tych starszych trochę podfruwajek, otóż dziś, mało ze śmiechu nie umarłam, a dlatego się o mały włos nie zadusiłam, bo musiałam zdusić śmiech i oficjalnie być poważną. Nasza księgowa - zawsze ją podejrzewałam - ma sztuczną szczękę. Dziś rano była balanga w pracy, bo koledze się już 3 córka urodziła, no i księgowa kropnęła sobie kilka głębszych, patrzymy przez okno, a tu prezeska podjeżdża, księgowa się wystraszyła i wrzeszczy "co ja teraz zrobię, ona będzie chciała ze mną gadać" ja jej dałam gumę o smaku jabłkowym, kolega dodał miętową. Księgowa wsadziła to wszystko do buzi, i jak weszła prezeska i powiedziała "pani Kasiu proszę do mnie" to bidulka (czyli księgowa) chciała powiedzieć już, a tu dwie szczęki dołka i górna się skleiły i zostały po środku otwartej buzi księgowej. A zawsze mówiła bidulka, że kobieta musi o siebie bardzo dbać