Moja melina to warszawska Wola. To kamienice wybudowane krótko po wojnie to szemrane mieszane towarzycho gdzie kapuś i akowiec byli za pan brat bo nie wiedzieli kto zacz

ale to było do czasu bo przyszedł i był odsiew qrestwa od ziarna. My oczywiście to ta melina. Nie kolegowaliśmy się z czerwonymi tylko sztamę trzymaliśmy scyzorykami graliśmy w wyścig zawsze ze sobą. To był nasza melina nasza paczka. Melina gorzelniana to była inna paka i inna bajka. Tu łachudra z miasta nie dostał flaszka nawet jakby górką płacił a swojak dostawał nawet litra na krzywy ryj. Taka była Wola tak było na mojej kochanej wolskiej melinie