Dodaj do ulubionych

Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces...

03.05.12, 16:40
Bystry Jasiu kupi papier i to bedzie egzamin, zeby nie dac sie zlapac...
Obserwuj wątek
    • rasklaat Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 03.05.12, 17:23
      "Wyborcza" juz nie pamieta swoich swiatlych tekstow z polowy lat 90tych. Bezrobocie roslo co miesiac, szalaly redukcje w prywatyzowanych zakladach pracy a piszacy oderwane od rzeczywistosci arty o tym jak jest u nas dobrze pismacy z Gie Wu bredzili: "Dobrym sposobem na unikniecie klopotow ze zdobyciem pracy jest wyzsze wyksztalcenie. Bezrobocie wsrod osob z tytulem magistra w Polsce wynosi 2%". No i mamy teraz tego efekty.
      • szmecierecie Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 04.05.12, 09:10
        rasklaat napisał:

        > "Wyborcza" juz nie pamieta swoich swiatlych tekstow z polowy lat 90tych. Bezrob
        > ocie roslo co miesiac, szalaly redukcje w prywatyzowanych zakladach pracy a pis
        > zacy oderwane od rzeczywistosci arty o tym jak jest u nas dobrze pismacy z Gie
        > Wu bredzili: "Dobrym sposobem na unikniecie klopotow ze zdobyciem pracy jest wy
        > zsze wyksztalcenie. Bezrobocie wsrod osob z tytulem magistra w Polsce wynosi 2%
        > ". No i mamy teraz tego efekty.

        Widzisz, bo ludzie pomylili 'tytuł magistra' z 'wiedzą fachową na poziomie magisterskim'.
        Wśród moich znajomych 'z magistrami', którzy na pytanie o ich umiejętności odpowiadają długą litanią konkretnych terminów zamiast "yyyyyyy" bezrobocia nie ma!

        Po co iść na studia, w czasie których nie zdobywa się wiedzy? Czy tak trudno przed wyborem kierunku studiów zajrzeć kilka razy do gazety i poszukać ofert pracy w zawodzie, który chce się nabyć?


        Głupi byliście, że na takie studia poszliście to teraz kombinujcie inaczej!
        • mariuszdd Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 04.05.12, 22:54
          Warto przypomnieć ,że wielu ludzi zaczęło studiować po dwa ,albo trzy kierunki :)
          Już wtedy normalny człowiek pomyślałby ,że tu ktoś upadł na głowę ;)
          Ale redaktory GW nawet chwalili taki stan rzeczy .
          Jak powstał termin wykształciuchy ,to był lament i plucie ;)
          Nadmiar wykształconych bałwanów ,powoduje ,że nawet jednostka wybitna ,nie wspomnę o zwykłym absolwencie studiów nie może sie przebić ,ani normalnie funkcjonować. Bo jaka możne ,jeżeli za pracę się płaci ?
    • malwo Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 03.05.12, 17:39
      Większość ludzi nie lubi się uczyć, system jest pomyślany tak , jakby było odwrotnie.
      Nie jest mi żal głębów, którzy jakoś przelecą przez sito i są bezrobotni. Selekcja i to ostra powinna być robiona nie z myśla o głębach. Selekcja powinna być robiona z myślą o studentach, którym baletnica przeszkadza. W jaki sposób mobilizować zdolnych i ambtnych ludzi skoro krytria są bardzo liberalne, jak to autor obrazowo określił?
      • agulha Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 04.05.12, 02:00
        Nie rozumiem Twojej wypowiedzi, w takim stylu - w tym kontekście. Mnie także nie jest żal głąbów (nie: "głębów"). I co to za baletnica przeszkadzająca?! Osobie oczytanej i obeznanej z literacką polszczyzną to zdanie kojarzy się co najwyżej z powiedzeniem "złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy". Tej baletnicy coś przeszkadza, a nie komuś ta baletnica przeszkadza. Zupełnie nie rozumiem, jak można się mieć za osobę wykształconą, zabierać głos w dyskusji i wypowiadać się z wyższością, a samemu mieć tak kardynalne braki. Umiejętność sprawnego posługiwania się językiem ojczystym potrzebna jest niezależnie od kierunku wykształcenia.
        • irakirakirak Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 04.05.12, 12:14
          Nie przesadzaj, tutaj pełno specjalistów od edukacji, którym język polski "się do niczego w życiu nie przyda", a poza tym ważne jest tylko, żeby się porozumieć, bo błędy sprawdzi edytor tekstu, a tak w ogóle to "język się zmienia".

          A co do meritum: przeszliśmy już w GW fazę gorączkowego nakłaniania maturzystów do wyboru jakichkolwiek studiów, byleby tylko jakieś mieć (ale najlepiej psychologię albo marketing), bo studia miały być gwarancją zatrudnienia.

          Tkwimy w fazie naganiania studentów politechnikom i upokarzania studentów kierunków humanistycznych, które są beznadziejne, nieżyciowe i dla frajerów, bo "nie przygotowują do zawodu". A więc hasłem roku jest: przekujmy uniwersytety na szkoły zawodowe.

          Czekam z utęsknieniem na kolejną fazę, która niechybnie przed nami, a mianowicie fazę wycia z rozpaczy w związku z brakiem ludzi o szerokim, wszechstronnym wykształceniu i na tyle dobrej znajomości obszaru kultury, historii i zagadnień społeczno-polityczno-ekonomicznych, żeby umożliwiała świadome uczestnictwo w życiu społecznym i krytycyzm wobec demagogii wszelakiej.

          Czekam i wiem, że się doczekam lamentu nad społeczeństwem złożonym z ograniczonych, nieodpornych na manipulację, wąsko kształconych specjalistów postrzegających świat wyłącznie przez pryzmat swojej "działki" i przekonanych o absolutnej nieprzydatności nauk humanistycznych.

          Piszcie dalej, bo dobrze się bawię.
          • pampierosy Samoograniczenie i jakość 05.05.12, 06:34
            Właśnie o to chodzi!
            Uniwersytety powinny ograniczyć swoje apetyty i zająć się wszechstronnym rozwojem tych załóżmy 20% dzieciaków z potencjałem (pewnie w populacji nadających się genetycznie na studia jest więcej ale "mądrzy" rodzice i kiepska szkoła ich marnują). Problemem jest tylko to jak uczelnie mają sobie poradzić finansowo ze zmniejszonymi wpływami, może wydziały powinny zacząć robić biznesy, pozyskiwać kasę z różnych grantów? Pracownicy naukowi mogliby tam rozwijać się naukowo i co ważne, zbliżyć bardziej naukę do gospodarki, czy społeczeństwa.
        • malwo Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 05.05.12, 20:22
          agulha napisała:

          > Nie rozumiem Twojej wypowiedzi, w takim stylu - w tym kontekście
          Zupełnie nie rozumiem, j
          > ak można się mieć za osobę wykształconą, zabierać głos w dyskusji i wypowiadać
          > się z wyższością, a samemu mieć tak kardynalne braki. Umiejętność sprawnego pos
          > ługiwania się językiem ojczystym potrzebna jest niezależnie od kierunku wykszta
          > łcenia.

          Dawno temu studiowałem polonistykę. Czasami robię błędy. Nie zajmuję się zbytnio stylem wypowiedzi.

          www.sjp.pl/g%B3%B1b
          Nie wiem co to są głęby. Ja mówiłem o głąbach.
          Ja uważam, że za dużo uwagi poświęca się bezrobotnym, durniom, wykluczonym a za mało mówi się o tym jak pomać ludziom wybitnym, twórczym, rządnym wiedzy i sukcesu.
          Pani minister, która po uchwaleniu ustawy o szkolnictwie wyższym ufundowała nagrodę 1 mln zł za pomysł na współpracę nauki z gospodarka jest tępym urzędnikiem. To pytanie powinno być postawione przed uchwalemiem ustawy. Wtedy miałoby sens przktyczny a nie propagandowy.
          Bezrobotny, niedouczony magister to dla mnie problem marginalny.
          Niedouczeni pracownicy rządu p. Tuska powinni być powodem troski wszystkich mądrych ludzi w Polsce.
          • agulha Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 06.05.12, 21:38
            RANY BOSKIE. I skończyłeś tę polonistykę?
            Przeczytaj jeszcze raz swój pierwszy post: "głęby" występują tam dwa razy. Takie słowo nie istnieje. Użyte jeden raz zostałoby uznane za literówkę, ale dwa razy?!
            A teraz drugi post. U Was pisano "rządny wiedzy"?! Która to uczelnia? Ponieważ teraz niektórzy nawet ewidentnych błędów nie rozpoznają (wczoraj czytałam, jak ktoś z pianą na ustach "udowadniał", że nazwy narodowości np. Polak należy pisać małą literą), to wyjaśnię:
            "żądny", od "żądza", czyli w tym kontekście "chęć", a nie od "rząd" (co oznacza władzę państwową albo szereg, zresztą słowo "rząd" ma jeszcze parę znaczeń).
            Ja skończyłam medycynę, dopiero później studium podyplomowe związane z tematyką polonistyczną, ale czytać i pisać bez błędów ortograficznych to nauczyłam się jeszcze w szkole podstawowej...
    • alamakotalive Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 03.05.12, 17:42
      Drogi Jasiu!
      Twoja przyszłość zależy od tego kogo znasz i od tego kto wie co potrafisz. Jeśli stawiasz na to kogo znasz, to w jakim stopniu Twój dyplom odzwierciadla wiedzę nabytą na studiach jest w gruncie rzeczy bez znaczenia. Jeśli stawiasz na to co potrafisz, to na miłość Boską NIE STUDIUJ W POLSCE.
    • m1r4640 Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 03.05.12, 19:19
      moi drodzy poprzednicy - gowno prawda bo to bardzo dobry i prawdziwy artykul!!!
    • nickvoll Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 03.05.12, 22:09
      Jasiu Jasiem, ale ktoś, kto pisał ten artykuł, interpunkcję ma co najmniej fakultatywną, a i składnię niekoniecznie zgodną z polską gramatyką... A jako autor figuruje dr hab.
    • bintell Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 03.05.12, 23:28
      Absolwenci fabryk bezrobotnych, historia kolem sie toczy: jak studiowaliscie ‘dla papierka’, no to macie ‘smieciowe’ dyplomy i ‘smieciowe’ kontrakty. To nie moze byc tak, ze biolog zostaje informatykiem. To jest wypaczenie, i nie powinno byc regula.

      Wyzsze studia powinny dawac specjalistyczne kwalifikacje prowadzace do pracy w wyuczonym zawodzie. Uniwersytet powininen dac wam solidna baze pojeciowa i umiejetnosc rozwiazywania problemow, ale rowniez nauczyc was jak sie uczyc w przyszlosci tego czego nikt jeszcze nie wie.

      Jezeli wykladowca/nauczyciel akademicki oszczedza swoj czas to marnuje wasz czas i pieniadze - skladajcie zazalenia. Jezeli wykladowca/nauczyciel jedzie na ‘kreda i gadka’, lub PowerPoint, to znaczy, ze na wiecej go nie stac i nie nadaza za wymaganiami nowoczesnego nauczania.

      Pomozcie mu znalezc bardziej produktywna i spolecznie uzyteczna prace poprzez skladanie zazalen. Oceny przez studentow kazdego wykladowcy w kazdej grupie i po kazdym semestrze powinny byc obowiazkowe. Zle oceny – niech zmieni zawod.

      Jezeli wykladowca/nauczyciel nie daje precyzyjnej instrukcji jakie sa podstawowe reguly uniwersyteckiego eseju/raportu, a nawet specificznej instrukcji co powinien zawierac esej/raport w jego przedmiocie, to ten wykladowca/nauczyciel nie spelnia swoich obowiazkow, uniemozliwia wam prawidlowe studiowanie i osiagniecie pozycji zawodowej.

      Jak wykladowca/nauczyciel oddaje wam wasz esej/raport i nie ma tam zadnych uwag, to on tego eseju/raportu nie czytal, a dajac pozytywna ocene bez konstruktywnego krytycyzmu wpusza was w maliny.

      Jezeli egzamin jest oparty wylacznie na a.b.c.d. test (Multiple Choice Test), to jest to oszustwo. W oparciu o random probability 25%, szczesciara malpka zda ten test, nie musi byc madra.

      Juz sie sprawdzilo ze taki ‘papierkowo/smieciowy’ system wam nie sluzy. Niedlugo nie bedzie rowniez sluzyl uniwersytetom. W koncu Panowie Rektorzy ockna sie z reka w nocniku, brakiem studentow, i fatalna ‘smieciowa’ reputacja.

      Uczelnie, ktorych absolwenci nie dostaja pracy w zawodzie, powinny byc pietnowane.

      Popierajcie takie poglady na temat reformy academii jak prezentowane przez: Prezesa PZU Andrzeja Klesyka, Professor Ewe Nawrocka (UG), Professora Jana Jozefa Staneka (UJ). Wdrazajcie ich poglady na temat akademii, bo to da wam solidna profesjonalna przyszlosc.
      • pit.790 Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 04.05.12, 21:01
        A ten belkot to chyba powstal w ramach biurwienia w ministerstwie nauki? Jasne - z jednej strony ludzie ktorzy totalnie nie potrafia uczyc nie powinni pracowac na wyzszych uczelniach ale z drugiej strony kto z pracownikow naukowo-dydaktycznych ma motywacje do prowadzenia dydaktyki na najwyzszym poziomie gdy jako asystent dostaje na reke 1500 a jako adiunkt 2500? Zeby zaczac wymagac dydaktyki na najwyzszym poziomie to moze trzeba towarzystwo akademickie troche bardziej zmotywowac finansowo? Niestety juz teraz w wyniku nedznych zarobkow mozna zaobserwowac na uczelniach negatywna selekcje pracownikow. Jesli ten trend sie utrzyma to juz za kilka lat sytuacja ze "uczyl Morcin Morcina" stanie sie calkowita norma. Dzieci ludu pracujacego beda wiec pobieraly nauki w polskich pseudouniwersytetach natomiast ich zamozniejsi koledzy pojada na studia do Anglii, Niemiec i Francji.
    • j3-9 Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 04.05.12, 12:54
      Czasami odnoszę wrażenie jakby w wolnej,demokratycznej Polsce ,zależało komuś aby wszystko psuć,zwłaszcza biurokratycznymi nieprzemyślanymi decyzjami lub w myśl jedynie słusznej zasady -wszystko co za komuny to be i trzeba wypalić...i w myśl tego zreformowano szkolnictwo.W innych dziedzinach tez są same "sukcesy".Zadaję sobie pytanie ,coby było gdyby nie było Unijnych dotacji ?I czy czasem nie trzeba będzie zwracać,żle wykorzystanych lub wprost przeputanych unijnych milionów.W przeciwieństwie do Ukrainy naszym politykom to my możemy...i choć ukraińskiej demokracji nie pochwalam to dręczy mnie myśl czy my dorośliśmy do demokracji?....
    • redix68 Krótka historia psucia systemu kształcenia w RP: 04.05.12, 13:47
      1. wprowadzenie systemu edukacji w szkołach średnich
      2. rozwalenie systemu szkół zawodowych
      3. nowa matura
      4. wywalenie matematyki z matury
      5. wprowadzanie systemu finansowania szkól wyższych w sposób, który przymusza je do naboru jak największej liczby absolwentów. Sama rekrutacja oparta o algorytmy jest fikcją i nie umożliwia wykonanai rzetelnej selekcji na miarę potrzeb uczelni, bo decyduje matura
      6. umasowienie studiów niestacjonarnych
      7. Ostatnio wprowadzanie tzw. umów ze studentami
      We wszystkich ww. sprawach GW pisała z entuzjazmem przedstawiając kolejne zmiany jako reformy. Ostatnie artykuły dotyczyły punktu 7 a wcześniej o tym jak to studia się feminizują i nowoczesna kobieta robi karierę pracując i studiując. Będąc często lepiej wykształcona od przeciętnego mężczyzny. Chodziło od zagananie większej ilości kobiet na studia (gł. niestacjonarne)
      Niech się teraz wypowiedzą odpowiedzialni za zmiany systemowe oraz ci redaktorzy, którzy poperali bzdury a nie akademicy, których zostali wmanewrowani w system antynauki..


      • spokojny.zenek Re: Krótka historia psucia systemu kształcenia w 04.05.12, 18:24
        redix68 napisał:

        > 1. wprowadzenie systemu edukacji w szkołach średnich

        Co masz na myśli?

        > 2. rozwalenie systemu szkół zawodowych

        Racja.

        > 3. nowa matura

        Zależy. Pod wieloma względami jest lepsza (wyjęcie ze szkół, ujednolicenie ocen)

        > 4. wywalenie matematyki z matury

        Coś Ci się pomyliło. Jako żywo w II RP nastąpiło PRZYWRÓCENIE matematyki na maturze.

        > 5. wprowadzanie systemu finansowania szkól wyższych w sposób, który przymusza j
        > e do naboru jak największej liczby absolwentów. Sama rekrutacja oparta o algory
        > tmy jest fikcją i nie umożliwia wykonanai rzetelnej selekcji na miarę potrzeb u
        > czelni, bo decyduje matura

        Racja.

        > 6. umasowienie studiów niestacjonarnych

        J.w.

        > 7. Ostatnio wprowadzanie tzw. umów ze studentami

        Hehe..


        > [b]We wszystkich ww. sprawach GW pisała z entuzjazmem przedstawiając kolejne zm
        > iany jako reformy.

        Z wyjątkiem punktu 4, gdzie o przywróceniu matematyki tak różnie pisała.

        • redix68 ??? 04.05.12, 21:48
          "Coś Ci się pomyliło. Jako żywo w II RP nastąpiło PRZYWRÓCENIE matematyki na maturze."
          ?
          "od wieloma względami jest lepsza (wyjęcie ze szkół, ujednolicenie ocen)"
          piszesz to, bo tak myślisz, czy dlatego, że ci tak powiedziano i ty uwierzyłeś w ten zabobon ujednolicania? Sądzisz, że jak każdy maturzysta otrzymałby np. z matematyki tę samą ocenę, to poziom wiedzy u wszystkich byłby taki sam bez względu na szkołę, do jakiej uczęszczał?
          • spokojny.zenek Re: ??? 04.05.12, 22:59
            Tu nie ma nic do wierzenia albo niewierzenia.
            Dawniej wynik matury ocenianej w danym liceum, przez nauczycieli znających ucznia miał luźny związek z rzeczywistością. Matura oceniana zewnętrznie i anonimowo jest bezspornie bardziej zobiektywizowana. Co potwierdzi choćby każdy, kto miał coś wspólnego z egzaminami wstępnymi na uczelnię. Tu nie ma nic do "wierzenia".
            Tak samo nie ma nic do wierzenia w tym, że w III RP przywrócono matematykę na maturę, nie zaś - jak błędnie piszesz - zniesiono.
            • redix68 Re: ??? 04.05.12, 23:59
              Co do matematyki to ty się mylisz i powtarzasz fakty medialne:
              plock.gazeta.pl/plock/1,95996,7870330,Matematyczne_problemy_z_obowiazkowa_matematyka_na.html
              praca.gazetaprawna.pl/artykuly/32984,men_obowiazkowa_matura_z_matematyki_ma_zmobilizowac_uczniow_do_jej_nauki.html
              "Matura oceniana zewnętrznie i anonimowo jest bezspornie bardziej zobiektywizowana." Co to znaczy "zobiektywizowana"?
              Nie wiem jakiego rewolucyjnego przełomu dokonała nowa matura, lecz pewnym jest, że poziom wykształcenia runął w dół na przestrzeni ostatnich lat. Z punktu widzenia interesu społecznego obiektywność ocen jest tu drugorzędna.

              "Dawniej wynik matury ocenianej w danym liceum, przez nauczycieli znających ucznia miał luźny związek z rzeczywistością". Jak rozumiem, nauczyciele dawniej zwykle oszukiwali przy ocenie. A wszyscy, którzy mogą pochwalić się starą maturą często mają oceny nieprawdziwe.

              Na moje pytanie nie raczyłeś odpowiedzieć, bo jakakolwiek odpowiedź wymykać się będzie twoim schematom myślowym.

              • spokojny.zenek Re: ??? 06.05.12, 08:15
                Nie, nie mylę się. Przed '90 matematykę uczyniono nieobowiązkową, ostatnio przywrócono. Takie są fakty.
                • redix68 Drogi Zeniu, 06.05.12, 19:23
                  przeczytaj dokładnie artykuł. Drugi raz nie będę wklejał linka. Widać, że jesteś owocem reform edukacyjnych, więc pamiętać nie możesz jak było. Tylko chciałem cię uświadomisz, że powielając kłamstwa przyczyniasz się do zacierania prawdy o psuciu szkolnictwa przez urzędasów i różnych "reformatorów". Jak nie wierzysz mnie lub tej publikacji, to zapytaj panią nauczycielkę od matematyki a mnie błędu nie zarzucaj. Ja dobrze pamiętam jak było.

                  Dla humanistów nie było obowiązkowej, podobnież w szkołach artystycznych. Większość zdawała i nie do pomyślenia było, że ktoś się wybiera na uczelnię techniczną bez matematyki na maturze. W ogóle III Rzplita zapisała się obniżeniem wymagań w edukacji, nie tylko maturalnych. Tu znajdziesz odpowiedź na pytanie dlaczego drogi budowane za Gierka (A4 etc.) nie rozlatywały się a bodaj inżynier był specjalistą w swoim zawodzie a nie tylko facetem z dyplomem.
      • eryk2 Głupota albo prowokacja, sabotaż albo bezmyślność 05.05.12, 01:32
        wprowadzanie systemu finansowania szkól wyższych w sposób, który przymusza j
        > e do naboru jak największej liczby absolwentów. Sama rekrutacja oparta o algory
        > tmy jest fikcją i nie umożliwia wykonanai rzetelnej selekcji na miarę potrzeb u
        > czelni, bo decyduje matura

        Jestem właśnie świadkiem, jak idiotycznie wyśrubowane normy ilości przyjęć na pierwszy rok zabijają dwa kierunki studiów w tym samym instytucie. W pierwszym przypadku prorektor ds. nauczania podjął decyzję o likwidacji kierunku, na który rok temu zgłosiło się 10 chętnych, a dwa lata temu - 12. Jego Mądroścencja chciał mieć co najmniej 25-30 studentów na I roku. Gdy przez dwa kolejne sezony się nie doczekał, w czorty rozwalił kierunek. W drugim przypadku chodzi o kierunek, który ma być uruchomiony w tym roku po raz pierwszy - zapewne nie będzie na niego 30 chętnych, więc nie ruszy. W tej sytuacji (stary kierunek zlikwidowany, nowy nie uruchomiony) dwie osoby będą musiały odejść z uczelni - jedna tuż po obronie habilitacji w maju br., a druga półtora roku przed obroną (przy czym jest to osoba, o której PAKA wyraziła się, że jej zajęcia są jedynymi godnymi nazwy akademickich na wydziale). Zamiast tworzyć małe grupy studenckie, 10-15-osobowe, w których można znakomicie kształcić, wylewa się dziecko z kąpielą, niszczy się zespoły badawcze i dydaktyczne (ludzie odchodzą z pracy, wyjeżdżają do innych miejscowości), likwiduje się kierunki. O to chodziło?
        • radon13 Re: Głupota albo prowokacja, sabotaż albo bezmyśl 05.05.12, 21:00
          Tylko co to za kierunki i na jakiej uczelni ? Bo jesli zebrały po 12 studentów, (ile było kandydatów 15 ?) to nie sądzę aby były potrzebne.
          • malwo Re: Głupota albo prowokacja, sabotaż albo bezmyśl 05.05.12, 21:44
            radon13 napisał:

            > Tylko co to za kierunki i na jakiej uczelni ? Bo jesli zebrały po 12 studentów,
            > (ile było kandydatów 15 ?) to nie sądzę aby były potrzebne.
            >
            Myślę, że się mylisz. Uniwersytet to nie jest kołchoz. Każdy ma prawo zdobywać wiedzę i kształcić innych nie tylko w dziedzinach, które są utylitarne. Może nie było kandydatów, gdyż poziom zbyt wysoki?
            Elita nie kształci się tylko na użytecznych masowych kierunkach. Zgodnie z konstytucją każdy ma prawo do zdobywania wykształcenia zgodnego z zainteresowaniami. To nie jest przywilej. W naszym interesie jest, żeby rozwijały się wszystkie nauki, nawet te mniej popularne i użyteczne.
          • eryk2 Re: Głupota albo prowokacja, sabotaż albo bezmyśl 05.05.12, 23:00
            radon13 napisał:

            > Tylko co to za kierunki i na jakiej uczelni ? Bo jesli zebrały po 12 studentów,
            > (ile było kandydatów 15 ?) to nie sądzę aby były potrzebne.

            Synku, a ilu potrzeba nam w Polsce corocznie nowych archeologów śródziemnomorskich, archeologów wczesnochrześcijańskich, sinologów, japonistów, skandynawistów, znawców sanskrytu, urdu, specjalistów od sztuki prekolumbijskiej? Pewne kierunki nawet nie powinny iść w masówkę (po 100 osób na I roku, po 60-80 na ostatnim), bo ci ludzie będą po prostu bezrobotni. Kiedyś to rozumiano - i były kierunki z limitami po 5-10 miejsc, a teraz są to wielokrotności liczby 30 (60, 90, 120 osób na I roku)...
    • quinc Nauka to przywilej 04.05.12, 15:55
      Bardzo dobrze powiedziane. Czas aby dotarło do wszystkich od góry do dołu. Możliwość nauki to przywilej nie wszystkim dostępny. Są bariery finansowe i te państwo powinno znosić, są też ograniczenia intelektualne i tu nikt nic nie poradzi. Z głąba geniusz nie wyrośnie.
      • sofos7 Re: Nauka to przywilej 04.05.12, 18:05
        quinc napisał:

        > Są bariery finansowe i te państwo
        > powinno znosić, są też ograniczenia intelektualne i tu nikt nic nie poradzi

        Miałem okazję zetknąć się z edukacją wyższą, której wszelkie koszty ponosiło państwo, łącznie z darmowymi podręcznikami i darmowymi obiadami. Poziom? Jaki poziom...?!

        Zetknąłem się też z edukacją wyższą, na którą rodzice odkładają latami. Pierwszy raz widziałem studentów uczących się w "pełnym wymiarze godzin", po przynajmniej 40 tygodniowo (sic!) i ceniących sobie każdy kontakt z wykładowcą.

        Także jeśli mowa o znoszeniu barier finansowych, to chciałbym zwrócić uwagę, że nie powinno się ono sprowadzać do bezpłatności. Płaćmy za studia, na razie nie dużo, z czasem więcej, a od razu znikną ci, którzy "zapisali się" po trzy dyplomy, z czasem też ci, którzy studiują z braku innych pomysłów. Niech państwo będzie gwarantem kredytów studenckich pozwalających godnie żyć, niech weźmie na siebie odsetki, niech najlepsi z najlepszych zostaną zwolnieni z opłat i dostaną stypendia, dzięki którym będą mogli skupić się wyłącznie na nauce.
        • fuks0 Re: Nauka to przywilej 05.05.12, 00:02

          > Także jeśli mowa o znoszeniu barier finansowych, to chciałbym zwrócić uwagę, że
          > nie powinno się ono sprowadzać do bezpłatności. Płaćmy za studia, na razie nie
          > dużo, z czasem więcej, a od razu znikną ci, którzy "zapisali się" po trzy dypl
          > omy, z czasem też ci, którzy studiują z braku innych pomysłów. Niech państwo bę
          > dzie gwarantem kredytów studenckich pozwalających godnie żyć, niech weźmie na s
          > iebie odsetki, niech najlepsi z najlepszych zostaną zwolnieni z opłat i dostaną
          > stypendia, dzięki którym będą mogli skupić się wyłącznie na nauce.

          W pełni popieram.
        • kapitan_marchewa Re: Nauka to przywilej 05.05.12, 08:45
          > Także jeśli mowa o znoszeniu barier finansowych, to chciałbym zwrócić uwagę, że
          > nie powinno się ono sprowadzać do bezpłatności.Płaćmy za studia, na razie nie
          > dużo, z czasem więcej, a od razu znikną ci, którzy "zapisali się" po trzy dypl
          > omy, z czasem też ci, którzy studiują z braku innych pomysłów.

          Wtrącając swoje trzy grosze informuję uprzejmie, że:
          - także = też, również
          - tak że = tak więc, toteż
          To jest tak jak „zresztą” i „z resztą”.
          Dajcie mi pracę, a z resztą i tak sobie poradzę..
          Dajcie mi pracę, a zresztą i tak sobie poradzę..

          Tak że umoralniając innych czyńmy to przynajmniej poprawną polszczyzną.
          Dziękuję za uwagę.
    • majs19 Drogi dr Krzysiu, sprawdzaj w slowniku! 04.05.12, 16:45
      "Jasio, który nie miał percepcji intelektualnych" - co to za dziwoloag ?! Wiem, ze lacina w szkolach to rzadkosc, ale ze slownika wyrazow obcych dr habilitowany moze wyczytac, ze percepcja to postrzeganie /np. postrzeganie problemu - czyli sposob widzenia problemu/, a nie zdolnosci do przyswajania wiedzy.
    • qupaga nowe pokolenie 6 razy zdolniejsze 04.05.12, 18:04
      zaczęliśmy kształcić na poziomie wyższym około 50 proc. absolwentów szkół średnich, mających świadectwo dojrzałości. Dwadzieścia lat wstecz było to 8 proc. - koniec cytatu, nonsens trwa

      • sofos7 Re: nowe pokolenie 6 razy zdolniejsze 04.05.12, 18:07
        qupaga napisał:

        > nowe pokolenie 6 razy zdolniejsze

        Jak widać czytanie ze zrozumieniem też już odeszło w zapomnienie.
        • qupaga Re: nowe pokolenie 6 razy zdolniejsze 04.05.12, 18:54
          wiesz co to kpiny sa?
    • coelka Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 04.05.12, 19:34
      Z tą panią to chyba piszącego poniosła wyobraźnia absolwentka szkoły tanca też powinna wiedzieć ile jest 1+1, chyba ze jest niedorozwinięta umysłowo, bo inaczej tego nazwać ie mozna.Tegoroczna matura z polskiego powala poziomem po prostu. Ktoś powinien z tym zrobic porządek w koncu a średnie wykształcenie, które daje możliwośc dostania sie na studia powinno odzyskać dawny prestiż.poziom matur powinien być wyzszy, a co do pracy to ja znam multum ludzi, ktorzy pracuja po znajomościach po bardzo złych szkołach wyższych a na studia poszli tylko dlatego,że mieli obiecane ,ze jak będą miec wyższe to będa miec załatwiona pracę, bo nawet po znajomości papier musi być.Tak wygląda rzeczywistosc w polandii, z której tez trzeba sobie zdawac sprawe a nie zyc w totalnym odbiciu od rzeczywistosci.
      • flamengista poniosła, nie poniosła 04.05.12, 21:43
        Kolega na matematyce stosowanej miewa studentów chętnie dzielących przez zero, a przy odejmowaniu ułamków - skracających ich mianowniki. Ja z kolei miewam studentów mylących Iran z Izraelem, a także piszących, że zwiększenie ilości pieniądza w gospodarce hamuje inflację. I nie są to pierwszoroczniacy, w dodatku to nie są incydentalne przypadki.

        Ekstremalnym przypadkiem był mój seminarzysta, który próbował pisać pracę pod moim kierunkiem. Okazało się, że nie jest w stanie napisać poprawnie żadnego złożonego zdania, do tego w co drugim słowie walił wręcz ekstremalne byki ortograficzne. Pierwsze kilkanaście stron "pierwszego" rozdziału próbowałem rozpaczliwie przeczytać, zrozumieć i poprawić. Próbowałem, poprawiałem i odsyłałem z uwagami - za każdym razem jak groch o ścianę. Mimo moich próśb, wyraźnych sugestii i instrukcji - student w ogóle nie rozumiał, o co mi chodzi. Nie dość, że nie potrafił poprawnie pisać po polsku (ani w żadnym innym języku), to jeszcze nie rozumiał, co mówiłem.

        I tacy ludzie też mają u nas maturę.
    • 46greg Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 04.05.12, 20:45
      Myślę, że przykład 1+1 jest chybiony. Oczywiście w arytmetyce 1+1=2, ale w zależności od kontekstu może też być 1+1=1 i to nie jest błąd.
    • flyer Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chces... 04.05.12, 20:59
      W całej dyskusji trzeba oddzielić osoby, które studiują na kierunkach płatnych za własne pieniądze lub pracując [i zarabiając na swoje utrzymanie, a nie tylko rozrywki] studiują na kierunkach bezpłatnych, od osób, które studiują na kierunkach bezpłatnych i nie pracują [nie zarabiają na swoje utrzymanie] lub studiują na kierunkach płatnych za pieniądze np. rodziców.

      Taki rozdział to początek do dyskusji z treścią artykułu. Jeżeli większość studentów stanowią osoby, które studiują na kierunkach bezpłatnych i nie zarabiają na swoje utrzymanie lub studiują na kierunkach płatnych za pieniądze innych osób, to powyższy artykuł to demagogia lub łagodniej to określając - nieuprawniona generalizacja.

      Otóż wymieniona powyżej grupa, która nie zaznała normalnej 8 godzinnej pracy, bez możliwości "a to sobie dziś oleję te zajęcia i nie przyjdę", "a co tam - spóźniać codziennie każdy się może", de facto KONTYNUUJE schemat zachowań które zna z wcześniejszych okresów życia, czyli "naukę" - dla nich wybór studiów to nie "poświęcenie" [do niedawna, nie wiem jak teraz, studia liczyły się do emerytury], ale naturalna konsekwencja wcześniejszych doświadczeń i niechęć do zmiany nawyków, ponoszenia ryzyka nie dającego się określić [szukanie pracy, sama praca] czy podporządkowania się rygorom pracy. Wytłumaczenie pt. "po studiach dostanę lepszą pracę, w sytuacji kiedy studia dla tej grupy to unikanie ryzyka, jest bardziej usprawiedliwieniem, a nie celem samym w sobie.

      Więc nie piszcie, że tak grupa została "oszukana", bo sama siebie oszukuje - przypomina mi się koleżanka, która studiując na 2 roku aplikowała na stanowiska dyrektorów albo inna, która twierdziła - "no jak to, po studiach jest mnóstwo ofert pracy". Sama chce siebie oszukiwać odwlekając moment, w których zostanie się poddanym miażdżącej osobowość "krytyce".

      A dlaczego nie ma pracy dla absolwentów? A niby skąd ma być? Państwo ma ją stworzyć, skoro większość przedsiębiorstw jest prywatna? Swoją drogą znów demagogia - ktoś [znaczy Państwo] ma stworzyć stanowiska pracy dla absolwentów, a skoro Państwo kontroluje głównie administrację rządową, to powinno tam je stworzyć - w miejscu, gdzie przerost etatów budzi słuszny gniew młodych wyborców PO - jak zwykle protestujmy ogólnie, ale jeżeli chodzi o własną d... , to zgadzajmy się jak najbardziej. ;>

      W niedawnym artykule wypowiadał się pięknie prezes PZU, tylko zapomniał, że na stanowiska, na które rekrutuje się ludzi, zostają pewnie przyjęte jakieś osoby, a 1000 [? ;>] pozostałych zostaje odrzuconych, bo stanowiska są pojedyncze.
    • flamengista no właśnie 04.05.12, 21:30
      "Jakość, a nie ilość. Takie to proste, a takie niemożliwe do realizacji. Co więcej ta efektywna edukacja będzie kosztować tyle samo".

      Dokładnie tak. Przy tych samych nakładach na szkolnictwo wyższe co obecnie, zmniejszenie liczby studiujących o jakieś 50% oznaczać będzie, że wykładowcy będą mieli po prostu więcej czasu dla studentów. Wtedy można też zacząć od nich więcej wymagać.

      "Jest jeszcze powszechnie znana kwestia jakości nauczania. Pracownicy naukowo-dydaktyczni rozliczani się tylko z osiągnięć naukowych".
      Czyli - łopatologicznie - każdy skazany jest na drogę od asystenta do profesora belwederskiego. Jeśli odpadnie po drodze, nie robiąc doktoratu lub habilitacji - biada mu. Jest nieudacznikiem, którego nikt nie szanuje. I nie ma znaczenia, że jest świetnym dydaktykiem.

      Tu chodzi o uelastycznienie ścieżki kariery akademickiej i stworzenie większej liczby ściśle dydaktycznych etatów, gdzie jednak ludzi rozlicza się z realnych osiągnięć dydaktycznych. A więc nie tylko fajne oceny z ankiet studenckich, bo to nie jest wielka sztuka. Ale także nowatorskie metody nauczania, nowe przedmioty, zajęcia w językach obcych, aktywizacja studentów podczas wyjazdów studyjnych i wycieczek, projekty badawczo-dydaktyczne realizowane we współpracy z biznesem... Możliwości jest multum.

      Przy tym należy oczywiście pozostawić dotychczasowy wariant, ale nie jako jedyny dostępny. Połączenie nauki z dydaktyką jest korzystne, bo naukowiec też się rozwija dyskutując z młodymi ludźmi. Byle nie zawalić go "masówką" dydaktyczną, która nikomu dobrze nie służy. A tak jest obecnie.

      Można więc zapytać - skoro autor tak mądrze pisze, czemu jeszcze tego nie zrobiono? Przecież dopiero co zakończono reformę szkolnictwa wyższego...

      Ano właśnie. Zakończono i zaraz będzie trzeba zaczynać od nowa.
      • sofos7 Re: no właśnie 04.05.12, 23:15
        "Możliwości jest multum." Zgadzam się, acz pragnę też zauważyć, że większość z tych możliwości eliminowana jest przez system.

        Współpraca biznesu? Dwa przykłady:
        - nazwać pracownię, aulę, bibliotekę nazwiskiem/nazwą sponsora jest na uniwersytetach niemal niemożliwe, bo zaraz głosy, że to odchodzenie od tradycji, komercjalizacja, a nawet hańba;
        - sponsorować katedrę czy instytut nawet bez powyższych wymagań, pro bono publico, jest również niemal niemożliwym. Pieniądze można przelać na uczelnię ze wskazaniem na konkretny cel, ale na to, co się z nimi stanie, donator nie ma wpływu. I choć z wizerunkiem firmy zgadzałoby się wspieranie wydziału chemii, to pieniądze mogą pójść na wymianę posadzki na stosunkach międzynarodowych.

        A jak firma ma być chętna do współpracy?
        • flamengista mity 05.05.12, 08:46
          "nazwać pracownię, aulę, bibliotekę nazwiskiem/nazwą sponsora jest na uniwersytetach niemal niemożliwe, bo zaraz głosy, że to odchodzenie od tradycji, komercjalizacja, a nawet hańba"
          To są "urban legends". Wręcz przeciwnie, wielu profesorów którzy odbyli staże w USA widzą, jak tam się dzieje i akurat model ze sponsoringiem im się podoba. Tyle że firmy jakoś się nie garną. Na razie mamy precedens: szef jednej z katedr pozyskał sponsorów do odnowienia całego piętra - ale tam są tylko gabinety i sale seminaryjne. Niemniej logo sponsorów świeci aż miło.

          Gdyby nam się teraz jakaś firma dorzuciła do budowy akademika który ma powstać na kampusie - sądzę, że propozycję przyjęto by z entuzjazmem.

          "sponsorować katedrę czy instytut nawet bez powyższych wymagań, pro bono publico, jest również niemal niemożliwym. Pieniądze można przelać na uczelnię ze wskazaniem na konkretny cel, ale na to, co się z nimi stanie, donator nie ma wpływu".
          Przepraszam, ale to już kompletne nieporozumienie. Jeszcze na studiach, jako prezes koła pozyskiwałem sponsorów i oczywiście ich pieniądze szły na konkretny (nasz) cel, a nie na posadzki.

          My sami proponowaliśmy, by dana firma ufundowała np. etaty i sprzęt w nowej katedrze nazwanej od ich imienia.

          Na razie jednak polskie firmy nie mają na to środków, a międzynarodowe, z którymi akurat lepiej się współpracuje - mają inne priorytety. Owszem, chętnie zatrudnią naszych najlepszych studentów, ale tworzenie jednostek B+R w Polsce... To na razie melodia przyszłości.
          • wojna71 Re: mity 05.05.12, 08:56
            flamengista napisał:


            > Na razie jednak polskie firmy nie mają na to środków, a międzynarodowe, z który
            > mi akurat lepiej się współpracuje - mają inne priorytety. Owszem, chętnie zatru
            > dnią naszych najlepszych studentów, ale tworzenie jednostek B+R w Polsce... To
            > na razie melodia przyszłości.

            I to jest cała prawda. Zbyteczne są pozostałe komentarze.
          • sofos7 Re: mity 05.05.12, 11:32
            flamengista napisał:

            > To są "urban legends". Wręcz przeciwnie, wielu profesorów którzy odbyli staże w
            > USA widzą, jak tam się dzieje i akurat model ze sponsoringiem im się podoba.

            Niestety, profesorowie, którzy uniwersytetami władają, nie należą do podróżujących do USA. "Reformatorzy", będący w zdecydowanej mniejszości, wracając ze Stanów najczęściej zderzają się z "betonem".

            > Przepraszam, ale to już kompletne nieporozumienie. Jeszcze na studiach, jako pr
            > ezes koła pozyskiwałem sponsorów i oczywiście ich pieniądze szły na konkretny (
            > nasz) cel, a nie na posadzki.

            Koło studenckie nie jest jednostką dydaktyczną. Kiedyś bank chciał podarować naszemu instytutowi pokaźną sumę. Okazało się, że musi przelać pieniądze na główne konto uczelni i może przy tym wskazać cel. Z regulacji wynikało jednak, że jeśli władze uniwersytetu uznają, że pieniądze bardziej potrzebne są gdzie indziej, to donator nie będzie miał nic do gadania. Owy bank zrezygnował. Owszem, można ufundować np. księgozbiór, który przecież gdzie indziej nie trafi, eliminując tym samym ww. problem, ale jak widać nie każdy ma na to ochotę.
    • moni.iza30 A czy nie jest to 05.05.12, 07:31
      też wina pracodawców? Śrubują wymagania - tam, gdzie wystarczyłoby średnie wykształcenie plus doświadczenie (bo tylko to tak naprawdę się liczy), często żądają dyplomu (najlepiej państwowej uczelni). To jest chore.
    • czesiekkk Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 05.05.12, 08:11
      Polski biznes to są małe i średnie firmy. Tymczasem uczelnie kształcą specjalistów od zarządzania, tylko po co, czym oni mają zarządzać. Jako pracownik najemny nad którym jest dyrektor mam w zespole czterech pracowników, żeby nimi zarządzać nie potrzebuję studiów z zarządzania, wystarczy, że sam sobie ich dobrałem i mam do nich absolutne zaufanie, gdybym był szefem i kierował 30 pracownikami to te studia by mi się przydały, pytanie po co tylu absolwentów zarządzania? aż tylu będzie dyrektorami? U nas każdy chciał zarządzać, słodkie lata 90-te i pocz. 2000-tysięcznych upłynęły pod znakiem prawa, zarządzani i marketingu, politologii i stosunków politycznych, dziennikarstwa i pedagogiki. Tymczasem zarządzanie powinno być dla nielicznych, bo tylko nieliczni będą dyrektorami, prawo bez aplikacji nie ma sensu, a studiowanie politologii i stosunków międzynarodowych to kierunki dla dyplomaty, też nielicznej grupy zawodowej, dziennikarstwo jako kierunek rozwija się w kraju w którym nie sprzedaje się prasa, pedagogika to również kierunek dla nielicznych, bo nie każdy chce i potrafi pracować z dziećmi albo dorosłymi potrzebującymi pomocy.
      Tymczasem rozdmuchano balonik studiów wyższych skazując młodzież na frustrację, ale Polska to dziki kraj.
      • wojna71 Re: Drogi Jasiu, nie studiuj, chyba że bardzo chc 05.05.12, 08:48
        Co to za różnica czy będzie studiował czy uczył się w zawodówce. W Europie jak i w kraju nie ma przedsiębiorstw. Bo wszystko przeniesiono do Azji. Ludzie się śmieją się, że w przyszłości przeniosą z Chin do ASfryki zakłady. Prawdopodobnie tego nie zrobią, bo skośnoocy nie są tak głupi. Więc po co komu wykształcony lub nawet robotnik. Jeżeli już zatrudniają to za marną kasę. Zresztą na całym świecie nikt nie wie jak rozwiązać problem kurczących się zapasów paliwa lub surowców potrzebnych do wytworzenia energii.
    • nazwakontazajeta Percepcje? 05.05.12, 11:38
      Co to są "percepcje intelektualne"?
    • pasjonatx Drobne różnice w podejściu do wykształconego... 05.05.12, 14:35
      człowieka.
      W Polsce przede wszystkim liczą się znajomości,by dostać pracę,bo wiele z tych tzw.rozmów kwalifikacyjnych to fikcja,mit.Dotyczy to przede wszystkim stanowisk w instytucjach państwowych,choć w prywatnych firmach także.
      Ale nie o tym.
      W stanach organizują otwarte nabory i z szerokiego katalogu osób wybierają tych wyróżniających się - patrz National Security Agency.
      U nas - czytaj w ABW to przede wszystkim plecy,bo nie wierzę,że nawet za 20 lat ta instytucja ogłosi otwarty i wirtualny nabór do służby,by chociaż ci wielkrotnie zdolni ludzie mieli szansę na rozmowę o tym,co chcieliby w takiej pracy robić,by wykorzystać ich umysły.
      Oczywiście - wielu odpadnie w trakcie takiego naboru,ale chodzi o szansę,samą szansę,o nic więcej,bo w Polsce jest często tak,że pracę otrzymuje ten,który mam znajomości,nie rzeczywiste predyspozycje do danej pracy.
      A takich różnic jest więcej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka