Dodaj do ulubionych

Jak MEN wykuł programy i lektury

11.04.08, 08:52
Młodzież nie czyta?! A czyta, czyta, tylko nie jakiegoś smutnego
poetę Słowackiego.
Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi przestarzałymi knotami
Sienkiewicza i Mickiewicza. A potem zdziwienie, że „młodzież nie
chce czytać”. A chce proszę pani minister oświaty ale na przykład
Hary Potera albo inną interesującą literaturę a nie nudy na pudy.
Chyba, że ktoś mi udowodni czemu Słowacki zachwyca, skoro nie
zachwyca? I po co komu ortografia gdy każdy edytorek na pececie te
błędy skoryguje automatycznie, to po mi wiedzieć czy coś się pisze
razem czy osobno?
Obserwuj wątek
    • aw34 Re: Jak MEN wykuł programy i lektury 11.04.08, 12:04
      Jestem wstrząśnięta. Pociągnę dalej - po co uczniowi wiedza, że to
      co kwitnie teraz na zółto to forsycja, a te nakrapiane ptaszki co
      gwiżdżą to szpaki itd itp. Bedziemy mieć matołów z maturą, którzy
      nie potrafią sklecić sensownej wypowiedzi a ważne kody kulturowe
      będą dla nich abstrakcją. Właściwie to woda na młyn samorządowców,
      którzy chcą zlikwidować w szkołach biblioteki "bo dziś i tak nikt
      nie czyta".
      Oświata polska jest w permanentnej reformie. Im dalej tym gorzej.
      Radzę rodzicom dokładnie poczytać co się szykuje. I nie wierzcie w
      cudne bajanie o darmowych podrecznikach, salach składających się z 2
      części, świetlicy, która obejmie opieką wszystkie dzieci z
      podstawówki. Będzie jak jest. O rok młodsze dzieci zostaną wtłoczone
      w te same klasy i ławki, będą siedzieć w przeładowanych świetlicach
      bo nikt nie da kasy na zatrudnienie dodatkowej opieki ( z tym już
      jest problem), będą czytać te same lektury, które dziś czytają o rok
      starsi koledzy bo nikt nie da kasy na zakup do bibliotek nowych (z
      tym też jest teraz problem). Niby skąd raptem znajdą się te miliardy
      na nową reformę. Poprzednią też wprowadzano na hura, nie
      zabezpieczono środków i wyszło jak wyszło.
      • toja3003 Jaki „kod kulturowy”? Uczeń ma znać języki i znale 11.04.08, 12:45
        Jaki „kod kulturowy”? Uczeń ma znać języki i znaleźć dobrze płatną
        pracę. Po co mu bzdury o szczękoczułkach i nogogłaszczkach i tępe
        wykłady o roślinach nago czy pokrytozaklążkowych? Praktyka się
        liczy. Czyli zabrać ich do lasu żeby umieli klon od platanu
        odróżnić. Nauczyć gotowania, rozliczania kredytów w excelu,
        przekazywać praktyczną wiedzę o ruchu drogowym, uczyć brydża,
        szachów i jeżdżenia na nartach czy gry na gitarze elektrycznej albo
        tańca salsa w kontaktach z rówieśnikami z innych krajów. Bo to są
        przydatne umiejętności w życiu. To samo z literaturą. Po co komu
        knoty z XIX-go wieku. Trzeba znać Władcę pierścieni czy Gwiezdne
        wojny, bo to jest współczesny kod kulturowy a nie jakaś
        średniowieczna łacina.

        Jasne, że te śmieszne papierowe biblioteki trzeba pozamykać albo
        proszę pozamieniać na kawiarenki internetowe gdzie uczeń może
        pożytecznie spędzić czas grając w nowoczesne technologicznie gry
        komputerowe albo ma dostęp do sprzętu DVD,CD,mp3,mp4 i kina domowego
        a nie do pożółkłej makulatury gdzie Konopnicka opisuje przyrodę nad
        Niemenem. To było dobre 100 lat temu, bo nie było TV i urlopów na
        Majorce. A dziś od opisów przyrody to jest nowoczesna telewizja i to
        się widzi na Discovery albo na National Geografic.

        Szkoła też jest „fabryka”, której „produktem” ma być wykształcony i
        wychowany uczeń. Poziom jego wykształcenia i wychowania da się
        mierzyć. Zatem można też oceniać nauczycieli i to trzeba robić i
        uzależniać zarobki nauczyciela od wyników uczniów a nie biadolić, że
        się nie da, że nauczyciele i tak dużo już robią. Pytam konkretnie:
        jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między nauczycielem, który
        autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój zawód a takim, który
        mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od strony 20 do strony 30 a
        ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że różnica jest żadna i to trzeba
        zmienić. Podobnie na uczelniach.
        • aw34 Re: Jaki „kod kulturowy”? Uczeń ma zn 11.04.08, 16:55
          Te wszystkie bzdury są mu po to,żeby nie było łatwo człowiekiem
          manipulować. Zeby rozumiał czym jest ewolucja i nie dał sobie
          wmawiać kreacjonistycznych głupot, żeby wiedział na czym polega
          inżynieria genetyczna i czym tak naprawdę jest żywność GMO. Zeby nie
          bał się wszystkiego co nowe bo tego nie rozumie. Zeby wiedział, że
          jak ma do czynienia z przypadłośią genetyczną (a takich jest co raz
          więcej) to częstotliwość występowania 1 na 4 nie oznacza że
          wystarczy co czwarte wyskrobać żeby mieć zdrowe dzieci
          (autentyczne). Żeby nie był maszynką "do przerabiania nawozu"
          zajmującą się zakupami, jedzeniem bez umiaru, oglądaniem telewizji
          i graniem w gry na kompie bo inne zastosowania tego narzędzia nie
          będą mu się mieścić w głowie (ewentualnie kopiuj wklej bez czytania
          oczywiście w czym ostatnio celują uczniowie).
          Taki co palił książki już był nie wyszło mu to na dobre. Może jakby
          więcej czytał...
          Żeby było jasne nie mam nic przeciwko umiejętnościom o których
          piszesz. Nie może to być jednak podstawa wykształconego człowieka.
          Biblioteki nie tylko gromadzą ksiązki coraz częściej zamieniają się
          w nowoczesne centra informacji (barierą są niestety fundusze).
          Kawiarenki internetowe też są na każdym osiedlu. Nie trzeba po to
          zamykać bibliotek bo jednak nadal ludzie czytają książki - co
          pocieszające. Dlaczego pocieszające? Bo oglądanie telewizji nawet NG
          czy Discovery nie wzbogaca tak człowieka, nie rozwija jego
          słownictwa, wyobraźni jak książka. Stwierdzone przez psychologów,
          program na ten temat był kiedyś na wymienianym przez ciebie kanale
          TV.Mamy w szkołach pełno oglądaczy TV od niemowlęctwa. Nie znają
          bajek, nie potrafią skupić dłużej uwagi, są nadpobudliwi, niezbyt
          ciekawi świata.Nie potrafią zbudować prostej wypowiedzi bez
          powtórzeń, nie rozumieją przenośni tłumacząc je sobie dosłownie.
          Jedyne co ich przyciąga to migający ekran telewizora albo gra
          koputerowa.
          A nauczyciele? Jak w każdym zawodzie są dobrzy i źli. Chcesz
          wyrugować złych? Jestem za ale zacznijmy od znacznego podniesienia
          pensji, wtedy zechcą być nauczycielami zdolni studenci a nie jak
          dziś miernoty. Piszesz o językach - tylko kto ma ich uczyć. To
          problem większości szkół. Zatrudnia się każdego kto cokolwiek umie
          bo specjaliści mają w nosie szkołę za psie pieniądze.
        • aw34 Re: Jaki „kod kulturowy”? Uczeń ma zn 11.04.08, 17:15
          Acha rośliny są nago i okrytozalążkowe. Nie żeby to było ważne ale
          jak już chcesz o tym napisać to warto wiedzieć.
          Człowiek uczy się całe życie.
          • toja3003 Dzięki za uwagi, myślę, że chcemy tego samego – da 14.04.08, 11:59
            Dzięki za uwagi, myślę, że chcemy tego samego – dać uczniom dobrą
            szkołę, tyle, że mamy prawo inaczej rozkładać akcenty. Po prostu te
            wszystkie umiejętności można przekazywać w szkole w różny sposób.
            Np. nauka języka obcego to często nauka gramatyki języka obcego, co
            w praktyce jest wielce nudne i nieprzydatne a potem jak się jedzie z
            tym szkolnym angielskim do Anglii to poza wyrecytowaniem odmiany
            zdania „Jaś pali fajkę” przez wszystkie 28 czasów strony biernej i
            czynnej jest zero porozumienia z Anglikiem prawda? Po prostu
            nauczycielowi jest łatwiej odpytać binarnie poprawność testu
            gramatycznego niż biedzić się nad korygowaniem swobodnych wypowiedzi
            ucznia. Raz byłem świadkiem kiedy gość „szprechający” normalnie po
            niemiecku, po wieloletnim tam pobycie, miał kłopoty ze zadniem
            prostego testu, bo nie wiedział co to plusquamperfekt itp. Rodowity
            Niemiec pewnie też nie wie, bo ja, jak widać, posługuję się jako
            rodowity Polak językiem polskim ale spytaj mnie o różnicę między
            orzecznikiem a przydawką a też bezradnie rozłożę ręce. Inny
            przykład: teorii gier można uczyć metodą nudnych formułek
            matematycznych a można robić to grając profesjonalnie w brydża z
            młodzieżą ale ten nauczyciel musiałby to umieć prawda? A to znowu
            wysiłek. I dalej. Czy młodzież się interesuje muzyką? Jasne, nawet z
            pasją. Ale nie knotami typu „od Siewierza jechał wóz, malowane panny
            wiózł” i do tego nuty wkuwać. Ale dać ludziom gitary elektyrczne,
            perkusje czy keybordy do ręki a będą łomotać aż miło, włączyć
            karaoke a nauczą się w mig angielskiej piosenki na pamięć. Czyli
            znowu: ile czasu katujemy ucznia ludowszczyzną z XIX wieku a ile
            współczesnością. Ile czasu poświęcamy na wałkowanie historii, której
            już nigdy nie zmienimy a ile zajmujemy się teraźniejszością i
            przyszłością. A potem ta cała wiedza dociera do ludzi przez
            komercyjne media bez ładu i składu. Bo młody człowiek nie dowie się
            w szkole jaki był wkład Mike Oldfielda w progresywnego rocka i kto
            skrzyżował hip-hop z jazzem ale i też nie otrzyma komentarza do
            beethovenowskiej „Burzy” a to dopiero w całości składa się na
            wychowanie muzyczne. To samo z lekturami. Niech 25% ustala centrala,
            25% nauczyciel, 25% rodzice a 25% uczniowie i od razu bądzie
            ciekawiej.


            Szkoła też jest „fabryką”, której „produktem” ma być wykształcony i
            wychowany uczeń czy student. Poziom jego wykształcenia i wychowania
            da się mierzyć. Zatem można też oceniać nauczycieli i to trzeba
            robić i uzależniać zarobki nauczyciela od wyników uczniów a nie
            biadolić, że się nie da, że nauczyciele i tak dużo już robią. Pytam
            konkretnie: jaka jest różnica, odnośnie zarobków, między
            nauczycielem, który autentycznie i profesjonalnie wykonuje swój
            zawód a takim, który mówi „drogie dzieci przeczytajcie sobie od
            strony 20 do strony 30 a ja potem sprawdzę”? Otóż twierdzę, że
            różnica jest żadna i to trzeba zmienić. Podobnie na uczelniach.

            nie wymyślam tu nowych teorii tylko proponuję wziąść sprawdzone w
            praktyce modele na świecie a nie biadolić ciągle, że „w Polsce to
            niemożliwe”. W USA np. rodzice wybierają w szkołach, w
            demokratycznych wyborach, jej dyrektora więc to chyba jest motywacja
            żeby się starać nie? Możliwe jest także włączanie uczniów do oceny
            nauczycieli wedle korczakowskiej zasady „dziecko jest dzieckiem ale
            we własnych problemach i sprawach jest ekspertem”. I znowu – te
            systemy funkcjonują nie tylko na wyższych uczelniach (za granicą). A
            u nas nawet na uniwersytetach toczą się postępowania prawne
            blokujące strony internetowe, które takie oceny zamieszczają, w myśl
            zasady, że „nauczyciel ma zawsze rację i wara rodzicowi czy uczniowi
            od oceny jego postępowania”. A u nas pokutuje socjalistyczne
            myślenie typu „szpital to nie fabryka aut” albo „szkoła to nie
            fabryka aut” albo „teatr to nie fabryka aut”, że niby nie da się
            ocenić efektywności pracy sfery budżetowej. Otóż da się. Tylko
            trzeba to oddać w ręce tych, którzy płacą podatki i tą sferę
            finansują, nie mówiąc o tym, że trzeba tą sferę gdzie się da
            redukować prywatyzacją. Ostanio oglądałem w brytyjskiej TV (BBC
            Prime, była w kablówkach w Polsce ale wycofują bo nie ma chętnych do
            oglądania) jak zmienia się szkoła z tzw. trudnymi uczniami po
            wprowadzeniu amerykańskiej zasady „zero tolerancji”. Lekcje
            wyglądają jak lekcje i nikt nie wkłada nauczycielowi kosza na głowę
            a jak próbuje to n a t y c h m i a s t w szkole zjawia się
            policja, no a u nas to oczywiście też „niemożliwe” a potem to
            dochodzi do samosądów zrozpaczonych obywateli.




    • gazaj Nadal brakuje programów 11.04.08, 14:19
      Podstawy programowe to ogólnikowe ble ble ble. Programy, to konkret,
      a nie ma ich. Ja widać, nie ma mowy o przetestowaniu programów na
      losowo wybranych klasach i szkołach, wiec znowu mamy do czynienia z
      eksperymentami na dzieciach.

      Skoro nie ma programu, to nie ma podręczników. Zatem mamy kolejną
      powtókę za Handtkem: zacznie się rok szkolny, a podręczników nie
      będzie.

      Kolejny problem to oczekiwania dotyczące klas 1-3. Nie ma takich
      klas w żadnej szkole i bardzo mało szkół zdoła w ciągu roku
      dostosować klasy do tego, co ogłoszono w podstawach programowych.

      Czy ktoś powstrzyma tę idiotkę?
      • pan-kabak A projekt podstawy czytałeś/aś? 14.04.08, 08:46
        Nowy projekt jest znacznie bardziej konkretny niż dotychczasowe ble-
        ble podstawy, np. z matematyki zawiera przykładowe działania, jakie
        uczniowie mają wykonać, a z fizyki - konkretne obowiązkowe
        doświadczenia. Poza tym dotyczy to dzieci idących we wrześniu 2009,
        więc jest szansa, że na nowe programy i podręczniki będzie cały rok,
        a to jeszcze nienajgorzej (zwłaszcza w stosunku do projektu
        Giertycha wprowadzonego przez Legutkę w sierpniu 2007, który
        obowiązywał od września 2007).
    • danuta49 Następna "reforma" bez rachunku kosztów i czasu! 11.04.08, 20:10
      Pani Hall nie wie ile będą kosztowaly jej pomysly ani ile czasu
      zajmuje porządne(!!!) przygotowanie podręcznika.Nie dziwię się, że
      Handke i Dzierzgowska to jej idole.Będzie powtórka z rozrywki;-)))))


      • ada16 Re: Następna "reforma" bez rachunku kosztów i cza 12.04.08, 12:58
        I jeszcze 2 rocznikii dzieci jednocześnie idących do szkoły!!!!!
        Ciekawe ile dzieci będą liczyły klasy.
        W mojej szkole w tym roku było 7 pierwszych klas.
        po reformie bedzie 14 klas I ?!!!
    • karolinaelbanowska [...] 02.05.08, 21:13
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka