Dodaj do ulubionych

W obronie supermarketów

08.12.05, 21:21
totalne nieporozumienie, coz to kupujemy w supermarketach?? gdziez tam znalezc polskie produkty?? Kazdy kraj zachodni, utrzymuje na odpowiednim poziomie wlasny, rodzimy handel, male piekarnie, rzeznie, caly potencjal malej przedsiebiorczosci, ktory z zyje z ochrony przed gigantami. Gdziez to w Polsce zgineli ci wszystcy produceci typowo polskiej smaczenj kuchnii, wedlin, serow, przetworow owocowych, gdziez sa polscy sklepikarze rozprowadzajacy polskie produkty? Nie ma i polsak szynke, ze komuny znana na cylym swiecie , jako swiatowy polski przysmak, zastapilo siano odpdow zwierzacych, bez smaku, bez aromatu, ale polozone w czerwonym swietle supermarketu, przez to wydaje sie swieze i apetyczne. Niestety w wiekszosci przypadkow, po otwarciu opakowania, po nastepnych 2 godzinach niejadalne. Kazdy przedtem wiedzial, co swoj rzeznik dawal do kielbasy, dzsiaj lepiej nie myslec, co jest w kielasie z supermarketu.
Obserwuj wątek
    • edward724 Higiena na polskiej wsi 08.12.05, 22:09
      Zygfrydzie twoje argumenty dotyczące żywności nie mają żadnego związku z
      istnieniem hipermarketów. Zgadzam się, że wedliny sa teraz mniej smaczne. Ale
      kiedy za komuny były smaczne polskie sery? Cały przemysł mleczarski to było
      dno, ze śmierdzącym mlekiem zbieranym po kilka litrów od każdego małorolnego
      chłopa mającego po jednej czy dwie krowy. Higiena 20 lat temu nie istniała na
      polskiej wsi. Brudne krowy, brudne obory, brudne bańki do mleka myte
      przysłowiowym IXI. no i dawanie mleka do skupu gdy krowy były leczone
      antybiotykami - rzecz zabroniona ale zlewnie nie miały urządzeń i odczynników
      do wychwycenia tego zjawiska.
      • zygfryd.okrutny Re: Higiena na polskiej wsi 08.12.05, 23:05
        oczywiscie idac tym tropem, mozna dojsc do podstw bolkady polskiego ekspotu miesa, ale jest rowniez inny aspekt sprawy, socjalny. gdy male sklepiki na osiedlu, sa miejsce spotkan mieszkancow, na swoj sposob, drobnym osrodkiem pielegnacji subkultury osiedlowej, bezimenne supermarkety sa bezimienne, dezintegruja cale miasta i spolecznosci, a jest to kardynalny element do budowy podstaw spoleczenstw obywatelskich i patriotycznych, gdzie wazne sa korzenie i pielegnacja zasobow subkulturowych. Kultura obslugi, kultura zakupow, kultura wzajemnego zrozumienia i poczucia wpolnaleznosci do grup osiedlowych , robiocych zakupy u znanych i zaufanych przedsiebiorcow polskich, jest rowniez elementem budowania poczucia narodowego.
        • heraldek Zygmunt Okrutny czy Zygmunt Sentymentalny.... 09.12.05, 00:22
          ...oj bredzisz dzis okrutnie.....
          Supermarkety to organizacje sprzedazy, dystrybucji
          a nie produkcji....wiekszosc towarow jest krajowych, tyle
          ze po nizszych cenach, bo sprzedawane w duzych ilosciach....
          Porownujac z malym sklepikiem supermarket to taka wielka
          detaliczna hurtownia....
          Zyjemy w czasach wielkich przemian, ktore dostownie na
          naszych oczach zmieniaja nasze zycie codzienne....
          ...wymieraja jedne zawody i profesje a powstaja nowe...
          jest to rewolucja nawet wieksza niz ta z przelomu XIX i XX w...

          Tamta rewolucja techniczna zmiotla dorozki i kolowrotki,
          dzisiejsza eliminuje deski kreslarskie i rapidography....
          Wciaz mozna jeszcze zbierac zboze sierpem i prac bielizne
          w potoku, bo to "pielegnuje subkulture lokalna" ale ja wole
          aby to zrobily maszyny....szybciej i lepiej...

          Podobnie jest handlem. Anachronizmem jest, ze 1/3 spoleczenstwa
          zajmuje sie handlem, sterczac za kramikiem caly dzien, jak to
          jest ciagle w panstwach Orientu....Nikt tego zreszta nie
          zabrania, ale skoro cos mozna zrobic szybciej, lepiej....
          Nikt nie neguje malowniczego landschafciku ze sklepikiem , kawiarenka
          czy innym kramikiem...ale to jest dla koneserow i tych co za taki
          klimat pragna przeplacic.....pozostali, jak wola kupowac bez
          romantyzmu to ich wola...

          Nie ma sensu bronic sklepikarzy przed konkurencja marketow, jak
          nie mialo sensu bronic praczki przed ekspansja pralek....
          W Polsce problemem jest, ze niewiele mozna sklepikarzom zaproponowac...
          ...oni sa przykladem ukrytego bezrobocia.....
          Ale przed zmiana zawodu ich nic nie uchroni......bo swiat kazdego
          dnia podnosi poprzeczke....
          • pjpb Re: Zygmunt Okrutny czy Zygmunt Sentymentalny.... 09.12.05, 05:40
            coz, nie ma nic trwalszego niz prowizorka. w tym przypadku sila inercji - znam
            wielu ludzi pomstujacych na supermarkety jednoczesnie robiacy tamze wszystkie
            wieksze zakupy... bo taniej! nie bardzo zazwyczaj potrafia powiedziec dlaczego
            wspieraja zachodnie sklepy zamiast lokalne sklepy jesli uwazaja to za naganne.
            sklepy osiedlowe nie znikna. beda jadnak, jak na calym swiecie, cienko przedly.
            wlascicielom i sprzedawcom wielu zamiast po socjalistycznemu pomstowac na
            zgnilych kapitalistow pozostaje przekwalifikowanie lub szukanie nisz rynkowych.
            a im bogatsze spoleczenstwo, tym latwiej je znalezc. poki co jest zas
            bedniejsze - rowniez dzieki malej sile nabywczej wynikajacej z marzy koniecznej
            na oplacenie dlugich lancuszkow posrednikow.
            • poet Re: Zygmunt Okrutny czy Zygmunt Sentymentalny.... 09.12.05, 09:46
              Nie znam się na marżach, interesach itp. Wiem,że wolę wejść do większego sklepu
              aniżeli do małego, ponieważ jestem w nim anonimowa. Wychodzę ze sklepów, w
              których na progu wita się mnie "w czym mogę pomóc?" lub "pani sobie
              życzy...?" , bo często nie wiem, co takiego owe sklepy zawierają albo jak
              podwindowały ceny. Chcę też móc dokonywać zakupów przez cały tydzień, a nie
              musieć robić to w pośpiechu, zaraz po innych obowiązkach lub w ich czasie(tak
              nie bywa?)Chcę też dokonywać wyboru gwarantowanego mi przez konstytucję, a nie
              kupować to, co dana sklepikarka ma "na stanie". Kiedyś zapytałam taką paniusię,
              dlaczego akurat ma to, a nie coś innego, z danej branży? Odpowiedź była jedna:
              jej się to właśnie opłaca, to jej wykupią."Urawniłowka"? To już było. "Moce
              przerobowe" takich maleńkich sklepików są takie, a nie inne. I to jest
              sedno.Zamykają sklepy też wtedy, kiedy chcą. To po drugie. Mam takie sklepiki
              na osiedlu, gdzie z trzech istniejących w poniedziałek, działa jeden.
              Zapytałam;" dlaczego?"."Tak się przyzwyczailiśmy" Miałabym się zdać na właśnie
              gust czy "przerób" owej pani? Bo co? A duże sklepy i tak padają jak muchy,
              jeśli źle traktują klientów. Kiedyś w takim, większym sklepie, na samym
              początku jego istnienia, dowiedziałam się od gbura-ochroniarza-,po uwadze
              mojej, kiedy źle potraktował idącego przede mną starca, że i tak sobie dadzą
              radę, jeśli nie tu, to gdzieś indziej. I to jest inna strona tego medalu.
              Padli. Ludzie nie zaakceptowali i tyle. Nie chodzili zatem, omijali i przyszli
              inni, grzeczniejsi. Tak trzeba. Wazne jest, aby ludziom dano szansę wyboru.
              Wybór to wolność.
            • markmig Re: Zygmunt Okrutny czy Zygmunt Sentymentalny.... 12.12.05, 00:10
              Nie wszystko jest w supermarkecie tańsze... Niektóre rzeczy są rtańsze w sklepie
              osiedlowym, Trzeba wiedzieć gdzie co kupować. A czasem, gdy robię codzienne
              zakupy po prosyu mi się nie chce tam iść, choć może bym parę złotych
              zaoszczędził. Ale twierdzę, że także supermarkety są potrzebne. Są ludzie,
              którzy z braku czasu robią zakupy raz na tydzień, czy nawet nba miesiąc,
              trzymają wszystko w wielkiej lodówie i raz na miesiąc z hukiem to wypie..ją i
              kupują swieże...
          • b.wlosek Re: Zygmunt Okrutny czy Zygmunt Sentymentalny.... 09.12.05, 10:50
            Ot, i kwintesencja całego problemu wydumanego z pewnie z cholernych nudów.
          • zygfryd.okrutny Re: Zygmunt Okrutny czy Zygmunt Sentymentalny.... 09.12.05, 12:20
            oczywiscie, ze sentymentalny, za ucziwa i rzetelna obsluga w typowo rodzinnym interesie. Ty osobiscie mozesz traktowac supermarketowe molochy, jako cos noemalnego, jako miejsce niedzielnych wycieczek, szybkiego skoku po flaszke, coz to kwestia gustu. Ale nie zapominaj, ze sa na swiecie tez inni ludzie, dla ktorych kupowanie jest odpowiednim rytualem, zwiazanym z kupnem, ale rowniez z odpowiedzialnoscia, co i u kogo sie kupuje. Mozna sie zywic w Biedronce, czy donaldzie, ale w sumie, za nadwage, choroby serca takiego delikwenta placi cale spoleczenstwo. Dzsiaj w calej Europie Zachodniej, jest trend, wlasnie na sklepy typowo Bio, gdzie male sklepiki, zdrowa zywnoscia, zaspokajaja uswiadomionych obywateli, nie wszystcy to pojmuja, myslenie jest sprawa brzucha, ale kazdy podejmuje wybor sam.
            • koloratura1 Piep....sz, Zygfryd, jak pobity! 09.12.05, 15:32
              Mam gdzieś Twoją osiedlową integrację, jeżeli ma mnie ona koszować w złotówkach,
              o stracie czasu nie mówiąc (też pieniądz!). Jeśli się będę chciała integrować,
              mogę to zrobić pod kościołem, albo na ławeczce pod blokiem czy przy piaskownicy.
              Osiedlowy sklepik, typu: szuwaks, mydło i powidło ma tyle wspólnego z handlem
              zdrową żywnością, co kościelna jasełka ze spektaklem operowym. Zdrową żywność to
              ja już prędzej znajdę na odpowiednim stoisku w supermarkecie.

              Ale jedno, wśród tych Twoich głupot, jest warte zauważenia. Może ratunkiem dla
              drobnych sklepikarzy byłoby wyspecjalizowanie się w handlu jakimś jednym towarem
              / paroma towarami? Mogłyby to być i sklepy Bio. Np. małe piekarnie radzą sobie
              nienajgorzej.
        • ar.co Re: Higiena na polskiej wsi 09.12.05, 09:48
          Tyle tylko, że mnie naprawdę nie zależy na integracji z sąsiadami, jeśli ma to
          nastąpić kosztem dodatkowej, 20% marży, narzuconej przez sklepikarza z
          najbliższej ulicy, nie mówiąc już o stracie czasu, jaką są zakupy w sytuacji
          kiedy akurat jedna z "integrujących się" pań opowiada ze szczegółami temuż
          sklepikarzowi, co akurat zrobiła jej córka w szkole, a co na to nauczycielka.
          Zresztą towarzystwo, z którym zamierzam się integrować, wolę wybierać ma innych
          zasadach niż uczęszczanie do tych samych sklepów. Nie oszukuj się co
          do "zaufanych przedsiębiorców polskich" - oszukują dokładnie tak samo jak
          producenci zachodni, a osiedlowy sklepikarz tak samo jak supermarket za wszelką
          cenę stara się wcisnąć klientowi "przechodzony" towar.
          A z "subkulturą osiedlową" i jej "zasobami subkulturowymi" wolę mieć jak
          najmniej kontaktów. Tak jest znacznie bezpieczniej.
      • boykotka Re: Higiena na polskiej wsi 10.12.05, 02:47
        Mnie z kolei porażają Twoje argumenty, biorąc pod uwagę, że choroba szalonych
        krów narodziła się w Twojej "cywilizowanej" europejskiej hodowli, gdzie bydłu
        dodaje się do paszy olej przepałowy - by szybciej rosły. Ciekawa jestem - gdyby
        zaczęto badać poziom dioksyn oraz hormonów w "cywilizowanym" europejskim
        mięsie - czy dane te nie byłyby bardziej porażające niż zwykłe bakterie, do
        których nasz organizm od stuleci jest przyzwyczajony.
        Nie wspomnę już o fakcie, że 1/3 żywności jest po prostu wyrzucana na śmietnik,
        także z tego powodu że jest tania. Zasypuje się nas produktami, wspomnę tu
        owoce trpikalne, które w naszej strefie klimatycznej, w pewnych porach roku w
        ogóle nie powinny być spozywane, bo wychładzają organizm; natomiast nasze
        rodzime produkty, np. kapusta kiszona są oskarżane o źródło zanieczyszczeń i
        bakterii.
        Co do higieny na polskiej wsi 20 lat temu - taką samą zaobserwowałam wśród
        chłopstwa francuskiego, więc o czym tu w ogóle dyskutować ???
    • sajjitarius Iluzje, iluzje, iluzje 09.12.05, 10:00
      Gdzie w supermarkecie znalezc polskie produkty ? Wystarczy wejsc do
      supermarketu i sie rozejrzec. Ilekroc odwiedzam Polske i robie zakupy w
      supermarketach zwracam uwage na kraj pochodzenia towarow ktore
      kupuje...wiekszosc jest 'Made in Poland'...to po pierwsze...po drugie bajki o
      polskiej szynce jako swiatowym przysmaku odstaw do almusa...po pierwsze robiac
      zakupy u siebie w Londynie mam do wyboru szynki z calego swiata i przyznam
      szczerze ze upieranie sie przy tym , ze polska najlepsza, najwspanialsza
      itd...to nieporozumienie...inne tez sa bardzo dobre...pomijajac fakt, ze jesli
      istotnie bywalo tak (za komuny), ze polska szynka byla eksportowym szlagierem,
      to moze warto rowniez przypomniec ze za tej samej komuny przecietny Kowalski
      byl szczesliwy jak mogl wystac przez pol dnia w kolejce w osiedlowym sklepie
      miesnym pol kilograma kosci wolowych na przydzial kartkowy...wiec moze lepiej
      jak dzisiaj moze swobodnie kupic szynke w supermarkecie, zgoda moze nie
      najwspanialsza na swiecie, moze nie zupelnie polska ale na pewno lepsza niz
      wirtualna polska szynka za komuny.
    • ksiaze.ciemnogrodu supermarkety to wspólczense obozy koncentracyjne! 09.12.05, 10:33
    • b.wlosek Re: W obronie supermarketów 09.12.05, 10:42
      Zyzio, czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, jakie idiotyzmy piszesz?
      Brak słów. nie będę ci niczego udowadniać, jako że takie zatwrdziałe osly są
      niereformowalne. Tylko następnym razem jak będziesz w jakimkolwiek hipku
      przyjrzyj się dobrze opakowaniom i napisom na nich. Amen
    • chris12 My wciąż jesteśmy na etapie straganów ulicznych 09.12.05, 10:43
      Karmiony owsem w moherowym berecie rodak źle się czuje w hipermarkecie, to
      zrozumiałe.
      • ksiaze.ciemnogrodu Re: My wciąż jesteśmy na etapie straganów uliczny 09.12.05, 11:28
        hipermarket zabiera ludziom duzo czasu wiec nie ma molwyo szybklich zakupach
        wszystkiego trzeba szukać zanim znajdzie się poszukiwany towar, poza tym ile to
        już bylo przypadków wyzysku pracowników hipermarketów? Biedronka Kaufman
        itd..niech żyją stragany ostoja prawdziwie wolnego handlu!!
        • koloratura1 Jedynie prawdziwy jest Twój nick! 09.12.05, 15:54
          ksiaze.ciemnogrodu napisał:

          >
          > już bylo przypadków wyzysku pracowników hipermarketów? Biedronka Kaufman
          > itd..niech żyją stragany ostoja prawdziwie wolnego handlu!!

          Tak, pod jednym warunkiem: pracuje tam właścicil z rodziną. Wtedy - ewentualnie
          -wyzyskuje sam siebie - i dobrze, jego sprawa; co do rodziny (dzieci) - to już
          trochę gorzej...

          W bardzo wielu sklepikach zatrudniane są dziewczyny, a ich los - wierz mi - nie
          jest do pozazdroszczenia. Wszelkie "biedronkowe atrakcje": nieodpłatna praca w
          godzinach nadliczbowych, dźwiganie ciężarów, mają jak w banku. No - faktycznie,
          nie muszą siedzieć w pampersie w kasie (za to stoją w nim za ladą!). Do tego -
          jest to w większości praca na czarno, bez żadnej umowy, a więc bez możliwości
          wyegzekwowania czegokolwiek na drodze sądowej, bez płatnego urlopu czy
          zwolnienia lekarskiego, o widokach na opiekę lekarską czy emeryturę nie wspomnę...

          Tyle tylko, że o wyzysku w supermarketach głośno i - dzięki temu - jest szansa,
          że da się coś z tym zrobić. O wyzysku przez drobnych sklepikarzy wiedzą tylko
          wyzyskiwane i ich najbliżsi...
        • lucky81 Re: My wciąż jesteśmy na etapie straganów uliczny 10.12.05, 02:36
          Dzieki Tobie i innym fanom małych sklepików one nie umrą - widać jest popyt.
          Choć ja osobiście swoje zakupy wolę zrobić w dużym supermarkecie.
    • a3212 Re: bla, bla... Zygfrydzie Bezmyślny... 09.12.05, 12:22
      1. w supermarketach jest głównie polska żywność - przejdź się i sprawdź sam;

      2. żywność psują sami Polacy: przecież mała masarnia ma uczynić milionera z
      właściciela, dlatego szprycują wszystko wodą z solami, żeby z 1 kg mięsa zrobić
      2 kg szynki "Staropolskiej". Oszukiwać zaczęli już za Gierka - wieść gminna
      niosła, że nie ma papieru toaletowego, bo zuźyto go do produkcji kiełbasy (to
      był taki ówczesny żart...).

      3. żywność ma być tania - są niestety biedni ludzie. Dawniej niedojadali
      (ziemniaki, chleb pocukrzoną wodą itp) Teraz jedzą "parówki" z jelit, skóry i
      soi. To temat na inną dyskusję jednak.

      4. operujesz argumentami mojego znajomego - gorącego zwolennika Andrzeja
      Trędowatego. Tyle, że on jest właścicielem sieci 4 dużych slepów osiedlowych,
      gdzie traktuje pracowników gorzej niż Biedronka...

      5. Wadą żywności z supermarketów jest jej trwałość. Sałatkę z garmażerki można
      zjeść tydzień po kupnie bez obaw zatrucia - tyle ma benzoesanu sodu. Jak się
      często to je, to mniej odporni dostają grzybicy przewodu pokarmowego...
      5. Poszperaj po archiwach jak dawniej fałszowano żywność - to nic nowego i nie
      ma nic z hipermarketami wspólnego

      6. Małe masarnie na Zachodzie mają się nadal dobrze. Pod warunkiem, że są
      uczciwe i nie sprzedają tych samy produktów, co duże sieci handlowe . Jednak, by
      mogły istnieć, muszą mieć w okolicy bogatą klientelę - są i muszą być bardzo drogie.

      7. Kiedy to Polacy robili dobre sery??? Chyba nic o Polskiej kuchni nie wiesz!
    • toja3003 Drogi Zgfrydzie, okrutnie jestem ciekawy jak odróż 09.12.05, 12:26
      Drogi Zgfrydzie, okrutnie jestem ciekawy jak odróżniasz produkt „polski”
      od „niepolskiego”? Czy polski jest samochód Astra z Gliwic, sprzedawany pod
      niemiecką marką Adam Opel, która z kolei należy do amerykańskiej firmy GM? W
      takich samochodach znajdziesz czeskie szyby, południowoafrykański palstik,
      belgijską stal, koreańską elektrykę itp.itd. Czy to jest polskie auto? I nie
      mów, że woda mineralna „Rzeszowianka” jest polska, bo tak się nazywa, skoro
      firma należy do koncenru Coca-Cola. I nie przesadzaj z tym brakiem polskich
      piekarni czy dostępem do innych lokalnych wyrobów. Ja nie mam problemów z
      dostępem do nich.
      Aha, o jakich „zachodnich krajach” mówisz. Czekam na odpowiedź, bo w paru z
      nich bywałem czy pracowałem i może mnie czymś zaskoczysz?

      Niech zgadnÄ: jesteś właścicielem szczęk, łóżka polowego albo budy przerobionej
      ze starego kiosku ruchu czy innego barakowozu i twój handlowy „biznes” jest
      bez „sztucznego blichtru, okropnego plastiku, kiczu, tandety, kretynskich
      promocji, zdetych od sztucznego usmiechu hostess, absurdalnych i prostackich
      dekoracji świątecznych przez dwa miesiące”. Bo u ciebie nikt się nie uśmiecha
      tylko „wita” klienta ponurym „czego” i od razu dodaje „nie ma”.

      U ciebie nie ma dekoracji nawet przez 2 godziny, zamiast plastiku jest
      romantycznie przerdzewiała blacha a pęknięta szyba zaklejona plastrem to żaden
      kicz ale sztuka na miarę Hasiora. Pieniądze wydanie uciebie są jak najbardziej
      wydane „potrzebnie”, bo kupuje się dwa razy drożej niż w hipermarkecie atego ty
      potrzebujesz. No i czas można też u ciebie spędzić, np. gapiąc się na ulicę
      albo dłubiąc w nosie. A wyzysku u ciebie nie ma w ogóle, bo zatrudniasz tylko
      żonę a co za różnica czy ona siedzi w domu czy 20 godzin na dobę za ladą?
      I masz same "polskie" produkty z polskim piwem made in von Hohenzollern na
      czele.

      Niestety muszę nieraz u ciebie kupować, bo mam daleko do hipermarketu ale
      zrobię sobie dzień bez zakupów (u ciebie) i pojadę do dużego sklepu, mając
      nadzieję, że kiedyś taki i unas w dzielnicy powstanie.


      • pavvs Re: Drogi Zgfrydzie, okrutnie jestem ciekawy jak 09.12.05, 15:03
        Ja mieszkam sobie w Londynie gdzie nikt marketow nie goni i nie wini za
        wyszystko (pomidory czesto sa z Polski swoja droga) i w promieniu 15 minut na
        piechote mam 2 supermarkety...i chyba z 50 malych sklepow ktore calkiem dobrze
        sobie radza bo ich wlasciciele szukaja sposob na konkurencje z marketeami,
        glownie przez inna oferte etc bo raczej nie wolumen sprzedazy, czyli jednak
        mozna to zrobic a nie uzalac sie nad sklepikarzami bo bedzie im ciezej.
    • korekt Re: W obronie supermarketów 09.12.05, 15:30
      Argumenty autora tego artykułu to mętne wywody ekonoma pozbawione racji
      ekonomicznych.To nie te czasy panie autor.Niestety.
    • witomir SŁOWACKI KAC PO INWESTORACH 10.12.05, 01:32
      „Rzeczpospolita” pisze o wątpliwych urokach inwestycji zagranicznych na
      Słowacji. Kiedy dokonano bilansu, okazało się, że każde ze stworzonych w ten
      sposób miejsc pracy kosztowało Słowaków... 50 tys. euro (1,5 miliona koron)...

      - „Inwestorzy, którzy przyszli do naszego kraju w ostatnich czterech latach,
      stworzyli 9800 nowych miejsc pracy, a wysokość wsparcia przekroczyła 15
      miliardów koron” - ujawnił minister gospodarki Jirzi Malcharek. Zdaniem
      ministra, dotacje były przydzielane rozrzutnie, a liczba nowych miejsc pracy
      była niewystarczająca. Ponadto, sposoby zwierania umów z zagranicznymi
      inwestorami były nierozważnie. Np. w umowie z Hyundai/Kia został zawarty punkt
      mówiący, że Słowacja zapłaci Koreańczykom 4 miliardy koron za każdy miesiąc
      opóźnień w budowie.

      Minister przyznaje, że groźba zapłacenia tego ostatniego odszkodowania była
      realna, bo przez ponad rok napotykano na liczne problemy związane z wykupem
      gruntów i budową połączeń komunikacyjnych na terenie Tepliczki nad Vahom. Aby
      dopłacić właścicielom działek, państwo musiało wyłożyć dodatkowe 850 mln koron,
      a koszty budowy fabryki i tak wzrosną z planowanych 1,3 mld do 2,9 mld koron.
      Dalsze opóźnienia nie są wykluczone, bo inwestycja miała być zakończona do końca
      tego roku.

      – „W wielu umowach, które zawierano za pośrednictwem Agencji Inwestycyjnej
      SARIO, znalazły się prawdziwe »miny«. Przyglądamy się tym umowom i aż strach
      myśleć, co by się stało, gdyby inwestorzy, z powodu ewentualnych opóźnień,
      zaczęli domagać się wynikających z nich należności” – dodaje minister. Obecny
      minister w ostatniej chwili zablokował pomysł swojego poprzednika, który
      proponował koreańskiemu producentowi opon samochodowych Hankook udzielenie
      pomocy publicznej równiej 21 proc. planowanej inwestycji. Utworzenie 1600 miejsc
      pracy byłoby równoznaczne z dotacją wynoszącą 3,5 mln koron na jedno miejsce.

      Po odwołaniu ministra gospodarki Pavla Rusko, słowacki rząd zatwierdził nowe
      zasady udzielania wsparcia finansowego zagranicznym inwestorom. Słowacja została
      podzielona na trzy rejony o różnym stopniu bezrobocia. Wysokość pomocy będzie
      teraz zależeć od lokalizacji inwestycji i od jej rodzaju. - „Dopiero przy
      inwestycjach większych niż 12 miliardów koron lub takich, które stworzą ponad
      1000 miejsc pracy, można będzie stosować indywidualne podejście do wsparcia
      finansowego w postaci dodatkowych ulg podatkowych. Według nowych reguł większość
      małych zagranicznych inwestorów, którzy pojawili się na Słowacji, nie
      otrzymałaby ani korony” - dodał Malcharek.

      I tak oto w kolejnym kraju przekonano się, że w biznesie nie ma dobrych wujków –
      jeśli zagranicznemu kapitałowi będzie się do znudzenia deklarować, że zostanie
      ugoszczony „czym chata bogata”, o ile tylko zgodzi się wybudować u nas fabrykę,
      nie należy się potem dziwić, że weźmie nasze zapewnienia dosłownie.

      Czekamy na informacje o tym, jakie i czy przypadkiem nie podobne „korzyści”
      osiągnęła Polska i jej obywatele na podobnych interesach z zagranicznymi
      inwestorami.
    • lucky81 Re: W obronie supermarketów 10.12.05, 02:32
      Brawo Panie Janie! Wreszcie w gazecie mogłem przeczytać sensowną wypowiedź w
      kwestii gospodarczej, podstawowe logiczne myślenie, bez opacznego odwoływania
      się do skomplikowanych pojęć ekonomicznych bez ich zrozumienia.

      Dziekuje za ten list.
      Tomek
    • wojtek2784 Re: W obronie supermarketów rodzimych 10.12.05, 04:06
      Unijne supermakety to powod do zmartwienia. Zginie rodzimy handel i rodzimy
      przemysl wytwarzajacy zywnosc i inne produkty. Oczywiscie Polacy obudza sie z
      rekami w nocniku, jak inne narody nie wylaczajac Amerykanow. Supermakety i
      globalizm to najwieksza kleska obecnej doby. Na rynku znajduja sie najtansza
      tandeta na ktorej zarabia ten kto posredniczy , a umiera wlasna wytworczosc i
      kraj pograza sie w dlugu. Potem okazuje sie , ze nikt nie umie wytworzyc
      podstawowych towarow, ale to nie jest zmartwienie globalistow.
    • qavtan Teraz Polska! 10.12.05, 21:57
      dobre, bo Polskie
      samochodu może nie kupujmy bo zatruwa środowiska
      a w supermarketach niska cena ma swoje powody

      supermarkety powinny być poza granicami miasta

      markety zarabiają na ogłupianiu ludzi reklamami
      klienci kupują często niepotrzebne im produkty
    • sumer55 Piszesz kretynie a nie umiesz czytać co jest 10.12.05, 23:51
      napisane na opakowaniach. Czysty horror!!!

      zygfryd.okrutny napisał:

      > totalne nieporozumienie, coz to kupujemy w supermarketach?? gdziez tam znalezc
      > polskie produkty?? Kazdy kraj zachodni, utrzymuje na odpowiednim poziomie wlasn
      > y, rodzimy handel, male piekarnie, rzeznie, caly potencjal malej przedsiebiorcz
      > osci, ktory z zyje z ochrony przed gigantami. Gdziez to w Polsce zgineli ci wsz
      > ystcy produceci typowo polskiej smaczenj kuchnii, wedlin, serow, przetworow owo
      > cowych, gdziez sa polscy sklepikarze rozprowadzajacy polskie produkty? Nie ma i
      > polsak szynke, ze komuny znana na cylym swiecie , jako swiatowy polski przysma
      > k, zastapilo siano odpdow zwierzacych, bez smaku, bez aromatu, ale polozone w c
      > zerwonym swietle supermarketu, przez to wydaje sie swieze i apetyczne. Niestety
      > w wiekszosci przypadkow, po otwarciu opakowania, po nastepnych 2 godzinach nie
      > jadalne. Kazdy przedtem wiedzial, co swoj rzeznik dawal do kielbasy, dzsiaj lep
      > iej nie myslec, co jest w kielasie z supermarketu.
    • pomidor44 Re: W obronie supermarketów 11.12.05, 08:42
      O dłuższego czasu wkurza mnie ten cały bój pomiędzy supermaketami a
      sklepikarzami. Ja po prostu jestem zmuszona kupować w supermarketach z bardzo
      prozaicznego powodu: po prostu tam jest zdecydowanie większy wybór towaru,
      podczas gdy w zwykłych sklepach albo jest jeden towar proponowany przez
      sprzedawcę, albo nie ma rozmiaru, albo w ogóle nie ma ( czasami jest propozycja
      dowiezienia czegoś), podczas gdy ja chcę dokonać zakupów w danej chwili.
      Napisałam to w celu wrzucenia właścicielom małych sklepów pomysłu na handel.
      Acha bradzo często jest tak, że panie sprzedawczynie w ogóle nie mają pojęcia o
      tym, czym handlują. Jestem z Zabrza
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka