Gość: Cezary
IP: 213.77.127.*
19.03.01, 13:43
Od dluzszego czasu czuje sie nieco zmeczony samym soba. Mam niezle platna prace (lat 25), podjalem drugie
studia, mam bardzo dobre warunki mieszkalne. A wiec, wszystko wskazuje na to, ze albo jestem rozpieszczony
i nie potrafie sie po prostu cieszyc z tego co w zyciu osiagnalem i otwarcie tego wyrazac, albo hamuje mnie
jakies niedowartoscoiwanie wlasnej osoby i ciagly nieokreslony i blizej niesprecyzowany niedosyt emocjonalny.
Pewnie, to drugie wynika z pierwszego. Znajomi tlumacza mi, ze moze to byc wynikiem braku osoby bliskiej.
Moze to i prawda, ale po prostu, z powodu nawalu pracy nie stac mnie teraz na powazny zwiazek. Poza tym
wydaje mi sie, ze malo ktora dziewczyna by ze mna wytrzymala (sa nieliczne wyjatki ;-) Na poczatku sprawiam
wrazenie osoby sympatycznej. Potem miewam tendencje do narzekania (jak niektorzy twierdza,
bezpodstawnego narzekania). Wiaze sie to z tym, ze czuje sie czesto samotny, co sklania mnie do refleksji nad
samym soba. Nie do konca jestem tez czasem przekonany do pracy ktora wykonuje i brakuje mi dalszej
motywacji do osiagania sukcesow.
Staram sie skrustalizowac moja szeroka game zainteresowan, ale nie moge sie z tym uporac. Poniewaz mam
slomiany zapal, nie do konca jestem wytrwaly w dazeniach do wczesniej wyznaczonych celow.
Dziewczyny ktore mi sie podobaja, czesto po kilku rozmowach z mna, odstawiaja mnie "na bok" twierdzac ze nie
oferuje im wystarczajaco ciepla i stabilnosci. Poza tym jestem za powazny i za malo wyluzowany, twierdza.
Ale jak to jest mozeliwe jesli niedawno skonczylem studia i od niedawna zarabiam sam na wlasne utrzymanie?
Nie wiem czy mozna ten moj stan rzeczy klasyfikowac jako depresje. Napewno trudno mi sie z tym uporac.
Sport mi troche w tym pomaga, ale nie do konca.