niego hipotezę bądź pytanie badawcze. Ten dysonans bierze się stąd, że pytania stawiane na tak wczesnym etapie "rozwoju" naukowego będą albo wyważaniem otwartych drzwi, albo właśnie nieistotne poznawczo, albo niewykonalne w ciągu 4 lat dostępnymi siłami i zasobami. W moim epsilon-otoczeniu niemal zawsze to promotor proponuje temat! I nie jest przypadkiem, że potrzeba do tego pewnej dojrzałości, żeby nie rzec - pewnej habilitacji (Sendi zaraz mnie tu zje). I stąd potem ten pipeline i stąd cholerna trudność w ocenie samodzielności doktoratów. Oceniałem kilka prac doktorskich. One oczywiście były przygotowywane na podstawie prac wspólnie zrobionych z promotorem i/lub jego "labem". NIGDY nie udało mi się dojść ze 100-procentową pewnością do tego, w którym momencie oceniam pracę doktoranta, a w którym - jego promotora czy kogoś z jego zespołu. To jest jeden z elementów bariery w rozwoju nauki, jaki dostrzegam. Bariery fizycznej, czy raczej biologicznej, związanej z ogromną trudnością "wskoczenia" człowieka w niewyobrażalnie ogromny świat wiedzy naukowej.

        Natomiast muszę się pochwalić, że swój doktorat napisałem w opisanym przez Ciebie trybie "humanistycznym". Promotor przeczytał gotową pracę opartą na moich własnych badaniach na przywieziony z zagranicy temat.


        • pan.toranaga Re: Chodzi mi o rzut oka na to co to jest doktora 29.04.25, 16:43
          >Mam natomiast dysonans poznawczy odnośnie tego, że kandydat na doktora, czyli doktorant, powinien, albo wręcz - może - zobaczyć ciekawe / interesujące / zabawne zjawisko i w dodatku sformułować w stosunku do niego hipotezę bądź pytanie badawcze.

          Dysonans słuszny, bo często i w moim epsilon-otoczeniu (aż musiałem sprawdzić co to jest) to gotowy przepis na dizaster. Ale moje doświadczenie mówi, że o ile są w stanie zauważyć zjawisko, to juz nie są w stanie sformułować sensownego pytania badawczego. I to chciałem zakomunikować, ale pewno zrobiłem to niezbyt jasno.
    • sendivigius appx. 13.04.25, 22:57
      sendivigius napisał:

      zapomnialem dodac ze link powyzszy znalazlem w dysktusji pod artykulem:

      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,31843473,jesli-mentzen-zostanie-prezydentem-maria-nie-zostanie-lekarka.html
      Nie zgadzam sie z wyliczeniami w artykule, wg moich szacunkow koszt studiow wynioslby ca 4 kPLN na rok. Reszta to moim zdaniem skala marnotrastwa w obecnym systemie.

      Oto wyliczenie:

      Student ma 18 kredytow na semestr (czyli godzin zajec w tygodniu)
      Semestr ma 15 tygodni, semestry sa 2, przez 5 lat to 10 semestrow.
      Powiedzmy 9 godzin jest z profesorem, 9 godzin z asystentem
      czyli ma przez 5 lat 1350 profesoro-godzin i 1350 asystento-godzin
      Profesor ma wyklad dla 60 studentow, asystent grupe 10 osob.
      Czyli na okres 5 lat wykorzystuje 25 profesorogodzin (1/60)*1350
      czyli na okres 5 lat wykorzystuje 135 asystentogodzin
      profesor ma stawke 160/godz, asystent 80/godz
      co daje za piec lat 14800 PLN
      dodajemy narzuty 50% czyli razem 16200 PLN
      co daje 4050 PLN za rok
      mozemy dodac 2000 na zajecia lab.

      Nawet jak pomnozymy przez 2 (a niby dlaczego) to wciaz to jest grubo ponizej tego co wylicza ministerstwo.



      • pan.toranaga Re: appx. 14.04.25, 10:49
        Miałem napisać, że wyliczenie Kolegi jest wzięte z miejsca, w które światowi przywódcy całują prezydenta Trumpa, ale EjAj twierdzi, że czesne w prywatnych szkołach wynosi od 3 000 złotych do 10 000 złotych za semestr, a w niektórych skrajnych przypadkach, nawet 30 tysięcy za rok, czyli w praktyce masz rację.

        Ale zacznijmy od drobiazgów: 60 osób na wykładzie na fizyce, filologii hiszpańskiej, archeologii czy zielonej chemii zrównoważonego rozwoju? Ja nigdy dla takich tłumów wykładu nie miałem. Myślę, że Dobrycy i Trzy również, chyba, że na politechnice. 10 osób w grupie ćwieczeniowej? Dałby mi za taką grupę.
        160PLN x 210 godzin rocznie? To by oznaczało, że profesor dostaje 2800 miesięcznie brutto-brutto. A pensja kwestora, kierowcy lexusa rektorskiego no i sam lexsus, to skąd?
        Chyba, że potraktujemy szkolnictwo wyższe jako gigantyczny PAN, który utrzymuje państwo (pensje i infrastruktura), a tenże PAN w ramach wolnych mocy przerobowych odpłatnie udziela lekcji. To wtedy takie wyliczenie ma sens.

        Tyle, że jak mówił z rosyjska znajomy fizyk "praktika j***ot tieoriu".
        Tu jest cennik Uniwersytetu AFM w Krakowie rekrutacja.uafm.edu.pl/oplaty/ i to są sumy bliskie temu Twoim wyliczeniom.
        Z drugiej strony SWPS za anlistykę liczy sobie 14 600 zł rocznie (swps.pl/oferta/warszawa/studia-drugiego-stopnia/filologia-angielska).
      • dobrycy Re: appx. 15.04.25, 21:35
        ta kalkulacja jest na wielu poziomach odjechana i zdradza brak kontaktu z rzeczywistością. Np. prawie nie ma asystentów, a na pewno profesorów jest więcej niż asystentów. 18h to może na matematyce mają. Na fizyce to było bliżej 30. Profesor ma wykład dla 2 studentów a nie 60. 60 to od dwóch dekad nikt nie widział. Grupa 10 osobowa? Formalnie powinno byc 20 konwersatorium lub 25 ćwiczenia. I tak dalej. Kosmos.
        • trzy.14 Re: appx. 16.04.25, 08:52
          profesor ma 180 godzin pensum rocznie. Razy 160 zł za godzinę... To już lepiej być szatniarzem.
          • dobrycy Re: appx. 16.04.25, 16:01
            trzy.14 napisał:

            > profesor ma 180 godzin pensum rocznie. Razy 160 zł za godzinę... To już lepiej
            > być szatniarzem.

            Zależy od uczelni. Wcale nie wszędzie tak jest, bywa 210 lub 240.
            • trzy.14 Re: appx. 18.04.25, 19:48
              jeśłi profesor ma 210, to znaczy że 30 godzin liczy się mu osobno jako nadgodziny :-)
              • pan.toranaga Re: appx. 29.04.25, 16:39
                Znalezione w sieci:
                Uniwersytet to tworzący go ludzie: Rzeczpospolita
                www.rp.pl › Projekty specjalne › Dodatki
                2 kwi 2024 — Najbliższy plan: obniżyć pensum dla profesorów UWr z 240 na 210.
        • sendivigius Re: appx. 19.04.25, 23:10
          dobrycy napisał:

          > ta kalkulacja jest na wielu poziomach odjechana i zdradza brak kontaktu z rzecz
          > ywistością.

          To popraw.

          Szlo mi o pokazanie wydatkow na edukacje. Ale przeciez profesory placone maja tez za "nauke". To są albo powinny byc inne pule pieniedzy. Wiec nie mieszajmy. Powstaje zatem bardzo wazne pytanie czy algebry inzynierow musi uczyc profesor algebry? Moze i fajnie ale tu placimy za uczenie, za bycie medalista Fieldsa placimy z innej puli.

          Jest w US sporo collegow ktore tylko ucza. Nie sa naukowe. Wiele z nich ma bardzo wysoka renome. W PL nikt by nie uznal dyplomu ze szkoly wyzszej co nie ma "profesorow" (cudzyslow nieprzypadkowy). Wiele razy pisalem ze to uprofesorowienie patologizuje szkolnictwo wyzsze. Naprawde zostawic lepiej nauke dla tych kilku, a co do reszty przestac sie wyglupiac. I wtedy by sie okazalo ze koszty wcale nie sa takie kosmiczne i ze placenie za studia jest polityczna opcja co ma rece nogi i ekonomiczny sens i pewną sprawiedliwosc spoleczna.

          I prosze nie pisac mi o europejskiej tradycji, bo gdy slysze takie tematy to tylko przypomina mi sie polska szlachecka.



          Np. prawie nie ma asystentów, a na pewno profesorów jest więcej niż
          > asystentów. 18h to może na matematyce mają. Na fizyce to było bliżej 30.

          Licz srednio. Na V roku nie ma 30. A po drugie i najwazniejsze a po co 30h? Tu wielu powinno sie stuknac w dyńkę.Kazda dziedzinę mozna rozdąć w nieskonczonosc. Nawet bibliotekoznastwo. "Historia bibliotek w Kongo" - wyklad i seminarium, czemu nie? Przeladowane do nonsensu programy od podstawowki idąc, to zmora polskiej edukacji. Niepotrzebne nikomu, niczemu i nic nie dajace. Patrzylem na moje dzieci w amerykanskim procesie edukacyjnym i wedlug naszych wschodnoeuropejsko-inteligenckich miar to szkoly debili. A teraz spojrz przed siebie: na komputer, klawiature, łącze, procesor. Czy to od poskich lub nawet europejskich profesorow rehabilitowanych te "Okna" lub nawet "Fenêtres".


          Profe
          > sor ma wykład dla 2 studentów a nie 60. 60 to od dwóch dekad nikt nie widział.

          Ah, stare dobre czasy. Wydzial podzielony na 2 potoki, kazdy po 250 studentow i dla nich wyklad. Ale przeciez w latach 90 czytalem o tym z jakis wydzial prawa wynajmuje hale sportowa bo wyklady ma dla ponad 1000 studentow. Wiec tak tez mozna.

          • dobrycy Re: appx. 21.04.25, 08:40
            sendivigius napisał:

            > dobrycy napisał:
            >
            > > ta kalkulacja jest na wielu poziomach odjechana i zdradza brak kontaktu z
            > rzecz
            > > ywistością.
            >
            > To popraw.
            >
            Czasem ma wrażenie że masz wypalone w epromie jakieś fakty, i mimo wielu
            informacji nawet na tym forum nie przyjmujesz do wiadomości faktów.



            > Szlo mi o pokazanie wydatkow na edukacje. Ale przeciez profesory placone maja t
            > ez za "nauke". To są albo powinny byc inne pule pieniedzy. Wiec nie mieszajmy.

            Na przykład to. Jako bywalec forum, czytałes wiele razy, że profesory nie mają płacone za naukę.
            W polskiej uczelni, od uczonków wymaga się wyników naukowych, ale nie płaci się im za naukę.
            Zlikwidowano dawno badania własne, nie tak dawno statut. Na nauke osobno jakaś kasa przychodzi
            w idubach (+10% w 10 najlepszych uczelni, badacze tam publikują za >140 punktów nawet w MDPI)
            oraz jakiś ochłap chyba 2% dla pozostałych 10. Jeszcze raz. Praconicy n-d (nie tylko profesory), nie mają płacone za nauke.
            W idubach gross tego +10 idzie na opłaty dla open accesów (sceintific reports, mdpi itp), po to aby badacze mogli wcisnąc tam za dużo punktów swoje gnioty, których za darmo nie idzie opublikować.



            > Powstaje zatem bardzo wazne pytanie czy algebry inzynierow musi uczyc profesor
            > algebry? Moze i fajnie ale tu placimy za uczenie, za bycie medalista Fieldsa pl
            > acimy z innej puli.
            >
            Kosmos. Jako bywalec forum wiesz, o czym za wiele razy pisałem, że fizyki na fizyce
            często uczą chemicy (bo mają dużo punktów) którzy nie znają podstaw ze studiów fizyki.
            Fizycy uczą informatyki (bo np.coś modelują i znają sie na komputerach). Koncepcja, że przedmiotów
            na uczelniach uczą specjaliści z tych przedmiotów (nawet jak są dostępni) zdradza zdroworozsądkowe
            ale kompletnie odklejone od rzeczywistości wyobrażenie. Uczelnie to miejsca, które nie
            rządzą sie takimi przyziemnymi regułami, że jak ktoś jest z czegoś dobry, albo ma publikacje, albo stopień
            to to wykłada. Na uczelni kategorii A, każdy może wykładać wszystko. Jak ma dużo punktów
            (np za kupione w MDPI publikacje, a już wcale jak ma jeszcze grant) to znaczy
            że jest wybitnym naukowcem i sie zna na wszystkim, więc może uczyć wszystkiego.

            > Jest w US sporo collegow ktore tylko ucza. Nie sa naukowe. Wiele z nich ma bard
            > zo wysoka renome. W PL nikt by nie uznal dyplomu ze szkoly wyzszej co nie ma "p
            > rofesorow" (cudzyslow nieprzypadkowy). Wiele razy pisalem ze to uprofesorowieni
            > e patologizuje szkolnictwo wyzsze. Naprawde zostawic lepiej nauke dla tych kilk
            > u, a co do reszty przestac sie wyglupiac. I wtedy by sie okazalo ze koszty wcal
            > e nie sa takie kosmiczne i ze placenie za studia jest polityczna opcja co ma re
            > ce nogi i ekonomiczny sens i pewną sprawiedliwosc spoleczna.
            >
            Ta odklejona wizja, pewnie była inspiracją do powstania idubów, ale też strategii lizbońskiej
            wg. której w naszym obszarze europy miały być 2 porządne badacze uczelnie
            które koncentrowały by środki na naukę, a reszta to takie szkoły policealne.
            Te chore wizje, są źródłem obecnych patologii.



            > I prosze nie pisac mi o europejskiej tradycji, bo gdy slysze takie tematy to ty
            > lko przypomina mi sie polska szlachecka.
            >
            >
            Ta tradycja chroniła częściowo przed odejchanymi wizjami ignorantów.


            >
            > Np. prawie nie ma asystentów, a na pewno profesorów jest więcej niż
            > > asystentów. 18h to może na matematyce mają. Na fizyce to było bliżej 30.
            >
            >
            > Licz srednio. Na V roku nie ma 30. A po drugie i najwazniejsze a po co 30h?

            No te godzny sie stale kurczą, wskutek wizji z za oceanu zamiany polskich uniwersytetów
            w takie lepsze licea.


            Tu
            > wielu powinno sie stuknac w dyńkę.Kazda dziedzinę mozna rozdąć w nieskonczonosc
            > . Nawet bibliotekoznastwo. "Historia bibliotek w Kongo" - wyklad i seminarium,
            > czemu nie? Przeladowane do nonsensu programy od podstawowki idąc, to zmora pols
            > kiej edukacji. Niepotrzebne nikomu, niczemu i nic nie dajace. Patrzylem na moje
            > dzieci w amerykanskim procesie edukacyjnym i wedlug naszych wschodnoeuropejsko
            > -inteligenckich miar to szkoly debili. A teraz spojrz przed siebie: na komputer
            > , klawiature, łącze, procesor. Czy to od poskich lub nawet europejskich profeso
            > row rehabilitowanych te "Okna" lub nawet "Fenêtres".
            >

            Amerykańscy profesorowie je zrobili? Ciekawe. Mnie sie wydawało, że powody są inne.
            Na przykład takie, że bill gejc dostał milion $ od rodziców na wykup perspektywicznego biznesu
            (oraz co ważaniejsze kontakty). W tyms samym czasie, co ekwiwalent gejca mogl dostać od polskich rodziców i polskiego państwa?
            Chyba pałą po plecach. Co mają do tego profesory? To one nie dały know-how czy pieniędzy?


            >
            > Profe
            > > sor ma wykład dla 2 studentów a nie 60. 60 to od dwóch dekad nikt nie wid
            > ział.
            >
            > Ah, stare dobre czasy. Wydzial podzielony na 2 potoki, kazdy po 250 studentow i
            > dla nich wyklad. Ale przeciez w latach 90 czytalem o tym z jakis wydzial prawa
            > wynajmuje hale sportowa bo wyklady ma dla ponad 1000 studentow. Wiec tak tez m
            > ozna.
            >
            W Katowicach były wykłady w spodku!
            • nobooks Re: appx. 21.04.25, 12:11
              dobrycy napisał:

              > Na przykład to. Jako bywalec forum, czytałes wiele razy, że profesory nie mają
              > płacone za naukę.
              > W polskiej uczelni, od uczonków wymaga się wyników naukowych, ale nie płaci się
              > im za naukę.
              > Zlikwidowano dawno badania własne, nie tak dawno statut. Na nauke osobno jakaś
              > kasa przychodzi
              > w idubach (+10% w 10 najlepszych uczelni, badacze tam publikują za >140 pu
              > nktów nawet w MDPI)
              > oraz jakiś ochłap chyba 2% dla pozostałych 10. Jeszcze raz. Praconicy n-d (nie
              > tylko profesory), nie mają płacone za nauke.
              > W idubach gross tego +10 idzie na opłaty dla open accesów (sceintific reports,
              > mdpi itp), po to aby badacze mogli wcisnąc tam za dużo punktów swoje gnioty, kt
              > órych za darmo nie idzie opublikować.

              Twoje obserwacje tu bardziej odstają od faktów niż te, które ad personam krytykujesz.

              Po pierwsze, uczelnie rzeczywiście, jak sugeruje sendivigius, otrzymują składnik subwencji badawczy naliczany na prac. B-D oraz B z uwzględnieniem kategorii naukowej i kosztochłonności. Jest to obok kategorii kadrowej i studenckiej. Nie jest więc pozbawione sensu stwierdzenie, że na prac. B-D i B idą pieniądze, które nie idą na prac. D. Ten składnik badawczy jest względnie największy w grupie uczelni badawczych. W praktyce, ze względu na ostre zabiedzenie finansowania, składniki badawcze są wykorzystywane też do finansowania wynagrodzeń, w stopniu znacznym w dyscyplinach o niższych współczynnikach kosztochłonności, w stopniu mniejszym w dyscyplinach o wyższych współczynnikach: niemniej w tym sensie NA mają płacone "za badania" (pracownicy D nie mają, ale mają więcej zajęć, więc pośrednio partycypują mocniej w składniku studenckim).

              Twierdzisz bezpodstawnie, że uczelnie badawcze dużo wydają na opłaty za MDPI: jest dokładnie odwrotnie, a UW, UJ, UAM względnie najmniej w kraju publikują w ogóle w MDPI (gdzie NB da się publikować za darmo lub taniej za vouchery, ale to inna kwestia). Np. w 2024 jest mniej niż 200 artykułów we wszystkich czasopismach wydawanych przez MDPI z przynajmniej jedną afiliacją UW: to bardzo mały odsetek publikacji (wszystkich rocznie z afiliacją UW będzie ok. 7 tysięcy, w tym ok. 4 tysiące indeksowanych w Scopusie). Uczelnie badawcze dostają dodatkowe 10% (kwoty sprzed lat, teraz to znacznie mniej) i nie zależy ona od punktacji ministerialnej, stąd nie ma takiego zafiksowania na punktacji (chyba dobrze, biorąc pod uwagę, jak punktowo wątpliwa jest ta punktacja).

              W MDPI dużo publikują uczelnie medyczne, niektóre politechniki i uniwersytety przyrodnicze.
              • dobrycy Re: appx. 21.04.25, 15:00
                nobooks napisał:

                > dobrycy napisał:
                >
                > > Na przykład to. Jako bywalec forum, czytałes wiele razy, że profesory nie
                > mają
                > > płacone za naukę.
                > > W polskiej uczelni, od uczonków wymaga się wyników naukowych, ale nie pła
                > ci się
                > > im za naukę.
                > > Zlikwidowano dawno badania własne, nie tak dawno statut. Na nauke osobno
                > jakaś
                > > kasa przychodzi
                > > w idubach (+10% w 10 najlepszych uczelni, badacze tam publikują za >
                > 140 pu
                > > nktów nawet w MDPI)
                > > oraz jakiś ochłap chyba 2% dla pozostałych 10. Jeszcze raz. Praconicy n-d
                > (nie
                > > tylko profesory), nie mają płacone za nauke.
                > > W idubach gross tego +10 idzie na opłaty dla open accesów (sceintific rep
                > orts,
                > > mdpi itp), po to aby badacze mogli wcisnąc tam za dużo punktów swoje gnio
                > ty, kt
                > > órych za darmo nie idzie opublikować.
                >
                > Twoje obserwacje tu bardziej odstają od faktów niż te, które ad personam krytyk
                > ujesz.
                >
                Nie ad personam, bo ja tu żadnej persony nie widze, napisz gdzie odstają.

                > Po pierwsze, uczelnie rzeczywiście, jak sugeruje sendivigius, otrzymują składni
                > k subwencji badawczy naliczany na prac. B-D oraz B z uwzględnieniem kategorii n
                > aukowej i kosztochłonności. Jest to obok kategorii kadrowej i studenckiej. Nie
                > jest więc pozbawione sensu stwierdzenie, że na prac. B-D i B idą pieniądze, któ
                > re nie idą na prac. D. Ten składnik badawczy jest względnie największy w grupie
                > uczelni badawczych.

                W praktyce uczelnie badawcze o ile pamiętam w głównej dotacji miały dodatkowe max 5% za bycie "badawczą" i to rosło o 1% w latach 2019-2024 do tych 5%.
                Środki te przyznawanae były na stanowisko lub na tytuł/stopień to sie zmieniało. Był taki duży wzór
                który określa dystrybucje środków. No chyba, że uważasz że środki na naukę, to środki
                na etat profesora czy na kadre naukowa za sam fakt istnienia (tzn. jest profesor jest nauka, nie ma profesora nie ma nauki). Głowna subwencja nie miała z nauką nic wspólnego w sposób inny niż kategoria jednostki (po reformie w idubacg zdaje sie jeszcze granty sie liczyly).
                A kategoria zależy od punktów ktore idzie kupić w mdpi (kupując artykuł). Za który idzie zapłacić z grantu
                (chociaż, trzeba konwertować za zgodą rektora narzut, bo samo 2% grantu to nie wystarczy na za wiele open accessów).



                > Twierdzisz bezpodstawnie, że uczelnie badawcze dużo wydają na opłaty za MDPI: j
                > est dokładnie odwrotnie, a UW, UJ, UAM względnie najmniej w kraju publikują w o
                > góle w MDPI (gdzie NB da się publikować za darmo lub taniej za vouchery, ale to
                > inna kwestia). Np. w 2024 jest mniej niż 200 artykułów we wszystkich czasopism
                > ach wydawanych przez MDPI z przynajmniej jedną afiliacją UW: to bardzo mały ods
                > etek publikacji (wszystkich rocznie z afiliacją UW będzie ok. 7 tysięcy, w tym
                > ok. 4 tysiące indeksowanych w Scopusie).

                Np politechnika śląska ma o ile pamiętam bardzo dużo MDPI, i tam też szczodrze finansowano badaczom
                ich dzieła w MDPI. Może akurat UW ma mniej. Nie istotne. Co z tym miliardem co kiedyś UW
                w niejasnych okolicznościach dostał? Był jakiś konkurs, ktoś pytał - nie wszyscy zapomnieli. I tak dalej.



                Uczelnie badawcze dostają dodatkowe 10
                > % (kwoty sprzed lat, teraz to znacznie mniej) i nie zależy ona od punktacji min
                > isterialnej, stąd nie ma takiego zafiksowania na punktacji (chyba dobrze, biorą
                > c pod uwagę, jak punktowo wątpliwa jest ta punktacja).
                >
                > W MDPI dużo publikują uczelnie medyczne, niektóre politechniki i uniwersytety p
                > rzyrodnicze.
                No własnie. To że być może nawet jesteś z jakiejś jednostki gdzie tak nie jest nie znaczy że ogólnie tak nie jest.
                Co więcej, te 10% to 8 ma już na zawsze, gdyż wymiana bedzie dotyczyć tylko dwóch uczelni, najgorszych, czyli takich które najmniej kantowały we wskaźnikach. Zdaje sie za rok, o ile pamiętam.

                • nobooks Re: appx. 21.04.25, 18:51
                  > ad personam
                  "masz wypalone w epromie jakieś fakty, i mimo wielu informacji nawet na tym forum nie przyjmujesz do wiadomości faktów."

                  Twierdzenia staram się zakotwiczyć w faktach. I tak:

                  "to że u ciebie tak jest"
                  Nie u mnie, sprawdziłem konkretne liczby artykułów publikowanych w MDPI z afiliacjami największych 50 polskich uczelni w latach 2022-2024. UW, UJ (ale już nie CMUJ!), UAM: trzy największe ID-UBowe uniwersytety mają tak samo marginalnie mało publikacji w MDPI. Sprawdź sobie w Scopusie.

                  "był jakiś wzór"
                  Tak, był i nadal jest, nazywa się algorytm podziału subwencji. Zatem znowu konkretnie, ostatnio przyznane subwencje (w roku 2024), w uczelni z grupy badawczych, którą wspomniałeś, PŚ, składnik badawczy stanowił ok. 28% całości subwencji; w przykładowej uczelni akademickiej, UŁ, stanowił on ok. 18% całości subwencji, co nie jest o wiele mniej niż w UWr (grupa uczelni badawczych), 20% całości subwencji. To właśnie z tej części subwencji opłacana jest w zamyśle działalność badawcza, choć pewna jej część idzie na wynagrodzenia (można argumentować: wynagrodzenia za czas pracy poświęcony działalności badawczej), ale też na sprzęt, odczynniki, jak i koszty publikacji.
                  • dobrycy Re: appx. 22.04.25, 03:38
                    nobooks napisał:

                    > > ad personam
                    > "masz wypalone w epromie jakieś fakty, i mimo wielu informacji nawet na tym for
                    > um nie przyjmujesz do wiadomości faktów."
                    >
                    Uwaga była do Sendiego, i faktycznie jest ad personam, bo Sendi ma obraz polskiej uczelni jak z filmu barwy ochronne, i konsekwentnie nie przyjmuje do wiadomości że sporo sie zmieniało, co chwile były deformy, i ten obraz nijak się ma do rzeczywistości.

                    > Twierdzenia staram się zakotwiczyć w faktach. I tak:
                    >
                    > "to że u ciebie tak jest"
                    > Nie u mnie, sprawdziłem konkretne liczby artykułów publikowanych w MDPI z afili
                    > acjami największych 50 polskich uczelni w latach 2022-2024. UW, UJ (ale już nie
                    > CMUJ!), UAM: trzy największe ID-UBowe uniwersytety mają tak samo marginalnie m
                    > ało publikacji w MDPI. Sprawdź sobie w Scopusie.
                    Nie tylko MDPI ma OA. Sa też czasopisma hybrydowe. Często, mnie przynajmniej proponowano, że jak artykuł nie przeszedł w modelu subskrypcyjnym, to zalecali edytorzy jakieś czasopismo OA. Ogólnie, w obecnym modelu OA
                    to rak. Nawiasem mówiąc, dlaczego w modelu OA nie płaci się recenzetom, skoro od autorów bierze się pieniądze? Nie mówie o voucherach w MDPI których trzeba mieć mnóstwo i sie nie kumulują z innymi autorami, tylko tak po prostu o pieniądzach. Jak za artykuł biorą 3000euro, który wisi jako pdf w internecie (prawei za darmo), to mogli by te np. 250 euro recenzentom zapłacić. Tu oczywiście pole do patologii byłoby dalej ogromne,
                    bo opłacani recenzenci, chcąc recenzować, pewnie też by wszystko łykali za pieniądze.
                    >
                    > "był jakiś wzór"
                    > Tak, był i nadal jest, nazywa się algorytm podziału subwencji. Zatem znowu konk
                    > retnie, ostatnio przyznane subwencje (w roku 2024), w uczelni z grupy badawczyc
                    > h, którą wspomniałeś, PŚ, składnik badawczy stanowił ok. 28% całości subwencji;
                    > w przykładowej uczelni akademickiej, UŁ, stanowił on ok. 18% całości subwencji
                    > , co nie jest o wiele mniej niż w UWr (grupa uczelni badawczych), 20% całości s
                    > ubwencji. To właśnie z tej części subwencji opłacana jest w zamyśle działalność
                    > badawcza, choć pewna jej część idzie na wynagrodzenia (można argumentować: wyn
                    > agrodzenia za czas pracy poświęcony działalności badawczej), ale też na sprzęt,
                    > odczynniki, jak i koszty publikacji.

                    Gdzie to znalazłeś i jak to policzyłeś?
                    Wzór na dotacje był w rozporządzeniu, o tu - isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20220000305/O/D20220305.pdf
                    • dobrycy Re: appx. 22.04.25, 03:43
                      czyli jak mówiłem składnik badawczy zależy od kategorii, a kategorie można napompować punktami z MDPI czy innych OA.
                      • nobooks Re: appx. 22.04.25, 09:48
                        dobrycy napisał:

                        > czyli jak mówiłem składnik badawczy zależy od kategorii, a kategorie można napo
                        > mpować punktami z MDPI czy innych OA.

                        Tak, składnik badawczy zależy od iloczynu dwóch współczynników: kosztochłonności badawczej oraz kategorii naukowej. Dobrze znalazłeś wzór: gdy przyjrzysz się mu, to w każdym składniku subwencji masz grę o sumie zerowej. Stąd, nieco nieintuicyjnie na pierwszy rzut oka, rzeczywisty udział składników w subwencji danego podmiotu nie odpowiada wagom składników. W przypadku PŚ decydujące o wysokim względnym udziale wskaźnika są nie tak bardzo kategorie, co wysokie kosztochłonności. Kategorie natomiast liczą się jeszcze w składniku doktoranckim.
                        Czy kategorie można napompować: obecne kategorie są w bardzo dużym stopniu zaburzone interwencjami ministra. Praktycznie wszystkie duże UMedy według algorytmu miały B, w porywach B+, dopiero były "ratowane" przez Czarnka. Zauważ, niskie kategorie pomimo masowego publikowania w IJPH....
                        A pompowanie to większe szło też w kryterium II niż w pierwszym.
                        • dobrycy Re: appx. 22.04.25, 14:52
                          ciekawe jest porównanie sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/wspolczynniki-kosztochlonnosci-18810996 z punktami czasopism. Wychodziło by z tego, że władze uczelni powinny zmuszać badaczy z fizyki ciała stałego do deklaracji w inżynierii materiałowej - kosztochłonność większa, czasopism więcej i za więcej punktów. Robiąc to samo jest więcej pieniędzy dla uczelni. Ciekawe czy takie dryfty sie odbywają, tzn zmuszanie badaczy do przepisania do bardziej kosztochłonnych dyscyplin ( w sumie studentów też możnaby relokować). Na uczelniach powinny powstać komórki optymalizatorów, które dawały by jasne wytyczne do jakiej dyscypliny sie zapisać w jakim stopniu, w jakich czasopismach publikować. Przecież nie każdemu badaczowi, zależy tak jak dobrycemu na optymalizowaniu wyników swojej uczelni i na tym aby miała jak najwięcej punktów. Niektórzy znani dobrycemu badacze, złośliwie publikują za mało punktów a mogliby by za więcej. Na forum nfa nawet taki jeden sie chwalił.
                          • nobooks Re: appx. 22.04.25, 15:33
                            Oświadczenie dyscypliny lub dyscyplin to decyzja Twoja. Presji pracodawcy nie zauważam szczególnych, z wyjątkiem wydziałów, instytutów bardzo zapatrzonych w jedną dyscyplinę, to się zdarza. Częściej obserwuję zjawisko odwrotne: pracownicy deklarują dyscypliny, za które subwencji nie ma (bo nie mają kategorii). Naukowcy jednak od pewnego etapu typowo są dumni (w obu znaczeniach) i niewiele można tu zdziałać.
                            Co do "w jakim stopniu"
                            • nobooks Re: appx. 22.04.25, 15:36
                              Dokładniej: fizyk ciała stałego nie musi się obawiać, jeśli chodzi o nakarmienie potwora ewaluacyjnego. Co innego dorobek na habilitację bądź tytuł, gdzie publikacja w Materials może nie być tak doceniona przez recenzenta jak w PRL.
                              • dobrycy Re: appx. 22.04.25, 16:29
                                nobooks napisał:

                                > Dokładniej: fizyk ciała stałego nie musi się obawiać, jeśli chodzi o nakarmieni
                                > e potwora ewaluacyjnego. Co innego dorobek na habilitację bądź tytuł, gdzie pub
                                > likacja w Materials może nie być tak doceniona przez recenzenta jak w PRL.

                                Do czasów ministra Czarnka oba były za 140 pkt. Ponieważ nikt nie ocenia tego co jest w publikacji, a tylko okładke czasopisma (wirtualną), to obie były tyle samo warte. A że MDPI pewnie poskąpiło przy lobbowaniu (mają oddział w Krakowie o ile pamiętam) to już tak nie jest.
                                No i tutaj jest mądrość PŚ - 1600 artykułów w PRL by nie zrobili (które wtedy były warte dla kategoryzacji tyle samo), za to w Materials czy podobnych - jak najbardziej. Ale ich wyrolowano, i dzwignięto PRL a zdegradowano (po fakcie publikacji) MDPI, czyli mogą czuć się oszukani. Działali w dobrej wierze, zbierali punkty, płacili za nie, i co? I ktoś znowu ręcznie pomajstruje, żeby wygrali ci co mają wygrać.
                                Dla mnie sam fakt, że badacze wierzą we wskaźniki, już świadczy o tym że nie wierzą w to po co oryiginalnie była nauka. Teraz to tylko pretekst, do innych celów.
                                • pan.toranaga Re: appx. 22.04.25, 18:42
                                  Dla mnie sam fakt, że badacze wierzą we wskaźniki, już świadczy o tym że nie wierzą w to po co oryiginalnie była nauka.

                                  Powieszę sobie w ramkach nad biurkiem, zwłaszcza, że wierzę (nawet jak się do tego nie przyznaję) we wskaźniki.
                    • nobooks Re: appx. 22.04.25, 10:00
                      Ad personam do Sendiego, dokładnie o tym pisałem. Pozwoliłem się wtrącić, bo tu akurat miał sporo racji w moim przekonaniu. Chodzi o kwestię, jak ustalane jest finansowanie działalności. Teraz zboczyliśmy na koszty OA.
                      Otóż kwota wynikająca z prostego przemnożenia publikowanych stawek jest wielokrotnie przeszacowana. Wiemy to, od kiedy Czarnek wprowadził obowiązek raportowania opłat OA dla wszystkich podmiotów. Raportujemy to i te liczby były podawane ostatnio (w ramach interpelacji poselskiej). Prawie nikt nie płaci pełnych opłat, i to nie tylko vouchery i zaproszenia do publikowania za darmo dla wysoko cytowanych autorów, ale też zniżki, o które wystarczy poprosić i z reguły od razu przyznają, bo stawki za OA, które wyjściowo życzą sobie wielkie wydawnictwa są, jak słusznie zauważyłeś, ostro zawyżone.

                      I tak, wydawnictwa żerują na darmowej pracy, tak w systemie subskrypcyjnym jak i OA. Jednak w skali naszego kraju nadal drożej kosztują opłaty subskrypcyjne! Oba systemy są pasożytnicze, a utrzymuje je wysokie wycenienie tzw. "prestiżu" przez systemy instytucjonalne lub (w PL) krajowe. W mojej ocenie to się nie poprawi, dopóki uczelnie czy (w PL) ministerstwo nie umówi się, że zamiast tych dwóch systemów powszechniej samo finansuje dobre czasopisma naukowe (model diamentowy), względnie uzna i ogarnie system samopublikowania z recenzowaniem otwartym koleżeńskim, bez nabijania kabzy zbędnym w tym systemie tradycyjnym wydawcom. Droga do tego jednak dość daleka i ujeżona.

                      Tak, płacenie recenzentom przez komercyjne wydawnictwa byłoby uczciwe, a nie praktykuje się, bo żerowanie na darmowej pracy się utrwaliło jako obyczaj. Akurat 250 EUR (kwota, którą wymieniasz) użyto w eksperymencie dyskutowanym na równoległym forum: www.reddit.com/r/Nauka_Uczelnia/comments/1k4acfz/recenzowanie_za_darmo_versus_za_250/
                      Artykuł źródłowy: journals.lww.com/ccmjournal/abstract/9900/effect_of_monetary_incentives_on_peer_review.488.aspx
                    • sendivigius Re: appx. 22.04.25, 20:09
                      dobrycy napisał:


                      > Uwaga była do Sendiego, i faktycznie jest ad personam, bo Sendi ma obraz polski
                      > ej uczelni jak z filmu barwy ochronne, i konsekwentnie nie przyjmuje do wiadomo
                      > ści że sporo sie zmieniało, co chwile były deformy, i ten obraz nijak się ma do
                      > rzeczywistości.

                      Kiedy nie calkiem. "Barwy Ochronne" - to byl w swoim czasie bardzo odwazny film, i dobry dodatkowo.

                      Tak, uwazam ze nic sie nie zmienilo, mimo że odmalowano sciany oraz "wytruto szczury i zawieszono lampiony". Ale co do skladu osobowego to organizm pod nazwa "uniwersytet" reprodukuje sie w sposob samopowielajacy sie (zostawanie na uczelni). Tak jak stułbia, nie ma innego DNA aby wydac inny organizm. Moglaby to zrobic poprzez cykl rozmnazania płciowego, czyli krzyzowki z inna stułbią, czyli poprzez wymiane z innymi organizmami uniwersyteckimi najlepiej z innych krajow. Tym niemniej nic takiego nie zaobserwowano, wrecz przeciwnie.

                      [stułbie] Wyróżniają się też szczególną zdolnością odtwarzania uszkodzonych części ciała, dzięki czemu nigdy nie umierają śmiercią naturalną.

                      pl.wikipedia.org/wiki/Hydra_(rodzaj)

                • nobooks Re: appx. 21.04.25, 19:08
                  Masz rację, że PŚ ma b. dużo artykułów w MDPI: od 2022 blisko 1900, to jest prawie tyle samo, co (większa) AGH, SGGW, UniMedy z Warszawy, Lublina, Wrocławia, Katowic. Tę grupę liderów wyprzedza już tylko PAN.
                  PŚ ma liczbę N ok. 1600, zatem (ekstrapolując na 2025) byłby w stanie wypełnić publikacjami z MDPI połowę całego koszyka ewaluacyjnego publikacji w okresie 2022-2025, gdyby te publikacje rozkładały się równomiernie pomiędzy dyscypliny i autorów. W praktyce pewnie mniej, tym bardziej, że nie wszystkie mają atrakcyjne punktacje; ale to i tak bardzo dużo. Najbardziej popularne tytuły, to: Energies, Materials, Sensors, Applied Sciences, Sustainability, Int J of Molecular Science, Molecules, Symmetry, Electronics.
                  • nobooks Re: appx. 21.04.25, 19:10
                    nobooks napisał:

                    > PŚ [...] byłby w stanie wypełnić ...

                    Przepraszam: "byłaby w stanie wypełnić ..."
                  • dobrycy Re: appx. 22.04.25, 03:22
                    Poza MDPI są jeszcze inne open-accessy, generalnie każdy kto coś publikuje wie, że wydawnictwa nachalnie nakłaniają do publikowania każdego artykułu który nie zakwalifikował się w modelu subskrypcyjnym w open-access, i nie jest żadną tajemnicą, że jest dużo łatwiej publikować w open-access. Sytuacja, w której pół artykułów jest tylko w MDPI (nie licząc innych OA) jest sama w sobie kuriozalna. 1900x2300Euro to koło 16mln złotych które wypadło z systemu na "łapówki OA" w samym tylko MDPI. Tych pieniędzy nie ma na inne rzeczy. Jasne, że są vouchery i guest edytorzy, wiec kwota pewnie jest troche mniejsza, nie zmienia to faktu że obecny model OA to czysta patologia, i uważam że prace w OA powinny się liczyć w kategoryzacji jako punkty ujemne proporcjonalne do opłaty publikacyjnej.
                    Może być też pewien dodatni składnik, proporcjonalny do rangi czasopisma, ale nie tak że byle gniot ma 140 pkt, a sensowne artykuły subskrypcyjne mają po 70.
                    • pan.toranaga Re: appx. 22.04.25, 11:17
                      Spieracie się o szczegóły, a Dobrycemu i mnie chodzi o sprawę fundamentalną, mianowicie kiedy mowa o płatnych studiach, to Sendivigius przyjął, że student płaci jedynie z tzw. godziny kontaktowe, natomiast całą infrastrukturę i zasadniczy składnik pensji płaci państwo.
                      Problem polega na tym, że to postawienie sprawy na głowie. Jaki inny może mieć państwo interes w utrzymywaniu uczonków i betonów dla nich powiedzmy w Opolu, jak to, że oni tam mają nauczać "żaków". To nie "żacy" są dodatkiem do nauki, tylko nauka jest dodatkiem do "żaków".
                      • nobooks Re: appx. 22.04.25, 15:08
                        > Spieracie się o szczegóły, a Dobrycemu i mnie chodzi o sprawę fundamentalną, mianowicie kiedy mowa o płatnych studiach, to Sendivigius przyjął, że student płaci jedynie z tzw. godziny kontaktowe, natomiast całą infrastrukturę i zasadniczy składnik pensji płaci państwo.

                        Aha, OK, włączyłem się późno i gdzie indziej zidentyfikowałem clue dyskusji.
                        Wyliczenie Sendi jest dla mnie z grubsza OK, tylko operuje mocno zaniżonymi stawkami. Stawka godzinowa profesora za dydaktykę w ramach etatu (!) badawczo-dydaktycznego to około 400-600 złotych za godzinę, nie 160!

                        > Problem polega na tym, że to postawienie sprawy na głowie. Jaki inny może mieć państwo interes w utrzymywaniu uczonków i betonów dla nich powiedzmy w Opolu, jak to, że oni tam mają nauczać "żaków". To nie "żacy" są dodatkiem do nauki, tylko nauka jest dodatkiem do "żaków".

                        Cóż, poważne państwo może mieć interes w samych rezultatach badań, ale oczywiście nie wszystkich i nie zawsze.

                        • sendivigius Re: appx. 24.04.25, 17:28
                          nobooks napisał:


                          > Aha, OK, włączyłem się późno i gdzie indziej zidentyfikowałem clue dyskusji.
                          > Wyliczenie Sendi jest dla mnie z grubsza OK, tylko operuje mocno zaniżonymi sta
                          > wkami. Stawka godzinowa profesora za dydaktykę w ramach etatu (!) badawczo-dyda
                          > ktycznego to około 400-600 złotych za godzinę, nie 160!
                          >
                          > > Problem polega na tym, że to postawienie sprawy na głowie. Jaki inny może
                          > mieć państwo interes w utrzymywaniu uczonków i betonów dla nich powiedzmy w Op
                          > olu, jak to, że oni tam mają nauczać "żaków". To nie "żacy" są dodatkiem do nau
                          > ki, tylko nauka jest dodatkiem do "żaków".

                          I o to wlasnie chodzi i to chcialem pokazac, ze wydatki na edukacje wyzsza powinny byc wydatkami na edukacje wyzsza a nie na finansowanie czyjegos hobby przez 25 lat z okladem.

                          Nalezy tu zwrocic uwage na nastepujace

                          1. Pewne dziedziny sa po prostu wyekploatowane i nie ma co w nich robic (np. filozofia, teologia)

                          2. Pewne dziedziny sa obecnie wykladane w szkolach wyzszych ale w istocie nie sa akademickie z natury (hotelarstwo, pielegniarstwo, zywienie ludzi, ksiegowosc, etc)

                          3. Wieszosc dziedzin jest akademicka tylko marginalnie (budownicwo ladowe i wiele innych inzynierii)

                          4. Wiele jest dziedzin, ktore choc sa akademickie to do uczenia poczatkowego studentow nie potrzeba wiedzy zaawansowanej (tzn, bycie na "frontiers" danej dziedziny) na przyklad matematyka nauczycielska, inne nauczycielskie kierunki, ale tez np. prawo, administracja, biznesy wszelakie

                          We wszystkich tych dziedzinach nie ma potrzeby utrzymywac "uniwersytetow" z "profesorami", cisnac ich na habilitacje i publikacje bo to im tylko zabiera czas ktory mogliby poswiecic na dydaktyke. Naprawde, porzadne doktoraty z porzadnych badawczych szkol wystarcza i to z zapasem, co widac w wielu krajach.

                          Po uwglednieniu tego wszystkeigo zostaje w PL moze 10 moze 12 szkol badawczych i to tez komasujac jednostki i ich badania.

                          I wtedy nie ma problemu. Mozemy sobie mowic "panie profesorze" jak to jest w zwyczaju w dobrych liceach i tez bedzie fajnie.

                          I wtedy koszty beda z grubsza tak jak policzylem.


                          • nobooks Re: appx. 26.04.25, 18:35
                            > 1. Pewne dziedziny sa po prostu wyekploatowane i nie ma co w nich robic (np. filozofia, teologia)

                            Stwierdzenie, przepraszam, wydaje mi się aroganckie, skąd możesz wiedzieć, że nie ma nic do zrobienia już w filozofii, nie będąc zawodowym filozofem?
                            Równie "dobrze" ktoś mógłby stwierdzić, że chemia jest wyeksploatowana, bo "odkryte wszystkie pierwiastki" (nieprawda, ale to podobnej jakości obserwacja)
                            • sendivigius Re: appx. 26.04.25, 19:56
                              nobooks napisał:

                              > > 1. Pewne dziedziny sa po prostu wyekploatowane i nie ma co w nich robic (
                              > np. filozofia, teologia)
                              >
                              > Stwierdzenie, przepraszam, wydaje mi się aroganckie, skąd możesz wiedzieć, że n
                              > ie ma nic do zrobienia już w filozofii, nie będąc zawodowym filozofem?
                              > Równie "dobrze" ktoś mógłby stwierdzić, że chemia jest wyeksploatowana, bo "odk
                              > ryte wszystkie pierwiastki" (nieprawda, ale to podobnej jakości obserwacja)

                              Nie zgadzam sie. Takich dziedzin jest bardzo duzo. Jezeli zas chodzi o chemie, to tez sa cale sektory ktore sa juz tak dobrze opracowane ze nie ma co wiecej robic. I istocie, sprawa ukladu pierwiastkow jest zamknieta. Zupelnie banalny test, wez czasopismo chemiczne sprzed 100 lat i zobacz o czym tam pisali. Czemu juz o tym nie pisza - bo juz wszystko wiadomo. Inny przyklad ktory juz podawalem tutaj. Gdy ktos chce odczytac na nowo Platona to zawraca glowe. Napisal co napisal i gdy to nie jest jasne, to ja bym sie przychylal do zdania ze pisal niejasno i tyle a nie, ze przez tysiace lat nikt nie potrafi zrozumiec.
                              • trzy.14 Re: appx. 28.04.25, 17:46
                                Sendi, masz rację i ne masz.

                                Moim zdaniem główny problem Akademii polega na tym, że wiedzy nagromadziło się już tyle, że praktycznie na żadnym kierunku przez co najmniej 3 lata nauki akademickiej nie potrzeba kontaktu studenta z mistrzem jakiegoś cutting edge. Gdyby jakiś Elon to dostrzegł, to mógłby zauważyć, że bez straty dla studentów można by zwolnić z pracy minimum 1/3 kadry akademickiej (na całym świecie), pozostałej 1/3 całkowicie odejmując obowiązki badawcze i podwajając im obowiązki dydaktyczne, i zostawiając ostatniej 1/3 nauczanie na stopniach wyższych oraz obowiązki badawcze

                                Na każdym kierunku studiów.

                                Panie Toranaga, noobooks, prawda, że u was jest tak samo? Przecież między maturą a doktoratem jest intelektualna przepaść. Tym młodym ludziom trzeba w bardzo przyspieszonej formie przez maksymalnie 3 lata wtłoczyć do głów osiągnięcia waszych dyscyplin z lat co najmniej 100, może 150, a w przypadku matematyki to będzie lat tak z 300.

                                Jak się patrzy na współcześnie polecane podręczniki kursowe (pierwsze 2 lata nawet najambitniejszych studiów akademickich), to w matematyce i nawet fizyce praktycznie można całkowicie polegać na tych sprzed 50 lat, plus minus jakieś uzupełnienia dotyczące dosłownie kilku akapitów. Te nowsze będą miały kolorowe obrazki, może kredowy papier, może materiały uzupełniające w Sieci, ale mózg ludzki nie jest w stanie w 3 lata wchłonąć inną deltę abstrakcyjnej wiedzy niż ta, którą wchłaniał 50 lat temu. Co najwyżej można dać mu nowe narzędzia (np. komputer z rozwiązywaczkami całek i pochodnych, a nawet osobistego tutora sztucznie inteligentnego), ale nowe narzędzia są kontrowane przez konieczność dostosowania się do bardziej powszechnego odbiorcy-studenta, o niższych możliwościach intelektualnych i niższej motywacji niż w pokoleniu jego rodziców i dziadków. Dlatego poziom nauczania abstrakcji, głównie matematyki, w moim epsilon-otoczeniu dość wyraźnie się obniżył a nie wzrósł wskutek dostępu do narzędzi i kolorowych obrazków czy filmów na życzenie.

                                Dobrycy, prawda że wg. Twojego doświadczenia poziom nauczania przedmiotów matematycznych na uczelniach się obniżył w porównaniu z tym, co znasz z własnego doświadczenia studenckiego?

                                Więc powtórzę: problemem nie jest pytanie, czy filozofia się wypaliła. Problemem jest to, że praktycznie na całym świecie cały program studiów 1 stopnia (europejskie 3 lata) można by "robić" pracownikami czysto dydaktycznymi. Od matematyki, przez medycynę, po hotelarstwo. Lub w drugą stronę.
                                • pan.toranaga Re: appx. 29.04.25, 16:13
                                  Introspekcja to słaby argument, ale moje doświadczenie mówi, że nawet wtedy, kiedy uczę przedmiotu, którym się sam naukowo nie zajmuję, to bez robienia nauki uczyłbym gorzej. Ponadto, wiele nauk humanistycznych nie ma wyraźnego "stoku" po którym się student wspina (na 1 roku robimy rzeczy prostsze niż na 2, matriału z drugiego nie zrozumiemy bez pierwszego). Historia starożytna nie jest prostsza niż nowożytna, wręcz przeciwnie.
                                  Co więcej, od początku studiów historycznych równie ważne "co się stało w przeszłości" jest pytanie "skąd to wiemy". Tego nie nauczy człowiek, który sam nie robił badań.
                                  Ale jest coś, co zachwiało moją wiarą w powyższe. Czemy lepiej ma uczyć człowiek, który wypełnia sloty wyrobami naukowopodobnymi? Nie chodzi mi o to, że robi badania mało oryginalne, bo nawet do nich trzeba umieć zrobić badania. Chodzi mi o badania badziewne. Więc może solidny doktorat+staż podoktorski, badania tak do 30-32 roku życia, solidny konkurs a potem 420 godzin w roku i wakacje na douczanie się. Może to i rozwiązanie, chociaż w nie w naszych warunkach nie wierzę.
                                  • pan.toranaga Re: appx. 29.04.25, 16:28
                                    I jeszcze jedno. Jestem głęboko przekonany, że niszowe i elitarne studia humanistyczne powinny takimi pozostać. Nie wiem czy potrzebna jest np. historia sztuki czy archeologia poza UW, UJ, UAM i UWr.
                                • dobrycy Re: appx. 29.04.25, 21:02
                                  trzy.14 napisał:

                                  > Sendi, masz rację i ne masz.
                                  >
                                  > Moim zdaniem główny problem Akademii polega na tym, że wiedzy nagromadziło się
                                  > już tyle, że praktycznie na żadnym kierunku przez co najmniej 3 lata nauki akad
                                  > emickiej nie potrzeba kontaktu studenta z mistrzem jakiegoś cutting edge. Gdyby
                                  > jakiś Elon to dostrzegł, to mógłby zauważyć, że bez straty dla studentów można
                                  > by zwolnić z pracy minimum 1/3 kadry akademickiej (na całym świecie), pozostał
                                  > ej 1/3 całkowicie odejmując obowiązki badawcze i podwajając im obowiązki dydakt
                                  > yczne, i zostawiając ostatniej 1/3 nauczanie na stopniach wyższych oraz obowiąz
                                  > ki badawcze
                                  >
                                  > Na każdym kierunku studiów.

                                  Tu nie trzeba żadnego Elona. Przy obecnym poziomie studiów, studenci mogliby sie uczyć od chatagpt i
                                  być przez niego egzaminowani. Konieczne oczywiście byłoby zostawienie pracowników nie akademickich
                                  na uczelniach których obecnie jest tyle samo co uczonków, aby miał kto zużywać w wybudowanych za unijne pieniadze
                                  budynkach prąd i wodę. Administracja znalazłaby sobie zajęcie, ma ogromne osiągnięcia w utrudnianiu życia.
                                  Studenci, zamiast pić piwo na murku i palić trawe mogliby to robić w pokojach po uczonkach - to byłby
                                  prawdziwy postęp, studia wtedy na prawde byłyby przyjemne gdy nie byłoby tych zapleśniałych dziadów
                                  w pokojach, robiących nie wiadomo co. I tak wiadomo że w PL nikt prochu nie wymyśli. Jak będzie trzeba
                                  to się go kupi.

                                  > Dobrycy, prawda że wg. Twojego doświadczenia poziom nauczania przedmiotów matem
                                  > atycznych na uczelniach się obniżył w porównaniu z tym, co znasz z własnego doś
                                  > wiadczenia studenckiego?
                                  >
                                  To jest pytanie retoryczne? Zmalała ilość godzin co najmniej 2 krotnie, zmienio studia z 5 na 3+2,
                                  zniknęlo sporo przedmiotów. Zlikwidowano jakiekolwiek wymagania, trzeba przepchać każdego.
                                  Każdy student jest chuchany i dmuchany, traktowany jak jajko.

                                  Jak sie chce pozbyć drzewa (nie można wyciąć zdrowego) to sie obcina gałąź po gałęzi aż uschnie i zacznie
                                  stwarzać zagrożenie. Tak oceniam ostatnie 2 dekady "reform". Szkolnictwo jest na tej samej zasadzie niszczone.



                                  > Więc powtórzę: problemem nie jest pytanie, czy filozofia się wypaliła. Probleme
                                  > m jest to, że praktycznie na całym świecie cały program studiów 1 stopnia (euro
                                  > pejskie 3 lata) można by "robić" pracownikami czysto dydaktycznymi. Od matemat
                                  > yki, przez medycynę, po hotelarstwo. Lub w drugą stronę.


                                  Moznaby robic i bez pracwoników, były szkoły korespondencyjne. W japoni był np uniwersytet
                                  telewizyjny.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka