grzegorzbank
13.05.09, 23:15
Oj, Panie Jacku.
Pan wie, jak to działa. Grupa społeczna protestuje, a ugrupowanie opozycyjne
je wspiera, oczywiście. Był rząd PiS i protestujące pielęgniarki wspierane
przez PO. Teraz jest rząd PO i protestujący stoczniowcy wspierani przez PiS.
Ani pielęgniarki, ani stoczniowcy nie wypną się na siły polityczne, które
walczą w ich interesie, choćby ich nie lubili.
To "oj" odnosi się głównie do "PiSolidarności". Jest równie nie na miejscy,
jak byłoby "POpielęgniarki".
Jeszcze, gdy upadek stoczni był mało prawdopodobny, stoczniowcy zaczęli
naciskać na rząd, by ten wziął się do konkretnej roboty. Potem, gdy rząd nie
brał się do roboty, stoczniowcy alarmowali, że stocznie upadną. Rząd
uspakajał, że nie upadną. Następnie, gdy upadek stał się wysoce prawdopodobny,
a rząd zawalał kolejne wyjścia awaryjne, stoczniowcy zaczęli się wkurzać.
Ciekawe, dlaczego? Nie widzę żadnego powodu.
Gdyby to PiS teraz rządził i tak pokpił sprawę, to PO stała by na barykadach
ze stoczniowcami.
Ciekawe też jest, czy Donald Tusk, jak i Pan, zdajecie sobie sprawę z tego, że
gdyby nie stoczniowcy, Gwiazda, Walentynowicz, to byłoby nam znacznie bliżej
do Białorusi? W nagrodę co dostali? Upadek, bezrobocie, Misiak i przeniesienie
rocznicy 4 czerwca do Krakowa. Niektórym dojdzie jeszcze komornik i eksmisja.
Przecież oni się wręcz wydzierali by rząd coś w końcu z nimi zrobił i nie
chodziło im o pokłony, ale o dopilnowanie by stocznie nie padły w czasie
światowej koniunktury na statki. Trochę zrozumienia dla "zadymiarzy", którzy
zafundowali nam III RP.