Dodaj do ulubionych

Erasmus moja miłość

01.06.12, 20:03
Nieprawdopodobne :) Ja myślałem że to jakiś program edukacyjny, a tu się okazuje że rozpłodowy, radujmy się - wynaleziono metodę na wspomożenie rozpłodu i problem demograficzny - należy pod pozorem edukacji stręczyć sobie parki międzynarodowo.. ręce opadają ;-))
Obserwuj wątek
    • royal_pl Re: Erasmus moja miłość 01.06.12, 20:34
      Teraz już wiadomo dlaczego europejska nauka przegrywa z amerykańską, a ostatnio również azjatycką. Europejscy studenci zamiast edukacją zajmują się kopulacją.
      • spokojny.zenek Re: Erasmus moja miłość 01.06.12, 20:35
        Tjaaa... Nie to, co amerykańscy...
        Zaś poziom nauki zależy od poziomu studentów. Niezłe :-)
        • syn_jana Re: Erasmus moja miłość 01.06.12, 20:53
          Nie bez powodu program jest wśród studentów nazywany Orgazmus...
    • powrozowy Re: Erasmus moja miłość 01.06.12, 21:01
      A jak to bedzie wygladalo po rozpadzie UE? I Schengen? I barykadach na granicach?
      Czas milosci zastapi czas rozwodow ?
    • ubiquitousghost88 [...] 01.06.12, 22:21
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • ubiquitousghost88 Rzekłem! Ani się nie nauczą, ani najebią!... 04.06.12, 20:38
        ...
    • rockville Re: Erasmus moja miłość 02.06.12, 03:47
      Najlepsza jest ta reklama Lexusa przed filmem o milosci , nieudacznikom zarabiajacym srednia krajowa musi slinka leciec na mysl o kupnie samochodu za 250 000 zlotych !!!!
    • sekete U nas tez tak bylo 02.06.12, 10:37
      Obydwoje bylismy Erazmusami, ja najpierw w Czechach, a on w Krakowie. Erasmus to kapitalna sprawa jesli chcesz popodrozowac, podszkolic angielski i miec wlasna siec kontaktow na swiecie. Jestesmy polsko-czeska para od 3 lat. W sierpniu bierzemy slub. W domu porozumiewamy sie kazdy we wlasnym jezyku, czasami na odwrot. Erasmus poszesza horyzonty, uczy wiele praktycznych rzeczy z codziennego zycia mlodych ludzi na claym swiecie, np. mielismy International Evenings, podczas ktorych smakowalismy potraw z Indii, Portugalii, Rosji, Niemiec. Znajomi opowiadali jak wygladaja wyklady na ich rodzimych uczelniach, jakie sa perspktywy studiowania i pracy w ich krajach, jakie panuja zwyczaje, jakie miejsca polecaja do zwiedzenia w Austrii, Francji, itp. Po Erasmusie studenci wracaja z tzw. glodem zycia, tesknia za znajomymi, inicjuja kolejne spotkania-reunion, koncza uniwersytety, przyjezdzaja na swoje sluby, spotykaja sie z podobnymi problemami szukania pracy, bezrobociem. Istnieja tzw. "komitety wsparcia kryzysowego" ;) jak my to nazywamy, tzn. rozmowy przez Skypa, gdzie ex-Erasmusi wspieraja sie w procesie szukania pracy, zastanawiaja sie nad swoja przyszloscia...i oczywiscie pdrozowaniem.
      • highly.sceptical Re: U nas tez tak bylo 05.06.12, 13:25
        > Erasmus poszesza horyzonty, uczy wiele praktycznych rzeczy z codziennego
        > zycia mlodych ludzi na claym swiecie, np. mielismy International Evenings, podczas
        > ktorych smakowalismy potraw z Indii, Portugalii, Rosji, Niemiec. Znajomi opow
        > iadali jak wygladaja wyklady na ich rodzimych uczelniach, jakie sa perspktywy
        > studiowania i pracy w ich krajach, jakie panuja zwyczaje, jakie miejsca polecaja
        > do zwiedzenia w Austrii, Francji, itp. Po Erasmusie studenci wracaja z tzw.
        > glodem zycia, tesknia za znajomymi, inicjuja kolejne spotkania-reunion, koncza
        > uniwersytety, przyjezdzaja na swoje sluby, spotykaja sie z podobnymi problemami
        > szukania pracy, bezrobociem.

        Po pierwsze zwyczaj używania polskich znaków obowiązuje również "Erazmusów", a po drugie może gdybyście skupili więcej na nauce, a mniej na smakowaniu potraw z Indii i "poszeszaniu" (cokolwiek to znaczy) horyzontów, nie trzeba by było zmagać się teraz z bezrobociem. Ale słusznie piszesz, tak właśnie jest: ten cały Erasmus służy wyłącznie podróżowaniu i balandze z "przyjaciółmi z całego świata", zabawie.

        Student ma się uczyć, kropka, a jak nie chce, to niech finansuje wyjazdy z własnej kieszeni - czemu niby społeczeństwo ma opłacać komuś podróże, spotkania ze znajomymi i poszukiwanie zagranicznego kochasia dla lansu?
        • misiaszm Re: U nas tez tak bylo 05.06.12, 19:43
          Wiesz tyle z ciebie (celowo mala litera i bez polskich znakow) jadu wychodzi ze nawet gdybys napisal ten post po klingonsku wiadomo by bylo ze jestes polakiem. Zalosne, sprobuj choc przez chwile wcielic w zycie filozofie "keep smile" i zamiast zatruwac zycie innym wyluzuj się troche.
          • highly.sceptical Re: U nas tez tak bylo 05.06.12, 20:37
            > nawet gdybys napisal ten post po klingonsku wiadomo by bylo ze jestes polakiem

            Ciekawe skąd, skoro ludzie tacy jak ja są na całym świecie. A Ty, kochaneczku, kierując się tego rodzaju głupawymi stereotypami, nie różnisz się wiele od ksenofobów.

            > Zalosne, sprobuj choc przez chwile wcielic w zycie filozofie "keep smile" i
            > zamiast zatruwac zycie innym wyluzuj się troche.

            Oszalałeś chyba. Nie możesz od nikogo wymagać, żeby zmienił swoją filozofię życiową!
            • misiaszm Re: U nas tez tak bylo 05.06.12, 22:35
              Bynajmniej tacy malkontenci stanowia mniejszosc, wiekszosc swiata widzac cudze sukcesy dazy do takich samych tylko w tym nudnym jak piz...a kraju bluzga sie na zadowolonych i zyczy im porazki i tylko tu mozna byc dumnym z filozofii malkontenctwa. Moze wiec nie zmnieniaj jej tylko znajdz jakas fajna sciane pochyl sie lekko i biegnij w jej kierunku ile masz sil. Zawsze to jeden malkontent wytykajacy brak polskich znakow mniej, swiat bedzie lepszy i weselszy, tylko troche ale od czegos trzeba zaczac
              • highly.sceptical Re: U nas tez tak bylo 06.06.12, 10:16
                > Bynajmniej tacy malkontenci stanowia mniejszosc, wiekszosc swiata widzac cudze
                > sukcesy dazy do takich samych tylko w tym nudnym jak piz...a kraju bluzga sie na
                > zadowolonych i zyczy im porazki i tylko tu mozna byc dumnym z filozofii
                > malkontenctwa.

                Szkoda tylko, że tego rodzaju stereotypy na ogół nie przechodzą prób weryfikacji naukowej. Zresztą, niechby nawet faktycznie w Polsce było proporcjonalnie więcej "malkontentów" niż w innych krajach, to nie sądzę, by była to jakaś bardzo znaczna różnica, na pewno nie na tyle, żeby "poznać Polaka niezależnie od tego, w jakim języku pisze". Francuzów, Niemców, Żydów i Szwedów też umiesz tak rozpoznawać? Może również potrafić wnioskować na podstawie postów o kolorze skóry delikwenta, co?

                Tak gwoli jasności: wykształcenie, obywatelu, macie rzecz jasna wyższe, prawda?

                > wiekszosc swiata widzac cudze sukcesy dazy do takich samych

                Nie bądź śmieszny. Jakie sukcesy? Wyjazd na Erasmusa to jest ten niebywały sukces, który budzi we mnie aż taką zawiść? Czy może kłopoty ze znalezieniem pracy, których owa studencka elita niezmiennie doświadcza? Wyobraź sobie, że gdybym rzeczywiście aż tak bardzo chciał być studentem, tobym nim był. Zresztą byłem nim kiedyś, system edukacji zmarnował mi 17 (!) lat życia, więc tego rodzaju propozycje, żebym został studentem, są bardzo nie na miejscu.

                Nie po to rzucałem szkołę i nie po to od lat pisemnie krytykuję system "edukacji", żeby teraz jechać na Erasmusa. Tak, jestem zarazem krytykiem systemu edukacji oraz jego ofiarą, i kiedyś - mam nadzieję - przyczynię się przynajmniej w jakimś stopniu do jego upadku. To jest marzenie mojego życia. Rozumiesz to?

                > Zawsze to jeden malkontent wytykajacy brak polskich znakow mniej

                To nie jest malkontenctwo, tylko domaganie się pewnej przejrzystości pisma: posty pozbawione polskich znaków są mało czytelne, często również niejednoznaczne. Skoro po tych swoich szkołach "wyższych" stanowicie elitę intelektualną, to chyba można od Was wymagać nieco więcej niż od zwykłych zjadaczy chleba, na przykład, że - jak powiada poeta - "od czasu do czasu wciśniecie prawy alt".
                • pinkymoon Re: U nas tez tak bylo 06.06.12, 13:34
                  Widzisz, chcesz polskich znaków, a to wiercenie dziury w brzuchu na siłę, zabieg w wydaniu najbiedniejszej formy retorycznej perswazji. Takich zaczepek mamy wszędzie na pęczki, marne dyskutanctwo, beznadziejna jakość rozmowy.
                  Można zrozumieć tylko jeden Twój argument "skrzywdził mnie system edukacji" i to ma sens. Sens jest, bo pokazuje, ile w Tobie goryczy. Weź się do roboty, to żaden system nie będzie Cię krzywdził. Tylko najsilniejsi mają swój system odpornościowy na system ogólny i potrafią z nim szczęśliwie żyć. Inni wciąż krzyczą, że im źle.

                  Tak to jest właśnie w Polsce, mojej ukochanej ("Naród wspaniały, jednak ludzie k...") że jest artykuł, który podnosi na duchu, traktuje o zmianach, ambicjach, podróżach po świecie, który jest cały do naszej dyspozycji, o miłości - skomplikowanej, krzepiącej, pięknej, ciekawej. Jest jedna tylko różnica w komentarzach do polskich artykułów i w komentarzach choćby pod artykułami angielskimi - my tu mamy ogólną frustrację i to psuje ogólny przekaz, nad którym się autor namyślił.

                  Na szczęście, tacy prozelici jak Ty cichną w tłumie, coraz więcej jest wesołości w polskich mediach i ludziach (więc to, co powiedział Piłsudski, a zacytowane powyżej, staje się tylko odniesieniem się do sfrustrowanej mniejszości). Ja już więcej nie będę odpowiadać na manifesty sfrustrawańców, to był ostatni mój zryw, żeby powiedzieć: znam Was, chcecie, żeby inni też byli smutni i nieszczęśliwi. Cóż, nie będą, to nigdy nie działa. Możecie tylko nas wkurzyć na chwilę, potem my znów mamy swoje szczęśliwe życie, a o Was mówimy ze współczuciem.

                  Weź się w garść człowieku, nie czepiaj się półsłowek, czep się swojego nihilizmu, totalnej miernoty i zrób coś z sobą. Może wyjedź tam, gdzie Ci lepiej. Ach, nie, Tobie nigdzie nie będzie lepiej. Przed własną marnością nie ma ucieczki innej jak tylko w siebie.

                  Pozdrowienia dla wszystkich cieszących się życiem, podziwiających ludzi wymienionych w artykule, ludzi, którzy stworzyli z powodzeniem swoje miejsce na Ziemi. :-)
                  • highly.sceptical Re: U nas tez tak bylo 06.06.12, 13:54
                    > Weź się do roboty, to żaden system nie będzie Cię krzywdził.

                    Zrobiłem to już ładnych parę lat temu i obecnie system edukacji mnie już nie krzywdzi, natomiast i tak mam zamiar go zniszczyć albo przyczynić się do jego upadku (ewentualnie jedynie opluwać go przy każdej nadarzającej się okazji): po pierwsze w ramach zemsty za to, że musiałem 17 (!) lat siedzieć w ławkach i chodzić do tablicy, po drugie dlatego, żeby nie narobił więcej szkód - system edukacji w obecnej formie musi zostać unicestwiony, kropka, tu w ogóle nie ma żadnej dyskusji.

                    > znam Was, chcecie, żeby inni też byli smutni i nieszczęśliwi

                    Ja jedynie chcę, żeby moje podatki nie szły na doczesne uciechy i balangi studenterii, niech sami sobie to finansują, natomiast ich samopoczucie i poziom szczęśliwości jest mi najzupełniej obojętny.

                    > Weź się w garść człowieku, nie czepiaj się półsłowek, czep się swojego nihilizmu,
                    > totalnej miernoty i zrób coś z sobą.

                    O co Ci właściwie chodzi?
                    • pinkymoon Re: U nas tez tak bylo 06.06.12, 17:23
                      Takich unicestwiaczy, niszczycieli boję się najbardziej. Skup się na sobie, Breiviku polskiej edukacji czy czego tam jeszcze i tylko nam nie lataj w tej swojej osobistej misji z jakimś karabinem zbawiającym cały świat, który sobie wyimaginowałeś po swojemu.

                      Pozdrowienia. Szkoła dała mi wiele, więc Twoje anarchistyczne zapędy siej na własnym podwórku, nie posyłaj swojego dziecka do szkoły, ale innym ludziom daj spokój. Ty nie musisz partycypować w systemie edukacji, ale jest wielu, którzy chcą, więc spuść z tonu, Twoja egzaltacja nie jest nikomu potrzebna.
                      • highly.sceptical Re: U nas tez tak bylo 06.06.12, 18:11
                        > Skup się na sobie, Breiviku polskiej edukacji

                        Bez takich porównań!

                        > Szkoła dała mi wiele

                        Co na przykład? Dyplom? Ha! ha! :D

                        > Ty nie musisz partycypować w systemie edukacji

                        Otóż niestety muszę, i to na wiele różnych sposobów. Po pierwsze płacę podatki, czyli chcąc nie chcąc system ten utrzymuję, a po drugie muszę oglądać wszechobecne billboardy zachęcające ludzi do podjęcia "studiów", jest mi od nich niedobrze, w ogóle od całej tej atmosfery: muszę wysłuchiwać o rzekomej elitarności studentów tudzież absolwentów, muszę (w każdym razie musiałem swego czasu) zbierać cięgi za to, że wypisałem się z tego systemu... Tak, niestety muszę, jak mówisz, "partycypować" w tym systemie, ponieważ jego macki sięgają bardzo wielu dziedzin życia, stosunków międzyludzkich itd.

                        Bardzo również jest mi przykro, gdy widzę, jak machina edukacyjna urabia ludzi. Dla przykładu moi właśni (Boże, jaka dziwne słowo...) rodzice omal się nie odwrócili ode mnie, kiedy - pozwolę sobie to metaforycznie wyrazić - wyskoczyłem z tego pędzącego w przepaść pociągu. Takie ma ten system ambicje! Rubel za wejście, dwa za wyjście! Jeśli odejdziesz i przestaniesz płacić oraz naganiać kasę (uczelnia od każdego delikwenta dostaje dotację z budżetu), to zostaniesz skłócony z rodziną, narażony na ostracyzm społeczny. System nic nawet nie musi robić: ludzie sami siebie trzymają za mordy, byle tylko tzw. uczelnie i ich beneficjenci mieli jak pączki w maśle. Każdy każdego ma pilnować, by grzecznie chodził do szkółki, potem na studia... stosuje się rozmaite groźby, zachęty, propagandę, urabianie od kołyski, rozbuchaną inżynierię społeczną. Bardzo to wszystko jest przerażające.

                        Podsumowując: struktury tej przestępczej organizacji zwanej szkolnictwem należy zniszczyć u samych podstaw, koniec kropka!
        • rraleighh Re: U nas tez tak bylo 05.06.12, 22:34
          " Ale słusznie piszesz, tak właśnie jest: ten cały Erasmus służy wyłącznie podróżowaniu i balandze z "przyjaciółmi z całego świata", zabawie."

          PiepXXysz :) Erasmus nie różni się od zwykłych studiów w dowolnym kraju. Otóż, 3 osoby na 100 są dobre, 17 jest znośnych, 80 to śmierdzące lenie i obiboki. W szerszej skali, jeśli uwzględnić osoby nie zainteresowane studiami, a gdzieś tam uczące się po jakichś szkołach, te proporcje zmieniają się tylko trochę (na niekorzyść).
      • fast_eddy Re: U nas tez tak bylo 05.06.12, 19:28
        sekete napisała:

        > Obydwoje bylismy Erazmusami, ja najpierw w Czechach, a on w Krakowie. Erasmus t
        > o kapitalna sprawa jesli chcesz popodrozowac, podszkolic angielski i miec wlasn
        > a siec kontaktow na swiecie. Jestesmy polsko-czeska para od 3 lat. W sierpniu b
        > ierzemy slub.

        SUPER! To wszystkiego najlepszego młodej parze!!!
        Pozdrawiam
    • finrod_cz Erasmus moja miłość 02.06.12, 11:06
      Widzę, że większość forumowiczów nie zrozumiała sens Erasmusa. To nie nauka, lecz prewencja kolejnej wojny w Europie i rozpadu Europy na małe części - i tak jest to dobrze. Kto się chce coś nauczyć, niech idzie na zwykły Master program zagranicę - ale to nie jest celem Erasmusa. Celem Erasmusa jest właśnie to, co jest opisane w artykułe. Że by ludzie się bardziej poznali, że by sobie nie dali wmówić od lokalnych idiotów, że odmienność to coś złego i że za "tradycję" musi się walczyć. Szkoda tylko że taki program nie jest porządny też dla młodszych (bo Comenius nie jest taki dobrby), że by jeszcze więcej ludzi w tym uczęstniczyło, nie tylko studenci uczelni. Im prędzej będzie nas, którzy mamy takie doświadczenie (nie jestem Polakiem, byłem w Polsce na Erasmusie), więcej, tym lepiej. Świat frustracji narodowych pokoleń naszych rodziców i dziadków musi zniknąć, przynajmniej w ramach Europy, i Erasmus temu pomaga. Więcej Erasmusa, mniej narodowców!
      • easy.przemo idea słuszna ale to tylko 2 miliony w ciągu 25 lat 03.06.12, 14:51
        i jakieś trzy tysiące studentów z Polski rocznie. To tylko kropla w morzu, która wiele nie zmieni i raczej pokazuje, że na tą zabawę (czy jak kto woli naukę) stać tylko tych z bardziej zasobnym portfelem.
        • sekete Re: idea słuszna ale to tylko 2 miliony w ciągu 2 04.06.12, 08:46
          Na Erasmusa kazdy student dostaje kieszonkowe w zaleznosci do jakiej grupy krajow wyjezdza. Ja w 2009 roku dostalam kieszonkowe na akademik, 1/2 wyzywienia. Szkola w ktorej bylam pod koniec roku zrobila wszystkim Erasmusom niespodzianke i nie musieli placic za ostatni miesiac. Dodatkowo dostalismy darmowa wycieczke do Pragi, i okolicznosciowe wydarzenia takie jak: coctail party, Mikolajki, bal na zakonczenie roku . Szkola wspierala inicjatywy studentow zagranicznych, wyglaszanie referatow, wycieczki po kraju, profesorowie zapraszali nas do domow.
          • highly.sceptical Re: idea słuszna ale to tylko 2 miliony w ciągu 2 05.06.12, 13:34
            > Na Erasmusa kazdy student dostaje kieszonkowe w zaleznosci do jakiej grupy kraj
            > ow wyjezdza. Ja w 2009 roku dostalam kieszonkowe na akademik, 1/2 wyzywienia.
            > Szkola w ktorej bylam pod koniec roku zrobila wszystkim Erasmusom niespodzianke
            > i nie musieli placic za ostatni miesiac. Dodatkowo dostalismy darmowa wycieczke
            > do Pragi (...)

            Darmowe wycieczki nie istnieją. Może nie wiesz, ale również Twoje kieszonkowe ktoś musiał najpierw wypracować.

            Kiedy w tej chorej Europie wprowadzą wreszcie płatne studia?! Ile jeszcze grabienia podatników pod pretekstem "edukacji"? (A widzimy po wpisach niejakiej Sekete, jak ta edukacja wygląda). Jeśli kiedyś w tym syfie wybuchnie jakaś rewolucja, to namawiałbym obywateli rewolucjonistów, by w pierwszej kolejności zniszczyli system edukacji. Ach, jak pięknie będzie patrzeć na jego upadek!
          • kownopalka Re: idea słuszna ale to tylko 2 miliony w ciągu 2 05.06.12, 16:32
            Dodatkowo dostalismy darmowa wycieczke do Pragi, i okolicznosciowe wydarzenia takie jak: coctail party, Mikolajki, bal na zakonczenie roku ittd.

            Mnie tez drazni ta darmocha. Nic nie ma za darmo. Ktoś musiał na to zapracować, zeby towarzycho sie dobrze bawiło. Trochę wiedzy ekonomicznej by się przydało zamiast degustacji potraw.
      • talbor73 Re: Erasmus moja miłość 05.06.12, 21:08
        prewencja wojny? uważasz, że przyczyną wojen jest to, że ludzie w różnych krajach nic o sobie nie wiedzą i nie mają kontaktów? Kiedyś elity w Europie, od Portugalii przez Francję po Rosję były skoligacone, mówiły wspólnym językiem(francuski) właściwie żyły w tej samej kulturze, podziwiały tych samych artystów ale jednocześnie wysyłali armie przeciw sobie by po zakończeniu krwawej batalii zasiąść do stołu rokowań, ostro się targować a w przerwach wspólnie bawić się na balach itp. Co się zmieniło? Dziś kontakt mają nie tylko elity ale zwykli ludzie, często oglądają te same filmy, słuchają takiej samej muzyki. I...wylewają na siebie pomyje po angielsku. Ale nawet to nie doprowadzi do żadnej wojny. Wojny nie wybuchają z zazdrości, nienawiści ale z przyczyn ekonomicznych. Erasmus ogólnie jest dobrym pomysłem, ułatwia poznanie Europy młodym ludziom. A związki między różnokrajowcami bardziej ułatwia internet niż Erasmus.
        • rraleighh Re: Erasmus moja miłość 05.06.12, 23:00
          Różnica jest taka, że przed wojną praktycznie wszyscy Niemcy, poza może garścią skrajnych lewicowców, wierzyli święcie, że Słowianie, Żydzi i Cyganie to podludzie, a w szczególności, że Polsce należy za wszelką cenę odebrać niesprawiedliwie przyznane ziemie niemieckie - Toruń, Katowice i tak dalej. Być może garść intelektualistów zdawała sobie podskórnie sprawę, że to są tylko bajania dla mas, ale faktem jest, że taki właśnie był stan umysłów. Nie chcę tu brać Niemców na cel, z całą pewnością inni nie ustępowali w ksenofobii, ale dzięki różnym uwarunkowaniom Niemcy przeszli od pogladów do ich realizacji. Dziś to jest po prostu niemożliwe. Oczywiście, w tym sensie Erasmus i integracja europejska zapobiega poprzedniej wojnie, a nie następnej, ale mam podskórne odczucie, że tej następnej nie dożyjemy, albo że w każdym razie nie zacznie się ona w Europie.
    • kotek.filemon Re: Erasmus moja miłość 04.06.12, 09:21
      Studenci z Erasmusa zajmują się głównie garowaniem do nieprzytomności a cały pobyt przypomina semestr lub rok wiecznej balangi. Na szczęście to nie tylko polscy studenci przynoszą wstyd ojczyźnie, bo Hiszpanie na gościnnych występach w PL robią to samo...
      • simply_z Re: Erasmus moja miłość 05.06.12, 18:28
        zazdrościsz;)
        trzeba było jechać może byś trochę świata zobaczył ,języki poznał..heh
        • kotek.filemon Re: Erasmus moja miłość 05.06.12, 20:45
          Wyjechałem, ale dopiero na badania w ramach doktoratu i potem na staże podoktorskie. Znacznie bardziej produktywne.
    • zlotabeczka Erasmus moja miłość 05.06.12, 23:33
      Po pierwsze - na Erasmusa wyjezdzaja przewaznie najlepsi studenci, ktorzy musza napisac wniosek do dziekana by udowodnic, ze wyjazd wiaze sie z praca naukowa (przynajmniej tak bylo w moim przypadku).
      Po drugie - wbrew, co niektorzy mysla, Erasmusi studiuja jak inni studenci (czesto z taryfa ulgowa, bo nie zawsze jezyk obcy gietkim jest, ale i to zalezy od kierunku).
      Po trzecie - Erasmus jest wymiana edukacyjno - kulturalna, a wiec poznawanie obcego kraju jest jak najbardziej na miejscu, choc zdazaja sie i osoby, ktore zaszywaja sie przez 5 miesiecy w jednonarodowych grupach.
      Po czwarte - stypendium wystarcza zazwyczaj na oplacenie akademika i pomocy naukowych (tak jak stypendium na uczelni w Polsce), a na zwiedzanie i imprezowanie wydaje sie pieniadze wlasne (czasem ciezko zarobione podczas pracy wakacyjnej za granica, jak w moim przypadku).
      Podsumowujac, Erasmus jest dla studenta oknem na swiat, skarbnica wiedzy praktycznej i wielkim sprawdzianem samodzielnosci. Polecam wszystkim (ktorzy sie kwalfikuja)!
      • kotek.filemon Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 10:22
        zlotabeczka napisała:

        > Po pierwsze - na Erasmusa wyjezdzaja przewaznie najlepsi studenci,

        O RLY? Już kiedy ja kończyłem studia (ponad 10 lat temu) wystarczała średnia 3.75 i brak warunków. Teraz podobno wystarcza 3.5, bo miejsc jest czasem więcej niż chętnych.
        • highly.sceptical Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 10:39
          > > Po pierwsze - na Erasmusa wyjezdzaja przewaznie najlepsi studenci,
          >
          > O RLY? Już kiedy ja kończyłem studia (ponad 10 lat temu) wystarczała średnia 3.
          > 75 i brak warunków. Teraz podobno wystarcza 3.5, bo miejsc jest czasem więcej
          > niż chętnych.

          Złota babeczka, jak każdy człowiek o mentalności studenckiej, wmawia sobie skutecznie, że należy do elity. Oni wszyscy studiują na bardzo dobrych uczelniach, są świetnie wykształceni, mają wyjątkowo poszerzone horyzonty, znają mnóstwo kultur, jeszcze więcej języków i tak dalej, i tak dalej. Słuchać się tego już po prostu nie da.
          • pinkymoon Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 17:27
            Ciekawe, panie Highly Sceptical lub raczej Highly Frustrated, niemalże wszędzie musisz wcisnąć Twoje dwa grosze, głosić swoją prawdę do upadłego. Czy ktoś Cię poniżył w szkole, nie byłeś akceptowany, nie udało Ci się znaleźć pracy z powodów nieudolności? Na pewno jest jakieś psychologiczne wyjaśnienie Twojego uporu i frustracji, może ujawnisz. Może wtedy jakoś Cię będzie można pocieszyć, a Twoje życie nie będzie więcej czarno-białym smutnym obrazem codziennej donkiszoterii?
            • highly.sceptical Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 17:50
              > Czy ktoś Cię poniżył w szkole, nie byłeś akceptowany, nie udało Ci się znaleźć pracy
              > z powodów nieudolności?

              Wszystkie strzały są niestety dla Ciebie, a na szczęście dla mnie niecelne.

              > Na pewno jest jakieś psychologiczne wyjaśnienie Twojego uporu i frustracji, może ujawnisz

              Proszę bardzo, żadna tajemnica. Otóż powodem mojego uporu i frustracji jest to, że spędziłem w szkołach różnych szczebli wszystkiego 17 (siedemnaście!) lat. Gdybym w wieku 15 lat doszedł był do wniosku, że system edukacji jest niewart złamanego grosza i że trzeba odejść, pewnie dzisiaj bym sfrustrowany nie był - niestety, tkwiłem w tym chorym i bardzo szkodliwym systemie kolejną dekadę. Zatem można powiedzieć, że system szkolny - ta przerażająca machina edukacyjna, która niszczy wszystko na swej drodze - zmarnował mi ponad połowę dotychczasowego życia. Dlatego właśnie machinę edukacyjną w jej obecnym kształcie będę zwalczał, ile mi sił starczy.

              > smutnym obrazem codziennej donkiszoterii?

              Czyżby? Otóż okazuje się, że krytyka systemu edukacji jest coraz powszechniejsza, również w niniejszym medium (Gazeta Wyborcza). Do coraz większej liczby osób dociera prawda o stanie polskiego szkolnictwa, w tym "wyższego"; pojawiają się głosy o konieczności reform, a nawet (ku mojej ogromnej uciesze) o tym, że żadne reformy już tu nie pomogą, że system ten należy stworzyć od podstaw na gruzach poprzedniego. Tak... przyjdzie dzień, w którym ludzie odpowiedzialni za obecny stan rzeczy poniosą gorzkie konsekwencje swoich poczynań, i to będzie najpiękniejszy dzień mojego życia.
              • pinkymoon Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 18:01
                Jak wygląda Twój wymarzony system edukacji?
                • highly.sceptical Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 20:06
                  > Jak wygląda Twój wymarzony system edukacji?

                  O, widzę, że wreszcie chcesz rozmawiać o czymś ciekawszym niż moje frustracje i rzekome kłopoty życiowe. Świetnie! :) Oczywiście nie mogę Ci opisać tego na forum w sposób wyczerpujący, to dość obszerne zagadnienie, ale chętnie w kilku słowach nakreślę, co trzeba by zmienić w obecnym systemie.

                  Szkoła podstawowa/gimnazjum i liceum:

                  1. Zmniejszenie ilości nauki pamięciowej. Obecnie sytuacja w szkole wygląda tak, że uczniowie mają "do opanowania" mnóstwo "materiału", a potem tak czy inaczej nikt tego od nich nie wymaga. To absurd. Szkoła powinna przekazywać podstawową wiedzę o świecie, bez nadmiernych szczegółów, oraz skupiać się bardziej na pewnych prawidłowościach, mechanizmach itp., a nie na suchych faktach (uczenie suchych faktów w dobie Internetu to ponury żart).

                  2. Należy wprowadzić takie przedmioty, jak podstawy prawa, ekonomii, medycyny oraz psychologii społecznej (dlaczego akurat psychologia społeczna, pisałem swego czasu obszerniej). W przedmiotach ścisłych więcej logiki i statystyki. Metodologia wnioskowania naukowego. No i koniec z religią w szkołach.

                  3. Stworzyć sensowny program, nie zanadto obfity, ale ustalonego minimum wymagać z żelazną konsekwencją. Dość naciągania ocen i przepychania debilów z klasy do klasy!

                  4. Lekcje polskiego wymagają rewolucji, obecnie są kpiną (chociaż może wypowiadam się nazbyt autorytatywnie, bo większość przekiblowałem za karę na korytarzu). Żeby nie wchodzić nadmiernie w szczegóły: należy odświeżyć kanon lektur, więcej nowości, mniej klasyki. Zasadniczym zadaniem lektur szkolnych powinno być zarażenie młodych ludzi czytaniem, zachęta. Rozbudzony czytelniczo człowiek do klasyki sięgnie kiedyś sam, a jeśli, to też tragedii nie będzie.

                  Ponadto wg mnie powinno się rozdzielić lekcje polskiego na lekcje języka jako takiego (stylistyka, rejestry, ortografia, interpunkcja, gramatykę można darować) oraz na lekcje literatury i być może filmu, przypominające w formie klub dyskusyjny.

                  Szkoły wyższe:

                  Tu właściwie nie ma wielkiej filozofii: należy zrezygnować z eksperymentu pt. umasowienie szkolnictwa wyższego i powrócić do uniwersyteckiej elitarności. Nie każdy musi mieć tytuł magistra (ja np. nie mam i jakoś żyję, całkiem nieźle zresztą).
                  • pinkymoon Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 22:33
                    Po pierwsze: przyszedł czas na "wreszcie" kiedy się wyjaśniło, że jednak nie chcesz zlikwidować systemu edukacji w ogóle - co wynikało z Twoich pierwszych postów - a jedynie zmienić go na lepsze i uważasz, że należy budować od postaw.

                    Otóż system szkolnictwa jaki chcesz jest również w zasięgu moich marzeń. Chciałabym, żeby nauczyciele, których miałam, byli wszyscy pełni mądrości życiowych, charyzmy i entuzjazmu. Żeby szkoła była ciekawa i przyjazna, inspirująca. Czy tu, czy gdzie indziej na świecie znajdziesz - w absolutnie każdej szkole - ludzi pozbawionych życia, bez pasji, a jednak pracujących w szkołach, neutralizując wszelką dziecięcą pasję i marzycielstwo. Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą z niedbalstwa ograniczać i przyczyniać się do zanikania dziecięcej wyobraźni, zamiast ją w szkołach pielęgnować i uczynić z niej najwyższe narzędzie dobra w przyszłości. Przebudowanie systemu nie za wiele by pomogło. System to ludzie, którzy w nim pracują, a ludzie zawsze będą różni. Jako bibliofil marzyłabym o nauczycielu, którzy w tych nowych wydawnictwach książkowych wskaże mi wszystko, co wartościowe. Wprowadźmy odmieniony kanon książek (zgadzam się, sama z chęcią sięgam po klasykę, ale dopiero po latach) z których kolejna grupa nauczycieli-cieni uczyni bezużyteczne godziny lekcyjne. To, o co wnioskujesz i co nie zmarnowałoby Ci 17 lat w szkole to ludzie z pasją. Taka powinna zajść zmiana. A za tym mogłaby iść zmiana systemu, ale to, moim zdaniem, utopia. Jedyne, na co można liczyć, to że raz na jakiś czas na drodze w naszym życiu staną ludzie, którzy nas zainspirują. W rzeczywistości jednak wygląda to tak, że Twój hipotetyczny rząd wprowadziłby nowy kanon lektur według Twoich preferencji, ale potem pojawi się rząd nudnego i pozbawionego idea i empatii pana X, który uzna, że klasyka to podstawa, więc dzieci znów będą czytać Potop, rozumiejąc z niego przygnębiające, ale jednak właściwe im i naturalne historyczne "niewiele".

                    System, którego chcesz to ludzie, którzy sporadycznie się pojawiają. Zmniejszenie nauki pamięciowej? Jeden nie wysilający się na przykłady, znudzony życiem, będzie Ci dyktował książkę na wykładach, czego i ja doświadczyłam, ale inny na pierwszych zajęciach zapowie, że pamięciówki nie będzie, bo to nie jest styl i on ma nam dużo ciekawych rzeczy do opowiedzenia. Tego, czego chcesz, chciałabym i ja (mając zresztą mnóstwo kolejnych pomysłów), ale nie liczę na zmianę systemu na mój idealny jego obrazek. Po pierwsze dlatego, że nie ma idealnych systemów (mają tylko zadowolić większość i wprowadzić ogólną organizację, reszta jego działania to pojedynczy ludzie), po drugie dlatego, że żaden system nie sprzyja indywidualności, ale jednak w pewien sposób jednoczy. Indywidualność ocalałaby sama, jeśli znajdą się na naszej drodze ludzie z pasją. Inspiracja jest najwyższą formą czynienia dobra. Dlatego tak zacietrzewiłam się na Twoje pesymistyczne, krytykanckie protesty. Wolałabym, żeby ktoś wesoło i krzepiąco napisał o zmianach i napisał, że sam je wdraża, napisał energicznie i od serca, bo wtedy wiedziałabym, że dzieje się zmiana. Wygląda na to, że u Ciebie dzieje się tylko teoria. Ciekawa jestem, jakim Ty byłbyś nauczycielem. Może nie narzekaj tak bardzo na system, a zacznij działać na własną rękę? Inspiruj ludzi, a wtedy żaden system nie będzie im groźny.

                    Pozdrowienia.
                    • highly.sceptical Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 23:11
                      > Po pierwsze: przyszedł czas na "wreszcie" kiedy się wyjaśniło, że jednak nie
                      > chcesz zlikwidować systemu edukacji w ogóle - co wynikało z Twoich pierwszych postów
                      > - a jedynie zmienić go na lepsze i uważasz, że należy budować od postaw.

                      Uważam, że o ile można od biedy reformować szkolnictwo ogólne (podstawówka, gimnazjum, liceum), o tyle w przypadku tzw. szkolnictwa wyższego reformy na niewiele się zdadzą, tam patologia zaszła już zbyt daleko i wymaga radykalnych metod.

                      > System to ludzie, którzy w nim pracują, a ludzie zawsze będą różni.

                      Owszem, ale jest też druga strona: system bardzo ogranicza prawdziwych nauczycieli z pasją, o których tak marzysz. Ogranicza ich nadmierną biurokracją, sztywnym programem itd. Przykładem jest moja profesorka od polskiego z liceum. Bardzośmy się co prawda nie lubili, wielokrotnie bywałem wyrzucany przez nią z klasy, raczony "jedynkami" i tak dalej, ale kiedyś sobie z nią porozmawiałem poważniej i to właśnie mi powiedziała: że system ją ogranicza, że ona po prostu musi omawiać literaturę w rodzaju Cierpień młodego Wertera. A to, jak oceniam z perspektywy czasu, była dobra nauczycielka, najlepszy dowód, że język polski to jedyny przedmiot - wyjąwszy przedmioty ścisłe, miałem z nimi do czynienia na studiach - z którego cokolwiek jeszcze pamiętam.

                      Zresztą znam system szkolnictwa z drugiej strony, ponieważ pochodzę z rodziny nauczycielskiej (matka naucza w podstawówce i gimnazjum, ojciec wykłada na "wyższych" uczelniach). Optymistycznie niektóre ich opowieści nie nastrajają.

                      > Po pierwsze dlatego, że nie ma idealnych systemów

                      Ależ ja mam tego świadomość, przecież nie piszę, że nagle będzie świetnie. Jednak znaczna część kłopotów z obecnym szkolnictwem ma charakter czysto systemowy, wynika wprost z przepisów, nie z takiej czy innej mentalności. To, że system edukacji jest skostniały i nieprzystający do obecnych czasów, jest faktem, w dodatku możliwym do zmiany.

                      > Ciekawa jestem, jakim Ty byłbyś nauczycielem.

                      Niestety fatalnym. :) Nie przepadam za młodzieżą, nie mam talentu pedagogicznego, no i w ogóle jakoś mnie nie ciągnie do tego zawodu.

                      > Inspiruj ludzi, a wtedy żaden system nie będzie im groźny.

                      Staram się inspirować do ludzi do krytycznego spojrzenia na system edukacji. :)
                      • pinkymoon Re: Erasmus moja miłość 07.06.12, 00:32
                        Jednak nie zainspirowałeś mnie, określając jako kopulujące, rozbawione, rozpieszczone dziecię erasmusowego stypendium. Nie zainspirowałeś mnie nawet do myślenia o zmianie w systemie edukacji. Dlaczego? Po pierwsze moje obserwacje z perspektywy "zza szkolnej ławy" zaowocowały moimi własnymi pomysłami - podobnymi zresztą do Twoich, ale co najważniejsze i po drugie - empiryczną stronę tego, jak takie rozwiązania wyglądają w praktyce doświadczyłam... na Erasmusie. Na początku roku na zagranicznej uczelni przywitano nas przesłaniem opartym na prostym rozumowaniu: wszyscy jesteście w obcym dla Was kraju, będziecie się łączyć w grupy i każde wrażenie z nowego miejsca będziecie przeżywać wspólnie; w totalnie nowych warunkach będziecie zdani na siebie i nowo poznanych ludzi, więc więzi, które się między Wami wytworzą będą silne, bo oparte na wspólnych, zintensyfikowanych doświadczeniach; będziecie zawierać przyjaźnie na całe życie; ze studentami z Polski, Austrii, Niemiec, Francji, Grecji, Węgier, Bułgarii, czy nawet Stanów Zjednoczonych, Chin czy Japonii, którzy uczą się na naszym uniwersytecie w ramach innych programów, a idzie za tym prewencja na polu poważnych konfliktów między narodami, przed kolejną wojną, której nikt by nie chciał. Dlaczego to uchroni nas przed niebezpieczną agresją? Bo nie będziecie - w przeciwieństwie do ludzi sprzed ponad półwiecza i wcześniej - widzieć swoje państwo przez szkiełko nacjonalistyczne i oceniać inne narody instynktownie - będziecie patrzeć na inne narody przez pryzmat swoich przyjaciół, znajomych - że to są tacy sami ludzi jak Wy, z takimi samymi uczuciami. Będziecie stawiać ostrożne kroki w dialogu międzynarodowym. Będziecie się lepiej rozumieć, będziecie patriotami, ale i będziecie mieć świadomość, że należycie do świata, nie jesteście ograniczeni granicami. A takie poczucie jedności ma chronić i budować. To tak gwoli wyjaśnienia przesłania tego, co wielu z uporem nazywa "Orgazmusem".
                        Dlaczego Erasmus jest nazywa "Orgazmusem"? Otóż są tu również ludzie, których celem wyjazdu jest kopulacja i imprezy. Takich ludzi mamy też na polskich uniwersytetach, na które również płaci się podatki, a niestety niewiele mają wspólnego z inspirującą przygodą programu LLP Erasmus. Są tacy, co się tu przyjechali uczyć i tacy, co przyjechali, żeby "poszukać kochasia", jak to określiłeś. Na ile statystycznie intencjonalne jest poszukiwanie kochasia nie wiem, ale to, co opisane jest w artykule nie ma nic wspólnego z tym, do czego porównałeś wszystkich uczestniczących w tym programie. To, co opisał autor artykułu odzwierciedla jedną prostą zasadę: w moim kraju jest przykładowo kilkadziesiąt milionów mężczyzn, na świecie jest ich kilka miliardów. Nie widzę powodu, dla którego ktokolwiek ma być ograniczoną granicą swojego kraju, a znalezienie partnera czy partnerki poza granicami Polski służyłoby jedynie, jak to nazwałeś "dla lansu". Ludzie, którzy tu przyjeżdżają są ciekawi świata i nie boję się reorganizacji życia, wszyscy podejmują ryzyko na podstawie podobnych światopoglądów, więc wydaje się to świetną platformą dla trwałych przyjaźni czy miłości - ludzi tutaj łączą często te same pasje i mnóstwo pomysłów na świat.

                        Lubisz pisać "niedobrze mi się robi, jak czytam". No więc odczuwam coś w tym rodzaju, kiedy czytam "i dobrze Wam, że nikt nie chce Was zatrudnić". Osoba, która wyjechała w ramach tego programu nie powinna być dyskryminowana ani faworyzowana. Każdy pracodawca, który z góry zakłada, że Erasmus = bezużyteczny pracownik lub Erasmus = genialny pracownik, nie ma racji. Na szczęście wciąż można liczyć na w rozsądnych pracodawców, którzy będą pojedynczo badać zdolności swoich kandydatów i będą chcieli się przekonać na własnej skórze, kto balangował, a kto dał z siebie wszystko.

                        Nie liczę na rewizję Twoich poglądów, widzę je jak surowe twarze zimnych pomników, które przez wieki będą stać niewzruszone, ale gdzieś, za Twoje i innych podatki, niektórzy młodzi ludzie zostali zainspirowani i być może oni będą zmieniać Polskę. Wielu z nich nigdy nie miałoby szansy wyjechać, ponieważ nie byłoby ich po prostu na to stać. I to jest jeden z niewielu programów, który daje szansę na dynamiczny rozwój tym, którzy nie mają bogatych rodziców.

                        No cóż, pozdrawiam. I szkoda, że ludziom, którzy nie doświadczyli czegoś, tak często wydaje się, że wiedzą.
                        • highly.sceptical Re: Erasmus moja miłość 07.06.12, 12:56
                          > Jednak nie zainspirowałeś mnie, określając jako kopulujące, rozbawione, rozpieszczone
                          > dziecię erasmusowego stypendium.

                          A to chyba nie są moje określenia, jeśli dobrze pamiętam... nie pisałem niczego takiego.

                          > Nie zainspirowałeś mnie nawet do myślenia o zmianie w systemie edukacji.

                          Wiem, ja chyba w ogóle mało ludzi inspiruję do krytycznego spojrzenia na system edukacji, a do działań w kierunku jego unicestwienia tym bardziej. Cóż, zrzucam to na karb ludzkiego umiłowania status quo - społeczeństwo na ogół z jakichś powodów nie jest skłonne do negowania przyjętego stanu rzeczy.

                          Pisałem gdzieś wyżej, że przeciętny człowiek omal nie od kołyski bombardowany jest nachalną propagandą edukacyjną: najpierw w domu urabiają go rodzice, że trzeba chodzić do szkoły, że dyplom jest wartością samą w sobie itd.; później billboardy, ulotki, media, nauczyciele – wszyscy takiemu młodemu człowiekowi wpierają, że szkolnictwo stanowi rzekomo gwarant sukcesu; atmosferę robi się celowo taką, żeby człowiek nabrał błędnego przekonania, że nie ma dla niego innej drogi.

                          > Nie liczę na rewizję Twoich poglądów, widzę je jak surowe twarze zimnych pomników

                          Trochę tak jest... ale – zaznaczam – jedynie w kwestii tzw. edukacji narodowej. Otóż z natury mam dużą skłonność do krytycyzmu wobec swoich poglądów, zapatrywań i przekonań, zawsze staram się wszystko weryfikować i sprawdzać. Ale niestety, w przypadku edukacji nie mogę sobie pozwolić na ten luksus, bo wówczas niewiele osiągnę. Zmiany o charakterze politycznym wymagają radykalizmu i pewnej zatwardziałości w poglądach – i cała historia przemian politycznych, różnych rewolucyj itd. pokazuje to jednoznacznie. Choć muszę przyznać, że ów radykalizm jest raczej moją maską aniżeli twarzą.

                          > Wielu z nich nigdy nie miałoby szansy wyjechać, ponieważ nie byłoby ich
                          > po prostu na to stać. I to jest jeden z niewielu programów, który daje szansę
                          > na dynamiczny rozwój tym, którzy nie mają bogatych rodziców.

                          Dobrze już. :) Może rzeczywiście ten Erasmus nie jest taki głupi, zresztą ja właściwie nic nie mam do tego programu. Kliknąłem ten artykuł, bo uznałem, że można by tu trochę popróbować roboty wywrotowej, sam Erasmus ani mnie ziębi, ani grzeje, był pretekstem.
                      • pinkymoon Re: Erasmus moja miłość 07.06.12, 00:38
                        Ach i kolejnych argumentem, którym chciałabym Cię przekonać, że nie wszystko jest czarno-białe jest to, że uwielbiałam książkę "Cierpienia młodego Wertera", kiedy czytaliśmy ja w gimnazjum. To jest przykład pięknej prozy. Do dziś pamiętam, kiedy nasza nauczycielka zapytała dziewczyny, mrużąc fikuśnie oko: "Dziewczyny, która chciałaby być z takim Werterem, co ciągle leży pod drzewem i marzy?! Pięknie jest marzyć, ale nie można całego życia bezczynnie przesiedzieć pod drzewem! Nic dziwnego nie było więc w zachowaniu Lotty, kobiety lubią czuć się bezpiecznie, a tak czują się zazwyczaj w towarzystwie mężczyzn przedsiębiorczych." Nigdy nie zapomnę tej nauczycielki, wielu jej słów i "Cierpień młodego Wertera". Takie właśnie wrażenie człowiek z pasją może zostawić po każdej przymusowej lekturze. Nowe kanony i spisy na niewiele się zdadzą, jeśli ktoś mi spaprze majstersztyk pisarki Olgi Tokarczuk swoim jej niezrozumieniem.
                        • highly.sceptical Re: Erasmus moja miłość 07.06.12, 13:00
                          > uwielbiałam książkę "Cierpienia młodego Wertera", kiedy czytaliśmy ja w gimnazjum

                          Jestem w szoku! o_0

                          > To jest przykład pięknej prozy.

                          Możliwe, nie znam się zbytnio na tym. :(

                          > Do dziś pamiętam, kiedy nasza nauczycielka zapytała dziewczyny, mrużąc fikuśnie oko:
                          > "Dziewczyny, która chciałaby być z takim Werterem, co ciągle leży pod drzewem i marzy?!
                          > Pięknie jest marzyć, ale nie można całego życia bezczynnie przesiedzieć pod
                          > drzewem! Nic dziwnego nie było więc w zachowaniu Lotty, kobiety lubią czuć się
                          > bezpiecznie, a tak czują się zazwyczaj w towarzystwie mężczyzn przedsiębiorczych."

                          Cóż, trudno mieć inne zapatrywania pobierając nauczycielską pensyjkę. Ha! ha! :D

                          > jeśli ktoś mi spaprze majstersztyk pisarki Olgi Tokarczuk swoim jej niezrozumieniem.

                          Nie czytałem nigdy niczego tej autorki... dobrze pisze? o czym?
                          • pinkymoon Re: Erasmus moja miłość 08.06.12, 19:47
                            Jeden z moich ulubionych fragementów z "Cierpień młodego Wertera", które skrzętnie zanotowałam to: "(...) a ludzie zabezpieczają się w swoich domkach, zagnieżdżają i panują nad wielkim światem! Biedny głupcze, który wszystko cenisz tak mało, bo sam jesteś mały!" To o ludziach wiecznie niezadowolonych, więc jakże uniwersalną naukę autor zawarł w tej "głupiej książeczce"! Spotykam codziennie, wylewają się zza każdego rogu.

                            Mam też kilka innych, bardziej uroczych, ale nie będę zanudzać, Werter przecież i tak został przez Ciebie zaszufladkowany.

                            Olgę Tokarczuk polecam bardzo mocno, proza w tonie bystrze kwestionującym tuziny utartych, ordynarnych spojrzeń na świat, wszystko na zasadzie barwnej rewizji. W "Biegunach" na przykład intrygujące studium podróży i przekleństwa mechanizmów turystycznych, tłumów zwiedzających na oślep, biegnących przez główne ulice popularnych miast.
              • pinkymoon Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 18:05
                Poza tym tkwimy w błędnym kole. Zapytałam o konkretne przyczyny. Piszesz sfrustrowany, że szkoła zmarnowała Ci 17 lat życia. Przynajmniej wiesz, gdzie stawiać przecinki. To już wiemy, że dałeś je sobie zmarnować (bo poddanie się temu to już inna kwestia). Pytanie, dlaczego sądzisz, że jest zmarnowane. Nie lubisz swojej pracy? Musi być jakiś punkt, rozsądny argument dla niechęci do szkoły. Na razie nie wysunąłeś żadnych, czysta demagogia i populizm czy może stać Cię na więcej?
                • highly.sceptical Re: Erasmus moja miłość 06.06.12, 20:41
                  > Zapytałam o konkretne przyczyny.

                  Konkretna przyczyna jest taka, że płakać mi się chce na myśl o bezowocnie strawionych godzinach w ławie szkolnej tudzież przy tablicy, również w autobusach (byłem tzw. uczniem dojeżdzającym). Można było ten czas lepiej wykorzystać. Bardzo odczuwam to teraz, w dorosłym życiu, gdy czasu mi brakuje.

                  Ponadto jestem wściekły na siebie, że byłem jak ta owca.Żadnego pomyślunku, żadnej krytycznej refleksji. Dziś może trudno w to uwierzyć, ale kiedy miałem te 19 lat wydawało mi się, że jedyna droga życiowa, jaką może obrać człowiek, to iść na studia - i to mimo że nie bardzo wiedziałem, jakie właściwie studia powinienem wybrać (nie miałem wówczas raczej skonkretyzowanych zainteresowań). Co gorsza, rodzina, środowisko i społeczeństwo tylko utwierdzały mnie w tym przekonaniu: jakże to? bez dyplomu? jak iść w życie bez dyplomu? będziesz, bracie, szukał wiktuałów w okolicznych kubłach na śmieci! (Tym ostatnim odezwaniem uraczył mnie swego czasu ojciec).

                  > Przynajmniej wiesz, gdzie stawiać przecinki.

                  Z grubsza wiem, ale bynajmniej nie nauczyłem się tego w szkole. Szkoła bowiem bardzo źle uczy interpunkcji, wbijając uczniom do głowy nieistniejące reguły. Efekt jest taki, jak widać: mało kto potrafi poprawnie przestankować, choć wszyscy kończą szkoły.

                  > Nie lubisz swojej pracy?

                  Wręcz przeciwnie, bardzo lubię. Tym bardziej żałuję, że zacząłem pracować co najmniej o pięć lat za późno, właśnie przez szkołę.

                  > czysta demagogia i populizm

                  Moja demagogia i populizm są obliczone na dotarcie z wykładanymi tu ideami do jak największej liczby osób. Gdybym nie używał takich zabiegów, nikt by mnie nie czytał. Na uczciwość intelektualną i obiektywizm być może przyjdzie czas później, teraz nie ma na nie miejsca.
    • miszczun Byłem, studiowałem, zaszalałem - polecam 06.06.12, 00:33
      12 lat temu to było spore wyróżnienie. Najpierw dużo starań, stypendium naukowe, dreptanie z papierami, ale warto było. Fajni ludzie, super wykłady i praktyki - spojrzenie na inną kulturę, system edukacyjny. Druga praca jaką podjąłem była już za granicą. Bez E. byłoby trudniej. Polecam!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka