Dodaj do ulubionych

małe samotności

08.07.03, 22:41
"Pewnego dnia, dawno już temu, wziąłem do ręki
fotografię młodszego brata Napoleona, Hieronima.
Zdziwiony powiedziałem sobie: 'Patrzę na oczy,
które widziały Cesarza'.
To zdziwienie nie minęło do dzisiaj.
Czasem mówiłem komuś o tym zdziwieniu, ale nikt
nie zdawał się go podzielać ani nawet rozumieć
- życie składa się z takich małych samotności."

a jeżeli okaże się, że dzielimy z innymi
jakąś małą samotność?

b.
Obserwuj wątek
    • midnight.summer.dream Re: małe samotności 08.07.03, 23:08
      bigott napisał:

      > "Pewnego dnia, dawno już temu, wziąłem do ręki
      > fotografię młodszego brata Napoleona, Hieronima.
      > Zdziwiony powiedziałem sobie: 'Patrzę na oczy,
      > które widziały Cesarza'.
      > To zdziwienie nie minęło do dzisiaj.
      > Czasem mówiłem komuś o tym zdziwieniu, ale nikt
      > nie zdawał się go podzielać ani nawet rozumieć
      > - życie składa się z takich małych samotności."
      >
      > a jeżeli okaże się, że dzielimy z innymi
      > jakąś małą samotność?
      >
      > b.

      tak, tylko w moim przypadku jest to tak efemeryczne i intymne, że nie potrafię
      tego ubrać w słowa,
      dziękuję za miły wątek na dobranoc,
      pozdrawiam,
      loczki
    • Gość: kriek Re: małe samotności IP: *.astercity.net 09.07.03, 13:01
      big, czego bys wlasciwie chcial? nie roznic sie w swoich zdumieniach
      od "wszystkich"? Po pierwsze, to ja nie znam zadnych wszystkich, tylko garstke
      ludzi, im blizsi, tym wazniejsi.
      Po drugie, jesli chodzi Ci tylko o to, zeby podzielac swoje zdumienia z
      bliskimi, to pomysl, jakie nudne by bylo zycie.
      Zycze tylko takich objawow samotnosci :-))))

      (i mam nadzieje, ze nie zamordowalem tego mlodego, zielonego jak szczypiorek
      watku)
      • paiha Re: małe samotności 09.07.03, 16:21

        Wiesz, Big, i tak jest wlasnie dobrze.
        Moze byc lepiej?
        Sprobowalam.
        A potem zobaczylam oczy nagle opustoszale, zdumione zachwytem dla siebie
        niezrozumialym. To sie chyba nazywa samotnosc w tlumie:)
        Widzisz, zawsze moze byc gorzej:)

        Serdecznie
        Paiha

        • bigott Re: małe samotności 09.07.03, 23:06
          > Wiesz, Big, i tak jest wlasnie dobrze.
          > Moze byc lepiej?

          To co w takiej sytuacji ludzie maja dla siebie nawzajem?
          "pogoda", "stan drog", odrobina polityki...
          noi rozmowy o plytach, ktore sprzedaja sie w milionach,
          o filmach, ktore te miliony zarabiaja w weekend...
          to daje jakies pozory porozumienia :)

          b.
          • paiha Re: małe samotności 10.07.03, 12:31
            Wiesz, Big, kazdemu z nas zostal podarowany ten sam alfabet, znamy te same
            slowa, zgadzamy sie co do znaczenia nawet czasem:), ale porozumienie rodzi sie
            wowczas, kiedy okazuje sie, ze podzielamy wybor slow i sposob ich laczenia:)
            Serdecznosci zasylam:)
            P.
            • bigott Re: małe samotności 10.07.03, 14:27
              bede sie jednak chyba upieral,
              ze slowa nie sa dobrym narzedziem do porozumienia :)
              moze wiec prawdziwie porozumienie jest wtedy,
              gdy slowa nie sa juz istotne?
              Tak czy inaczej dochodzimy do ciszy,
              niechby nawet tej wymownej.
              Tylko skad w takim razie tyle halasu dookola?

              b.
              • paiha Re: małe samotności 10.07.03, 18:37
                Slowa, byc moze nie sa dobrym narzedziem porozumienia sie, ale na szczescie,
                nie sa tez jedynym:) Wiesz, Big, zastanawialam sie nad okresleniem "prawdziwe"
                przy "porozumieniu", czy jest konieczne? Czy nie jest tak, ze porozumienie moze
                byc tylko takie, a jesli takie nie jest, to moze nie jest juz porozumieniem,
                ale jego pozorem czyli nieporozumieniem?:)

                Cisza. Tak. Ale rzadko sie od niej zaczyna. Na poczatku bylo slowo i z kolei ja
                bede sie upierac przy nim:) Moze to wlasnie jest droga do porozumienia: slowo,
                potem cisza, wreszcie slowa, polowa ich:)
                A skad tyle halasu wokol? Big, ze srodka naturalnie, swiat jest odbiciem
                naszego wnetrza:) P.

      • bigott Re: małe samotności 09.07.03, 16:34
        krieku drogi,
        nie jestem az tak pazerny na ludzi, by od razu
        miec na mysli wszystkich :)
        To, co zwrocilo moja uwage w tym cytacie,
        to wlasnie slowo "komus", bardzo skromnie, nie?
        A i tak najczesciej jest to niestety niemozliwe...
        Absolutnie nie chcialbym wspoldzielic wszystkich moich zdumien,
        ale zeby chcialy byc choc odrobine bardziej przekladalne.

        b.
        • nonstop Re: małe samotności 09.07.03, 17:00
          żadne samotności nie są małe,
          może czasem są zbyt głośne (ale w te nie wierzę),
          a najładniejsze i najprzyjemniejsze są te wybrane,
          stójmy, nikt nie woła...
          :-)
    • Gość: Jo Re: małe samotności IP: *.pulawy.sdi.tpnet.pl 09.07.03, 16:37
      małe tęsknoty
      ludzkie tęsknoty

      bo sam nie czujesz
      sam siebie ani nic

      tęsknoty
      by samotności
      wiecznej samotności
      przerwać nić

      a przecież trudno wyjść na skraj siebie
      a przecież trudno
      wyjśc ku drugiemu bytowi

      wiec samotności będą samotnościami

      i splotą sie na zawsze
      z naszych jestestw bytami.

      ^^
        • melancho Re: małe samotności 09.07.03, 20:02
          O, a ja własnie napisałem, że tu nic się nie dzieje :-)

          Bigott dziekuję.

          Miło jest mieć ' tylko swoje' rzeczy; kształty chmur latem, muzyka słuchana
          nocą, nagla myśl nad ksiązką...miło jest popaść w taką lekką melancholię (nomen
          omen) w związku z tym. Wydaje mi sie nawet (moze posuwam się tu za daleko), że
          takie doświadczenia uszlachetinają nas i sprawiają,że unosimy się ponad
          zwykłość. Pozwala nam to miec nadzieje, że nie jesteśmy tylko konsumnetami,
          respondentami albo telewidzami w słupku oglądalnosci

          Ale z drugiej strony..bez dzielenia się, "samotności" giną, tracą aurę. Poza
          tym jak miło jest czasem odkryć, że z pozoru absolutnie nieprzetłumaczalna
          rzecz jest przez Drugiego rozumiana. Ja się strasznie wtedy cieszę.

          Bardzo serdecznie pozdrawiam:-)
          mel

          • bigott Re: małe samotności 09.07.03, 22:58
            Melu,
            zapewne kazdy z nas ma "swoje" wrazenia, zachwyty,
            czy to muzyczne, ksiazkowe czy zupelnie innej natury,
            ktorymi nie ma ochoty sie z nikim dzielic.
            Zastanawiam sie, czy chroniac je przed innymi nie obawiamy sie
            podswiadomie niezrozumienia, sytuacji, kiedy ktos
            zbyt malym zainteresowaniem, zdawkowym podejsciem pozostanie
            w dalekiej sprzecznosci z naszymi odczuciami, raniac je bolesnie.

            Inny problem w tym, ze niektorymi mamy ochote sie dzielic i...
            Moze z tego powodu tak czesto w rozmowach dominuja sprawy blahe,
            nic nie wnoszace, moze to nie lenistwo a swiadomosc
            nieprzekladalnosci, niekompatybilnosci?
            Zawsze mi sie wydawalo, ze jak juz zawracac komus glowe,
            zabierac czas, to czyms tego wartym...

            b.
            • melancho Re: małe samotności 10.07.03, 01:00

              No tak, trochę zboczyłem z toru Twojego wątku;-)

              Prawda, jest taki stan zachwytu nad osobistymi spostrzeżaniami, a z drugiej
              strony obawa, że przy opowiadaniu komuś może to zostać to uznane za śmieszne,
              dziwaczne. Jakoś nie wypada rozmawiać o Czymś. Jeśli zaś chce się opowiedzieć o
              ulotnym swoim spostrzeżeniu, to można uchodzić za nawiedzonego. Ciekawe, że tak
              pomyśleć mogą nawet Ci, którym takze zdarzają się 'stany ulotne' jesli akurat
              bedą zajeci 'przyziemnymi' rzeczami...i koło może się zamknąć.


              Dotknąłeś czegoś co i mnie bardzo ciekawi od dawna, czyli owej
              niekompatybilnosci, nieprzekładalności. Mi się wydaje, że na pewno jest taka
              sfera nas samych która jest całkowicie nie do przełożenia. Sądze, że i my sami
              nie jesteśmy w stanie przełożyć tej sfery na myśli zrozumiałe i precyzyjne, a
              nie tylko odczuwalne intuicyjnie. Myślę, że właśnie ta sfera odpowiedzialna
              jest za niektóre 'stany ulotne'. Wiekszość z nich chyba jednak czasem da się
              nazwać i przekazać. Moim zdaniem wychodzi to tym łatwiej im cześciej się
              probuje. Okazuję się przecież, że czasem ktoś łapie, powtarza nasze myśli i
              wtedy jest jakby bliżej nas i łatwiej zrozumieć następne. Wtedy dwoje ludzi
              zbliża się do siebie. Warto chyba wyjaśniać dłużej, nie zrażać się brakiem
              zrozumienia albo pytaniami 'kulą w płot'. Nie chce patetyzować ale,sądze, że
              właśnie o to chodzi w życiu, by łapać nawzajem takie chwile, zbliżać do siebie,
              swoje rózne światy. Moim zdaniem tak wlasnie powstaje braterstwo. Co ciekawe,
              takie zbliżenia też tworzą odrebne 'ulotne chwile':-)

              Bigott chyba warto i to za wszelką cenę. Choćby i bolało niezrozumienie, a bywa
              że boli bardzo...


              Pozdrawiam serdecznie i przepraszam jeśli to wszystko pogmatwałem lub kogoś
              znudziłem.
              mel
            • anna_iwanowna Re: małe samotności 10.07.03, 07:17
              bigott napisał:

              > Melu,
              > zapewne kazdy z nas ma "swoje" wrazenia, zachwyty,
              > czy to muzyczne, ksiazkowe czy zupelnie innej natury,
              > ktorymi nie ma ochoty sie z nikim dzielic.
              > Zastanawiam sie, czy chroniac je przed innymi nie obawiamy sie
              > podswiadomie niezrozumienia, sytuacji, kiedy ktos
              > zbyt malym zainteresowaniem, zdawkowym podejsciem pozostanie
              > w dalekiej sprzecznosci z naszymi odczuciami, raniac je bolesnie.

              Bigot, swiete slowa...

              To wlasnie myslalem piszac o Miedzywodziu 2002, ktory to moj wpis krytykowales
              wielce Ty i Tobie podobni.

              Pozdrawiam Cie I Migotke:-)

              mave

              BTW w kodeksie Bushido jest napisane, ze nie ma wiekszej samotnosci niz
              samotnosc tygrysa w dzungli. :-)
              • Gość: kogai Re: małe samotności IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.03, 11:17

                >"W kodeksie Bushido jest napisane, ze nie ma wiekszej samotnosci niz
                > samotnosc tygrysa w dzungli. :-)"
                tygrysy wybierają samotność by przeżyć w stanie zdaje mi się szczęścia.
                bushido jest drogą samotności, jej celem jest satori stan wiedzy, spokoju i
                rezygnowania z... cokolwiek wpiszesz w te kropki będzie prawdą. Pozdrawiam,
                dzięki za bushido:)
    • jazzik Re: małe samotności 09.07.03, 23:43
      Mysle, sobie ze wszyscy tutaj jestesmy zbiorowoscia samotnikow, wiec musimy
      chcac nie chcac jakos sobie z samotnoscia nasza radzic. Jedni z nas potrzebuja
      do tego innych, drudzy tylko samych siebie.
      Ja potrzebuja Was.
      • Gość: margit Re: małe samotności IP: *.stacje.agora.pl 10.07.03, 13:24
        no zgadzam się z Paihą :) szkoda tylko, że czasem różni nas nawet sposób
        radzenia sobie z samotnością [małą czy wielką]; im dłużej nad tym myślę, tym
        bardziej dochodzę do wniosku, że prawdziwe porozumienie (nawet ulotne) nie
        istnieje, a to co za takowe odbieramy jest tylko iluzją pozwalającą nam nieco
        łatwiej znosić przeświadczenie o własnej samotności i niemożności
        porozumienia...
        m.
        P.S. a co, raz sobie dodam trzy kropki, nawet jesli to się ma komuś nie
        spodobać ;-)
        • runek Re: małe samotności 10.07.03, 13:48
          nie załamuj mnie margit
          istnieją różne poziomy porozumienia zmienne w czasie.
          Nie da się tego opisać funkcją :) ale istnieją :)- do czasu i od czasu do czasu
          • bigott Re: małe samotności 10.07.03, 14:37
            runku,
            wiem, wiem, masz zapewne na mysli tak daleko idace porozumienie,
            jakie udalo nam sie wczoraj osiagnac z pewna czatowniczka :)
            (przepraszam pozostalych za prywatnosci)
            Toz to byla rozmowa, ktora toczyla sie zupelnie pomimo slow :)
            tak, takie rozmowy zdecydowanie przywracaja wiare
            w poziomy porozumienia (przy czym nie chcialbym, by slowo "poziomy"
            kojarzylo sie komus z czyms lezacym, lub nie daj boze
            z duzej wielkosci poziomkami, bo taki niezamierzony akcent humorystyczny
            moglby zburzyc powage niniejszej wypowiedzi)

            b.
        • bigott Re: małe samotności 10.07.03, 14:31
          oj, jak bardzo masz racje...
          ludzie bardzo czesto skupiaja sie na roznicy pogladow, opinii
          a nas przeciez w pierwszym rzedzie rozni "sposob".
          To "jak", "kiedy", a nawet "czy" sie wypowiadamy.
          Tresc wypowiedzi jest juz tylko warstwa wierzchnia
          ktora trudno w oderwaniu od calej reszty wlasciwie zrozumiec.
          Moze zaczniemy malowac obrazki? :))

          b.
          • Gość: margit Re: małe samotności IP: *.stacje.agora.pl 10.07.03, 18:38
            obrazkowo to się już w ogóle z nikim nie porozumiem, bigo ;-) jestem bowiem -
            jak to się ładnie mówi ostatnimi czasy - plastycznie uzdolniona inaczej ;-)
            a skoro nawet słowa, nie tylko te pisane, okrojone z współznaczeń, ale i te
            mówione wprost, kiedy można dopowiedzieć sobie historię obserwując tembr głosu
            czy układ ramion, nie gwarantują jednoznaczności, to rysunki w moim wykonaniu
            brzmiałyby jak kod zerojedynkowy dla zdeklarowanego humanisty ;-)
            zatem pozostańmy lepiej przy literkach, bigo
            no, czasem może przy muzyce? :) ona chyba najprędzej pozwala „sprawdzić” czy
            rzeczywiście możemy się jakimś wrażeniem, emocją podzielić z posiadaczem
            innej „małej samotności”. i chyba tylko w muzyce taka samotność może [choć nie
            musi] być przez chwilę współodczuwalna, a zatem - przestać istnieć...
            m.


            P.S.
            ja jednak uwielbiam te trzykropki ;-)
    • from_emily Re: małe samotności 10.07.03, 08:01
      smutek przebija do mnie
      ze wszystkich kątów
      smutek gdy nie ma Ciebie

      gdy nie gościsz sms,
      gdy nie zabiega o mnie Twe słowo

      Gdy nie czuję Twego subtelnego dowcipu
      wiszącego w powietrzu

      gdy mój uśmiech nie spotyka wzajemności
      głód jak przy odchudzaniu

      głód jak za kofeiną

      prganizm reaguje roztrojem
      psychicznym
      i uczy sie odzywaczać od
      Ciebie na nowo.

      Samotnośc.
      Za uśmiechami tęskni,
      za tym palca błądzeniem
      oddającym rysunek twarzy

      głód jak nikotynowy też czasem

      tak bardzo pragnęłabym
      by to sie zdarzyło
      by dzień był jak codzień

      by czas zatoczył koło
      by znowu widzieć i czuć uśmiech
      by kramić swą duszę
      nektarem
      z drzewa odrodzenia.














      • Gość: aguirre Re: małe samotności IP: *.d.001.pth.iprimus.net.au 10.07.03, 14:55
        jestem pelen zdziwien, malych, codziennie,
        i kiedys wydawalo mi sie ze tych zdziwien
        nikt nie podziela, to prawda, moze nikt, moze ktos,
        i wiem ze kazdy jest ich pelen, moze nie tych samych
        dokladnie, ale to ze sa tacy jak ja zdziwieni to juz tak duzo
        a ze idac ulica tej swiadomosci wspolnego zdziwienia nie widac?
        Wystarczy ze wiem ze jest, tak ja pare rzeczy ktorych nigdy
        nie widzialem a wierze ze istnieja.
        m.

      • from_emily Re: małe samotności 11.07.03, 10:53
        zdystansowany świetnie
        wysłał jednego dziennie sms

        rozgrzeszenie od Boga dostał

        teraz zatopił sie w swej samotności
        i pracy

        piesek pupil
        wyskakujący przez okno z drugiego piętra

        spontanicznie w biegu
        przeżył

        chwała mu za to
        famfary są
        i spokój potrzebny mu jest

        musi leczyć rany
        kręgosłup cały(moralny)
        żebra całe

        trochę sie ubrudził w murawie

        był taki rumor
        że myślałam
        że serce już sie rozlało

        ale nie podniósł sie szybko
        i pobiegł do siebie

        wiedział że nie pozwoliłam
        wyskakiwać mu przez okno

        wołałam by wrócił
        on jednak nie czuł niebezpieczeństwa

        nie wiedział
        że przed nim jest przepaść

        Przezyłam już stratę psa
        we wczesniej młodości
        dorodnego ,wspaniałego,
        któremu serce oddałam

        i wiem co to znaczy

        dech we mnie zamarł

        ale podniosłeś się
        i uciekłeś goić rany

        Famfary,
        cieszę się że nic nie jest.
        pies wyleży rany.

        ż
    • frida Re: małe samotności 10.07.03, 15:40
      Bigocie :)

      Caly dzien za mna chodzil ten Twoj watek
      o malych, malutkich i calkiem malenkich samotnosciach.

      Gdzies u Czechowa jest taka scena, pewien lekarz
      biegnie do domu by sie podzielic swoja wielka radoscia
      z zona.
      Siada na krzesle w jej pokoju i patrzac jak kobieta
      zapina kolie przed pojsciem do teatru, mowi "Bronilem dzis
      teze doktorska". Czeka na jej reakcje. Cisza.
      Natalia Iwanowna nic na to nie odrzekla, bo nie wiedziala
      co to teza doktorska i bardzo bala sie spoznic do teatru.

      Ta dzwoniaca w uszach cisza to esencja samotnosci.

      Nalezy obowiazkowo dzielic zachwyty na dwoje, chocby
      te najdrobniejsze, ze nagle zaczal spiewac ptak,
      albo, ze ksiazka jest piekna :)

      Pozdrawiam cieplo Panie Bigocie :)






      • bigott Re: małe samotności 10.07.03, 22:22
        Frido droga :)
        zeby to zawsze chcialo byc wynikiem niewiedzy,
        a niechby nawet zamilowania do teatru :)
        Jakze czesto brakuje nam uwagi, wyobrazni, szacunku moze
        i tracimy okazje, kiedy ktos podejmuje kolejna,
        rownie beznadziejna jak poprzednie, probe podzielenia sie...
        Bylo juz wyzej tyle apeli, by nauczyc sie sluchac,
        wtedy przynajmniej nie bedziemy tracili szansy.

        b.
    • bigott Re: małe samotności 10.07.03, 21:51
      Paiho droga,
      troche za wczesnie jeszcze na podsumowania wątku :)

      Dopiero co napisalem Margit, ze moze obrazki pomoga
      w miejsce slow nieadekwatnych i przypomnialem sobie
      pewnien malunek, oczywiscie nie z mojej reki
      (tu z Margit raz kolejny bliskosc pelna :)
      Kiedys zrobil na mnie spore wrazenie
      a mysle, ze do tematu pasuje jak ulał.
      Jak ktos ma ochote, odszukalem i odlozylem
      w ustronne miejsce, by nie trzeba bylo przedzierac sie.

      www.republika.pl/bigott/beksinski.jpg

      b.


    • Gość: elf Re: małe samotności IP: WAWZZ* / 10.0.6.* 11.07.03, 13:18
      a może to właśnie porozumiania są "małe" (w sensie:ulotne)?
      a samotność to główny element życia?
      ze swoimi myślami, doświadczeniami, ciągiem skojarzeń i interpretacji ZAWSZE
      jesteśmy sami.
      jestem skłonna twierdzić, że przebłyski, od których wyszedł Bigott, to impresje
      jedynie.
      czy nie warto dążyć do tego, by zaakceptować taki stan? zaakceptować samego
      siebie, poradzić sobie w KAŻDEJ sytuacji?
      czy nie na tym polega dane nam życie?

      via
      • bigott Re: małe samotności 12.07.03, 20:11
        Gość portalu: elf napisał(a):

        > a może to właśnie porozumiania są "małe" (w sensie:ulotne)?
        > a samotność to główny element życia?
        > ze swoimi myślami, doświadczeniami, ciągiem skojarzeń i interpretacji ZAWSZE
        > jesteśmy sami.
        > jestem skłonna twierdzić, że przebłyski, od których wyszedł Bigott, to
        impresje
        >
        > jedynie.
        > czy nie warto dążyć do tego, by zaakceptować taki stan? zaakceptować samego
        > siebie, poradzić sobie w KAŻDEJ sytuacji?
        > czy nie na tym polega dane nam życie?
        >
        > via
      • bigott przepraszam, za szybko poszlo :) 12.07.03, 20:12
        Gość portalu: elf napisał(a):

        > ze swoimi myślami, doświadczeniami, ciągiem skojarzeń i interpretacji ZAWSZE
        > jesteśmy sami.
        > czy nie warto dążyć do tego, by zaakceptować taki stan?

        ja juz od dawna przeczuwam, ze trzeba bedzie sie z tym pogodzic,
        ale jawi mi sie to raczej jako jakiegos rodzaju porazka,
        stad tez staram sie przed tym bronic...
        Choc czy nie wyglada to na oszukiwanie samego siebie?

        b.
        • Gość: via owszem, Bigocie IP: WAWZZ* / 10.0.6.* 15.07.03, 11:32
          > ja juz od dawna przeczuwam, ze trzeba bedzie sie z tym pogodzic,
          > ale jawi mi sie to raczej jako jakiegos rodzaju porazka,
          > stad tez staram sie przed tym bronic...
          > Choc czy nie wyglada to na oszukiwanie samego siebie?

          kwestia oszukiwania samego siebie, to jest też jeden z tych tematów, które
          chciałabym z Tobą i innymi skonfronować.
          co do wspomnianej sytuacji, powiem: owszem, chociaż daleka byłabym tu od
          negatywnego interpretowania słowa "oszustwo". Jest to jedna z form
          samozachowawczych, jedna z wielu na tej naszej drodze, która prowadzi (a
          przynaknmniej powinna) moim zdaniem, między innymi do owego wspomnianego przez
          Ciebie "pogodzenia". Jedyne w co wierzę, to właśnie to, że kiedyś się z tym
          pogodzę. Że za kilkadziesiąt lat zrozumiem samą siebie i będę mogła spokojnie
          spacerować, obserwować, kojarzyć ówczesną teraźniejszość z przeszłością bez
          żalu i tego charakterystycznego ścisku w krtani. Że juz jutro będę mądrzejsza
          niz dziś, że nie szukając zachłannie i tragicznie leku na samotność po prostu
          będę szczęśliwa sama ze sobą.
          pozdrawiam
          via
        • Gość: binka Re: na marginesie :-) IP: *.gdynia.mm.pl 12.07.03, 18:11
          bardzo ładny i sensowny wątek i wasze wypowiedzi.
          jaka radość po takich tam różnych. i akurat na mój nastrój dzisiejszy.
          nie lubię pisać za bardzo na powazne tematy, gdyż nia mam łatwosci pisania ,ale
          spróbuję:
          wydaje mi się ,że nie jest problemem złapać tę magiczną nić porozumienia się z
          kimś-czasem nawet bez słów.są takie osoby-myslę,że nawet wiele.chodzi o to,że w
          dorosłym życiu nie mamy na to czasu, a ze zmęczenia często nie mamy i
          chęci.boimy się też,że jak kogoś "oswoimy" (jak mały ksiązę liska) to czasu nam
          znowu ubędzie,bo na pielęgnację znajomosci-przyjaźni trzeba czasu.
          na czacie można złapać chyba lekkie przeczucie dobrego porozumienia-dla mnie
          przynajmniej brak jest tej mowy ciała,która tyle mówi o człowieku.no i czynu,po
          którym poznajemy kogos naprawdę.
          w życiu zdarzyło mi się mieć bliskie kontakty z osobami ,z którymi dopiero po
          wielu słowach i omówieniach "co poeta miał na myśli" dopiero dogadywałam się. i
          doszłam do wniosku,że raczej chodzi o to czy system wartości mamy-mielismy
          wspólny-a nie o magię błyskawicznego porozumienia.zdarzyło się też i tak,że
          osoba,z którą rozumiałam się bez słów boleśnie zraniła i chyba bez żadnego
          wysiłku czy żalu zrezygnowała z przyjaźni ze mną.
          jest jednak moje osobiste ,czysto subiektywne doświadczenie i wynikające z
          niego myśli.
          wiem ,że odniosłam się tylko do jednego z wątków,które się tu pojawiły,ale mam
          nadzieję ,że mogłam;-)
          pozrdrawiam bigott;-)
    • lord.byron Re: małe samotności 12.07.03, 20:48
      Male i duze samotnosci.



      ** (JEST CALA ZIEMIA...)
      Halina Poswiatowska

      jest cala ziemia samotnosci
      i tylko jedna grudka Twojego usmiechu

      jest cale morze samotnosci
      twoja tkliwosc nad nim jak zagubiony ptak

      jest cale niebo samotnosci
      i tylko jeden w nim aniol
      o skrzydlach niewazkich jak twoje slowa


      Samotnosc mieszka w pustych oknach ...
      Kora - Manaam
      [...]
      Orfeusz mieszka w naszych sercach
      Sen stal sie naszym wybawieniem

      Samotnosc mieszka w pustych oknach
      Czas jednostajnym przemijaniem
      Nie ma komunii bez milosci
      Komunia stala sie skandalem




      Czyz nie jest tym, co ktos nazwal "bez dzielenia sie, "samotnoscia" gina, traca aure". Dzielenie sie to nie tylko, dzielenie rzeczami wznioslymi, uduchowionymi, lecz takze tym, co niesie dzie? nam codzienny. Zachwyt z rzeczy drobnych, moze nawet z tych, które, inni uznaja za marginalne i blahe. A wlasnie to jako suma naszych dziele? z naszych wewnetrznych samotnosci z kims, kto ta bariere, przerywa. Samotnosc nie jest zjawiskiem pojawiajacym sie nagle, nie spada z przyslowiowego nieba. Brak akceptacji juz w srodowisku rodzinnym powoduje pierwsze samotnosci. Pokolenie mlodego Wertera, z racji czy to statusu spolecznego, czy tez niezrozumienia ?duszy? zostalo zepchniete w samotnosc, zdeprecjonowane w wartosci. Bez tego dzielenia sie z innymi ?samotnoscia gina?, w zapomnieniu, czesto nedzy. Ich mogily sa gdzies miedzy bezimiennymi wieloma. Mozart. Lecz tych, co im ten los zgotowali, ich imion dzis nie pamieta juz nikt.
      Zanik komunikacji werbalnej i spolecznej powoduje wlasnie osamotnienie i samotnosc. Z drugiej strony osamotnienie, jest najciezsza choroba XX wieku, wynik zalamania relacji spolecznych i miedzyludzkich.
      Rozpad rodziny, konkurencja na rynku pracy, fetyszyzacja mlodosci powoduje, ze coraz wiecej ludzi staje sie de facto samotnikami czy wyboru, czy z przymusu. Szczególnie ludzie starsi odczuwaja to dotkliwie. Szukaja wokól mozliwosci nawiazania mozliwosci kontaktów miedzyludzkich, lecz i to w dzisiejszych czasach jest trudne. Ludzie z otoczenia gnajacy w pedzie za zdobyciem srodków potrzebnych do egzystencji, nie maja czasu na glebsze wiezi miedzyludzkie.

      Barwy ochronne, czyli strach przed swiatem.
      Wyjscie z pozycji, jestem samotnym to swiat mnie nie dotknie, jest zupelnie iluzoryczne. To jak z tymi, co nie wychodze na, zewnatrz, bo moge ulec wypadkowi samochodowemu na chodniku. Niemniej taka postawa moze stac sie matnia, droga bez wyjscia. Moze spowodowac wiecej ubytków na duszy niz zamierzone, w obawie by nie byc zranionym. Zepchnac do niezdolnosci uczuciowej, do umiejetnosci ich twartego
      pokazywania, do bycia w nich spontanicznym, a nie racjonalnym. Bledne kolo z obaw zamyka sie tutaj, zamyka droge na wprost. Choc cena tego otworzenia jest wysoka. Ale strach, jak mawia przyslowie ma wielkie oczy.
      Dlatego na seminariach z komunikacji uczy sie kontaktowania z drugimi osobami.
      Jestesmy spolecze?stwem coraz bardziej milczacym.
      ?Ta dzwoniaca w uszach cisza to esencja samotnosci?.
      Zagluszamy ja na codzie? zapatrzeni w TV, DVD, komputery. Najprostsze sposoby komunikowania werbalnego czlowiek ? czlowiek (komunikacji interpersonalnej, jakie brzydkie te slowa) zanikaja, szczególnie w krajach wysokouprzemyslowionych
      w sposób dramatyczny. Ubozeje slownictwo, wypierane nowotworami jezykowymi, nowomowa.

      Communio, communicare albo wspólnota, komunikowanie
      Bóg byl samotny wiec w akcie stworzenia stworzyl na swoje podobie?stwo wlasnie ludzki gatunek, mezczyzne i kobiete. Dajac im cechy jednego i drugiego. Idac dalej mozna by, zaryzykowac twierdzenie, bo brakowalo Mu wlasnie tej wspólnoty i przez to i mozliwosci porozumienia sie. Komunikacji w obydwie strony.
      Kamienie i glazy pozornie sluchaja glosu. Lecz pozostana na wiecznosc nieme.
      I woda szumi plynac. Lecz to nie glos to jest tylko monotonny d?wiek.
      Piekny moze. Nie przecze. Ale to nie wszystko.
      Nasza osobowosc, indywidualna, niepowtarzalna.
      Mamy w sobie wlasne Ja (juz Platon nazywa to Ego), Freud nazwal to ?Ich?. To jest tylko nasze i wlasne. Lecz z drugiej strony niebezpieczne. Cóz z tego, ze je kochamy, samo dla siebie. Ale czy jestesmy wtedy zdolni do wyzszych uczuc. Chyba nie.
      I bedziesz kochal drugiego jak siebie samego. Przykazanie milosci, jest najprostszym sformulowaniem oddania, wiary i milosci. To ?Ich? nie moze nam przyslonic reszty swiata. Bo to nie moje Ego, jest Naj, Naj.
      Sa jeszcze inni Wielcy Duchem.
      Moze niepozorni i przez to niezauwazalni.
      Brzydcy, koslawi a moze i ulomni.
      Zajrzyjmy najpierw do naszego srodka, nauczmy sie tego w naszych malych samotnosciach, w kontemplacji, skupieniu. Moze ujrzymy sie wreszcie w innym swietle. Ale akceptujmy sie takimi, jakimi jestesmy, z naszymi zaletami i wadami. Bez tej akceptacji, nie ma szansy na dalszy krok do przodu, by sie zmienic. Wyjsc ze skorupki na zewnatrz. Bo tylko kontakt, wspólnota z innymi, czyni nas podatnymi na zmiany. I na uczucia.
      O ile, to tylko chcemy.
      Nie ma komunii bez milosci?

      I nie ma obawy, ze bedziemy musieli sie wszystkiego wyzbyc, wyzbyc wlasnej indywidualnosci. Ja zachowamy zawsze. Jedynie wzbogacimy tylko o madre doswiadczenie innych.Jesli wzniesiemy sie tylko ponad nasz horyzont, chociaz o milimetr.
      Zycie to nie bajka, choc w wielu przypadkach to tez i krzyz. Ale tylko tyle, ile potrafimy uniesc. Ale przede wszystkim sa i dni sloneczne. I te wlasnie one czynia je pieknym, dowartosciuja je. Sa i porazki, ale przede wszystkim te male i wieksze zwyciestwa.
      Inaczej Bóg nie bylby TYM Bogiem.

      Ach bym zapomnial uzyc jeszcze jednego waznego slowa.
      TOLERANCJA.
      Tolerancja innosci, jest chyba najwazniejszym czynnikiem w stosunkach miedzyludzkich. Jej brak rodzi konflikty, staje sie zarzewiem nieporozumie?.
      Odbija sie sie rykoszetem jak pileczka pingpongowa.
      Zrozum drugiego jak siebie samego.
      Zaakceptuj takim jakim jest.

      Wasz Lord Byron

      Zalacznik

      Niektóre przyczyny osamotnienia i samotnosci (cytowany ponizej tekst jest bez zgody autorów)

      Akceptacja.
      Rodzice okazuja akceptacje na rózne sposoby: przez dotyk, spedzanie z dziecmi czasu, przez sluchanie, karanie, okazywanie uczucia. Jezeli tego brak, gdy dzieci sa lekcewazone lub karane zbyt surowo, rozwijaja w sobie poczucie braku wartosci. Dochodza do wniosku, ze do nikogo nie naleza i wycofuja sie z kontaktów z lud?mi, albo tez narzucaja sie innym w sposób, który pociaga za osoba dalsze odrzucenie. Trudno im potem zaufac ludziom, a niezdolnosc zaufania
      przeszkadza w nawiazywaniu glebszych relacji. Niskie poczucie wlasnej wartosci i poczucie braku akceptacji lezy u podstaw osamotnienia.

      Nabywanie umiejetnosci spolecznych.
      Kazdy z nas zna ludzi, którzy nie potrafia sie wlasciwie zachowac w grupie. Sa niewrazliwi na potrzeby i postawy innych, nie potrafia kontynuowac poprawnych relacji miedzyludzkich. Staraja sie manipulowac lud?mi, narzucaja sie, a to przynosi tylko odrzucenie, rozczarowanie i zwieksza ich osamotnienie. Tacy ludzie nie nauczyli sie wspólzycia z innymi. Ustawicznie próbuja, ciagle im sie to nie udaje i nadal pozostaja w samotnosci.

      Przyczyny psychologiczne.
      Równiez pewne predyspozycje psychiczne wlasciwe konkretnemu czlowiekowi powoduja, ze pozostaje on w stanie osamotnienia. Niskie poczucie godnosci wlasnej. Jezeli mamy o sobie niskie mniemanie, wtedy nie doceniamy wlasnych zalet i zamykamy sie w sobie, albo tez przeceniamy siebie az do zarozumialosci. Oba zachowania utrudniaja kontakty z lud?mi. Trudno jest budowac przyjazn,
      jezeli mamy malo zaufania do siebie samych. Taki czlowiek nie potrafi okazywac milosci bez tlumaczenia sie, nie umie tez przyjmowac milosci bez ponizania sie. Poczucie wlasnej godnosci pomaga w nawiazywaniu przyjazni,
      a przyjazn pomaga w budowaniu poczucia wlasnej godnosci i zmniejsza osamotnienie. Natomiast niskie mniemanie o sobie czyni czlowieka niesmialym i slabym, szukajacym oparcia u innych. Jezeli jednak inni ludzie nie sa w stanie zapewnic zaspokojenia nasz
      • bigott Re: małe samotności 14.07.03, 08:54
        Jakze obszerne potraktowanie tematu,
        powinnismy to chyba potraktowac jako pewien przejaw szacunku :)

        Piszesz sporo o roznych przyczynach samotnosci, tych wczesnych,
        potem o braku czasu, zabieganiu itp. Wyliczasz, z jakich powodow
        ta samotnosc sie pojawia, nie nagle, stopniowo.
        Tyle, ze to wszystko tyczy sie samotnosci w rozumieniu oddalenia sie
        od ludzi, kiedy jestes fizycznie sam, z czym pewnie w jakis sposob
        (prawda, ze czasem wydaje sie to niemozliwe) mozna jakos sobie radzic.
        Mnie chodzilo o ten swoisty rodzaj malych samotnosci "wsrod ludzi",
        kiedy masz wokol pelno osob, wielu znajomych, kilku przyjaciol
        a mimo to paralizuje cie swiadomosc, jak wielu spraw nie jestes
        w stanie im przekazac.
        Swiadomie uzylem zwrotu "nie jestem w stanie" bo nie chodzi
        o jakis brak umiejetnosci, niewyksztalcenia czegos w sobie,
        jestem coraz glebiej przekonany, ze ten brak mozliwosci
        tkwi gdzis w nas, jest nam przypisany.

        b.
    • ejsi Re: małe samotności sobotnie 12.07.03, 20:53
      Osamotnienie wynikłe z niepodzielania tych czy innych zachwytów, nie jest
      najgorsze( moim zdaniem:)). Nie poskarżę się na myśli powstające w
      czasie "rozmów wewnętrznych niekontrolowanych", poskarżę się natomiast na brak
      słów by je wyrazić. A samotność w czasie rozmów czatowych wynikła? Ta
      największa jest w momencie, kiedy bycie przy rozmówcy jest niemożliwe wtedy,
      kiedy staje się potrzebą.
      Samotnie jest bez Was na codzień.

      pozdrowieniowe serdeczności

      P.S. Przekonałam się dzisiaj, że poczucie osamotnienia momentalnie blednie, w
      konfrontacji z pięknem przyrody.
      • Gość: margit Re: małe samotności sobotnie IP: *.orasoft.net.pl 12.07.03, 21:35
        ejsi napisała:

        > P.S. Przekonałam się dzisiaj, że poczucie osamotnienia momentalnie blednie, w
        > konfrontacji z pięknem przyrody.
        momentalnie blednie = blednie na moment? jeśli tak, to rzeczywiście tak bywa, ale czy takie "zamazywanie"
        samotnosci nie jest czasem takim samym oszukiwaniem siebie jakpróby udowodnienia, że porozumienie jest możliwe?
        słodycz zwycięstwa - gorycz porażki
        gorzko pozdrawiam, ejsiku, choć z uśmiechem
        • ejsi Re: małe samotności sobotnie 12.07.03, 22:18
          Gość portalu: margit napisał(a):

          > ejsi napisała:
          >
          > > P.S. Przekonałam się dzisiaj, że poczucie osamotnienia momentalnie blednie
          > , w
          > > konfrontacji z pięknem przyrody.
          > momentalnie blednie = blednie na moment? jeśli tak, to rzeczywiście tak bywa,
          a
          > le czy takie "zamazywanie"
          > samotnosci nie jest czasem takim samym oszukiwaniem siebie jakpróby
          udowodnieni
          > a, że porozumienie jest możliwe?
          > słodycz zwycięstwa - gorycz porażki
          > gorzko pozdrawiam, ejsiku, choć z uśmiechem

          Witaj margit
          Momentalnie blednie=bardzo szybko znika, ale masz rację, znika w danej chwili,
          na krótko. Pozostaje tylko wierzyć, że takich chwil będzie coraz więcej i
          więcej, by w końcu słodycz zwycięstwa zadomowiła się w naszym życiu na długo.
          pozdrawiam ciepło, bez odrobiny "gorzkości"
    • justka3 Re: małe samotności 14.07.03, 20:12
      Bigocie:)
      śledzę sobie ten wątek odkąd się pojawił... otworzyłeś dzięki niemu wiele
      znaczeń słowa „samotność”... na pewno nie dodam tu nic nowatorskiego, nic
      czego już osoby wypowiadające się nie powiedziały...
      Zgadzam się z tym, że jesteśmy samotni w tłumie, czy tego chcemy, czy nie
      chcemy..., nawet gdy wokół nas są osoby bliskie, kochające, starające się
      zrozumieć... To jest chyba jedna z tajemnic człowieczeństwa... Dlatego też
      najtrudniej być samemu z sobą...
      Mel pisał o nieprzekładalności „chwil ulotnych”. Ja często czuję właśnie taką
      nieprzekładalność... Mam wrażenie, ze język jest zbyt ubogim narzędziem, by
      oddać to, co chcę przekazać (tak jest też teraz...:) ), że mnie ogranicza, nie
      pozwala mi dotknąć istoty... Dlatego tak cenię mowę ciała – spojrzenie,
      dotknięcie, uśmiech... One często mówią więcej niż słowa... czasem pozwalają
      nawet dotrzeć w głąb czyjejś małej samotności, współodczuwać... Tylko my często
      tego nie zauważamy. Zachowujemy się jak ci dorośli z „Małego Księcia”... coś,
      co nie jest ubrane w liczby, nie jest zmierzalne, konkretne... nie istnieje dla
      nas. I wtedy tracimy możliwość uczestniczenia w czyjejś samotności...
      Dzięki Bigocie:)

      justka

      PS margit – czy tu nie wolno stawiać wielokropków??? Nie znam się na obyczajach
      forum. Nie pisuję. Czynię teraz wyjątek – z sympatii do Bigotta i wdzięczności
      za niebanalny temat. Uwielbiam wielokropki! One właśnie pomagają oddać w języku
      pisanym to, co nieprzekładalne, niedopowiedziane, niepewne... One zostawiają
      miejsce na wejście drugiego człowieka i jego osobiste odczytanie.

    • konstanncja Wszystkie samotnosci male i duze 15.07.03, 07:01
      Jest samotnosc lotu samolotem, kiedy chmury
      w dole wygladaja jak mus truskawkowy z bita
      smietana, az chcialoby sie chwycic za reke
      kogos siedzacego obok i powiedziec "Popatrz,
      mozna by to zjesc lyzeczka", podczas gdy obok
      jest tylko powazny biznesmen z branzy chemicznej
      analizujacy notowania gieldowe przez okulary
      w tytanowej oprawce.

      Jest samotnosc calonocnej bezsennosci,
      wpatrywania sie w sufit i tlumaczenia sobie
      dlaczego nie powinno sie pragnac kogos, kogo
      sie bardzo pragnie.

      Jest samotnosc wiersza przeczytanego o 4 rano,
      samotnosc zachwytu polaczonego z absolutna
      niemoznoscia obudzenia Go, bo "jest srodek nocy,
      a ty jestes wariatka i nie wszyscy maja luksus
      nienormowanego czasu pracy, i daj mi spac".
      :)

      Jest samotnosc proby opisania zachwytu "Aniolem
      stojacym w sloncu" Turnera z Tate Gallery,
      mala samotnosc zdziwionego wzroku sluchajacego,
      bo to przeciez "tylko" aniol patrzacy z lekka w gore
      w plamie swietlistego blasku.

      Jest samotnosc pierwszego sniegu daleko od domu,
      nocnego sklepu, sluchania oddechu spiacego...
      I wiele innych.

      Male samotnosci bywaja ciemne jsk noc, na szczescie
      sa poranne rytualy budzenia switu kawa i pocalunkami,
      jak w wierszu Poswiatowskiej


      Jeszcze`rano moj mily jeszcze ptaki spia
      uspokoj nastroszone pocalunkow skrzydla
      glos Twoj obudzil miodne pszczoly slonca
      i tancza ponad glowa moja pelna snu
      glos Twoj skrzydlami swierszczy
      straca z moich powiek cisze mily
      a przeciez ptaki spia

      rano jeszcze moj mily a Ty dotykiem ust
      czynisz swit w moim domu i na moim niebie
      rozchwiane liscie topol rysuje wschod
      na lisciach swieca krople porannego dzdzu
      i poje Cie a przeciez mily drzewa spia


      Bo jest jeszcze milosc, ktora samotnosciom
      malym i duzym obwieszcza koniec, kladzie kres,
      zapieczetowuje je jak list i chowa do szuflady.
      :)))
      To chyba pomaga.

      • Gość: agni_me Re: Wszystkie samotnosci male i duze IP: *.u.mcnet.pl 15.07.03, 11:33
        Ładne to takie, różne całkiem, ale tak ładnie różne. Miałam gdzieś w sobie chęć
        napisania, że to niezupełnie tak z miłością i z ..., ale po co mam pisać?
        Boję się, że niezdarnością słów potargam czyjąś uczesaną samotność.
        Tylko myślę, że czasem te najmniejsze samotności, zrodzone z zachwytu, ze
        śmiechu, czy wzruszenia, najmocniej chwytają za gardło i mają moc budzenia
        demonów.

        oczy_migdałowe
        • konstanncja Re: Wszystkie samotnosci male i duze 15.07.03, 12:11
          Dziekuje za mile slowo odnosnie porannej tworczosci, Agni :)

          Z miloscia zawsze jest niezupelnie tak (jakbysmy mysleli).
          Pomiedzy tym co ma byc, a co sie nie dzieje lub dzieje
          jest cale morze miejsca i czssu. I to morze nazywa sie
          Mare Solitudis, wzorem morz ksiezycowych :)

          > Boję się, że niezdarnością słów potargam czyjąś uczesaną samotność.

          Ja sie nie czesze Agni, chodze potargana jak czarownica :)
          Tak, ze nie ma zadnego niebezpieczenstwa, ze jakies wlosy sie poplacza.

          > Tylko myślę, że czasem te najmniejsze samotności, zrodzone z zachwytu, ze
          > śmiechu, czy wzruszenia, najmocniej chwytają za gardło i mają moc budzenia
          > demonów.

          Chwytaja za gradlo - fakt, tak mocno, ze nie mozna tchu zlapac.
          A demony? Trzeba je uglaskac, ukolysac zeby spaly slodko jak dzieci.
          Kiedy sie budza wprowadzaja w zycie a) zamet, b) bezsennosc, c) tesknote
          i samotnosc kiedy juz wszystkie burze mina.

          Pozdrawiam.

      • bigott Re: Wszystkie samotnosci male i duze 16.07.03, 09:28
        Naprawde ladnie powiedziane...
        Niestety nie ma we mnie tyle powsciagliwosci co u Agni
        i zapytam wprost (w koncu jest to wątek o porozumieniu:)
        naprawde sądzisz, że miłość wystarczy?
        Ze wtedy wszystkie Twoje zachwyty stana sie wspolne, przekladalne?

        b.
        • konstanncja Re: Wszystkie samotnosci male i duze 16.07.03, 16:00
          Moge przezyc dwa tygodnie o jednym komplemencie i wodzie,
          tak wiec zapewniles mi, Bigocie czternascie dni egzystencji :)

          Zazhwyty nie sa przekladalne, wiem o tym dobrze.
          W tym caly problem, czasami nie chcemy zeby byly, czasami
          nie moga byc z samej swojej natury.
          W koncu gust jest tym co najbardziej dzieli ludzi.
          Moze nieslusznie, bo nie zalezy od dobrej woli ani checi,
          trudno nakazac sobie milosc od zachodow slonca :)

          Na pierwsze pytanie odpowiem Ci slowami majora Briggsa
          z "Twin Peaks".
          Najpierw rys sytuacyjny, noc, gesty las w okolicach gory
          o blizniaczych wierzcholkach, meska wyprawa w nieznane
          w skladzie wspomniany major Garland Briggs oraz agent
          specjalny Dale Cooper. Pohukuja sowy, przy okazji
          dowiadujemy sie, ze sowy nie sa tym czym sie wydaja.
          I major Briggs wypowiada znamienne slowa "Boje sie chwili,
          w ktorej okazuje sie, ze milosc nie wystarcza".
          Tez sie tego boje.

          To tyle.
    • agnes030 Re: małe samotności 15.07.03, 12:31
      to wtedy myślę jest to pocieszające, w momencie uświadomienia sobie wspólnoty
      samotnych stajemy się przynależnymi do pewnej grupy, zasada ta myślę obowiązuje
      każdą samotną jednostkę..
    • bigott inny aspekt 16.07.03, 09:43
      Czytajac powyzsze, mozna dojsc do wniosku,
      ze male i duze samotnosci zdarzaja sie nam przede wszystkim
      z powodu czyjejs nieuwagi, badz nadmiernej uwagi ku rzeczom niewaznym,
      z braku czasu, szacunku czy po prostu braku drugiej osoby...
      A ja ciagle uparcie swoje :)
      Kiedys myslalem, a przyznam ze bylo to mile uczucie,
      ze wszystko co czlowiek robi, co oglada, slucha, czyta,
      wszystko, czego sie uczy zbliza go stopniowo do innych ludzi,
      daje wieksze szanse na porozumienie, przekazanie rzeczy waznych.
      Teraz blizszy jestem stwierdzeniu, ze kazde jedno spostrzezenie,
      doznanie, zachwyt, kazdy kontekst nawet, zawlaszczamy dla siebie,
      stają sie elementem naszej, bardzo osobistej galerii obrazkow,
      filtrow raczej, przez pryzmat ktorych patrzmymy na wszystko co potem.
      A rozmowy na temat spraw pozornie nam wspolnych czynia wszystko
      bardziej wydocznym, bo ilez razy przyszlo nam sie przekonac,
      jak roznie ksiazki czytalismy, choc przeciez tytul byl ten sam,
      podobnie z filmami, obrazami (np. taki B.) itp...
      Czy milosc wystarczy?

      b.
      • Gość: axe Re: inny aspekt IP: *.dozamel.ssk.pl 16.07.03, 14:41
        b.
        Ciekawy temat poruszyłeś...mnie gryzący już długo.SAmotność duszy. Zjawia się
        tak nagle....potem odchodzi....wraca...Samotność wynikająca właśnie z czego?
        Samotność wśród bliskich - mężą , dziecka..samotnośc wobec świata...nie umiem
        sobie z tym czasem poradzić.Dziękuję CI za początek....a innym za ciekawe
        wypowiedzi...troszkę pomoga wiara,że inni tez tak czują.Im jestem starsza tym
        więcej myślę...rozbieram wszystko na czynniki pierwsze...i najgoorsze nie
        potrafię tych mysli powstrzymać.....
        • Gość: binka Re: inny aspekt IP: *.gdynia.mm.pl 16.07.03, 16:59
          ten aspekt samotności-dostrzeżenie , iż z pewnymi sprawami musimy się sami
          uporać ;że pewnych zachwytów nie mamy z kim dzielić; że czasem zawodzą nas ci,
          którzy powini nas wspierać i wynikające z tego gorzkie uczucie samotności
          wewnętrznej jest chyba dojrzałością czy też dorosłością.
          mozna by to okreslić lekko cynicznym "w życiu możesz liczyć tylko na siebie".
          jednak -gdy się ma świadomość tego-jak dar mozemy przyjmować każdy gest,
          przyjaźń, uczucie, pomoc, wspólny zachwyt, rozmowę......wszystko ,co daje nam
          drugi człowiek-ten najbliższy i ten zupełnie obcy:-)
      • Gość: agni_me inny aspekt innego aspektu IP: *.u.mcnet.pl 17.07.03, 11:37
        O natko bigott, co za cholerny temat na letnią kanikułe, zamiast myśleć o tym
        jak tu rozciągnąć sierpień do sześciu tygodni i wreszcie uciec gdzieś w świat,
        w mojej głowie błąka się myśl - to nie tak z samotnością, jakoś nie tak...

        Jeśli ominiemy to, co nie zależy od nas, te wszystkie samotności bo coś, te
        nieuwagi, nieszacunki, niedoczasy, drugie osoby, zostawimy te samotności, które
        rodza w nas bunt i od których nawet przyzwyczajeni pragniemy uciec, zostanie
        nam coś w swej istocie pięknego, zostaniemy my sami.

        Doświadczenia, ludzie, sztuka, te wszystkie "ty wcale mnie nie rozumiesz"
        pchają nas ku rozumieniu. To one mówią do osoby raz w życiu widzianej, którą
        zna się tylko z literek "wiem, co czujesz" w odpowiedzi na zdania bezładne.

        Rodzi się z poznaniem także wyjątkowość, a z nią samotność i niemożność
        podzielenia się zachwytem choćby. Kochając można oddać ostatnią koszulę, życie,
        marzenia, ale nie można oddać łez, bo pachnie jaśmin. Zakochanie daje nam
        zapomnieć o samotnościach, liczy się wtedy to, że obydwoje lubimy zupe
        kalfiorową, a nie to, że krwisty befsztyk jest dla mnie nie do zjedzenia
        (wybaczcie, uproszczenie kulinarne,ale jestem głodna jak diabli).

        Nie mam wątpliwości, że wiele moich zachwytów budzi w ludziach chęć popukania
        się w czoło, zdaża się, że najbliżsi, ci co wiedzą najwięcej patrzą na mnie jak
        na kosmitke i cieszy mnie to. Jakże cholernie smutno by było, gdybym umiała
        wszystko zrozumieć i wszystkim się podzielić, a poza tym czasami...

        To było wiele lat temu w muzeum, w którym wszyscy pędzą na górę, dół
        zostawiając dla takich snujów jak ja. Przeż Paryż dawno przetoczyła się
        turystyczna stonka, a mnie wciąż gnało do kilku obrazów. Prawie codziennie
        spotykałam tam starszego pana, przegadaliśmy kilka kaw, ostatni raz spotkałam
        go przy obrazie kobiety, która wyciąga dłoń w błagalnym geście, drugą
        przyciskając do serca. Pamiętam jak mówiłam wtedy, że dziwny gest jak na
        proszącą o wsparcie, on tłumaczył ignorantce, że gest ten był oczywisty w
        dziewiętnastowiecznym Paryżu, że widać to choćby z ówczesnych gazet. Nie
        rozmawiałam z nim od tamtej pory. Kiedy po kilku latach dostałam pocztą jeden z
        autorskich egzemplarzy albumu o Muzeum d'Orsay byłam zaskoczona. W albumie
        znalazłam kartkę z dedykacją i podziękowaniem za rozmowy, kończyła się
        zdaniem "myslisz, że błagała by wrócił?" W albumie tym nie ma "Żebraczki"
        Pozdrawiam
        • nonstop Żyłka słoneczna 17.07.03, 15:13
          Śródziemnomorski poranek. Turystów jeszcze nie widać. W Mieście odbywa się jak
          co roku festiwal teatrów ulicznych – spektakle ciągną się późno w noc i
          większość widzów śpi o ósmej rano. Idę na most. Wieje jak diabli. Dołem
          przelewa się zielono-niebieska Rzeka. Zbliżam się do urywającego się nagle
          przęsła.
          Hmm, na końcu mostu wprost na trotuarze siedzi zakonnica. Pozdrawia mnie,
          przyjechała z jakiegoś niemieckiego zgromadzenia. Zaintrygowany, nie najlepszą
          niemczyzną pytam, co tu tak sama robi. Odpowiada, że wreszcie może być sama, a
          w klasztorze to mało możliwe...
          Odchodzę zatem, siadam na barierce kilkanaście kroków dalej.
          I tak razem, ale osobno czekamy na tańczące panie i panów.

          :-)
            • nonstop Re: Żyłka słoneczna 21.07.03, 10:51
              k2 napisał:

              > nigdy nic sam zawsze to co robią inni , nigdy nic sam , zawsze cos
              skopiowac .
              > szkoda ,że nie potrafisz sam od siebie :(

              Primo: skąd pomysł, że to jakaś kopia była?
              Secundo: a spróbój znaleźć źródło tej historyjki, dam Ci konia z rzędem;
              Tertio: nie będzie ani konia, ani rzędu - bo punkt drugi jest niemożliwy;
              Pozdrawiam mimo wszystko
                • feministka0.75 Re: Żyłka słoneczna 27.07.03, 22:27
                  Ty to masz zycie!!!

                  A ja wybralam sie do Salzburga, pieknie polozonego miasta, ktore czesto
                  widzialam - tylko przejazdem niestety. I powiedzialam sobie taaa to romantyczne
                  maisto musze kiedys zobaczyc i powzdychac ta atmosfera szlachetnej muzyki,
                  starych budowli i jeszcze starszych otaczajacych gor :-)))

                  I wybralam sie w zeszlym tygodniu i co? Trafilam na Love Parade (czy jak to sie
                  tam pisze) Bylo glosno, huczno, dymno, wszedzie walaly sie ulotki, lali woda i
                  smierdzialo piwem...
          • Gość: agni_me maćka poszukiwanie aspektu IP: *.u.mcnet.pl 21.07.03, 10:35
            Maciuś, zaczynam podziwiać Twoją nie_umiejętność czytania tego, co piszę. Udaje
            ci się to wyjątkowo, z czego wnoszę, że nigdy nie uda nam się >poczuć razem<.
            Z jednego zdania wyrwanego z kontekstu wnioskować na temat mojego postrzegania
            miłości i wydawać jeszcze opinie... daruj sobie, proszę. Chyba, że Ci się
            pomylił aspekt z afektem :-)
    • onaijuz Re: małe samotności 17.07.03, 19:34
      nie powiem abys opowiadał o tym co czujesz czy myślisz aby dowiedziec sie czy
      Ktos mysli podobnie. Ale jesli się tego nie zrobisz to nigdy sie nie dowiesz...
      ale na pewno gdzies tam...
    • bigott tak mi jeszcze przyszlo do glowy... 19.07.03, 11:52
      jak poradzic sobie z sytuacja, kiedy ktorys z naszych zachwytow,
      mimo calej swiadomosci nieprzekladalnosci, mamy ochote z kims dzielic?
      Gdy proby nasze spelzaja na niczym, czy i wtedy patrzymy na
      sytuacje przez pryzmat naszych niemoznosci.
      Wydaje mi sie, ze pojawia sie wtedy bardzo czesto pokusa,
      by idac na skroty, skwitowac "on/ona nic nie rozmumie"...
      Brakuje nam chyba nazbyt czesto szacunku dla tych swiatow rownoleglych,
      co prawda rozlacznych, ale rownoprawnych, rownie pelnych trescia.

      b.
      • konstanncja Re: tak mi jeszcze przyszlo do glowy... 19.07.03, 20:37
        bigott napisał:

        > jak poradzic sobie z sytuacja, kiedy ktorys z naszych zachwytow,
        > mimo calej swiadomosci nieprzekladalnosci, mamy ochote z kims dzielic?
        > Gdy proby nasze spelzaja na niczym, czy i wtedy patrzymy na
        > sytuacje przez pryzmat naszych niemoznosci.

        Wtedy Panie Bigocie wystarczy tego kogos, kto niby
        nic nie rozumie pocalowac, zamknac oczy i pomyslec,
        ze mozna przeciez miec jeszcze mniej :)))
        Czy to jest droga na skroty?
        Byc moze.
        Czy prowadzi do zamierzonego celu, czyli do iluzji
        poznania i podzielenia sie?
        Tak.
        Niczego wiecej nie mozna chciec :)

      • konstanncja Tak mi jeszcze przyszedl do glowy Lesmian... 19.07.03, 20:54
        ... ktory bardzo trafnie uchwycil to, ze w pewnych
        sytuacjach cos takiego jak wspolodczuwanie
        nie istnieje.
        My sie tylko zapodziewamy przez wiekszosc czasu,
        a tylko chwilami ulegamy slodkiej uludzie, co kobietom
        sie zdarza bez porownania czesciej.

        A teraz oddaje glos poecie :)


        Gdy domdlewasz na lozu, calowana przeze mnie,
        Chce cie posiasc na zawsze, lecz daremnie, daremnie!

        Już ty wlasnie - nie moja, juz nie widzisz mnie wcale.
        Oczy mgla ci zachodza, slepna w szczesciu i szale!

        Zapodziewasz sie nagle w swoim wlasnym pomroczu,
        Mam twe cialo posluszne, ale cialo - bez oczu!...

        Zapodziewasz sie nagle w niewiadomej otchlani,
        Gdziem nie bywal, nie sniwal, choc kochalem cic dla niej!...

        Wyrazy szacunku i dobranoc :)
      • Gość: margit Re: tak mi jeszcze przyszlo do glowy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.03, 02:55
        bigott napisał:

        > jak poradzic sobie z sytuacja, kiedy ktorys z naszych zachwytow,
        > mimo calej swiadomosci nieprzekladalnosci, mamy ochote z kims dzielic?
        > Gdy proby nasze spelzaja na niczym, czy i wtedy patrzymy na
        > sytuacje przez pryzmat naszych niemoznosci.
        > Wydaje mi sie, ze pojawia sie wtedy bardzo czesto pokusa,
        > by idac na skroty, skwitowac "on/ona nic nie rozmumie"...
        > Brakuje nam chyba nazbyt czesto szacunku dla tych swiatow rownoleglych,
        > co prawda rozlacznych, ale rownoprawnych, rownie pelnych trescia.
        >
        > b.
        a pomyśl, czy można inaczej, bigo? przecież sami przez ...naście postów
        roztrząsaliśmy kwestię niemożności przekazania ulotnej emocji NIEZALEŻNIE od
        tego, czy tego chcemy, czy nie; tak samo "ten drugi" zapewne bardzo by chciał
        zrozumieć, ale jakoś mu nie wychodzi; czy to kwestia odmiennego bagażu
        doświadczeń, czy też wręcz odmiennej konstrukcji umysłu - nie wiem; wiem, że
        na pewno "miłość nie wystarcza" i próba zasłaniania się nią przed pewną (=
        określoną, nie "nieuchronną") samotnością jest skazana na niepowodzenie,
        podobnie jak próba "załatania" miłością tego, że niemożność podzielenia się
        naszą samotnością często uwiera nas w duszę...
        m.
        p.s.
        to tak gdańsko-po_podwodnie, dlatego nieskładnie może, ale chciałam się tym
        jednak podzielić ;-)
          • Gość: margit Re: tak mi jeszcze przyszlo do glowy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.03, 01:47
            kiedy przeważnie tak świetnie czuję, że nie rozumiem, Agni ;-)
            a poważniej: kiedy dwie osoby czują to samo (i nie jest to przypadkiem ukłucie
            tej samej szpilki ;-)) - to fantastycznie; tyle, że mnie taka sytuacja
            zdarzyła się może klika razy w życiu, i za żadnym razem nie miało to nic
            wspólnego z miłością; czasem tęsknota za takim momentem jest tak silna, że aż
            boli; i czasem też zastanawiam się, czy gdyby takich chwil nie było - nie
            bolałoby mniej
            hipek_smutnawy [zwyczajowo]
            • bigott Re: tak mi jeszcze przyszlo do glowy... 21.07.03, 07:49
              >kiedy dwie osoby czują to samo (i nie jest to przypadkiem ukłucie
              > tej samej szpilki ;-)) - to fantastycznie;

              A jak to poznac, kiedy nie sa w stanie precyzyjnie przekazac
              sobie na wzajem tego co czuja? :))

              b_jezykowo_purystyczny
            • Gość: agni_me Re: tak mi jeszcze przyszlo do glowy... IP: *.u.mcnet.pl 21.07.03, 09:53
              margitu,
              na >nieważne< i >znowu nic nie rozumiem< to ja mam prawa autorskie :-)
              Twoja mądrość nie stoi w opozycji do czucia, wręcz przeciwnie.
              Chwil >współczucia< takiego prawdziwego jest w życiu niewiele, dlatego mają moc
              magiczną i pamięta się je tak długo. Zastanawiasz się, czy bez nich nie byłoby
              mniej trudno, a ja wciąż pamiętam Twoją opowieść o pewnym zachodzie słońca i
              myślę sobie, że wart był wszystkiego.
              Pozdrawiam serdecznie sfieszaczku :-)

              Ps. a moje po_czucia wspólne też jakoś omijały miłość
      • bigott Re: taa to akurat rozumiem... 22.07.03, 20:22
        bo widzisz, droga femm,
        skoro ustalilismy powyzej, ze z gory skazani jestesmy
        na glebokie nie_porozumienie w sprawach zasadniczych,
        przestaje byc istotny temat, wazne by sie madrze wypowiadac :))

        b.
        • Gość: margit Re: taa to akurat rozumiem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.07.03, 00:55
          no, bigo, czy tym razem to nie ty sam zamykasz wątek niczym tezę C.B.D.U.? ;-
          )) ponieważ dyskusja nasza była o niemożności porozumienia - ergo porozumienie
          w kwestii znaczenia wpisów w dyskusji również jest niemożliwe? ;-) mimo całej
          powagi sytuacji nie mogę nie podzielić się odczuciem, które wywołała we mnie
          lektura ostatnich postów: gorzka ironia, i uśmiech równie półuśmieszny i
          samotny co i próbujący wczuć się w głębię "nierozumienia naszego
          powszedniego"...
          ech bigo, obyśmy tylko tak się nie rozumieli jak tu :)
          m.
    • feministka0.75 No i setny... 27.07.03, 22:31
      Dobrze jest czasami tak samotnie...

      Znalazlam ostatnio kanie (grzyba) piekny, dorodny, ale sam jeden. W Polsce
      nieopedzilabym sie od chetnych sprobowania
      tego rarytasu, a tu spokojnie - patrzyli tylko na mnie i zapewne zastanawiali
      sie - kiedy wzywac karetke...

      Pozdrawiam
      Fem3/4
          • Gość: ewka teraszszsz ja IP: *.nsm.pl / 195.117.2.* 06.10.03, 11:46
            Bigo, pozwolisz, ze sie wetne - troche poznawo, ale nie za pozno, tusze (nie
            tusze, ze utylam, tylko tusze ze tusze, i nie do rzes malowania, tylko tusze ze
            tusze, i nie ze prysznic, tylko tusze ze tusze - moge mnozyc znaczenia jeszcze
            troche, haha albo wlasciwie hłe hłe).

            wiec - milosc nie wystarczy. I ludzie inni nie wystarcza.(kropka)
            Czasami mam wrazenie, wlasciwie bardzo czesto mam wrazenie, chyba najblisko
            prawdy bede, jesli powiem, ze zawsze mam wrazenie, a nawet tak uwazam a nie
            wrazeniam (choc to juz brzmi mocarnie, a wolalabym zostawic sobie margines na
            blad, pomylke), ze - przywolane przez Ciebie - male samotnosci byly, sa i beda.
            Nie do wypelnienia, chyba (to ten malenki margines), na stale.
            Na swoj uzytek stworzylam kiedys, dawno temu, pojecie MOS-a.
            Moj Obszar Samotnosci. Kiedys, bedac mlodym dziewczeciem, myslalam, ze on
            pojawia sie i znika. Dzis wiem, ze on jest, trwa sobie, czy sie to komu/mi
            podoba czy nie. Im jestem starsza tym czesciej mysle i czuje, ze on jest po
            cos. Czemus i komus sluzy. Pewnie posiadaczowi MOS-a, sluzy. Nie chce mi sie tu
            rozwijac, jakiemu to czemu sluzy. Dodam tylko, ze zdarza mi sie myslec, ze sa
            tacy Szczesliwcy, ktorych MOS to miejsce dla... Boga...
            ewka_z_MOS_em

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka