kostka.s
03.02.06, 04:10
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,3144804.html
Umowa ta to kupa frazesow, obietnic obiecanek, bunczucznych hasel, wodolejstwa
- dla opinii publicznej oczywiscie jak kto gupi to kupi. Umowa czyli sztama
pomiedzy nimi a nimi.
Miedzy soba strony nie potrzebowaly spisywac nizego na papierze, albowiem
doskonale wiedza, ze moc wiazaca papieru jest zadna. Liczy sie tylko i
wylacznie wola stron do wywiazania sie z umowy.
Z tej jednakze nie beda w stanie wywiazac sie, bo nie zaczeli jak nalezalo od
"W imie Ojca I Syna, i Ducha Swietegoi, amen" oraz nie zakonczyli jej
niezbednym "tak nam dopomoz Bog".
Mozna wiec nie miec zludzen co do szans na wywiazanie sie z umowy w czesci
dotyczacej tzw. narodu. Bo ze znacznie latwiej pojdzie im wzajemne
dopingowanie do trzymania klow w korycie - nie watpie. Tzw. narod oczekuje
tymczasem konkretow - mieszkan, pracy, wyzszej stopy zyciowej... Narodu nie
mozna nakarmic kilkoma komuchami ktorym cos sie udowodni albo i nie, przy czym
nie mam nic przeciwko dobraniu sie i tym niedobitkom do tylkow.
Tyle ze - raz jeszcze - narod potrzebuje konkretow i nie da sie wprawic w
oslupienie jakakolwiek rewolucja moralna. Pomijam oczywiscie taki oto
drobiazg, ze sanacja i dzialania antykorupcyjne nie maja w Polsce najniejszych
szans na powodzenie. O to postarala sie historia - na czele z kosciolem
katolickim.