Dodaj do ulubionych

Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca

05.01.06, 07:35
szpital im. Raszei a raczej jego oddział położniczy nie ma naljelszej opinii w
Poznaniu. Szczerze mówiąc spotkałem się nawet z określeniami typu "rzeźnia". I
wątpię by gładkie słówka ordynatora cokolwiek zmieniły w obiegowej opinii.
Obserwuj wątek
    • jankbh Re: Adwokaci płodu 05.01.06, 08:51
      Pan ordynator powinien zostac honorowym czlonkiem LPR - poczucie wyzszosci w
      pelnieniu misji spolecznej, brak nawiazywania kontaktu z rzeczywistoscia,
      talibanizacja stosunków rodzinnych, totalna arogancja i wyrazane pieknymi
      slowami zwyczajne chamstwo wobec rodzacej kobiety.
    • arahat1 ordynator jest na pewno nawiedzony duchem 05.01.06, 09:26
      i pelnym milosci i wpsolczucia dla blizniego....po przeczytaniu jego odpowiedzi
      mozna rzec kawal sk..... oby mu moher wylazl odbytem
    • neptus Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 05.01.06, 10:54
      Przypomina mi sie koszmar PRL-owskiego porodu z dawnych lat... wtedy jeszcze
      bez dyskusji była lewatywa i golenie. Chamstwo, traktowanie matek jak maszyn do
      rodzenia dzieci. Taki szpital nalezy zamknąć, a winnym odebrać prawo
      praktykowania w zawodzie.
      • wdakra Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 05.01.06, 11:34
        neptus napisała:

        > Przypomina mi sie koszmar PRL-owskiego porodu z dawnych lat... wtedy jeszcze
        > bez dyskusji była lewatywa i golenie.

        Urodziłam w PRL czworo dzieci. Raz przeżyłam koszmar, ale odpowiedzialny za ten
        koszmar był m.in. wielki obrońca życia poczętego, późniejszy ordynator wysoko
        notowanego w akcji "rodzić po ludzku" oddziału położniczego na północy Polski.
        Słyszałam też od innych kobiet, że koncentrował się wyłącznie na dziecku, a stan
        matki zupełnie go nie interesował.
        W innych szpitalach spotykałam się z prawdziwą troską zarówno o matki, jak i o
        noworodki.

        > Chamstwo, traktowanie matek jak maszyn do
        >
        > rodzenia dzieci.

        Z moich doświadczeń wynika, że taki stosunek do kobiet jest charakterystyczny
        dla t.zw. "obrońców życia poczętego", a ten artykuł to potwierdza.

        > Taki szpital nalezy zamknąć, a winnym odebrać prawo
        > praktykowania w zawodzie.

        Aktualna siła przewodnia sama traktuje kobiety, jak inkubatory, więc wątpię,
        żęby ktoś się ośmielił wyciągnąć jakiekolwiek konsekwencje w stosunku do tych,
        których nazywasz "winnymi". Raczej postara się o jakieś wyróżnienie dla nich.
    • anakristina Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 05.01.06, 11:55
      Jestem matką dwojga dzieci, pierwsze rodziłam podłączona do ktg i po podaniu oksytocyny - nic
      przyjemnego, ale bez przesady, do przeżycia. Moje odczucia są takie - pani Magda miała własną,
      wyidealizowaną wizję porodu - teraz dużo kobiet ma ten problem (najlepiej jeszcze żeby to było
      cesarskie cięcie na życzenie, bo wtedy szanowna mamusia się nie namęczy).Ciąża nie trwa wiecznie a
      tym bardziej poród i nie demonizujmy - poród ma doprowadzić do urodzenia dziecka i nigdy nie stanie
      się przyjemnością - gdyby tak miało być to kobiety miałyby zamek błyskawiczny w pewnym miejscu.
      Pozdrawiam wszystkie matki.
      • podpolka Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 05.01.06, 12:23
        bardzo ciekawe jest to jak automatycznie sugerujesz opisanej w tekscie matce wygodnictwo w dazeniu do cesarskiego ciecia - projekcje wlasnych pragnien?. czy i tobie przywiazali nogi do łozka?
        minimum empatii matko!
      • rosebar Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 05.01.06, 20:40
        Jestes po prostu szcesciara. Mialas latwe porody. Czasami tak sie zdarza. Ja
        mialam cesarke, ktorej ty nie przechodzilas a wypowiadasz sie o niej. Takiego
        koszmaru, na gwalt i w chaosie przeprowadzanej o 23 godzinie operacji,
        ogromnego bolu pooperacyjnego i polrocznym powrocie do jakiej takiej
        sprawnosci nie zycze nikomu. Wulgarnych i chamskich komentarzy pielegniarek
        miedzy innymi o tym, ze nie mam co robic i "wymyslam" jakis porod, zamiast
        poczekac do rana..rowniez. A przede wszystkim zakazenia mnie gronkowcem, czego
        konsekwencja byl kilkumiesieczny pobyt w spitalu po porodzie z niegojaca sie
        rana..."Szanowna mamusia sie nie nameczy..."Anakristina pomysl najpierw, nim
        cos powiesz, to nie boli..
    • oldbay Jasne, panie ordynatorze 05.01.06, 16:00
      Ja po przeczytaniu listu tej pani byłam w cięzkim szoku i wyć mi się chciało,
      że mozna kogoś tak potraktować. Nie był to na pewno jej "wymarzony" poród. Nie
      był to nawet ludzki poród. A pan takie za przeproszeniem dyrdymały wypisuje.
      WSTYD i hańba dla całego waszego personelu!
      -
      oldbay
      • niemyte_mohery Re: Jasne, panie ordynatorze 05.01.06, 17:03
        Bardziej "ludzki" porod to miala nawet moja suczka.
        Kiedy w nocy zaczela rodzic to z bolu strasznie wyla a nawet zdrowo podrapala
        sciane. Ciagnelo ja do ludzi, wiec domownicy na zmiane glaskali ja i
        przemawiali do niej. O zadnych wydzieraniach nie bylo mowy a tym bardziej o
        krepowaniu zwierzaka na sile.
    • jackie71 Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 05.01.06, 18:07
      Rany Boskie! Mam zamiar powiększyć rodzinę, ale gdy czytam takie historie, to
      zaczynam sie zastanawiac, czy jest on słuszny. Chyba racje ma mój mąż, który
      już zebrał wstępne informacje od kolegów majacych doświadczenia w płaceniu komu
      trzeba, żeby żony nie traktowano jak kupy mięcha. Trochę się z tego
      podśmiewałam, dzisiaj mu podziekuję.
    • rmk28 Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 05.01.06, 19:13
      Czemu Polki nie sa feministkami? forumhumanitas.ipbhost.com/index.php?showforum=14
    • verey Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 05.01.06, 20:36
      Poród opisany w "Gazecie" głęboko zapadł nam w pamięć, bo nie udało się nawiązać
      z rodzącą nici zrozumienia i zaufania.

      Pan ordynator,nie mogac nawiazac nici porozumienia uzyl czegos nieco
      mocniejszego,po prostu krepujac matke i przywwiazujac ja do fotela.
      Ja bym sQrwysynowi nie darowal.
    • b.6.1966 Re:Rozumie p. Magde. 05.01.06, 23:45
      16 lat temu, nie stosowano znieczulen, bo byly braki. Brak profesjonalizmu
      przetrwal, a normalny porod, to po prostu zrzadzenie losu.Urodzilam corke.Porod
      trwal 10 minut, bo w nocy asystowaly mi dziewczyny na praktyce, po pierwszym
      roku medyka. Nie istotne, ze peklam, nie istotny bol, bo przysiegam nie czulam,
      gdyz szczescie ujrzenia dziecka, zaciera takie odczucia. Istotny jest brak
      PROFESJONALIZMU!To, co potem zrobili z moja corka, przekracza wszelkie normy
      profesjonalizmu. Zdrowe dziecko, dostawalo przez 10 dni antybiotyk, bo jakas
      kretynka na oddziale noworodkow, zamiast [pracowac-zaspala!Zachlysnelo sie
      dziecko glukoza, bo karmienie polegalo na wsadzeniu smoczka w usta, i wyjsciu
      do dyzurki.Wypis brzmial:zachlysniecie sie wodami plodowymi. NA TRZECI DZIEN PO
      PORODZIE??To wybitna kompromitacja szpitala .Trzy dni nie oddychalo, a
      trzeciego-----zachlysnelo sie.Tak ku.. trzymac!!!!!!!!!!!!!
    • marlene79 Re: Adwokaci płodu kontra kobieta rodząca 06.01.06, 01:02
      cóż , byłam tylko raz w szpitalu,podczas porodu mojego syna. nigy nie zapomnę
      tego koszmaru!! po pierwsze lewatywa i golenie, po drugie odeszły mi wody, a nie
      było rozwarcia a położna włożyła mi całą rękę w pochwę. calutką. po trzecie i
      ostatnie brak kultury i brak szacunku? - nie. chamstwo, dręczenie i
      znęcanie,poniżanie, brak litości, brak opieki, pozostawienie mnie na 6 godzin
      samą!!ktoś do mnie zaglądał co jakiś czas, ale nikt do mnie nie podszedl, nie
      wiedziałam co robic. początkowo tuz po przyjeździe do szpitala wiem ze było
      zatrzymanie akcji serca dziecka - ale podano mi leki (oczywiście nikt nie
      powiadomił mnie o tym) i wróciło wszystko do normy, odłączono monitoring dziecka
      i pozostawiono z kroplówką , po czym i ją odłączono. byłam sama w szpitalu,
      przerażona. zakazano mi przeć bo szkodzi dziecku. po jakimś czasie wyłam z bólu,
      czułam wstyd, niesamowity ból i upokorzenie.czułam się nikim, nikt nie podszedł
      nie zapytał nawet czy zyję. tak, tam nie ma miejsca na litość, na pomoc, jest
      wykorzystywanie pozycji, nie wiem jak osoby tak bezduszne przyjmuja dzieci na
      świat? takie osoby nie powinny się zblizać na odległość kilometra do dzieci!!
      gdy już lezałam na podłodze, po 10 godzinach gehenny, bólu, strachu,
      przerazenia,gdy błagałam o znieczulenie (powiedziala mi jakaś pielęgniarka,
      jedna z tych zaglądających co jakiś czas na salę, ze dostałam tyle ile mozna
      znieczulac, a nikt przeciez sie do mnei nie zblizał nawet !! ) o cokolwiek o
      pomoc - jakaś herod baba dźwignęła mna jak szmacianą lalką i powiedziała :
      dobra, idziesz rodzic. kazała wejść na wysokie łóżko, nie mogłam, nie miałam
      siły juz krzyczec a wejść na to wysokie łóżko? stwierdziałm ze zartuje, okazuje
      sie ze nie, bo za chwilę wrzucono mnie na nie. i kazała przec, a nadal nie było
      rozwarcia... zaczełą mi uciskac brzuch, wkładać reke w pochwę zeby zrobic chyba
      to rozwarcie, piszczałam !! wyłam!! najgorsze było to ze miałam za dużą
      świadomośc tego wszystkiego, i chyba się w końcu zorientowali, podano mi coś
      tzw. głupiego jasia , który podziałał na mnie jeszcze gorzej, nie miałam przerwy
      w bólu, utrata świadomości na momenty przerwy miedzy skurczami nie pomagała, nie
      miałam świadomości odejścia bólu!! a ból budził mnie tylko i przez następne 2
      godziny to był nieustanny ból, bo mnie jeszcze nacinali kilkakrotnie
      (pielegniarka gdy przychodziła do dziecka po porodzie , juz w domu, cóż nie
      skomentowała tego - szwy liczyłam po jakimś czasie, nikt chyba nie uwierzy ile
      ich mam !! zatem nie podam liczby )i skurcze stałe juz i coraz czestsze. nie
      wiem, nie chciałam juz wiedziec nic, ale były chyba jakieś powikłania - nie
      wiem, ze mną czy z dzieckiem bo zbiegli sie jacyś ludzie, widziaąłm 3 lekarzy
      którzy dusili mnie w brzuch i kilka pielegnmiarek , położne i publiczność :
      jakieś salowe. BOZE !! wydusili ze mnie to dziecko w końcu. tak , wydusili. przy
      zszywaniu lekarka czy nie wiem kto pokuła mnie, a przy myciu krocza oparzono
      mnie zbyt gorącą wodą. Po porodzie nie wstałam przez 2 dni z łóżka,a gdy sie
      zwlokłam - wtedy zobaczyłam dziecko po raz pierwszy. był tak siny jak ja.
      opuchnięty ale też walczył o zycie... przezyliśmy ten koszmar... białek ocznych
      nie miałam - miałam małe źrenice czarne z czerwonym odcieniem, a białko było
      bordowe... na dodatek, nakrzyczała na mnie salowa ze musiała sprzatać po mnie bo
      zbiłam termometr (czy ja wiem ze rtęć zniszczy jej złotą obrączkę? i ze jest
      szkodliwa? ) ja nie mogłam utrzymać tego termometru po prostu, nie miałam siły
      otworzyc oczu... ja juz nie wspominam o tym co usłyszałam o sobie w trakcie
      samej akcji porodowej, gdy dusili mój brzuch...

      RODZIć PO LUDZKU ?? O CZYM WY MóWICIE ?? JA NIE ROZUMIEM TEGO WYRAżENIA...

      gdybym wtedy była prawnikiem jak jestem teraz, ani szpital, ani ci ludzie nie
      wyszliby z więzienia przez lat kilkanaście, nie ma tam miejsca ani na dobro
      dziecka, ani tym bardziej dobro rodzącej matki... wydaje mi sie ze akcja rodzic
      po ludzku jest tylko medialna prosze państwa. ale moze cos się zmieni... a
      lekarze po kilku latach zawodu,i pielegniarki i całą reszta również powinna po
      wyzbyciu sie ludzkich uczuć odchodzić z zawodu, po jakims czasie ci ludzie tracą
      i uczucia ludzkie i zatracaja zdolność współczucia, to sie nazywa potocznie
      znieczulica i jeszcze , ale , było minęlo, nawet moja chęć zemsty umarła wraz z
      czasem , za to pamięć nie umarła...

      ja i syn mamy sie dobrze, nawet świetnie, ale to było 6 lat temu. Filip jest
      cudownym bardzo inteligentnym dzieckiem, walczy o swoje racje i przekonania,
      ciekawe czy pamieta jak musiał walczyc o swoje zycie? bo ja nie zapomniałam, i
      nigdy z nikim o tym nie rozmawiałam, nie mogłam, miałam blokade i mam nadal chyba.
      p.s. gdy ktoś (lekarze) przeglądają książeczkę zdrowia Filipa, pierwsza reakcja
      to szok a potem zwyczajowe stwierdzenie, do którego juz sie w sumie
      przyzwyczaiłam: ciężko walczyliście o życie...
      pozdrawiam wszystkie kobiety w ciąży, przygotujcie duże kwoty i po pierwszym
      skurczu w domu zaproponujcie wszystkim kogo spotkacie w szpitalu prezenty lub
      GIFTY. ZYCZE POWODZENIA m.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka