Dodaj do ulubionych

Matematyka kontra ślepy los

26.07.07, 01:09
Przypominam sobie wykład nieżyjącego już prof. Włodzimierza Kołosa z chemii
kwantowej. Nie wiedząc czemu ni z gruszki ni z pietruszki zaczął objaśniać co
to jest prawdopodobieństwo na przykładzie tzw. "z życia":

=Więc jakby tak wziąć taką monetę i rzucić to albo wypadnie orzeł albo reszka.
Ale jakby tak rzucić milion razy to ilość reszek i orłów się wyrówna.

Po czym się na chwilę zamyślił i dodał:

-Sam tak kiedyś próbowałem.

Teraz pytanie. Kto ma rację. Mamy milion prób vs 10 tysiącom. Moim zdaniem
prof. Diaconic & Co. to zwykłe łamagi które nawet nie potrafią rzucić monetą.
;-)))))

Obserwuj wątek
    • coprosze Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 03:46
      Artykuł zawiera też błąd. Autor nie umie nawet prostej matematyki:

      > Innymi słowy, prawdopodobieństwo wylądowania monety tą samą stroną, która
      > została rzucona, wynosi 0,51, a nie 0,50 proc.

      Albo Prawdopodobienstwo wynosi "0,50", albo "50%" ale nie "0,50 proc".
      • pwolowik Re: Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 10:10
        > > Innymi słowy, prawdopodobieństwo wylądowania monety tą samą stroną, która
        > > została rzucona, wynosi 0,51, a nie 0,50 proc.
        >
        > Albo Prawdopodobienstwo wynosi "0,50", albo "50%" ale nie "0,50 proc".

        To raczej nie moja pomylka, tylko tzw. "blad w druku" :). Ale przynajmniej
        widzac, ze ludzie czytaja uwaznie :).
        • scibor3 Re: Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 10:29
          > To raczej nie moja pomylka, tylko tzw. "blad w druku" :).

          Rozumiem, że krasnoludki przestawiają panu złośliwie bity. A czy również szczają
          panu do mleka?
          • nroht Re: Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 12:55
            jemu do mleka, tobie do łba...
            • scibor3 Re: Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 15:33
              Sądzisz tak po własnych doświadczeniach czy po prostu chciałbyś się swoimi
              traumatycznymi przeżyciami podzielić a nie wiesz jak zagaić?
        • koham.mihnika nie maja wyboru, zloty piecdziesiat musi sie zwroc 26.07.07, 16:46
          ic.

          pwolowik napisał:

          > > > Innymi słowy, prawdopodobieństwo wylądowania monety tą samą stroną,
          > która
          > > > została rzucona, wynosi 0,51, a nie 0,50 proc.
          > >
          > > Albo Prawdopodobienstwo wynosi "0,50", albo "50%" ale nie "0,50 proc".
          >
          > To raczej nie moja pomylka, tylko tzw. "blad w druku" :). Ale przynajmniej
          > widzac, ze ludzie czytaja uwaznie :).
    • pwunarski Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 03:52
      szkoda,ze absolutnie NIC z tego nie wynika?
      Przeciez moneta nie jest idealnie symetryczna bryla... Chocby dlatego losowosc
      moze byc zaburzona.
      Kolego, Wolowik, bzdury piszecie... i to nie pierwszy raz
      • maaac Re: Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 06:21
        pwunarski napisał:

        > szkoda,ze absolutnie NIC z tego nie wynika?
        > Przeciez moneta nie jest idealnie symetryczna bryla... Chocby dlatego
        > losowosc moze byc zaburzona.
        > Kolego, Wolowik, bzdury piszecie... i to nie pierwszy raz

        Nie bzdury. Wyjaśnienie jest całkiem sensowne. Dowiadujemy się skąd pochodzi
        źródło zmienności w losowaniu monetą - nie od monety, a od rzucającego
        człowieka. Niby banał ale o banałach najłatwiej zapomnieć.
      • pwolowik Odpowiedz Autora 26.07.07, 10:04
        > szkoda,ze absolutnie NIC z tego nie wynika?

        Wynika to, ze jak udowodnil Diaconis lepiej obstawiac strone monety "na górze"
        :). Wyliczyl on tez optymalna liczbe tasowan talii kart, itp. sprawy dot.
        hazardu, wiec mozna ufac jego autorytetowi i wynikom badan.

        > Przeciez moneta nie jest idealnie symetryczna bryla... Chocby dlatego losowosc
        > moze byc zaburzona.

        Losowosc nie jest zaburzona, mimo iz jak Pan pisze "moneta nie jest idealnie
        niesymetryczna bryla". Ta "niesymetrycznosc" jest dwustronna (po obu stronach
        monety") wiec na wyniki nie ma wplywu, bo sie "kompensuje". Oczywiscie gdy
        mowimy o wspolnym rozkladzie prawdopodobienstwa roznych monet (a do tego
        sporowadza sie konkluzja artykulu) i ich innych rozkladach mas (przypadajacych
        na wytloczenia na nich wizeronkow "orla i reszki").

        > Kolego, Wolowik, bzdury piszecie... i to nie pierwszy raz

        Prosze miec na uwadze fakt, ze na cale szczescie nie jestem Pana kolega...
        Ale szanuje to , ze kazdy ma wolne prawo do wlasnego zdania na czyis temat lub
        na temat jego wypowiedzi.
        • nekropedofil Re: Odpowiedz Autora 26.07.07, 15:14
          artykuł się nie podobał bo za mało było rzeczy, do których można byłoby sie
          przyczepić
          • ws60 :) 26.07.07, 16:28
            niestety daje się zauważyć, że duża część "komentarzy" nie tyczy informacji,
            którą niesie artykuł, lecz błędów.
            jeżeli rzeczywistych, merytorycznych, chwała komentującym. wiedza niektórych
            wskazuje na związek i doświadczenie w dziedzinie którą komentują.
            jeżeli jest to tylko "czepianie się", to robi się przykro. to jest tylko
            zaśmiecanie forum.
            ale mamy wolność wypowiedzi i z takich komentarzy też można sporo się
            dowiedzieć. choćby tego, w jakim społeczeństwie żyjemy ;)
          • ws60 Re: Odpowiedz Autora 26.07.07, 16:30
            zapomniałem dodać że sporo jest wymian inwektyw. ulubiony poziom niektórych osób.
            może nie mają więcej argumentów, lub nie mają nic innego do napisania :(
        • marek.rawluk Re: Odpowiedz Autora 29.07.07, 13:13
          Profesor Diakonis niczego tak na prawdę nie udowodnił. 10 tys prób dla mimo
          wszystko symetrycznej monety to statystycznie niewiele. Zaczynając serię rzutów
          monetą w pierwszym rzucie mamy rażącą niesymetrię 1:0, kolejne rzuty wcale nie
          muszą dawać od razu wyników na poziomie 50:50. w dziesięciu rzutach może być np.
          6:4. Oczywiście kolejne rzuty (kilka tysięcy) będą dawały wyniki coraz to
          bliższe teoretycznemu 50:50, ale bardzo rzadko idealnie równo pół na pół.
          Taki eksperyment należy przeprowadzić kilka(naście) razy; tzn. kilkanaście razy
          seria rzutów po 10 tys. (lepiej 100tys). I wtedy dopiero możnaby zauważyć, że w
          kolejnych eksperymentach odchylenia od teoretycznych 50% byłyby raz na plus, raz
          na minus.
          Ale artykuł ciekawy, panie kolego Wołowik, tylko ten profesor Diaconis nie ma
          lepszego tematu, więc wybrał sobie coś czego chyba nie rozumie.
          • pwolowik Re: Odpowiedz Autora 30.07.07, 15:02
            > Profesor Diakonis niczego tak na prawdę nie udowodnił. 10 tys prób dla mimo
            > wszystko symetrycznej monety to statystycznie niewiele. Zaczynając serię rzutów
            > monetą w pierwszym rzucie mamy rażącą niesymetrię 1:0, kolejne rzuty wcale nie
            > muszą dawać od razu wyników na poziomie 50:50. w dziesięciu rzutach może być np
            > .
            > 6:4.

            Wszystko się jak najbardziej zgadza. Jednak prosze miec na uwadze bardzo wazne
            zalozenie, ze (w omawianym przypadku) rzuca sie moneta lezaca zawsze ta sama
            strona do góry (to warunek konieczny przeprowadzania eksperymentów). Wtedy mozna
            ta rozbieznosc zaobserwowac i w ogole o niej mowic.
    • monikarasiak Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 09:15
      Całkiem nawet ciekawe :).
    • lukask73 Matematyka kontra ślepy los 26.07.07, 09:36
      Teoretycznie są trzy, a nie dwie możliwości wyniku losowania, bo przecież
      moneta może stanąć na kancie. Przy odpowiedniej powierzchni, na którą będzie
      spadać, jest to całkiem prawdopodobne (ekstremalnym przykładem jest losowanie z
      rzutem na piasek, ale tu czasem nie da się określić, czy moneta leży, czy stoi).
    • dziennik_rulez ~ po co ten art ? 26.07.07, 13:46
      nie rozumiem sensu pisania takich artykułów .... strata czasu i cennych kB w
      zasobach serwerów gw
      • nekropedofil Re: ~ po co ten art ? 26.07.07, 15:15
        no to po co ten artykuł komentujesz? nie boisz się, że się miejsce w internecie
        skończy?
        • ws60 spodziewał się systemu na totka :) 26.07.07, 16:36
          niestety policzono szanse wygranej, łącznie z wykluczeniem ostatnio padających.
          nie opłaca się :)
          tu matematyka nie jest narzędziem analitycznym, jedynie statystycznym do
          potwierdzenia predyspozycji motorycznych człowieka.
          ciekawostka, lecz dział nauka w swoim obszarze tematyki moim zdaniem może
          zawierać, obok układów poczwórnych gwiazd czy pamięci trójwymiarowych, również i
          takie ... niusy :)
    • koham.mihnika na ile zdales egzamin u prof. Kolosa? 26.07.07, 16:45

    • ellipsis Jedno nie wyklucza drugiego! 30.07.07, 11:28
      scibor3 napisał:
      > =Więc jakby tak wziąć taką monetę i rzucić to albo wypadnie orzeł albo reszka.
      > Ale jakby tak rzucić milion razy to ilość reszek i orłów się wyrówna.
      > (...)
      > Teraz pytanie. Kto ma rację.
      Zapewne profesor nie ustawiał przy każdym rzucie orła u góry...
    • toja3003 a ten profesor to profesor czego? sportu może, 31.07.07, 09:42
      bo statystyka mówi 50:50 ale w warunkach modelowych i te 49:51 nie jest niczym
      niezwykłym, im krótsze serie tym odchylenie będzie większe ale jakie to ma
      znaczenie praktyczne? Do tego nie potrzebna profesorska wiedza, bo o tym uczą
      się dzieci w podstawówce.
      • ellipsis Re: a ten profesor to profesor czego? sportu może 31.07.07, 12:00
        toja3003 napisała:
        > bo statystyka mówi 50:50
        To rachunek prawdopodobieństwa (a nie statystyka) stwierdza, że szansa jest
        wypadnięcia orła jest 50:50. Ale dotyczy to rzutu w pełni losowego, a artykule
        właśnie jest mowa o tym, że rzut monetą nie jest losowy - jest to dość oczywiste
        w przypadku ,,rzucania" monetą przez automat, ale podobnie można to uzasadnić
        także w przypadku rzucania monetą przez człowieka.
        Persi Diaconis jest autorem 145 artykułów z zakresu matematyki, głównie
        rachunku prawdopodobieństwa. W artykule jest napisane, że jest profesorem
        matematyki. Sport jest wprawdzie kierunkiem studiów, ale nie jest dyscypliną
        nauki, więc nie ma profesorów sportu...
        • toja3003 ta, rachunek prawdopodobieństwa to jedno, 31.07.07, 16:02
          statystyka to zupełnie co innego a probablistyka jeszcze co innego? Bez
          przesady. To są sztuczne podziały. Orzeł wypada z prawdopodobieństwem 50% albo
          0,5 czyli statystycznie 5000 razy na 10000 - to przecież jedno i to samo.

          Oczywiście, że są profesorowie sportu - zobacz sobie wykaz dyscyplin naukowych
          obowiązujący w Polsce.

          No i rzecz najważniejsza. Gdzie jest coś losowego? Bo ja takiego zjawiska nie
          znam - jedynie pseudolosowe.
          • ellipsis Re: ta, rachunek prawdopodobieństwa to jedno, 31.07.07, 20:34
            toja3003 napisała:
            > ta, rachunek prawdopodobieństwa to jedno,
            > statystyka to zupełnie co innego a probablistyka jeszcze co innego?
            Oczywiście. Statystyka stosuje metody rachunku prawdopodobieństwa, można nawet
            uznać, że jest to część rachunku prawdopodobieństwa (chociaż pewna część
            statystyki tam się nie mieści), ale to _nie_jest_ to samo. Typowe twierdzenie
            statystyczne brzmi:
            ,,Jeżeli będziemy rzucać przynajmniej 1000*) razy symetryczną monetą, to z
            prawdopodobieństwem przewyższającym 0,95 stosunek liczby wyrzuconych orłów do
            liczby rzutów będzie różnił się od 1/2 o mniej niż 0,01".
            *) nie sprawdzałem tej liczby.
            > Oczywiście, że są profesorowie sportu - zobacz sobie wykaz dyscyplin naukowych
            > obowiązujący w Polsce.
            Oczywiście nie ma, uwierz mi. Albo sprawdź sam:
            isip.sejm.gov.pl/servlet/Search?todo=file&id=WMP20050791120&type=2&name=M20051120.pdf
            (to chyba najnowsza wersja). Są profesorowie nauk o kulturze fizycznej (obecnie
            jest to samodzielna dziedzina nauki, przedtem była to część nauk medycznych, a
            jeszcze dawniej - pedagogiki), ale nie sportu...
            > No i rzecz najważniejsza. Gdzie jest coś losowego? Bo ja takiego zjawiska nie
            > znam - jedynie pseudolosowe.
            Przeciwnie, większość procesów jest losowa. (Pseudolosowość to generowanie
            ściśle zdeterminowanego ciągu wyników w taki sposób, aby można było ,,udawać",
            iż powstał w sposób losowy. Nie ma zjawisk pseudolosowych). Natomiast
            uproszczeniem w stosunku do realnego świata jest przyjęcie, że moneta jest
            całkowicie symetryczna, że siła rzutu jest od nas całkowicie niezależna i ma
            rozkład jednorodny w pewnym przedziale itp.
            • toja3003 ok, widzę, że jesteś purystą językowym, nie 01.08.07, 10:04
              to jest dla mnie najciekawsze ale twierdzenie "większość procesów jest losowa".
              Ja takich procesów nie znam - możesz podać jakiś konkretny przykład?
              • ellipsis Re: ok, widzę, że jesteś purystą językowym, nie 01.08.07, 11:43
                toja3003 napisała:
                > "większość procesów jest losowa".
                > Ja takich procesów nie znam - możesz podać jakiś konkretny przykład?
                Poprawię zatem - _każdy_ proces jest procesem losowym. Proces zdeterminowany to
                proces, w którym prawdopodobieństwa przejścia pomiędzy poszczególnymi stanami
                mają wartość bądź 0, bądź 1. Są tacy, którzy twierdzą, iż wszystkie procesy są
                zdeterminowane (słynne einsteinowskie ,,Pan Bóg nie gra w kości"), a procesy
                losowe są tylko modelem ,,przykrywającym" naszą niewiedzę. Ale skoro wyniki
                obserwacji ruchów dyfuzyjnych Browna są zgodne z teorią prawdopodobieństwa, a
                nie ma możliwości wyliczenia dokładnej trajektorii wszystkich cząsteczek (ze
                względu przede wszystkim na ich liczbę), to chyba można przyjąć, że jest to
                przykład procesu losowego...
                • toja3003 aha, czyli jedni twierdzą, że 01.08.07, 14:07
                  "każdy proces jest losowy", inni, że "wszystkie procesy są
                  zdeterminowane" a jeszcze inni lawirują gdzieś pośrodku.
                  Można sobie zatem wybrać stanowisko jakie się chce.
                  Wybieram wszechprzyczynowość. Nie znam zjawiska zachodzącego bezprzyczynowo i
                  nie ma dowodu, że takie gdzieś istnieje.

                  Wiem, że istnieją modele teoretyczne, które próbują zastąpić zasadę
                  przyczynowości zasadą samoprzyczynowości ale w żadnym laboratorium jak dotąd
                  nie przeprowadzono doświadczenia obalającego zasadę zachowania materii. Można
                  dokonywać jej transformacji ale nie samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni
                  sposób nie uzyskano dotąd choćby jednej, najmniejszej cząsteczki. Jeśli ktoś
                  twierdzi inaczej to niech poda źródło naukowe opisujące takie powtarzalne
                  doświadczenie. Pominę dalsze rozważania teoretyczne jakie warunki musiałyby być
                  spełnione aby takie doświadczenie przeprowadzić. Heisenberg to przy tym
                  drobnostka. M.in. musiałoby nie być żadnych pól ani czasoprzestrzeni, żadnych
                  obserwatorów, żadnego Wszechświata.

                  Nie znamy żadnego doświadczenia, które pokazywałoby, że nawet najbardziej
                  banalna zmiana rzeczywistości mogłaby zajść bezprzyczynowo. Nie pokaże tego
                  doświadczalnie żaden fizyk, chemik, biolog czy ekonomista.

                  • ellipsis Od matematyki do filozofii... 01.08.07, 16:12
                    toja3003 napisała:
                    > aha, czyli jedni twierdzą, że
                    > "każdy proces jest losowy", inni, że "wszystkie procesy są
                    > zdeterminowane" a jeszcze inni lawirują gdzieś pośrodku.
                    Nie, pierwsze stwierdzenie jest bezwzględnie prawdziwe. Pytanie brzmi tylko,
                    jak duży jest stopień losowości niektórych procesów. Na marginesie - przyjęcie,
                    że jakiś proces jest zdeterminowany także jest uproszczeniem rzeczywistości...
                    > Wybieram wszechprzyczynowość. Nie znam zjawiska zachodzącego bezprzyczynowo i
                    > nie ma dowodu, że takie gdzieś istnieje.
                    Czy uznajesz także prawdziwość teorii inteligentnego spadania?
                    > w żadnym laboratorium jak dotąd
                    > nie przeprowadzono doświadczenia obalającego zasadę zachowania materii.
                    Uwzględniając e=mc^2 raczej chyba energii?
                    > Można
                    > dokonywać jej transformacji ale nie samoprzyczynowego tworzenia. W ten ostatni
                    > sposób nie uzyskano dotąd choćby jednej, najmniejszej cząsteczki.
                    A cóż to takiego ,,samoprzyczynowe tworzenie"? Wyjaśnienie pozwoliłoby mi być
                    może ocenić, czy reszta Twojej wypowiedzi jest słuszna...
                    > Nie znamy żadnego doświadczenia, które pokazywałoby, że nawet najbardziej
                    > banalna zmiana rzeczywistości mogłaby zajść bezprzyczynowo.
                    Podchodząc filozoficznie do rzeczywistości, można stwierdzić, że żadne
                    doświadczenie niczego nie dowodzi, bo jest niepowtarzalne - różne doświadczenia
                    są przeprowadzane albo w innym miejscu, albo w innym czasie. Pomijam tutaj
                    problem określenia równoczesności zdarzeń występujących w różnych miejscach...
                    • toja3003 „pierwsze stwierdzenie jest bezwzględnie prawdziwe 01.08.07, 16:52
                      „pierwsze stwierdzenie jest bezwzględnie prawdziwe” „żadne doświadczenie
                      niczego nie dowodzi, bo jest niepowtarzalne”. To jak? Jest coś bezwzględnie
                      prawdziwego i jednocześnie niczego nie dowodzącego?

                      Celowo pisałem właśnie o zasadzie zachowania materii a nie np. masy czy energii
                      żeby nie wdawać się np. w znane równanie, które zacytowałeś.

                      Mając na myśli „samoprzyczynowe tworzenie” mówię o teoriach, których nie
                      podzielam, dotyczących powstania matrialnego Wszechświata z... niczego (?) albo
                      samego z siebie.
                      • ellipsis Re: „pierwsze stwierdzenie jest bezwzględni 01.08.07, 21:47
                        toja3003 napisała:
                        > „pierwsze stwierdzenie jest bezwzględnie prawdziwe” „żadne doświadczenie
                        > niczego nie dowodzi, bo jest niepowtarzalne”. To jak? Jest coś
                        > bezwzględnie prawdziwego i jednocześnie niczego nie dowodzącego?
                        Twierdzenia matematyczne są bezwzględnie prawdziwe.*) Doświadczenia fizyczne są
                        niepowtarzalne.
                        > (...) mówię o teoriach, których nie
                        > podzielam, dotyczących powstania matrialnego Wszechświata z... niczego (?)
                        > albo samego z siebie.
                        Tak też myślałem - ale to jest kwestia filozoficzna, której rozstrzygnięcie
                        naukowe nie jest możliwe...

                        *) Zgodnie z twierdzeniem Goedla, nie możemy być pewni, czy nasze określenia
                        prawda/fałsz mają sens. Jeżeli jednak tak, to powyższe jest prawdą.
                        • toja3003 Gödel jednak pokazał warunki, które 02.08.07, 08:26
                          muszą być spełnione aby "nasze określenia prawda/fałsz miały sens" (mówisz
                          o "twierdzeniu Gödla", rozumiem, że pierwszym a jest jeszcze drugie).

                          Natomiast sugestia, że coś "jest kwestią filozoficzną, której rozstrzygnięcie
                          naukowe nie jest możliwe" wskazywałoby na "nienaukowość" filozofii a z tym się
                          zgodzić nie mogę.
                          • ellipsis Re: Gödel jednak pokazał warunki, które 02.08.07, 12:52
                            toja3003 napisała:
                            > (mówisz
                            > o "twierdzeniu Gödla", rozumiem, że pierwszym a jest jeszcze drugie).
                            Jestem przeciwny numerowaniu twierdzeń (Goedel udowodnił więcej twierdzeń, nie
                            tylko dwa), ale zapewne piszemy o tym samym - o niesprzeczności.
                            > Natomiast sugestia, że coś "jest kwestią filozoficzną, której rozstrzygnięcie
                            > naukowe nie jest możliwe" wskazywałoby na "nienaukowość" filozofii a z tym się
                            > zgodzić nie mogę.
                            Zły wniosek - ja napisałem (i nadal podtrzymuję tę tezę), że _istnieją_ kwestie
                            filozoficzne, których rozstrzygnięcie naukowe nie jest możliwe, a nie, że
                            _wszystkie_ kwestie filozoficzne są takie. Do takich należą moim zdaniem np.
                            kwestie etyczne i kwestia genezy wszechświata. Poza tym nie wszystkie kwestie
                            filozoficzne (tutaj słowo filozoficzne ma znaczenie potoczne) są przedmiotem
                            badań filozofii (a tutaj słowo filozofia oznacza dziedzinę nauki)...
                            • toja3003 a aj podtrzymuję tezę, że każda kwestia jest 02.08.07, 14:43
                              rozstrzygalna naukowo. Niby czym się różnią "kwestie etyczne" od "kwestii
                              matematycznych". Tu i tam mamy do czynienia z wiarą. U fundamentów języka
                              matematyki znajdują się aksjomaty, które przyjmuje się dogmatycznie na wiarę,
                              bo aksjomat jest, z definicji, „prawdą”. Tymczasem na każdy aksjomat jest inny
                              aksjomat. W logice boolowskiej są tylko 2 kategorie: „prawda” i „fałsz”,
                              natomiast w logice wielowartościowej ten aksjomat nie obowiązuje. Nie ma zatem
                              w nauce niepodważalnych pewników. Czy to też „pewnik”? Osąd zostawiam każdemu
                              wedle własnego rozeznania.
                              • ellipsis Re: a aj podtrzymuję tezę, że każda kwestia jest 02.08.07, 16:56
                                toja3003 napisała:
                                > a aj podtrzymuję tezę, że każda kwestia jest
                                > rozstrzygalna naukowo.
                                Pytanie (filozoficzne ;)): Co to znaczy rozstrzygnąć naukowo? Jaka jest
                                poprawna odpowiedź na pytanie: Czy lepiej ,,być", czy ,,mieć"? Jak rozstrzygnąć
                                kwestie wiary: Czy Bóg jest, czy go nie ma?, Czy istnieje życie pozagrobowe? Nie
                                ma możliwości udowodnienia żadnej z tych tez, a zatem nie może być mowy o ich
                                rozstrzygnięciu...
                                > Niby czym się różnią "kwestie etyczne" od "kwestii
                                > matematycznych". Tu i tam mamy do czynienia z wiarą. U fundamentów języka
                                > matematyki znajdują się aksjomaty, które przyjmuje się dogmatycznie na wiarę,
                                > bo aksjomat jest, z definicji, „prawdą”.
                                Nie. Chociaż w matematyce twierdzenia istotnie podaje się najczęściej w postaci
                                np. ,,Suma miar kątów w dowolnym trójkącie jest równa podwojonej mierze kąta
                                prostego", to w istocie jest to implikacja ,,Jeżeli w otaczającym świecie
                                obowiązują aksjomaty geometrii euklidesowej, to suma miar kątów w dowolnym
                                trójkącie jest równa podwojonej mierze kąta prostego". Matematyka nie przyjmuje
                                niczego na wiarę, a jedynie wyprowadza wnioski z aksjomatów, czasem
                                podkreślając, że otrzymywane wnioski zależą od przyjętego systemu aksjomatów
                                (stąd wzięła się geometria Bolyai-Łobaczewskiego). O takich implikacjach można
                                powiedzieć, że są prawdziwe (a nie, że wierzymy, iż są prawdziwe), o ile tylko
                                pojęcia prawda/fałsz mają sens.
                                > Tymczasem na każdy aksjomat jest inny aksjomat.
                                Zawsze jeden aksjomat można zastąpić innym, np. jego zaprzeczeniem. Czasem
                                prowadzi to do nowych teorii (patrz wyżej), a czasem prowadzi do sprzeczności,
                                która dowodzi, że dany aksjomat był zależny od pozostałych.
                                > W logice boolowskiej są tylko 2 kategorie: „prawda” i „fałsz”,
                                > natomiast w logice wielowartościowej ten aksjomat nie obowiązuje.
                                Logika wielowartościowa jest znacznie bardziej skomplikowana, ale opiera się na
                                logice arystotelesowskiej (zerojedynkowej).
                                > Nie ma zatem w nauce niepodważalnych pewników.
                                Podobno Benjamin Franklin stwierdził, że ,,Dwie rzeczy są w życiu pewne -
                                śmierć i podatki", a chyba Einstein uzupełnił, że co do śmierci nie ma pełnej
                                jednomyślności. Czytałem także, że ,,Śmierć podlega opodatkowaniu, za to podatki
                                nie podlegają śmierci" - nieznanego(?) autora... Ale czy podatki to kwestia
                                naukowa? ;)
                                • toja3003 zdaje się, że 03.08.07, 10:32
                                  wyczerpaliśmy temat tudzież siebie (?). Szanuję twoje zdanie, zachowuję swoje.
                                  Dziękuję za dyskusję. Pozdrowienia.
          • ellipsis PS. 31.07.07, 20:37
            toja3003 napisała:
            > rachunek prawdopodobieństwa to jedno,
            > statystyka to zupełnie co innego a probablistyka jeszcze co innego?
            Nie zwróciłem uwagi na słowo probabilistyka. Jest to żargonowe określenie
            rachunku prawdopodobieństwa. Metody probabilistyczne to metody wykorzystujące
            twierdzenia rachunku prawdopodobieństwa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka