robert_c
10.10.02, 16:35
Nastał wieczór 10 października 2052 roku.
Stefan wracał do domu na Marszałkowskiej przemykając między kałużami,
rozkładającymi się częściami ciał i zwałami śmieci.
Nie lubił tędy chodzić, choć okolica była wyjątkowo spokojna.
Drogę zaszło mu dwóch oprychów. Jeden trzymał w ręku szpikulec do lodu, a
drugi brzytwę.
- Ej, frajerze, może chcesz mnie dźgnąć w bebechy? – odezwał się ten ze
szpikulcem.
Ten drugi nic nie mówił, tylko brocząc krwią obcinał sobie kawałek ucha.
Stefan odwrócił wzrok ze wstrętem i przyspieszył kroku.
Przechodził obok sklepu ze sprzętem 3D Video. Na wystawie na najnowszym
modelu trójwymiarowego projektora SONY szła właśnie transmisja LIVE z czyjejś
egzekucji.
Na innym projektorze leciały sceny zbiorowego gwałtu. To reklama nowej
telewizji familijnej.
Stefan dostał mdłości. Biegiem poleciał do swojego mieszkania, mijając
jeszcze po drodze zakochaną parę podcinającą sobie na wzajem gardła podczas
pocałunku, oraz dziewczynkę znęcającą się nad jakimś kotem.
Stefan wpadł do łazienki i zwymiotował.
Miał już serdecznie dość tego dnia. Położył się na łóżku i starał zasnąć.
Zza ściany dochodziły jęki. To dzieci sąsiadów bawiły się nowym krzesłem
elektrycznym.
Stefan pomyślał o swojej pracy. Przecież to jego firma produkuje większość
tych wymyślnych narzędzi tortur. Stefan pracował w niej od pół roku.
Z początku nie wiedział, po co przez 8 godzin wkłada te kabelki do wtyczek.
Dowiedział się dzisiaj.
Włączył swoje 3D-TV, by obejrzeć prognozę pogody. Śliczna spikerka
opowiadając o jutrzejszych opadach wyłamywała sobie palce. Jej grymas bólu
łączył się jednocześnie z grymasem wyraźnej rozkoszy.
Stefan nie wytrzymał. Nie mógł już dłużej znosić tej brutalności, tego
wszechobecnego sadyzmu i masochizmu.
Podszedł do okna i wyskoczył.
30 pięter niżej zebrała się wkrótce grupka rozentuzjazmowanych ludzi.
- O zobacz – powiedział posiniaczony chłopak do dziewczyny wyrywającej sobie
paznokcie – to chyba twój sąsiad.
A mówiłaś, że to zboczeniec.