Dodaj do ulubionych

Brakuje na stypendia

08.12.05, 23:49
Durna wypowiedź "szefa parlamentu studentów" o doktorancie, który "nie jest w
stanie pracować w pełnym wymiarze". Doktorant kierunków przyrodniczych i
technicznych nie jest W OGÓLE w stanie pracować, oprócz robienia doktoratu.
Praca badawcza nad doktoratem+zajęcia wypełniają czas dokładniej niż
studentom. Doktorant to taki ni pies, ni wydra. Praw pracownika nie ma,
praw studenta mu żałują, lata lecą, rodzinę wypadałoby założyć, od rodziców
się wyprowadzić, a za co?
Obserwuj wątek
    • toberson ReNa calym swiecie studenci placa za nauke!!! 09.12.05, 08:54
      • ava1977 Re: ReNa calym swiecie studenci placa za nauke!!! 09.12.05, 09:25
        Nie wszedzie na swiecie placi sie za nauke.

        Doktoranci w Polsce na wiekszosci uczelni PRACUJA - w labolatoriach, czy tez
        uczac studentow i robia to za bardzo marne pieniadze, albo za darmo - to jest
        wyzysk, ale nie moga sie buntowac, bo nie zrobia doktoratu.
        • filo_de_putino Grunt że na becikowe wystarczy! 09.12.05, 12:07
          Po co komuś jacyś studenci. SŁUCHACZE mają się rodzić, a na tych studiach,
          czytają potem jakieś książki do których jeszcze nei dorośli ...trzeba, siać,
          siać, siać.... I te akademiki koedukacyjne... góry mięsa z hormonami... trzeba
          siać...
      • kotek.filemon Re: ReNa calym swiecie studenci placa za nauke!!! 09.12.05, 09:52
        Na całym świecie istnieją także systemy stypendialne. Poza tym, w większości
        krajów UE odpłatność za studia jest symboliczna. USA to jeszcze nie "cały świat"...
      • hh7 A może by wstrzymać wycieczki Kwaśniewskiego? 09.12.05, 12:26
        To są napewno spore pieniądze.Pozostało mu jeszcze sporo krajów do obskoczenia.
        Trochę by budżet zaoszczędził.
    • belial13 Re: Brakuje na stypendia 09.12.05, 08:57
      Osiem milionów brakuje na stypendia,ale jest 600 milionów rocznie na katolicką
      indoktrynację zwaną nauka religii!!!!!
      • snajper21 Re: Brakuje na stypendia 09.12.05, 09:27
        belial13 napisał:

        > Osiem milionów brakuje na stypendia,ale jest 600 milionów rocznie na katolicką
        > indoktrynację zwaną nauka religii!!!!!
        Brakuje również na aparat do wczesnego wnkrywania raka ale są pieniądze na 6
        śmigłowców dla KACZEK NIELOTÓW.To chyba jedyne kaczki ,które zamiast latać
        ślizgają się po różnych partiach w poszukiwaniu WŁADZY!!!!!!
        • snajper21 Re: Brakuje na stypendia 09.12.05, 09:32
          W IV RP nie trzeba wykrztałconych oni nie słuchają o.dyra,a ciemnotę łatwiej
          trzymać za pysk.
        • arpert Re: Brakuje na stypendia 09.12.05, 09:33
          A po co nam w ogóle nauka?
          Jak praktyka pokazuje, żeby zostać kimś ważnym i zrobić karierę nie trzeba się
          uczyć - wystarczy się zapisać do odpowiedniej organizacji, tudzież (trudne
          słowo) prartii.
          • doktorhabilitowany.1 Re: Brakuje na stypendia 09.12.05, 11:55
            A jak juz jestes w partii, to i mature sie zalatwi i studia:)) Tylko patrzec
            jak Kaminski z Bielanem studia pokoncza i sie wezma za doktoraty, Beger moze
            nie zdazyc przed wyrokiem skazujacym, ale pewnie jej i tak nie wsadza, a nawet
            jak wsadza, to studia skonczy w wiezieniu - i tak nie chodzi na zajecia:))
            Marcinkiewicz nie obronil doktoratu, ale teraz mu bedzie latwiej - jego
            promotorka w praktyce przekonuje sie jak gleboko ma gdzies prawa ekonomii:))
            Teraz laskawiej spojrzy na wypociny premiera:)) Zreszta Marcinkiewicz i Rokita
            pokazali, ze potrafia sie zatroszczyc o stypendia... rzadu brytyjskiego na
            nauke jezyka:)))
      • linke1 Re: Brakuje na stypendia 11.12.05, 10:08
        belial13 napisał:

        > Osiem milionów brakuje na stypendia,ale jest 600 milionów rocznie na katolicką
        > indoktrynację zwaną nauka religii!!!!!
        ===========
        Nigdy też nie brakowało i nie brakuje pieniędzy na radio z ryjem, TV trwam,
        kapliczki, kościólki i inne katolickie bzdety. Natomiast zawsze brakuje kasy na
        naukę, rzeczową gospodarkę o standardach europejskich.
        Ciemnym motłochem manipuluje się najłatwiej, uważają faceciki w czarnych
        sukienkach i dlatego lekcje klepania "zdrowasiek" zastępują wszystkie inne
        które mogą przygotować młodzież do racjonalnego i godnego życia.
    • pancamel Nie brakuje dla gornikow 09.12.05, 09:47
      Na szczescie nie zabraklo na gornicze emerytury :-)
      No ale czego sie spodziewac jak "szef parlamentu studentów"
      zrodla problemu szuka w stypedniach dla doktorantow.

      To nie wrozy dobrze na przyszlosc...
      • zz138b źródło problemu ... 09.12.05, 12:36
        jest nie w doktorantach ale w realizowanym ewentualnie zamysle by kasy nie
        dokładać a napuścić studentów na doktorantów i wicewersja ;-)
        kto sledził prace nad nowa ustawa wie ze studenci robili wszystko by doktoranci
        dostali DODATKOWE pieniedze= nie z puli studenckiej
    • haggis Re: Brakuje na stypendia 09.12.05, 09:52
      "W projekcie budżetu brakuje 8 mln zł na stypendia [...] od przyszłego roku
      stypendia będą mogli dostać także doktoranci. A tych w całym kraju jest ponad 30
      tys."

      8 mln zł na 30 tys doktorantów? To wychodzi 22 zł miesięcznie. Ale się
      doktoranci ucieszą!
      • karbat Re: Brakuje na stypendia 09.12.05, 09:58
        po co komu doktoranci i tak co madrzejsi wyjada na zachod

        nam trzeba wiary ,modlitwy ,wartosci i ksiedza .
        Wicej kosciolow one sa opoka walczaca z potologia w Polsce
      • doktorhabilitowany.1 Wlasnie to chcailem zauwazyc:)) 09.12.05, 11:30
        haggis napisał:

        > 8 mln zł na 30 tys doktorantów? To wychodzi 22 zł miesięcznie. Ale się
        > doktoranci ucieszą!
        8 mln to koszt utrzymania dwoch srednich podstawowek, czy jednego zespolu
        szkol... Kancelaria sejmu tyle rocznie wydaje na kwiatki. Inna sprawa, ze jak
        zwykle ze stypendiami, sa one przeznaczone dla promila potenckjalnych
        wnioskodawcow (reszta niech sie prosi o pomoc u rodzicow - wszka Polska rodzina
        stoi).
        Problemem doktorantow jest to, ze z jednej str. uczelnie ich wyzyskuja jako
        nieformalnych pracownikow - "quasi-asystentow" (bo nie oplaca sie
        trzymac 'etatowych' asystentow - durne prawo pracy), a z drugiej strony Panstwo
        widzi w nich studentow. Znam pare pezykladow doktorantow, ktorzy maja tyle
        durnych zajec zleconych przez swe instytuty i profesorow, ze swoimi doktoratami
        moga sie zajmowac wylacznie po nocach. K..wa gdzie my zyjemy? Ja mam ten etap
        za soba, ale caly czas noz mi sie w kieszeni otwiera jak sobie przypomne jak
        bank odmawial mi zwyklego prawa do debetu, nie mowiac o kredycie - bo nie
        mialem umowy o prace. Przez okres studiow doktoranckich na ZUS odlozylem moze
        1000 PLN pracujac dorywczo... Drugim problemem doktorantow jest to, ze nie sa
        zorganizowani jako grupa i jak widac nawet studenciaki ich dymaja i jezdza po
        nich jak na lysej kobyle - choc tym razem moze to niektorym doktorantom wyjdzie
        na dobre. Trzecim problemem jest skandaliczna polityka panstwa - srodki na
        nauke 'od zawsze' lokuja nas w ogonie krajow rozwijajacych sie, a z
        rozwinietymi nie ma co porownywac...
    • kozaczek3 Struzik20 mil zł na Kościół dał z państwowej kasy! 09.12.05, 10:42
      4 listopada 2005 r. marszałek sejmiku wojewódzkiego Adam Struzik i kard. Glemp podpisali list intencyjny w sprawie sponsoringu budowli towarzyszącej świątyni Opatrzności Bożej.
      Struzik (PSL) w tym liście zagwarantował wpłatę 20 mil zł na ten cel, choć nieznana jest jeszcze koncepcja tej budowli stanowiącej całość wraz ze świątynią opaczności bożej.
      Opaczność boża nas nie opuszcza i jak widać długo będzie nas nawiedzać.
      W słowie opaczność nie popełniłem błędu.
      A co się tyczy tych 8 mil, to przecież wiadomym jest wszystkim że wiara jest ponad nauką
      Amen.
    • lastivka Wierutne bzdury! 09.12.05, 10:49
      Sama jestem doktorantką i od steku tych bzdur aż w bebechach mi się
      poprzewracało! Skąd pomysł, że doktoranci nie mogą pracować w pełnym wymiarze
      godzin? Oczywiście, że mogą - wymaga to jednak rezygnacji z pobierania
      stypendium doktoranckiego. A jeśli go nie otrzymują (bo uczelnia nie ma
      obowiązku zapewniania go każdemu doktorantowi) - to wręcz MUSZĄ pracować. Sama
      jestem w tej drugiej sytuacji i pomijając mniejszą ilość czasu na pracę naukową,
      bardzo to sobie chwalę. Pracuję ciężko, ale robię to, co lubię i - co
      najważniejsze - buduję sobie drugą, niezależną od pracy naukowej ścieżkę kariery
      zawodowej. Nie chcę oglądać się tylko i wyłącznie na uczelnię, że przytuli mnie
      i nagrodzi etatem po obronie pracy doktorskiej.

      Niestety, dziś w Polsce po doktoracie nie ma się żadnej gwarancji pozostania na
      uczelni na etacie i powinno się robić wszystko, aby doktorantów zachęcać do
      rozwijania się pozanaukowego przez pracę zawodową. Przerażają mnie niektórzy moi
      koledzy, którzy do 28. roku życia snują się po bibliotekach nigdzie nie
      pracując, nie rozwijając w sobie umiejętności potrzebnych na rynku pracy,
      kompletnie niedostosowani do realiów. A miejsc pracy dla doktorantów, choćby z
      racji współuczestnictwa przez uczelnie w wielu projektach europejskich, jest
      naprawdę sporo. Doktoranci na politechnikach, w dziedzinach ścisłych, któymi
      interesują się duże koncerny, mają pod tym względem jeszcze łatwiej (szczerze
      zazdroszczę, bo sama siedzę w humanistyce). Trzeba tylko chcieć...

      Wizja doktoranta-nieroba do trzydziestki, żyjącego wielkimi ideami z mądrych
      ksiąg i pozostającego na garnuszku państwa trąca socjalną mychą i jest naprawdę
      przerażająca. Inną sprawą jest to, że obecny system przyznawania stypendiów
      doktoranckich wymaga natychmiastowej reformy, bo woła o pomstę do nieba. Nie
      dziwię się, że doktoranci jęczą, że "nie mogą (bo nie chce im się) pracować w
      pełnym wymiarze", jeśli na wielu uczelniach panuje system finansowania
      doktoranta za pomocą stypendiów na całe cztery lata, niezależnie od jego
      postępów (za to zależnie od pleców promotora).

      Wiem, że mogę mówić tylko za siebie, ale - nie trzeba mi ministerialnego
      garnuszka, doskonale poradzę sobie sama i uważam, że doktorantów trzeba jak
      najbardziej zbliżać do rynku pracy (choćby po to, aby mogli na nim wykorzystywać
      swój potencjał naukowy), zamiast ich przed nim osłaniać...
      • obi_van Re: Wierutne bzdury! 09.12.05, 11:10
        Mozesz pracowac, bo jak sama napisalas "siedzisz w humanistyce". Czyli robienie
        doktoratu polega na tym, ze przepisujesz z jednych ksiazek do innych ksiazek z
        tworczym przeksztalceniem tekstu. A "inna sciezka kariery zawodowej" to po
        prostu robienie czegos za co ktokolwiek jest gotow zaplacic jakies pieniadze w
        odroznieniu od owej humanistyki wlasnie.

        Po pierwsze gdybys miala robic doktorat z biologii, fizyki albo chemii mogloby
        nie byc tak prosto. Te dziedziny wymagaja prowadzenia badan i operowania na
        twardej rzeczywistosci czego nie mozna robic w przerwie miedzy spacerem z
        pieskiem a zrobieniem kolacji.

        Po drugie panstwa bogate nie dlatego inwestuja w doktorantow, ze oni nie maja
        kiedy pracowac, bo "siedza w bibliotece i czytaja madre ksiegi" tylko dlatego w
        nich inwestuja, ze ci doktoranci pozniej moga wytworzyc wiedze ktora sie staje
        zrodlem przewagi tej gospodarki nad gospodarkami innych krajow. Konkretna
        wiedze _jak_zrobic_to lub tamto. Finansowanie rozwoju takich ludzi nie jest
        zadna socjalna myszka tylko inwestycja w przyszlosc tego kraju. Jesli ktos, kto
        ma robic doktorat z fizyki idzie np. do firmy handlowej to dla ekonomii tego
        panstwa w sensie dlugofalowym jest to olbrzymia strata.
        Zeby bylo wszystko jasne - ja absolutnie nie twierdze, ze finansowanie rozwoju
        humanistow nie mialoby sensu. Tez by mialo, tylko pewnie patrzac na to w
        jeszcze dluzszym okresie. Reasumujac - cos takiego jak inwestowanie w edukacje
        i nauke to nie jest luksus tylko to jest koniecznosc nie mniejsza niz slynne
        budowanie autostrad. Powiedzialbym, ze nawet wieksza.
        • kotkotson Re: Wierutne bzdury! 09.12.05, 11:52
          Zauwaz ze ponadto duza czesc tych wyksztalconych mlodych doktorow zostaje za
          granica. W ten sposob nasz kraj finansuje nauke np amerykanska dostarczajac jej
          wytrwale ludzi mlodych, wyksztalconych, wyglodnialych wieloletnim postem wiec
          gotowych harowac za niewielkie, jak na tamtejsze warunki, pieniadze.
          • furry Re: Wierutne bzdury! 09.12.05, 11:58
            > Zauwaz ze ponadto duza czesc tych wyksztalconych mlodych doktorow zostaje za
            > granica. W ten sposob nasz kraj finansuje nauke np amerykanska dostarczajac jej

            Przepraszam, ale chyba lepsze to niż siedzieć w skansenach zwanych Instytutami
            PAN. I nie chodzi tu o pieniądze (marne), ale o kompletny brak chęci robienia
            czegoś nowego przez "utytułowanych" pracowników naukowych. Kiszą się we własnym
            sosie i dobrze im na ciepłych, nudnych posadkach. Jak ktoś chce coś zrobić, to
            raczej jakiś dziwny wyjątek.
      • doktorhabilitowany.1 Re: Wierutne bzdury! 09.12.05, 11:38
        Rozumiem Cie, niestety... ale z drugiej strony czyz nie powinno sie doktorantow
        traktowac jako 'inwestycji w przyszlosc'? To, ze decydujac sie na studia dok.
        jednoczesnie myslisz o innej pracy moze dobrze swiadczyc o Twej
        zapobiegliwosci, ale na pewno rzutuje na poziom Twej rozprawy... gdybys mogla
        bez stresu poswiecic sie pracy naukowej, porobic wiecej badan, ze spokojem
        napisac prace... Ale w sytuacji, ktora mamy, doktorant jest traktowany jak
        zapchajdziura - "nie daje to to punktow akredytacyjnych, bredzi, ze chce kase
        na konferencje, albo nie daj Boze badania, czas zabiera profesorom, jakies
        pierdy opowiada, ze chce miec dzieci, kredyt i 'normalne zycie', tak jak
        koledzy, ktorzy zrezygnowali z ambicji naukowych" - to linia rozumowania jaka z
        przerazeniem odkrylem u pewnej pani profesor, ktora miala wielkie pretensje, ze
        jedna z kolezanek zaszla w ciaze - uslyszala, ze 'ucieka w ciaze':))
        Patologia...
      • stdz1 Re: Wierutne bzdury! 09.12.05, 12:10
        > Niestety, dziś w Polsce po doktoracie nie ma się żadnej gwarancji pozostania na
        > uczelni na etacie

        Oj, jaka niedobra ta Polska.

        Wskaz mi kraj w ktorym ma sie taka gwarancję. To naturalne że jest selekcja i
        zostają najlepsi.

        > Skąd pomysł, że doktoranci nie mogą pracować w pełnym wymiarze
        > godzin?

        Jeśli w Twojej dziedzinie można zrobić doktorat jednocześnie pracując w pełnymn
        wymiarze, to wątpię czy to czym się zajmujesz to jest wogóle nauka. Z
        ciekawości: o czym jest Twój dokorat?
        • szampoon Re: Wierutne bzdury! 10.12.05, 18:37
          >Wskaz mi kraj w ktorym ma sie taka gwarancję. To naturalne że jest selekcja i
          zostają najlepsi. < To Ty uważasz, że zostają najlepsi? Selekcji na uczelniach
          (przynajmniej państwowych) nie ma, a wszystkie znane mi konkursy rozpisywane
          były "pod osobę".

          Pracować zawodowo można w pewnych oklicznościach - jeśli doktorat nie wymaga
          przebywania na uczelni (czyli dotyczy to głównie humanistów) oraz jeśli
          szefostwo nie wymaga "dupogodzin" w zakładzie, co jest często związane z
          pierszym warunkiem (czyli... humaniści).
          • stdz1 Re: Wierutne bzdury! 10.12.05, 19:39
            > To Ty uważasz, że zostają najlepsi? Selekcji na uczelniach
            > (przynajmniej państwowych) nie ma, a wszystkie znane mi konkursy rozpisywane
            > były "pod osobę".

            Na UW decyduja wzgledy merytoryczne. Rzeczywiscie na prowincji moze byc gorzej
            pod tym wzgledem.

            > Pracować zawodowo można w pewnych oklicznościach - jeśli doktorat nie wymaga
            > przebywania na uczelni (czyli dotyczy to głównie humanistów) oraz jeśli
            > szefostwo nie wymaga "dupogodzin" w zakładzie, co jest często związane z
            > pierszym warunkiem (czyli... humaniści).

            Nawet jesli uczelnia nie wymaga od doktoranta przebywania fizycznie w miejscu
            pracy, to nie znaczy, ze on nie ma w tym czasie pracowac (tyle ze moze to robic
            w domu). Tak jest nawet na najlepszych amerykanskich uczelniach. I to nie w
            "humanistyce" tylko w dziedzinach bardziej naukowych (np. podstawy informatyki).

            Moim zdaniem oczywiscie mozna troche pracowac zarobkowo i jednoczesnie robic
            doktorat. Ale praca na pelen etat cos takiego raczej wyklucza (chyba, ze
            delikwent jest w stanie zasuwac 16 godzin na dobe). W kazdym razie tak jest w
            tych dziedzinach w ktorych zdobycie doktoratu jest czyms nietrywialnym.
            • szampoon Re: Wierutne bzdury! 11.12.05, 15:48
              Moim zdaniem doktorat za kilka lat stanie się tym, czym dziś jest licencjat lub
              magisterium, czyli kolejnym "oczywistym" papierkiem. Uważam, że w ogóle powino
              się zlikwidowac studia dokt. i wrócić do starego systemu, czyli asystentury w
              trakcie której pracuje się na uczelni, na pełnym etacie. Nie wnikam tu w
              uregulowania prawne czy finansowe, chodzi o zasadę. Niestety nie należy
              oczekiwać od polityków zrozumienia wagi nauki (jak stało się to w Finlandii czy
              Irlandii). Dotowanie bezwartościowych paradoktoratów jest bez sensu i powoduje
              jedynie kilkuletnie odroczenie bezrobocia (w znacznym stopniu do tego sprowadza
              się rola sporej liczby tzw. uczelni wyższych).
              Ewentualne dorabianie sobie mogłoby się odbywać w dziedzianie zbliżonej do
              kierunku prowadzonych badań, co obu stronom wyszłoby na dobre. Trudno mi
              uwwierzyć, że doktorant np. z wydziału fizyki dorabiając w hurtowni gwoździ czy
              jakiejkolwiek innej firmie nie mającej związku z jego dziedziną nie robi tego
              kosztem pacy naukowej. Przyjmować tylko tylu doktorantów dla ilu może się
              znaleźć zatrudnienie w branży. No, może troszkę więcej, bo niektórzy i tak nie
              chcieliby zostawać na uczelniach.
              Wykształcenie doktora jest zbyt kosztowne, żeby pozwalać na ich emigrację lub co
              najmniej odejście z zawodu. Tyle, że znowu wracam do kwestii podstawowej, czyli
              podejścia polityków do nauki.
      • xmila Re: Wierutne bzdury! 09.12.05, 13:04
        Wierutne bzdury piszesz dziewczyno TY!!! Jako doktorantka kierunku humnistycznego rzeczywiscie mozesz sobie pozwolić na prace i tylko pozazdroscic!!! Ciekawa jestem tylko jak byś sobie dorabiała robiąc doktorat z innej dzialki, np. biologii molekularnej????? Kiedy siedzisz po 10-12 godzin w labie robiac doświadczenia, wracasz do domu i czytasz literature, w weekendy też lecisz do labu, bo coś trzeba nastawić, zrobić jakiś odczyt itp.???? Dodaj do tego zajęcia ze studentami, konsultacje, prozaiczne czynności typu: zakupy, sprzątanie, pranie (dla siebie, pomijam sytuacje gdy ma sie partnera i dzieci!!!) oraz czynności życiowe, niezbędne dla przeżycia (spanie + jedzenie)??? Ile zostaje z doby??? nic!!!! bo brakuje paru godzin!!!! Tak żyję ja i większość moich znajomych z uczelni!
        Nie pisz wię, że każdy może, tylko mu sie nie chce!! Niektórzy NIE MOGĄ, chociaż bardzo by chcieli.
    • zonatyfacet Zabrać kościołowi dać studentom 09.12.05, 11:37
      Niech klerycy płacą za naukę jak chce być księżmi, bo dla nich kasa z budżetu
      państwa jest.
      • doktorhabilitowany.1 Nie splycaj:)) 09.12.05, 11:51
        Niech klerycy tez sie ucza, zreszta w seminariach sa takze osoby swieckie -
        lepsze takie wyksztalcenia, niz jego brak. Gorszym problemem jest podejscie
        prezentowane przez nasze Panstwo - studenciaki (z doktorantami wlacznie) to
        dlan piate kolo u wozu... Dla gornikow zawsze sie znajdzie kaska, a dla szkol i
        uczelni 'nalezy wprowadzac sensowne zarzadzanie' - czyli: srodki na remonty
        kibli 'tak, jak najbardziej' srodki na dodatkowe etaty, nie mowiac o badaniach,
        laboratoriach, wyposazeniu 'nie!', Polska tego nie potrzebuje, my jestesmy
        panstwem klasy robotniczo-chlopskiej i nie potrzeba nam 'brukselskich, czy
        hamerykanskich wynalazkow'. Nie musimy miec wlasnych badan i wynalazkow - od
        kilkudziesieciu lat jestesmy pod wzgledem 'inwencji' daleko w ogonie peletonu
        panstw rozwijajacych sie i co? I zyjemy:)) Dla naszych rzadzacych wazniejszy
        jest interwencyjny skup poltusz wieprzowych (ktore nastepnie zgnija w
        magazynach) niz stworzenie jakiejkolwiek spojnej polityki oswiatowo-naukowej.
        Wiec jak ktos sie wyksztalci to z duma i rozrzewnieniem wypina sie na Polske,
        ktora go nie chce i albo idzie w biznesy, albo spyla gdzie pieprz rosnie
        (doslownie i w przenosni). Na uczelniach zostaja szczesciarze, ktorzy zostali
        docenieni, albo wrecz byli niezbedni, bo jakis profesor umarl, albo ci, co po
        wiele lat oczekiwali na etat... reszty juz nie ma w nauce... polskiej, albo
        wcale. Tu gdzie siedze, w sasiednim budynku jest wydzial, nazwijmy to
        informatyki - na 20 pracownikow, 5ciu ma polskie nazwisko... Anglia:))
    • furry Brakuje na stypendia - nic dziwnego :( 09.12.05, 11:51
      >To oznacza, że albo uczelnie będą musiały obniżyć próg dochodowy i część
      >studentów w trudnej sytuacji finansowej nie załapie się na stypendia, albo
      >znacząco polecą w dół i tak bardzo niskie stawki wszystkich stypendiów.

      hehe, jak co roku... Od paru lat nie mam stypendium, ale jak pytam znajomych, to
      dostają mniej niż ja 6 lat temu :( Ja wiem, że inflacja jest niska, ale jest.
      No i skoro co roku pieniędzy jest tyle samo, a chętnych coraz więcej (prywatni,
      wieczorowi, doktoranci) to nic dziwnego.

      Z drugiej strony jakaś kontrola pieniądzy by się przydała. Np. jakaś koktrola
      KRUS-u i działalności rolniczej. Różne rzeczy już widziałem.

      fr
      • furry Re: Brakuje na stypendia - nic dziwnego :( 09.12.05, 11:52
        >pieniądzy

        ę, ę wiem!
      • doktorhabilitowany.1 Re: Brakuje na stypendia - nic dziwnego :( 09.12.05, 11:58
        Nie wiem jak to jest, ale na UAMie ostatnio byly podwyzki... jakis rok temu:))
        Doktoranci zawsze dostaja podwyzki z +/- rocznym opoznieniem wobec
        reszty 'kadry'.
    • szalonyprofesor Re: Brakuje na stypendia 09.12.05, 12:51
      I to jest kara za to, ze studenci chcieli strajkowac na wiesc o tym, co sie
      dzialo po wyborach. Nastepnym razem nie bedzie juz obcinania stypendiow tylko
      pacyfikacja jak w Poznaniu. Sluchac Radia, a nie strajkowac!
    • ferrr Po co doktorantom? Dajcie górnikom! 09.12.05, 13:01
      8 mln dla doktorantów? Po co? Przecież można i z trzydziestu górników za to
      obsłużyć! :)
    • pyosalpinx Student zaplodni 100-dentke... 09.12.05, 13:07
      ...a za becikowe zrobi doktorat, w ten sposob promocja przeciagnie sie o
      40tygodni, ale dojdzie do skutku. Gornikom bym nie zabieral, bo zima idzie,
      nauczycielom tez nie, bo co z tego ,ze doktorant dostanie, jak docent bedzie
      strajkowal. Chyba trzeba bedzie opodatkowac Radio Maryja, nie no ja rozumiem,ze
      o. dyrektor ciezko rozstaje sie z pieniedzmi...
      • zz138b nie kopcie pod górnikami 09.12.05, 15:37
        "STU...DEN...CI NA STU...DIA, STU...DEN...CI NA S...
        STU...DEN...CI NA STU...DIA,TU...DIA !!"
    • wergili Art. 199 o pomocy socjalnej dla doktorantów... 16.12.05, 02:22
      Art. 199 o pomocy socjalnej dla doktorantów wchodzi w życie z dniem 1
      października 2006 r.!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka