fulgor
22.12.06, 00:01
Pamiętam jak kilka lat temu cieszyłem się, że to radio powstało. Dużo
podróżuję i perspektywa słuchania "gadania" była dla mnie o wiele bardziej
nęcąca niż spędzanie kilku godzin w towarzystwie grających stacji. Z
niesmakiem odnotowałem jednak, że poziom audycji, przeprowadzanych wywiadów i
zachowania redaktorów sięgnął rynsztoka. Tendencyjność, nachalność,
nieliczenie się z rozmówcą - gdy wypowiedź jego nie pasuje do ukutej
wcześniej pointy - wszystko to normy w radiu TOKFM. Co więcej, z niewiadomych
przyczyn, radio postanowiło raczyć słuchaczy... muzyką. Jest jej już w stacji
tyle, że odechciewa się tego słuchac. Umarła nadzieja, że istotnie jest to
stacja, w której się rozmawia i dyskutuje. Teraz proporcje muzyki do słowa są
takie, że TOKFM niewiele się różni od innych stacji. Z małym wyjątkiem: TOKFM
do pięt im nie dorasta, jeśli chodzi o rodzaj emitowanej muzyki. W efekcie
powstała idiotyczna hybryda; ni to muzycznA, ni to "gadanA" rozgłośni, która
zaczYNA denerwować nawet najzagorzalszych wielbicieli. Bo jeśli ktoś będzie
chciał posłuchać muzyki, to ma do wyboru dziesiątki o niebo lepszych
częstotliwośći. No i na koniec osoba Jakuba Janiszewskiego... jego
impertynencja, brak taktu, fałszywe przekonanie o własnej erudycji i
elokwencji stały się nie do zniesienia. Jeśli istnałby konkurs na wzór
antydziennikarza czy antyredaktora, Janiszewski byłby murowanym faworytem. A
już jego dzisiejsze wypociny obrażonego na cały świat geja przelały czarę
folwarczej zuchwałości i żenującej płytkości. Efekt: bezpowrotnie usunąłem
częstotliwość radia TOKFM z mego odbiornika. Rozpoczynam też swą osobistą
kampanię przeciwko temu radiu, a owoce jej będą dla niektórych przykrą
niespodzianką. Stworzenie radia, w którym muzykę zastępuje się słowem jest
znakomitym pomysłem. Niestety TOKFM nie udzwignął wyzwania. Na szczęscie są
ludzie,pieniądze i pomysły, które pozwolą już wkrótce zrealizować stację
potrafiącą sprostać jakże prostym założeniom. Umożliwi to odbiorcom dokonanie
wyboru - czy na pewno warto słuchać autopromocji miernoty Jakuba
Janiszewskiego, okraszonej coraz dłuższymi kawałkami kiepskiej muzyki.