decort
26.07.11, 21:54
Zainspirował mnie mail, jaki dziś otrzymałem od swojego pracownika. Pracownik solidny i dochodowy, ale od 2-ch m-cy mu nie idzie. Zdawał raport szefowi z dzisiejszego dnia. Załączam tekst:
"Przesyłam fotki dzisiejszego urobku. Jestem bardzo zły, bardzo. Najpierw zadzwonił facet o KEN małe 2 pokoje i dowiedziałem się, ze koleś wstrzymuje sprzedaż do września, zadzwoniłem więc na Rybałtów, a tam wyłączność , więc na Czerską a tam (oba) sprzedane, więc kombinuję coś do 450 tysięcy dla syna gościa z Lublina, a w dodatku ma być w nowym.
Potem zadzwonił cymbał, który tydzień temu plótł jaką prowizję wezmę za Nalewki - te za 840tys. - bo podzwonił po innych biurach, a ja wcześniej powiedziałem, ze możemy negocjować. zaproponował mi 6 tysięcy i ja się w rozpaczy zgodziłem! (Sorki szefie). Dzwonię na Nalewki {oferta ma nie całe 3 tyg. - dopisek mój} zeby oglądać jutro, a tam słyszę, że właśnie sprzedane. Cymbał zaniemówił - bo targował prowizję, a w międzyczasie sprzedali mu mieszkanie. A mnie trafił szlag. Bo jakieś 20 tysięcy poszło w cholerę!
Życie to nie jest bajka to jest bitwa!!! A wczoraj tak mi smakował gruziński koniak :-)
Nie powinienem odbierać ani dzwonić dzisiaj nigdzie!!!"