Dodaj do ulubionych

Terri zmarła...

31.03.05, 17:24
Dzielna dziewczyna :(
Obserwuj wątek
    • ulenspiegel Terri Schiavo nie żyje.. 31.03.05, 17:25
      Nigdy tego nie zrozumiem....
    • maly_jacek_k Re: Terri zmarła... 31.03.05, 17:34
      Tak oto mamy XXI wiek, i zamordowano poprzez zagłodzenia człowieka. W maju mamy
      60 rocznicę końca II wojny światowej i hitlerowskich Niemiec. I co z tego, jak
      metody hitlerowskie wracają, eliminacja słabych i chorych.

      Jeżeli o to chodziło liberałom i zwolennikom eutanazji to im gratuluję, dopięli
      swego :-(.

      Ja nie chcę takiego przyszłego świata i takiej wolności. Polecam
      film: "Ucieczka Logana" - oj sprawdza się, sprawdza :-(
      • wolezapytac Re: Terri zmarła... 31.03.05, 17:55
        mamy oto obraz demokracji amerykanskiej!Demokracji,ktora domaga sie
        sprawiedliwosci i uzurpuje sobie wladze na calym swiecie.A jak ja zapraowadzaja?
        Gwalcac prawa czlowieka w kazdym zakatku swiata gdzie znajda sie Amerykanie i
        Brytyjczycy;i ich nie ma kto osadzic!Wolno im zabijac,ponizac,torturowac i
        glosno krzyczec,ze zaprowadzaja demokracje.A teraz mamy obraz jak ta demokracja
        i poszanowanie paw czlowieka wyglada w calej krasie.
        Na swiecie zyje tylu ludzi wymagajacych czesto wiekszej opieki i duzo wyzszych
        nakladow finansowych niz Terri,a jednak zyja i nikt ich nie glodzi.Skandal,brak
        slow.Szkoda tylko,ze od tylu lat Polacy slepo wierza Ameryce,tak jakby czekali
        ze im cos da...Nic nie da i niejednokrotnie sie juz o tym przekonalismy,sam
        Kwasniewski poczul sie oszukany na sprawie irackiej-szkoda,ze po rozum do glowy
        przychodzimy za pozno.Demokracja przeciw czlowiekowi,przeciw temu ktory nie
        moze sie bronic...!
      • kawamarago Re: Terri zmarła... 01.04.05, 09:32
        maly_jacek_k napisał:

        > Tak oto mamy XXI wiek, i zamordowano poprzez zagłodzenia człowieka. W maju
        mamy
        >
        > 60 rocznicę końca II wojny światowej i hitlerowskich Niemiec. I co z tego, jak
        >
        > metody hitlerowskie wracają, eliminacja słabych i chorych.
        >
        > Jeżeli o to chodziło liberałom i zwolennikom eutanazji to im gratuluję,
        dopięli
        >
        > swego :-(.
        >
        > Ja nie chcę takiego przyszłego świata i takiej wolności. Polecam
        > film: "Ucieczka Logana" - oj sprawdza się, sprawdza :-(

        Jacku, ty naprawdę jesteś mały.
        Nikogo nie zamordowano. Cała ta intensywna terapia, czyli utzrymywanie przy
        życiu zbioru komórek było działaniem wbrew woli Boga , na którego tak powołują
        się oburzeni. Bóg powołał ją do siebie już 15 lat temu, ale nie mogła stanąć
        przed Jego obliczem przeez lekarzy. A tak w ogóle korzystanie z usług lekarzy
        jest grzechem. Nie mozna sprzeciwiac się woli Boga, jeśli chce nas doświadczyć
        lub osobiście zobaczyć.
      • bastard_bloodwritten Re: Terri zmarła... 01.04.05, 11:30
        ja na pewno zostawię na piśmie prośbę o nieutzymywanie mnie przy życiu w takim
        stanie - Terri niestety zaniedbała sprawę.
    • mozart Re: Terri zmarła... 31.03.05, 17:43
      no to maja sedziowie ja na sumieniu
      • pako19 ['] nie odbierzecie nam NADZIEI... 31.03.05, 19:34
    • mabiwy Re: Terri zmarła... 31.03.05, 17:49
      ['] [']
      • katrine25 Re: Terri zmarła... 31.03.05, 17:53
        Smutne, brak słów...
        Żegnaj Terri... [*]
    • irini Re: Terri zmarła... 31.03.05, 17:56
      I nie zdołaliśmy jej uratować. A jakiś dupek napisał, że po 15 latach śpiączki.
      Nawet nie zadał sobie trudu, żeby sprawdzić, co jej dolegało.
    • k.aubry Re: Terri zmarła... 31.03.05, 17:58
      to kto "chcial" jej smierci? nie mieli za co jej karmic? czy dobrze, ze juz sie
      nie meczy jak roslinka? zgubilam sie w tym wszystkim...
      • wolezapytac Re: Terri zmarła... 31.03.05, 18:05
        ilu ludzi meczy sie z bardzo roznych powodow;tu nie chodzi tylko o choroby,ale
        o nedze,wyzysk,itp.I czy to znaczy,ze trzeba ich zabic?A ilu
        lachmytow,mordercow ma placone grube pensje za to,ze torturuja i znecaja sie
        nad slabszymi niby w imie demokracji((ot takiej samej jak w przypadku Terri)?
        Naturalna metoda selekcji-tak,ale jesli odbira sie czlowiekowi zycie w tak
        okrutny sposob jak zaglodzenie,to mamy sie czego bac,bo byc moze nadchodza
        czasy,ze Ameryka zaproponuje ,,wybicie" i usmiercenie wszystkich
        chorych,niepelnosprawnych...Zostana wiec tylko mordercy i Ameryka.Pelna
        demokracja,,made in USA"
      • aserett Re: Terri zmarła... 31.03.05, 18:09
        Na szczęście w naszym kraju nikt by nie poniósł kosztów takiego bestwienia się
        nad ciałem kobiety. A rodzice niech sobie jej prochy postawią w urnie na kominku
        w salonie.Będzie to bardziej ludzkie.
    • yast W końcu... 31.03.05, 18:27

    • kruk77 Re: Terri zmarła... 31.03.05, 18:32
      (')(')(')
      • slon_bim-bom Re: Terri zmarła... 31.03.05, 18:59
        ['] ['] ['] :(
    • pako19 MORDERCY!!! Przecież to był ŻYWY człowiek!!! 31.03.05, 19:31
      Życie ludzkie jest święte czy nam się to podoba czy nie!!! Owszem...człowiek od
      urodzenia szykuje się na śmierć, bo ten świat nie jest naszym celem tylko
      przystankiem. Ale mordowanie ludzi jest najprymitywniejszą i najbrutalniejszą
      formą rozwiązania tego problemu. Ci ludzie, którzy podpisują się pod
      zamordowaniem Terri, najpierw zabili ją w sobie...to co stało się dziś to jest
      tego skutek...
      • bloodysunday99 Re: Nienie... To byla zywa kielbaska.... 31.03.05, 22:36

    • kozborn dobrze się stało 31.03.05, 19:38
      Zdumiewa mnie, ilu jest zwolenników przedłużania za wszelką cenę męczarni
      innego człowieka! Jestem tym oburzony do głębi. Ludzie! Czy naprawdę uważacie,
      że nawet najgorsze życie, nierozumne wegetowanie, jest lepsze od godnej
      śmierci! Jakież to wielkoduszne, jakież humanitarne. Jestem doprawdy
      wzruszony... śmierć ze swej natury nie jest niczym złym. Jest ona częścią
      życia. I należy na nią pozwolić, a nie odsuwać w nieskończoność, wbrew naturze,
      wbrew temu, czego chce ciało.
      Zamiast zwykłej zyjącej istoty wyobraźcie sobie maszynę, która samoistnie nie
      ma prawa żyć, która robi pod siebie, ślini się, tkwi w bezruchu, pomyślcie o
      tych martwych, niewidzących oczach. I teraz wyobraźcie sobie, że właśnie to
      dotyka waszą matkę. Najdroższą osobę na świecie. Uświadomcie sobie jej mękę, ja
      nie mogę znieść myśli, że w tak okropnym stanie moja Mama miałaby tkwić 15 lat!
      Że mógłbym uczynić Jej coś takiego, coś tak potwornego, co jest policzkiem
      wymierzonym w Jej twarz! "Nic mnie nie obchodzi, zostaniesz tu ze mną, kobieto,
      aż sama nie zdechniesz ze starości!" Ludzie! Miejcie litość! W tej chwili widzę
      jej ciało, tę najdroższą twarz, która całowała mnie tyle razy, którą tyle razy
      całowałem ja, która tryskała radością, twarz, którą pamiętam, którą chcę
      zapamiętać i którą ona chce, bym zapamiętał. "Ale nie, nie dam jej odejść,
      będzie tu ze mną tkwić, aż nie osiwieje, aż jej serce nie wytrzyma ze starości,
      aż ta cholerna maszyneria sama nie zardzewieje." Pozwólcie jej odpocząć,
      pokażcie jej, że Wasza miłość mocniejsza jest niż śmierć! To ostatnia
      prawdziwie ludzka rzecz, jaką możecie jej dać. Życie nie jest wartością
      najwazniejszą. Jest ważne, ale nie najważniejsze.
      • ewa9823 to było bestialskie morderstwo na niewinnej osobie 31.03.05, 19:51
        :(
        • rachela180 Re: to było bestialskie morderstwo na niewinnej o 31.03.05, 20:03
          Terri uśmiechała się, wodziła wzrokiem - nie była rośliną. Za kilka lat być
          może udałoby sie jej częściowo pomóc. Ale jej mąż wolał ją zabić.
          • kozborn Re: to było bestialskie morderstwo na niewinnej o 31.03.05, 20:15
            o, przepraszam... nie wiedziałem. Zupełnie tak, jakby prawdziwe rośliny też
            nigdy się nie poruszały. To są tylko mimowolne odruchy, bez cienia
            intencjonalności. Nic więcej. Martwa żaba podłączona do prądu też ci zacznie
            skakać! Jestem na tak dla eutanazji, godna śmierć zamiast poniżającej ludzką
            godność wegetacji!
            • ewa9823 Re: to było bestialskie morderstwo na niewinnej o 31.03.05, 22:47
              kozborn napisał:

              > o, przepraszam... nie wiedziałem. Zupełnie tak, jakby prawdziwe rośliny też
              > nigdy się nie poruszały. To są tylko mimowolne odruchy, bez cienia
              > intencjonalności. Nic więcej. Martwa żaba podłączona do prądu też ci zacznie
              > skakać! Jestem na tak dla eutanazji, godna śmierć zamiast poniżającej ludzką
              > godność wegetacji!



              to nie była eutanazja to było dwutygodniowe zabijanie
              • kozborn Re: to było bestialskie morderstwo na niewinnej o 01.04.05, 09:46
                Masz rację, jednka to, tak jak piszę w innym poście, był czynnik ludzki,
                niepotrzebny błąd. Ja również uważam, że śmierć głodowa nie jest najlpepszym
                rozwiązaniem, więcej, jest rozwiązaniem złym. Tym niemniej, jestem na tak dla
                eutanazji.
      • brenya Re: dobrze się stało 31.03.05, 20:23
        Popelniasz duzy blad logiczny. Nie masz absolutnie zadnej pewnosci, ze Terri
        sie meczyla. Nie masz pewnosci, ze byla nieszczesliwa. Z rownym
        prawdopodobnienstwem mozemy twierdzic, ze czula sie fantastycznie bedac w takim
        stanie w jakim byla. Lekarze okreslali jej stan porownujac go do stanu
        swiadomosci 3miesiecznego niemowlaka. Nie oznacza to, ze Terri byla
        nieszczesliwa i ze cierpiala - bo podobno nie cierpiala (w kazdym razie ponoc
        nie cierpiala umierajac z glodu).

        Piszesz, ze smierc z przyczyn naturalnych nie jest niczym zlym i nalezy na nia
        pozwolic. To moze od jutra po prostu przestaniesz jesc i pic - umrzyj z
        przyczyn naturalnych! Bo Terri nic innego do zycia nie potrzebowala, z
        wyjatkiem jedzenia i picia - tak jak Ty!

        Nie masz prawa ze swojej perspektywy mowic, co wolalaby inna osoba w sytuacji,
        z ktora nigdy sie nie spotkales, nie doswiadczyles. Nie mozesz tego z cala
        pewnoscia powiedziec nawet o sobie samym. Uwazaj, bo twierdzenia typu: wolalbym
        umrzec niz tak zyc, moga ulec blyskawicznemu przewartosciowaniu w obliczu tego
        co przyniesie Ci zycie. Cos co dzis wydaje Ci sie niewyobrazalne, moze kiedys
        okazac sie jedyna perspektywna mozliwa do przyjecia. Dzis mozesz mowic: nie
        chcialbym zyc bez rak i nog, a pewnego dnia mozesz stwierdzic, ze chcesz, ze
        wlasnie na przekor wszystkiemu, pragniesz tak zyc. Dzis mowisz: nie chcialbym
        zyc w stanie wegetacji - kto wie, jak szybko zycie kaze Ci zrewidowac ten
        poglad? Tylko wtedy ktos byc moze zadecyduje za Ciebie - na podstawie
        przeswiadczenia dokladnie takiego samego jakie Ty teraz posiadasz, badz
        szczerze wierzac w Twoja wole wyrazona kiedys, kiedy nie wiedziales o czym
        mowisz. Jaka masz gwarancje, ze nigdy nie zmienisz zdania?

        I jeszcze jedno. Smierc Terri nie byla godna. I nie zniose juz kolejnego
        sloganu o tym jaka Terri miala fantastyczna, godna smierc. Godna??? Do cholery.
        Terri miala straszna smierc, ktora z godnoscia nie miala nic wspolnego - i
        mowie tu zarowno o jej zaglodzeniu, jak i zrobieniu z jej smierci widowiska.
        Wiec jak mozna mowic tu o jakiejkolwiek godnosci??? Jej "nierozumne
        wegetowanie" mialo w sobie milion razy wiecej godnosci niz jej "godna" smierc.
        Moze gdyby dostala zastrzyk zabijajacy ja od razu - moze wtedy moglibysmy mowic
        o godnosci. Terri zostala zaglodzona - nie zmarla smiercia naturalna. Zmarla
        dokladnie tak jak zmarlby noworodek, ktory rowniez potrzebuje aby dostarczano
        mu pokarm. To nie jest smierc naturalna i nie jest to smierc godna. Byl to
        jedyny sposob aby ja "wykonczyc" - w jej wypadku nie zaprzestano leczenia, nie
        odstawiono niezbednej aparatury, w jej wypadku po prostu odmowiono jej jedzenia
        i wody. Uduszenie byloby bardziej humanitarne i bardziej godne.
        • kozborn Re: dobrze się stało 31.03.05, 21:03
          brenya napisała:

          > Popelniasz duzy blad logiczny. Nie masz absolutnie zadnej pewnosci, ze Terri
          > sie meczyla. Nie masz pewnosci, ze byla nieszczesliwa. Z rownym
          > prawdopodobnienstwem mozemy twierdzic, ze czula sie fantastycznie bedac w
          takim
          >
          > stanie w jakim byla. Lekarze okreslali jej stan porownujac go do stanu
          > swiadomosci 3miesiecznego niemowlaka. Nie oznacza to, ze Terri byla
          > nieszczesliwa i ze cierpiala - bo podobno nie cierpiala (w kazdym razie ponoc
          > nie cierpiala umierajac z glodu).

          A zatem, skoro nie cierpiała, tym bardziej powinniśmy zgodzić się na taki
          zabieg. Jasne, że nie mam takiej pewności, tylko co to za argument. Ty też nie
          masz pewności, że nie chciała umrzeć, a może marzyła o śmierci głodowej? Takie
          rozumowanie prowadzi do paradoksów. Zastanawia mnie tylko jaką minę zrobiłaby
          Terri jeszcze zupełnie zdrowa, gdyby roztoczono przed nią uroczą perspektywę 15
          lat wegetacji. Czy wtedy też nie cierpiałaby... Ja mówię również o takim
          cierpieniu, o potencjalnym sprzeciwie osoby na podtrzymywanie jej przy życiu w
          takim stanie. Większość osób, które znam stanowczo godzi się na odłączenie ich,
          gdyby mieli tak żyć. Domniemana zgoda - słyszałaś coś takiego?

          > Piszesz, ze smierc z przyczyn naturalnych nie jest niczym zlym i nalezy na
          nia
          > pozwolic. To moze od jutra po prostu przestaniesz jesc i pic - umrzyj z
          > przyczyn naturalnych! Bo Terri nic innego do zycia nie potrzebowala, z
          > wyjatkiem jedzenia i picia - tak jak Ty!

          Naprawdę, nie róbmy z tej dyskusji cyrku. Zakład, że żaden lekarz nie odmówiłby
          jej posiłku, gdyby wstała i poszła po coś do zjedzenia? Umarła, ponieważ jej
          ciało, w naturalny sposób nie pozwalało na normalne życie, w tym, na zdobywanie
          pokarmu. Czy to jest dla Ciebie wystarczająco logiczne?

          > Nie masz prawa ze swojej perspektywy mowic, co wolalaby inna osoba w
          sytuacji,
          > z ktora nigdy sie nie spotkales, nie doswiadczyles. Nie mozesz tego z cala
          > pewnoscia powiedziec nawet o sobie samym. Uwazaj, bo twierdzenia typu:
          wolalbym
          >
          > umrzec niz tak zyc, moga ulec blyskawicznemu przewartosciowaniu w obliczu
          tego
          > co przyniesie Ci zycie. Cos co dzis wydaje Ci sie niewyobrazalne, moze kiedys
          > okazac sie jedyna perspektywna mozliwa do przyjecia. Dzis mozesz mowic: nie
          > chcialbym zyc bez rak i nog, a pewnego dnia mozesz stwierdzic, ze chcesz, ze
          > wlasnie na przekor wszystkiemu, pragniesz tak zyc. Dzis mowisz: nie chcialbym
          > zyc w stanie wegetacji - kto wie, jak szybko zycie kaze Ci zrewidowac ten
          > poglad? Tylko wtedy ktos byc moze zadecyduje za Ciebie - na podstawie
          > przeswiadczenia dokladnie takiego samego jakie Ty teraz posiadasz, badz
          > szczerze wierzac w Twoja wole wyrazona kiedys, kiedy nie wiedziales o czym
          > mowisz. Jaka masz gwarancje, ze nigdy nie zmienisz zdania?

          Kolejny argument, który nawet najbardziej ciekawą dyskusją potrafi sprowadzić
          na manowce. A jaką masz gwarancję, że i Ty nie zmienisz poglądów?! Jaką masz
          gwarancję, że to, że tamto. Co jest do cholery, mam Ci pomachać dokumentem ze
          stempelkiem, czy jak? Nie wiem, kiedy zweryfikuję swoje stanowisko, ale czy do
          tego czasu mam nie zajmować żadnego? Pamiętaj, że taki argument to miecz
          oobosieczny i tak samo stosuje się do Ciebie.

          > I jeszcze jedno. Smierc Terri nie byla godna. I nie zniose juz kolejnego
          > sloganu o tym jaka Terri miala fantastyczna, godna smierc. Godna??? Do
          cholery.

          Tu masz całkowitą rację. Ja też byłem przeciwny tej formie. Moim zdaniem była
          karygodna, ale to tzw. czynnik ludzki. Miejmy nadzieję, że coś takiego już się
          nie powtórzy.
          • brenya Re: dobrze się stało 31.03.05, 22:45
            Dokladnie o to mi chodzilo. O to, ze kazdy z nas ma w rekach bron obosieczna.
            Tymczasem przewazylo przekonanie o koniecznosci usmiercenia Terri bo JAKOBY a)
            cierpiala, b) wegetowala, c) jej zycie bylo bez sensu, d) bo tego chciala. Ja
            po prostu tego nie rozumiem. Bo dla mnie rownie dobrze mozna przyjac odwrotny
            scenariusz. Ze nie cierpiala, choc wegetowala, ze jej zycie mialo jak
            najbardziej sens (bo kazde zycie ma sens), ze chciala zyc.

            Uwazam, ze jakiekolwiek stwierdzenia wypowiadane przez osoby o rzeczach,
            ktorych nigdy nie doswiadczyly sa z gruntu bledne. Na podstawie tego co Terri
            powiedziala (jezeli powiedziala) mimochodem, kiedys, w jakiejs sytuacji o zyciu
            pod rurkami, nie mozna wywodzic stwierdzenia, ze znalazwszy sie w tej sytuacji
            chciala to twierdzenie podtrzymac. Moze nam sie w glowach nie miescic, ze
            wegetacja moze byc stanem przyjemnym, ale byc moze tak wlasnie jest!

            Jezeli stan osoby wiaze sie rzeczywiscie z nadmiernym podtrzymywaniem zycia,
            bolem, rozpacza - to ok, mozemy przyjac, ze dana osoba moglaby chciec umrzec.
            Ale jezeli nie cierpi? To kto nam daje takie uprawnienie? Chcialabym
            podkreslic, ze dopoki nie ma dowodow na to, ze osoba cierpi to nie mozna uznac
            tego za pewnik. Tylko tyle. Az tyle. Tymczasem wiekszosc osob uznaje cos za
            stuprocentowa prawdew, podczas gdy nie maja dowodow na to, ze tak jest. Wszyscy
            uznali, ze Terri cierpi. KOniec kropka. Na jakiej podstawie? Ja nie mowie, ze
            bylo odwrotnie. Mowie tylko tyle - ze ta kwestia powinna zostac zbadana.

            Mysle, ze medycznie mozna udowodnic, czy czlowiek cierpi (hormon stresu itp.) i
            tylko pod tym warunkiem moznaby rozwazac zakonczenie jego zycia. W przypadku
            Terri nie udowodniono jakoby cierpiala. Skad wiec w ludziach tyle checi i
            swietego oburzenia, na jej rzekome cierpienie? Checi skrocenia jej meczarni?
            Przy jednoczesnej wierze, ze wegetacja owszem boli, ale juz smierc glodowa
            jakos niebardzo. Paradoks? Blad logiczny? Przynajmniej niekonsekwencja, prawda?


            > A zatem, skoro nie cierpiała, tym bardziej powinniśmy zgodzić się na taki
            > zabieg.

            Nie. Dlaczego tak uwazasz? Wszakze jej rzekomym cierpieniem tlumaczono potrzebe
            jej usmiercenia. Jezeli nie cierpieniem to czym? Tym, ze jak piszesz, nie moze
            wstac i zrobic sobie sniadania? Zatem sprowadzasz kwestie do tego, ze tak
            naprawde nie ma znaczenia, czy cierpiala, czy nie, czy chciala, czy nie -
            wazne, ze wegetowala, a tak podobno zyc jest bez sensu. A kiedy jest sens zyc?
            Co jest sensem zycia? Czy to, ze ktos ma rece i nogi na miejscu samo przez sie
            nadaje jego zyciu sens??? Odwaze sie powiedziec, ze zycie Terri mialo wiecej
            sensu niz zycie niejednego czlowieka wegetujacego i chlajacego piwo przed
            ekranem telewizora. Ja uwazam, ze wegetacja w jakiej znalazla sie Terri nie
            musi oznaczac stanu nieszczesliwosci - jak sie czula Terri tylko ona sama wie.
            To troszke tak jak z ludzmi z zespolem Downa. Wszyscy uwazaja ich za
            nieszczesliwych - przeciez jakie to nieszczescie, dziecko z Downem. Tymczasem
            sa to dzieci bardzo szczesliwe i pozytywnie nastawione do zycia. NIe miesci sie
            to nam w glowach? Uwazamy, ze ich zycie jest bez sensu, bo prawdopodobnie nie
            poradza sobie w zyciu bez pomocy innych?

            Na marginesie - cialo noworodka tez w "naturalny sposób nie pozwala na normalne
            życie, w tym, na zdobywanie pokarmu"... Roznica jest taka, ze
            noworodek "rokuje", tak? Czyli osoba, ktora nie rokuje nie zasluguje na zycie?
            Dlaczego w takim razie nikt nie chce zaglodzic papieza (przepraszam za
            przyklad)? Bo ma wiecej fukncji mozgowych? Bo moze sie bronic? Bo MA GLOS?
            Chyba tylko do tego sie to sprowadza. Dzieci, ryby i wegetujacy glosu nie
            maja...
            • kozborn Re: dobrze się stało 01.04.05, 10:03
              > > A zatem, skoro nie cierpiała, tym bardziej powinniśmy zgodzić się na taki
              zabieg.

              Pytasz dlaczego. Tutaj znów mamy błędne koło. Cierpi - i tylko dlatego zabijać?
              Nie cierpi, więc po co zabijać. I tak źle i tak nie dobrze. Może warto by
              jednak na coś się zdecydować? Napisałem tak, ponieważ skoro mamy pewność, że
              nie odczuje żadnego bólu i strachu, powinniśmy uczynić ten krok.
              Owszem, nie rokuje. To być może brutalnie brzmi, ale być może warto zrozumieć
              wreszcie, że życie człowieka polega na czymś innym niż leżenie bez ruchu przez
              15 lat. Że nie każde życie z punkut widzenia fizjologii i chemii jest równe,
              tak samo wartościowe i tak samo godne. Ja na przykład nie uważam życia za
              wartość nadrzędną i niekwestionowana. Uważam, że wyżej stoi wartość, której
              życie może dopiero służyc, że ważniejsze jest to, co z tym życiem zrobimy.
              Jeżeli ktoś nie potrafi ze swoim życiem już nic zrobić i nic z nim nie zrobi (i
              proszę, nie przywołujmy kolejny raz wyjątków, cudów medycznych itd, bo, jak
              wiadomo, wyjątki...). A przed niemowlakiem dopiero taki wybór zostanie
              postawiony i dlatego ich nie będziemy usypiać.

              piszesz: Uwazam, ze jakiekolwiek stwierdzenia wypowiadane przez osoby o
              rzeczach ktorych nigdy nie doswiadczyly sa z gruntu zle.

              I w zasadzie na tym opierasz swój wywód. Otóż, droga koleżanko, z gruntu zle
              jest takie wlasnie podejscie... Czy musze naprawde przypominać o apriorycznych
              twierdzeniach, które są prawdziwe i o których piszał już Kant? Gdzyby
              nie "wypowiadanie się o rzeczach, których się nie doświadczyło", świat nie
              ruszyłby z miejsca, a my tkwilibyśmy w jaskniach. Właśnie na krytykowanym przez
              Ciebie podejściu opiera się postęp we wszelkich dziedzinach życia. Takie
              twierdzenia rodzą dyskusję, stymulują do poszukiwania odpowiedzi. A cóż więcej
              możemy orzec o stanie Terri jak tylko to, że zmiany w jej mózgu są
              nieodwracalne? Czy to nie wystarczy? Czego oczekujesz? Że w telewizji
              wyemitowany zostanie film "Świat oczami Terri?". Wtedy będziesz mieć pewność?


              > To troszke tak jak z ludzmi z zespolem Downa. Wszyscy uwazaja ich za
              > nieszczesliwych - przeciez jakie to nieszczescie, dziecko z Downem. Tymczasem
              > sa to dzieci bardzo szczesliwe i pozytywnie nastawione do zycia. NIe miesci
              sie to nam w glowach? Uwazamy, ze ich zycie jest bez sensu, bo prawdopodobnie
              nie poradza sobie w zyciu bez pomocy innych?

              Masz racje, ale jak sama piszesz - troszke :) Kierunek dobry.
              pzdr, kozborn
              • brenya Re: dobrze się stało 01.04.05, 12:09
                Nareszcie dyskusja na poziomie :) Moja odpowiedz bedzie dluga...

                > Pytasz dlaczego. Tutaj znów mamy błędne koło. Cierpi - i tylko dlatego
                zabijać?
                >
                > Nie cierpi, więc po co zabijać. I tak źle i tak nie dobrze.

                Sprobuje to wytlumaczyc. Musimy dowiesc, ze osoba, ktora znalazla sie w stanie,
                o ktorym mowila za zycia, nie godzac sie nan, nie zmienila zdania w momencie
                znalezienia sie w tym stanie. No bo a nuz zmienila zdanie i co wtedy?

                Dla jasnosci wywodu wciaz podtrzymuje twierdzenie, ze, krotko mowiac, nie
                mozemy brac na powaznie wypowiedzi osob o rzeczach, o ktorych nie maja pojecia.
                Przyklad. Teraz np. moge powiedziec, ze absolutnie nie chcialabym zyc, gdyby
                amputowano mi obie nogi. I bylaby to obiektywna prawda w danym momencie i MOJA
                WOLA wyrazona wobec osob trzecich (na marginesie az sie wzdrygam na mysl o
                takim zyciu).

                Ale zalozmy, ze oto znajduje sie w sytuacji jak opisana. Stoje przed
                perspektywa spedzenia zycia bez obu nog. Wg. tego co powiedzialam, nie
                chcialabym tak zyc. I co. Mam sie zabic? Czy moze, w ekstremalnej
                rzeczywistosci, jakis sad nakaze spelnienie wobec mnie mojej wlasnej WOLI,
                mojego testametu ktory ustanowilam na wypadek takiej sytuacji? No ale, ja wcale
                nie musze chciec sie zabijac. Moge stwierdzic, ok, skoro juz znalazlam sie w
                tej sytuacji to jakos trzeba to zaakceptowac - life must go on. Kwestia jest
                jednak taka, ze ja moge wypowiedziec moje zdanie: moge powiedziec, sluchajcie,
                wiem co mowilam kiedys, ale teraz widze to inaczej i zmieniam zdanie - zycie
                bez nog nie jest takie straszne. Ale co by bylo, gdybym nie mogla zakomunikowac
                tego otoczeniu? Nie wazne z jakich powodow. Gdyby jakis dzielny rycerz chcial
                wypelnic moja wczesniej wyrazona wole, bo np. byloby takie prawo? Dlaczego
                uwazamy, ze poglad wyrazony kiedys w innej sytuacji powinien byc wiazacy?

                Chodzi mi tu o to, ze nie w kazdej sytuacji nalezy szanowac wole drugiej osoby.
                Zanim zdecydujemy sie to zrobic musimy uprawdopodobnic to, ze dana osoba wciaz
                taka wole wyraza - choc sama nie moze ani tego potwierdzic, ani zaprzeczyc. I
                to jest oczywiscie bardzo trudne. I nie chodzi tu o dywagacje pt. cierpi wiec
                zabic, czy nie cierpi to po co zabijac. Ja posluguje sie cierpieniem tylko i
                wylacznie w celu uprawdopodobnienia, ze dana osoba podtrzymuje wole pozegnania
                sie z zyciem. Mysle, ze z duza doza prawdopodobnienstwa mozna przyjac, ze im
                wieksze cierpienie tym mozemy bardziej uprawdopodobnic wole danej osoby o
                niepodtrzymywania jej przy zyciu. Tymczasem gdy cierpienia brak - po prostu
                musimy z rezerwa podchodzic do wczesniej wypowiadanych przez nia kategorycznych
                sadow - gdyz mozemy przypuszczac, ze byc moze ta osoba pogodzila sie ze swym
                losem i wcale nie chce umrzec.


                > Czy musze naprawde przypominać o apriorycznych twierdzeniach, które są
                prawdziwe i o których piszał już Kant? Gdzyby nie "wypowiadanie się o rzeczach,
                których się nie doświadczyło", świat nie ruszyłby z miejsca, a my tkwilibyśmy w
                jaskniach. Właśnie na krytykowanym przez Ciebie podejściu opiera się postęp we
                wszelkich dziedzinach życia.

                Oczywiscie, ale to zupelny aspekt zycia. Nie mowimy tu o postepie, wyjsciu z
                jaskinii, ale decydowaniu o zyciu innego czlowieka, zyciu wlasnym. Apriorycznym
                twierdzeniem moze byc wszakze rowniez to, ze ludzie uposledzeni tez nie powinni
                zyc, prawda? Czy to rodzi postep? Nie mieszajmy dwoch sytuacji.


                > wreszcie, że życie człowieka polega na czymś innym niż leżenie bez ruchu
                przez
                > 15 lat. Że nie każde życie z punkut widzenia fizjologii i chemii jest równe,
                > tak samo wartościowe i tak samo godne. Ja na przykład nie uważam życia za
                > wartość nadrzędną i niekwestionowana. Uważam, że wyżej stoi wartość, której
                > życie może dopiero służyc, że ważniejsze jest to, co z tym życiem zrobimy.

                Ja uwazam, ze kazde zycie jest tak samo wartosciowe. Z definicji po prostu.
                Wiec tu raczej nie mamy o czym dyskutowac. Czlowiek jest wartosciowy sam w
                sobie, a jego zycie ma sens nie tylko poprzez czyny jakie moze popelnic, ale
                takze, a moze zwlaszcza, poprzez to KIM jest dla innych ludzi, w jaki sposob
                wplywa na ich zycie. Kazda istota ludzka, moze wplywac na zycie innych ludzi -
                nawet jezeli od 15 lat jest w stanie wegetatywnym. I to jest sensem jej zycia.
                To zycie MA WARTOSC.

                > Czego oczekujesz? Że w telewizji
                > wyemitowany zostanie film "Świat oczami Terri?". Wtedy będziesz mieć pewność?

                Oczywiscie, ze nie. Ale niedopuszczalne jest decydowanie za nia tylko dlatego,
                ze ona swojej woli wyartykulowac nie moze. Jak napisalam powyzej, powinnismy
                uprawdopodobnic to, ze chcialaby umrzec, a nie mowic "na pewno chcialaby
                umrzec - bo my tak uwazamy", albo "na pewno chcialaby umrzec teraz - bo kiedys
                tak powiedziala".
                • kozborn Re: dobrze się stało 01.04.05, 14:09
                  Droga kolezanko,
                  Zakładanie, że nie wiesz, jak czuje się dana osoba w danej chwili - wciąż
                  obstaję przy swoim :) - niewiele wnosi. Rozumiem Twój przykład z amputacją nóg.
                  Ale załózmy, że zdecydowałaś się na eutanazję, już Cię nie ma i wtedy ktoś
                  zadaje pytanie, a może gdyby pozyła jeszcze 5 minut, zmieniłaby decyzję? Może
                  trzeba było jej nie zabijać?" To rodzi niepłodny kołowrót...
                  "Przypuśćmy, że nie mogłabym tego zakomunikować" - piszesz. Niestety, według
                  wszelkiej wiadomej nam wiedzy medycznej osoby takie jak Terri nie zakomunikują
                  już nic nigdy. JAk by powiedział de Sade - dla świata są już martwe.
                  Piszesz, że życie człowieka ma wartość również wtedy, kiedy potrafi wpłynąc na
                  innego.
                  Zgoda, ale czy naprawdę uważasz, że śmierć nie ma takiej mocy? Ze śmierci
                  bliskiej osoby również wiele można się nauczyć? Przyznaj, czy do podobnych
                  wniosków na temat wartości ludzkiego życia nie moglibysmy dojść decydujac się
                  jednak po 15 latach na odłączenie aparatury? Obawiam się, że upieranie się przy
                  podtrzymywaniu zycia za wszelką cenę pachnie niezdrowym konserwatyzmem.
                  Niezdrowym, czyli niedopuszczającym sprzeciwu. Zgodzisz się zapewne z tym, że
                  dopóki nie zalegalizujemy w Polsce eutanazji, wszyscy ci, którz ŚWIADOMIE
                  PRAGNĄ SWEJ ŚMIERCI (Terri to akurat nie dotyczy) będą w naszym kraju
                  najnormalniej w świecie dyskryminowani, współczuję im głęboko takiej męki. Będą
                  to ludzie bardzo nieszczęśliwi właśnie przez taki (nie mówię, że Twój)
                  nieracjonalny (czasami) sprzeciw.
                  I co do "postępu" i twierdzeń apriorycznych. Wiem, o co Ci chodzi, jednak nie
                  jestem pewien, czy aby na pewno mamy tu do czynienia z tak zupełnie innym
                  aspektem. Postęp mozliwy jest w kazdej dziedzinie, w tej chwili mówimy o etyce.
                  Ja tam wciąż (może górnolotnie i naiwnie) uważam, że tak jak Kościół
                  przepraszał za błędy Inkwizycji, tak i za potwornie nieugięty upór w sprawie
                  eutanazji też będzie przepraszał. Choćby i za sto lat. Bo wiele ludzi (przez
                  wzgląd na Twe stanowisko zawężam tę pulę do tych swiadomych i chcących umrzeć)
                  przez to cierpią. I tutaj jest miejsce na postęp.
                  • brenya Re: dobrze się stało 01.04.05, 15:20
                    Jasne. Zawsze jest miejsce na postep. Nie godze sie na eutanazje, gdyz medycyna
                    obecnie jest w stanie ulzyc umierajacemu czlowiekowi w bolu i pomoc mu w
                    naturalnej smierci. Ale nie bede mordowac zwolennikow eutanazji. Niech kazdy
                    dziala w zgodzie ze swym sumieniem.

                    Co sie tyczy zaprzestania ratowania za wszelka cene - dla mnie to sa sytuacje,
                    kiedy ratowanie powoduje bol i cierpienie i z tego wzgledu jest niehumanitarne.
                    Wlasnie z powodu tego cierpienia powinno sie zaniechac dzialan podtrzymujacych
                    zycie i pozwolic danej osobie umrzec, byle bezbolesnie. Natomiast, boje sie
                    podciagania do tej kategorii sytuacji, gdy brak jest cierpienia, ale
                    chcemy "ulzyc" danej osobie bo wedle naszych przekonan osoba ta sie "meczy", bo
                    przeciez "jak kaleka to pewnie nieszczesliwa".

                    Zaniechanie leczenia niech ma miejsce w sytuacjach cierpienia rzeczywistego, a
                    nie wydumanego, przypuszczalnego tylko. Gdy nie ma cierpienia, nie decydujmy za
                    osobe, czy chce zyc czy nie, bo nie mamy do tego prawa.
                    • kozborn Re: dobrze się stało 01.04.05, 16:35
                      ha, a więc wypracowaliśmy prowizoryczny kompromis. Chciałbym jeszcze się tylko
                      dowiedzieć, co myślisz o podtrzymywaniu życia dla samego podtrzymywania życia.
                      Wciąż uwzględniasz w swoim wywodzie osoby, które, załóżmy, są w długotrwałej
                      śpiączce, kiedy to tomograf nie wykazuje nic, które wciąż mogą się obudzić, nie
                      wiadomo tylko kiedy. I na eutanazję takich osób tż nie wyrażam zgody. Ale co z
                      osobami, które mają tak zniszczony mózg, że pewnym jest, że "świadomościowo"
                      i "tożsamosciowo" są roślinami? Nie wierzę, że 15 czy 20 lat wegetacji takich
                      osób wnosi w nasze życie coś, czego nie można zrozumieć w, powiedzmy, 5 lat.
                      Wydaje mi się, że śmierć jest w takich wypadkach bardziej sensowna. Wahanie i
                      bezowocne wyczekiwanie, trwanie w takim zawieszeniu uniemozliwia normalne
                      zajęcie stanowiska względem takiej osoby. Czy nie lepiej pamiętać tę osobę jako
                      tryskającą zyciem, pogodną, zdrową? Po co zaśmiecać pamięć o niej tak przykrymi
                      sprawami jak podcieranie jej przez połowę życia, które najczęśćiej do niczego
                      nie prowadzi? pzdr
                      • brenya Re: dobrze się stało 01.04.05, 19:00
                        > Nie wierzę, że 15 czy 20 lat wegetacji takich osób wnosi w nasze życie coś,
                        czego nie można zrozumieć w, powiedzmy, 5 lat. (...) Czy nie lepiej pamiętać tę
                        osobę jako tryskającą zyciem, pogodną, zdrową? Po co zaśmiecać pamięć o niej
                        tak przykrymi sprawami jak podcieranie jej przez połowę życia, które
                        najczęśćiej do niczego nie prowadzi? pzdr

                        Oczywiscie, ze lepiej. Ale czasem nie mozna. Bo niby w imie czego - naszej
                        wygody, pieniedzy, ktorych nie mamy? Wydaje mi sie, ze powyzsze zdania to
                        rozwazania za i przeciw pod katem SIEBIE. Pytasz co Tobie da utrzymywanie
                        takiej osoby przy zyciu. Pytasz, dlaczego nie mozesz TY pamietac jej jako
                        tryskajacej zyciem. Dlaczego biezesz pod uwage SIEBIE, a nie ta osobe?

                        Czasem musimy tolerowac osoby, ktore niewiele wnosza do naszego zycia, czesto
                        musimy zyc obok naszych wrogow. Tak samo czasem musimy zyc obok osoby, ktora
                        lezy i nic - nic nie daje, a ciagle trzeba jej cos dawac. Pytasz po co dluzej,
                        skoro 5 lat wystarczy. A moze nie? Dlaczego uciekasz przed brzydota zycia? Jest
                        nieunikniona. Jeden z nas bedzie zyl w ciaglej szczesliwosci, inny bedzie
                        musial spedzic zycie opiekujac sie sparalizowanym bliskim i go podcierac. Tak
                        jest. A my musimy znalezc w tym siebie, nasza role. Nie wolno nam "pozbywac sie
                        problemu", choc to na pewno trudne, czasem niemozliwe - wiadomo, nie wszyscy sa
                        wystarczajaco silni. Trzeba sie czasem pokornie poddac temu co niesie los. Nie
                        w imie wlasnej wygody. Skoro nie ma bolu, czlowiek moze chciec zyc, a jezeli my
                        tego nie jestesmy w stanie sprawdzic to musimy przyjac, ze on zyc chce. I nie
                        wolno mu tego zabierac.

                        To nieprawda, ze podcieranie takiej osoby do niczego nie prowadzi. Wszystko co
                        przytrafia sie nam w zyciu ma swoj sens - nawet gdy my w tym sensu nie
                        potrafimy dostrzec.
                        • kozborn Re: dobrze się stało 02.04.05, 09:41
                          brenya napisała:
                          Wydaje mi sie, ze powyzsze zdania to
                          > rozwazania za i przeciw pod katem SIEBIE. Pytasz co Tobie da utrzymywanie
                          > takiej osoby przy zyciu. Pytasz, dlaczego nie mozesz TY pamietac jej jako
                          > tryskajacej zyciem. Dlaczego biezesz pod uwage SIEBIE, a nie ta osobe?

                          Owszem, biorę ją pod uwagę, ale "wydaje mi się, że Ty wciąż bierzesz pod uwagę"
                          że ta osoba cokolwiek czuje. Muszę cię zmartwić. Bierzesz pod uwagę jej dobro.
                          Niestety, dla niej nie zrobimy już nic dobrego, nic nie zmieni jej stanu, nic
                          nie przyniesie jej pożytku. Co nazywasz dobrem? Jedyne co robisz, to
                          postępujesz według zasady "primum non nocere", ale to chyba za mało. To stan
                          zawieszenia, ani wte ani wewte.
                          Nawiasem mówiąc, najwyższy czas pomyśleć i o innych osobach, nie tylko
                          o "głównej zainteresowanej". Pomyśl o mężu Terri. Ten człowiek przez 15 lat nie
                          mógł ze swoim życiem zrobić nic. Czekaj na kogoś 15 lat, dziewczyno! Próbuj
                          sobie ułożyć życie! Stan zawieszenia. Nie zrobisz nic. Nic przez te cholerne 15
                          lat! Podziwiam go, że ze zgryzoty nie powiesił się.

                          > Czasem musimy tolerowac osoby, ktore niewiele wnosza do naszego zycia, czesto
                          > musimy zyc obok naszych wrogow. Tak samo czasem musimy zyc obok osoby, ktora
                          > lezy i nic - nic nie daje, a ciagle trzeba jej cos dawac. Pytasz po co
                          dluzej, skoro 5 lat wystarczy. A moze nie?

                          Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, tylko powiedz mi, czego nowego nauczy się
                          człowiek po 15 latach, czego nie zdoła pojąć wcześniej. Wiesz, rozczaruję Cię
                          człowiek jest niestety mniej uduchowionym stworzeniem, niż Ci się wydaje.
                          Natura nie przystosowała nas do tego typu sytuacji. Nikt z naszych przodków
                          (odległych przodków) nie trwał w takim stanie jak Terri. Gdyby tak było,
                          bylibyśmy przystosowani do tego typu zdarzeń i nie byłoby problemu. Choćby to
                          jest argument, że tego typu działania są wbrew naturze. Ludzie umierali i
                          koniec a nie wegetowali przez 15 lat. Człowiek, najnormalniej w świecie, do
                          zycia potrzebuje bodźców. Ustawiczność bodźca zmniejsza jego siłę, odczuwanie
                          go. Po kilkunastu sekundach zapach przestaje być wyczuwalny, ubrania również
                          nie czujesz na sobie, a przynajmniej czujesz je słabiej niż przy zakładaniu.
                          Podobnie jest w takich sytuacjach jak z Terri. Uwaga stępia się, po 15 latach
                          nie dociera do nas nic odkrywczego. Stagnacja. Czy znasz wiele osób, które po
                          15 latach trwania na tym samym stanowisku, powiedzmy sprzątaczki, albo
                          urzędnika, dochodzą do jakichś odkrywczych wniosków? I dlatego nie wierzę w
                          zarzuty w stylu "może to jednak za mało"? Powtarzam jeszcze raz: człowiek nie
                          jest pryzstosowany do takich sytuacji i wzniosłe ideały i piękne wnioski
                          potrafi wyciągać wtedy, kiedy sytuacja wokół niego zmienia się, kiedy widzi
                          efekt sego postępowania. 15 lat trwania na bezrobociu nikomu nie pozostawia
                          złudzeń, podobnie było z mężem Terii. Rodzice czekający na powrót Terri też od
                          15 lat nie zmieniali poglądów, tam nie działo się nic odkrywczego. To po prostu
                          byo trwanie przy swoim i tyle a wiemy, że tylko cielę nie zmienia poglądów.
                          Nauka, jaką powinni wyciągnąć z tych 15 lat, z trąbienia fachowców nad ich
                          głowami, to to, że ich córka już z tego nie wyjdzie. Uparli się i cześć. I
                          przez ten upór mamy im na wszystko pozwalać.

                          Dlaczego uciekasz przed brzydota zycia? Jest
                          > nieunikniona.

                          Nie uciekam przed brzydotą życia. Uciekam przed bezsensem życia. Życia siebie i
                          innych. "Ubezsensowianie" życia innych to największa zbrodnią.
                          A skoro wegetacja nic nie wnosi, skoro nikt, powiedzmy, nie wyciąga z tego
                          nauki, skoro chce się poddać, czy podtrzymywanie zyciaży nie jest bez sensu?

                          > To nieprawda, ze podcieranie takiej osoby do niczego nie prowadzi. Wszystko
                          co
                          > przytrafia sie nam w zyciu ma swoj sens - nawet gdy my w tym sensu nie
                          > potrafimy dostrzec.

                          A to już, moja droga, czy wszystko w zyciu ma sens, kwestia wiary. Nie inaczej.
                          Ja tylko staram się racjonalnymi metodami wyłożyć co uważam za sensowne i
                          uznaję za takie coś, co prowadzi do jakichś zmian, co pozwala wyciągnąć
                          wnioski. Za bezsensowne uważam coś, co nie prowadzi do niczego i, skoro już się
                          trzymamy tych 5 lat (to przykładowa liczba), według mnie nie sposób nauczyć się
                          czegoś więcej po upływie tego terminu. A Ty uważasz, że sposób. Bo wszystko w
                          życiu ma sens. A to już właśnie kwestia wiary... :)

                          A w ogóle to "eutazja tak czy nie" jest na tyle niebezpiecznym tematem,
                          że "pomyłka" w tej kwestii czyni "głównego zainteresowanego"
                          najnieszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Chcesz zyć i zabiją Cię - źle. Nie
                          chcesz żyć a będą Cię podtrzymywać - xle (a może i jeszcze gorzej).
                          • echtom Re: dobrze się stało 02.04.05, 12:23
                            Mąż Terri mógł się z nią rozwieść, bo pożycie małżeńskie skończyło się wiele
                            lat temu, a potem ożenić z tą drugą kobietą. On jednak wybrał "ostateczne
                            rozwiązanie". Jeżeli nie mógł się rozwieść, bo prawo stanu Floryda nie zezwala
                            na rozwód bez zgody/świadomości małżonka (a pozwala na jego zabójstwo), to
                            spuśćmy zasłonę miłosierdzia na prawodawstwo amerykańskie. Bardzo chciałabym
                            poznać ten właśnie aspekt sprawy, ale w obecnej sytuacji w Watykanie media
                            raczej do tego nie wrócą.
        • feminasapiens Twoja wypowiedź, Brenyo... 01.04.05, 09:57
          ... jest pierwszą logiczną i zrozumiałą wypowiedzią osoby stojącej po
          stronie "pro-life dla Terri" jaką ostatnio przeczytałam.
          Ja akurat jestem/byłam zwolenniczką tego co ostatecznie się stało (jeżeli
          przyjmiemy założenie że Terri NAPRAWDĘ za świadomego życia wyraziła taki
          pogląd), aczkolwiek sprawa oczywiście nie była "czarno-biała" i mam tego pełną
          świadomość.
          Twoje spojrzenie pomogło mi trochę zrewidować moje poglądy.
          Dziękuję za mądre słowa.
      • ciumcia Re: dobrze się stało 31.03.05, 22:27
        Śmierć z głodu, bez możliwości obrony własnego życia, nazywasz godną śmiercią?
      • szczezuja Re: dobrze się stało 31.03.05, 23:36
        kozborn - masz calkowita racje

        jak wiadomo, sprawa Shaivo sklonila wielu ludzi do podpisywania papierow okreslajacych co ma sie z
        nimi stac w razie podobnego wypadku.

        pytanie do forumowiczow - co wybralibyscie dla siebie?
        • echtom Co wybralibyście dla siebie? 01.04.05, 09:13
          Jeśli przyjąć założenie, że byłoby mi wtedy wszystko jedno, pozostawiłabym
          decyzję najbliższym. Jeśli w rodzinie znalazłby się choć jeden człowiek, który
          potrafiłby mnie kochać i opiekować się mną w takim stanie, powinni mnie
          utrzymać przy życiu dla niego. Jeżeli nie byłoby takiej osoby, mogliby pozwolić
          mi umrzeć.
          • brenya Re: Co wybralibyście dla siebie? 01.04.05, 15:26
            I ja tez bym tak chciala.
    • rachela180 (*) (*) (*) dla Terri... 31.03.05, 19:52

    • joanna1952 "dzielna dziewczyna" 31.03.05, 19:55
      dlaczego "dzielna"? ilu podobnie umiera w hospicjach na calym swiecie? skad
      to gwaltowne niczym nie usprawiedliwione zainteresowanie? dlaczego bush sie
      nie przejmowal 100 tys zabitych w iraku duzo gorsza smiercia? ludzie,
      zachowajcie zdrowe proporcje i rozsadek. palcie sobie swieczki, ale nie
      przeginajcie paly.
      • kozborn Re: "dzielna dziewczyna" 31.03.05, 20:03
        o to to!
      • brenya Re: "dzielna dziewczyna" 31.03.05, 20:26
        Dlaczego dzielna? Idiotyczne pytanie.
        • joanna1952 Re: "dzielna dziewczyna" 31.03.05, 20:52
          drogi/a adwersarzu/ko - nie ma pytan idiotycznych. ta kobieta doznala zapasci
          na skutek braku chemicznego balansu (niedobor potasu prawdopodobnie) z powodu
          bulimii (eating disorder), co jest na pewno nieszczesciem, ale jeszcze nie
          widze dlaczego taka dzielna. skutkiem tej zapasci byl calkowity paraliz, a
          potem niedotlenienie mozgu. cialo jej bylo przez pietnascie lat podtrzymywane
          sztucznie przy zyciu - mozg nie pracowal. nie czula, nie myslala, nie modlila
          sie (nawet w myslach) - jakbys sobie tego mogla zyczyc. odlaczyli ja od
          rurki. jesli twierdzisz, ze taka dzielna - wytlumacz mi, bo ja nie widze
          cienia jej dzialania - zeby byc dzielnym musisz to jakos wyrazic, czy to
          fizyczna, czy jakakolwiek inna aktywnoscia. moze ty jednak wiesz cos wiecej,
          nie ukrywaj wiec tego i podziel sie tym z nami. zrobisz furore!
          • brenya Re: "dzielna dziewczyna" 31.03.05, 22:50
            Uwazam, ze doswiadczenie smierci przez zaglodzenie jest wystarczajacym powodem
            aby nazwac kogos dzielnym.
            • joanna1952 Re: "dzielna dziewczyna" 01.04.05, 03:25
              uwazam, ze nie wiesz o czym mowisz. autopsja bedzie dowodem. poza tym
              prywatnie uwazam, ze probowalas wyrazic swoje osobiste emocje, ktore nie maja
              nic wspolnego z rzeczywistoscia. rozumiem (naprawde) - nie zgadzam sie. nie
              tu, nie w tym miejscu - ta sprawa jest i byla problemem zastepczym. to
              istnialo (czas przeszly) tylko po to, zeby rozproszyc uwage i odwrocic ja
              (uwage) od spraw istotnych. udalo sie? tak - bo ty piszesz a ja odpowiadam.
    • erikana Re: Terri zmarła... 31.03.05, 20:29
      Jeśli chcesz wyrazić Swoją opinię o eutanazji zgłoś chęć wypełnienia ankiety na
      adres: opinieeut@op.pl, a ja wyślę ankietę. Ankieta jest anonimowa, a materiał w
      niej zawarty zostanie wykorzystany tylko do zbiorczych zestawień statystycznych.
      Zachęcam i z góry dziękuję.
    • erikana Jeśli chcesz wyrazić Swoją opinię o eutanazji 31.03.05, 20:30
      Jeśli chcesz wyrazić Swoją opinię o eutanazji zgłoś chęć wypełnienia ankiety na
      adres: opinieeut@op.pl, a ja wyślę ankietę. Ankieta jest anonimowa, a materiał w
      niej zawarty zostanie wykorzystany tylko do zbiorczych zestawień statystycznych.
      Zachęcam i z góry dziękuję.
    • evonka reality show 31.03.05, 22:26
      jestem zdegustowana tą sprawą.... reality show po prostu, rodzice nie mogący
      być przy córce umierającej, śmierć z głodu i wycieńczenia na bieżaco
      relacjonowana w tv... "pięknie"! to ma być ta godna śmierć? tego chciała terry?
    • wujaszek_joe Nareszcie 31.03.05, 22:40
      świat zwariował? główna wiadomość na świecie to jedna nieuleczalnie chora
      kobieta. przy całym szacunku dla niej jest wiele naprawdę ważniejszych
      problemów na świecie. ludzie chyba są tacy głupi że jedynie news o takiej terry
      potrafią zrozumieć. dlatego wojny i rządy korporacji mają się coraz lepiej
      • ewa9823 to nie była eutanazja to było dwutygodniowe zabija 31.03.05, 22:48
        to nie była eutanazja to było dwutygodniowe zabijanie!!
        • baikadent Re: to nie była eutanazja to było dwutygodniowe z 31.03.05, 23:22
          Dokładnie! Przy aplauzie tłuszczy. Eutanazja to świadoma decyzja o smierci. Te
          kobiete zabito i to wyjatkowo okrutnie.
          ewa9823 napisała:

          > to nie była eutanazja to było dwutygodniowe zabijanie!!
          • dziwak4 [...] 01.04.05, 01:15
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • heraldek Medialny cyrk.... 01.04.05, 01:28
      ....taka wspomagana naturalna selekcja jest
      kazdego dnia, w wiekszosci szpitali,
      szczegolnie polskich....
      i nikt nie robi halasu z tego, ze polskie
      szpitale nie maja lekow czy urzadzen, powszechnych
      na Zachodzie, ktore mogly by ratowac tysiace
      istnien ludzkich...
      Dopust Bozy, czy co???

      Nie rozumiem na czym polega "dzielnosc" tej
      dziewczyny, choc tez jej wspolczuje....
    • 04toudi Re: Terri zmarła... 01.04.05, 07:03
      Hmm, wszyscy mówią o śmiercie Terry, a mi się wydaje, że ona nie żyje od 15
      lat. W Polsce bez pytania rodziny 15 lat temu trafiłaby na wycięcie narządów do
      transplantacji. Przecież o życiu decyduje smierć mózgu a nie bicie serca.
      Rodzice zrobili sobie z niej maskotkę, co to oddycha i jest ciepła. Na miejscu
      jej męża nie chciałbym jej odłączenia, gdyż ona już nie żyje, zaś jej rodzicom
      podarowałbym chorą potrzebe kontaktu z ciałem córki. Lepiej odwiedzać córkę w
      stanie śmierci mózgu, ale ciepłą i "do dotkniecia" niż na cmentarzu. Maja racje
      pisząc ci, że to nie była eutanazja, to ni ebyło też morderstwo ani śmierć, to
      była rzecz jaką w polskich szpitalach wykonuje sie każdego dnia i kościół to
      akceptuje (kościół akceptuje transplantacje, a pobranie organów od dawcy może
      się odbić od pacjenta, gdy serce jeszcze bije, tylko mózg obumarł). Pozdrawiam
      Was
      T.
    • blekitna_laguna Re: Terri zmarła... 01.04.05, 08:13
      (*)(*)

      Zeganj...
    • headeater Czas zająć się spadkiem panie mężu!!! 01.04.05, 09:57
      W końcu o to chodziło. Prawda?
    • trzydziestoletnia Bulimia... 01.04.05, 10:52
      Gdzy przeczytalam, ze Terri chorowala na bulimie (stad pewnie zawal), od razu
      nabralam jakiejs niecheci do tych rodzicow. Bo w zdrowej, normalnej rodzinie
      nie nabywa sie tego typu zaburzen. Musiala byc juz mocno wycienczona choroba
      skoro serce nie wytrzymalo. I wszystko to jest jakies.. paradoksalne,
      dziwaczne - ta oblakancza walka rodzciwo, doslowinie - po trupach.., zbierania
      pieniedzy w fundacji "na Terri", swieta wojna z mezem, cyrk medialny, teatralne
      wypowiedzi, wojny prawnikow i ksiezy i to, ze bulimiczka umiera z brak
      ozyweienia, caly ten spor rodzicow i meza wlasnie o pozywienia dla coreczki..
      cos mi mocno nie gra w tych rodziacach, zadna normalna rodzina nie
      doprowadza "ukochanej" coreczki do bulimii-takie zaburzenia odzywiania zawsze
      sa efektem zaburzonych relacji w rodzinie,na etapie wychowania.
      • brenya Re: Bulimia... 01.04.05, 12:23
        Oj. Jezeli juz o bulimii mowa, to racz zwazyc, ze chorowala na nia juz bedac
        mezatka. Wiec rownie dobrze meza mozesz podejrzewac o niecne czyny... :)
      • evola5 Re: Bulimia... 02.04.05, 00:35
        Tak, masz racje, bulimia to choroba oparta na zaburzeniach nerwicowych.
        Zazwyczaj, przyczyny choroby maja swoj poczatek w dziecinstwie, bulimia dotyka
        ludzi wrazliwych. Z tego wynika, ze rodzice w mniejszym czy wiekszym stopniu
        maja wplyw na rozwoj choroby. Jednak czesto robia to nieswiadomie, a bulimiczki
        nie pochodza z rodzin patologicznych. Osoba chora potrzebuje milosci i
        akceptacji. Jesli nie uzyskala z takich czy innych pobudek tego w dziecinstwie,
        miala szanse otrzymac od meza, urodzic dziecko i zaczac zycie od nowa.
        Nie winie rodzicow, sadze ze kochali bardzo swoja corke, a ich swiadomosc,
        bledu, jaki byc moze popelnieli kiedy Terri byla mala, tym bardziej mobilituje
        ich w walce o zycie dziecka.
        Winie meza, ktory dazyl do smierci Terri. Smie przypuszczac, ze zalezy mu na
        slubie z nowa kobieta, ktora jak wczesniej czytalam poznal przed zawalem zony.
    • ochuckiryszard Dlaczego biedna 01.04.05, 16:25
      Ona i tak nic nie czuła
      • mikronezja Re: Dlaczego biedna 02.04.05, 01:03
        Jakoś tego nie jestem pewny po tym co zobaczyłem na filmach, także jedna z
        pielęgniarek powiedziała mediom, że Terri czuje i dostaje leki uśmierzające ból
        (ostatnie dni głodówki).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka