ar.co
02.01.06, 17:19
"W poniedziałek sąd wysłuchał też zeznań kolejnego świadka, który w 1970 r.,
jako pracownik Miejskiej Rady Narodowej w Gdyni, otrzymał polecenie, by
zawiadomić jedną z rodzin o śmierci jej syna. Świadek powiedział, że nie wie,
kto wydawał polecenie strzelania do robotników, nie widział samego zdarzenia,
ani nie widział ciał zabitych."
To po co w ogóle powoływać na świadka kogoś, który niczego nie widział i nie
wie?