czarnajagoda
03.06.03, 09:26
Nad zamkiem Drakuli w Transylwanii powoli zapadał zmierzch. Grupa polskiech
turystów, po zwidzeniu okolicy wracała właśnie do zamku na nocleg... W sumie
wycieczka była udana, ze wszystkimi atrakcjami charakterystycznymi dla takich
miejsc... Jeszcze tylko nocleg w zamku i rano powrót do Polski (jeśli w nocy
nie umrzesz ze stachu - jak zapowiadały foldery reklamowe)...
Na stopniach zamku przewodnik - młody historyk, przez studentki zwany
pieszczotliwie Egzekutorem, rozpoczął mowę:
- Vlad IV Palownik, zw. też Dracula, hospodar wołoski. Ur. ok. r. 1430 jako
syn hospodara Vlada Besaraba. Tron objął w r. 1456. Zasłynął z wyjątkowo
okrutnych rządów, ale też ze wspaniałych zwycięstw nad Turkami. W 1462 r.
został zdradzony i wtrącony do węgierskiego więzienia. W r. 1475 odzyskał
wolność i tron, jednak rok później zginął skrytobójczo zamordowany. Zabito go
w listopadzie 1476 r.
- Te, wykłady z historii możesz sobie darować, przyjechaliśmy tutaj trochę
się pobać, a nie uczyć historii - patrząc z nieukrywaną zazdrością na
kłębiący sie wokół Egzekutora tłumek rozentuzjazmowanych studentek powiedział
Robert C.
W tym monencie potężna błyskawica rozerwała niebo nad zamkiem, potężny grzmot
przetoczył sę przez okolicę i zgasły wszystkie światła w zamku...
- Mówisz i masz - powiedział ze śmiechem Egzekutor do Roberta...
... Tymczasem w podziemiach zamku w czarnaj trumnie wypełnionej niepoświęconą
ziemią pod wpływem uderzenia pioruna zacząła materializować się męska
postać...
"Dżizas, k.... ja p......ę!!!" - pomyślał w swoim narzeczu hrabia Drakula,
jego to bowiem na powrót do życia powołała burza - " gdzie ja jestem, kim ja
jestem i co ja tu u diabła robię"...