michalparadowski
25.08.07, 19:35
A biedny p.premier Olszewski, jak już zrobił swoje, czyli wygłosił
prokaczą mowę, został porzucony na scenie. Po triumfalnym, wśród
fanfar i okrzyków zejściu z estrady Wodzusia w otoczeniu lizodupów,
pozosał sam na scenie i cichutko, powrócił do historii, z której
tylko na chwilkę go wydobyto!
Bardzo to smutna scena!