Dodaj do ulubionych

Ronić po ludzku

01.12.05, 10:37
Autorki: Ania Olej-Kobus i Magdalena Kowalska- Lasia

Ronić po ludzku?

W Polsce poronienia jakby nie było. Nie istnieje w mediach ani rozmowach.
Zapomniano o nim w ideologicznych wojnach o aborcję i marketingiem
skierowanym do przyszłych mam. Jakby nie było problemu, choć co roku jest on
tragedią tysięcy kobiet.

Tekst: Magdalena Lasia, Anna Olej-Kobus

Nie zawsze ciąża kończy się szczęśliwymi narodzinami. W powszechnym odczuciu
zwłaszcza wczesne poronienie nie jest żadną tragedią. Wierzy się, że roniąca
jeszcze nie „przyzwyczaiła się” do dziecka, skoro traci je w piątym czy ósmym
tygodniu ciąży. Często nie widziała go na USG, a jego obecności dowodzą
jedynie poranne mdłości i dwie kreski na teście. Tymczasem dla niej nieważne
że dziecko miało wielkość pestki jabłka - to był początek jej macierzyństwa.
Wielka gotowość do miłości i wszystkie nadzieje z tym związane. Poronienie to
koniec marzeń. Rozpacz, często poczucie winy. O tym co może roniącą czekać w
szpitalu, nie można dowiedzieć się z żadnego rankingu oddziałów położniczych.
I nikt kto tego nie przeżył, nie domyśla się ich piekła, tak często
przebiegającego obok sal porodowych. Codziennie ponad sto kobiet przechodzi
przez jego kolejne kręgi.

Czytając o przeżyciach niedoszłych mam na internetowych forach można odnieść
wrażenie, że autorki poniosła makabryczna wyobraźnia. Tymczasem nawet
szpitale nagradzane przez Fundację Rodzić po Ludzku niekiedy zostawiają
koszmarne wspomnienia. Większość kobiet twierdzi, iż największą traumą poza
stratą dziecka, było zachowanie personelu w szpitalu. Zwykła życzliwość jest
opisywana jako zachowanie wyjątkowe.


Krąg pierwszy: mała ciąża „poleciała”
Rzeczywista liczba poronień jest trudna do oszacowania. Nie sposób określić
ile kobiet traci ciąże, nim zorientuje się, że doszło do zapłodnienia.
Przyjmuje się jednak, że jedna na pięć ciąż kończy się poronieniem. Około
75% poronień ma miejsce w I trymestrze ciąży, czyli do 12 tygodnia. Pozostałe
ciąże są ronione w II trymestrze czyli między 4 a 6 miesiącem ciąży.

W Polsce w 1992 roku, gdy nie obowiązywała jeszcze obecna ustawa o warunkach
dopuszczalności przerywania ciąży odnotowano niespełna 12 tysięcy aborcji. W
tym samym czasie liczba samoistnych poronień wynosiła ok. 45 tysięcy rocznie,
czyli ponad czterokrotnie więcej. Poronienie może dotknąć każdą kobietę, bez
względu na jej wiek, stan zdrowia czy prawidłowo przebiegające poprzednie
ciąże.

O nieoczekiwanym zakończeniu ciąży kobiety zwykle dowiadują się podczas
rutynowego USG, bądź na izbie przyjęć, gdzie przyjechały z powodu krwawienia
lub innych niepokojących objawów. Informacja o obumarciu płodu jest
przekazywana w formie często określanej jako „suchą” lub „nieżyczliwą”. To,
co dla lekarzy jest zarodkiem, embrionem czy płodem, dla ogromnej części
matek jest już dzieckiem. Dla wielu nie ma przecież znaczenia, czy płód ma
już status prawny, czy można nadać mu imię i pochować. Joanna poroniła w 6
tygodniu. Lekarka wykonująca badanie powiedziała jej: Na tym etapie ciąży nie
można jeszcze mówić o dziecku. Zabolało. Nawet jeśli to kilkanaście
komórek, dla mnie to było moje dziecko.

Marzena: – To było wczesne poronienie. Lekarz robiący mi USG – bardzo miły i
bez złych intencji - zapytał ze zdziwieniem „a to w ogóle coś tam było”?
Pewnie do głowy mu nie przyszło, że te słowa zostaną we mnie bardzo długo.
Marta wspomina, iż ledwo ukazał się obraz na USG lekarz stwierdził niemal
kpiącym tonem, że żadnej ciąży to już dawno nie ma. Czułam się jak intruz, w
dodatku histeryzujący, bo przecież nic takiego się nie stało i zdaniem
lekarza to normalne, że takie małe ciąże często lecą. Całe te pięć minut
badania było koszmarem jakiego nie życzę nikomu.
Zofia: - Na izbie przyjęć pielęgniarka dzwoniła szukając
lekarza: "Przyjechała tu kobieta z jakimś poronieniem." To "jakieś
poronienie" było moją tragedią, po kilkunastu minutach przychodzi lekarka
mówiąc "to juz się poroniło". Dla niej tylko "to".

Izabela Barton – Smoczyńska, psycholog, terapeuta, prowadząca badania nad
przeżyciami kobiet po poronieniach: - Jedna z kobiet po dokonanym samoistnym
poronieniu usłyszała, żeby zarodek wyrzucić do śmieci. Posłusznie wykonała
polecenie, jednak poczucie, że sama wyrzuciła swoje dziecko do śmieci,
całkowite odhumanizowanie tego co dla niej było tragedią, nasiliło objawy
stresu pourazowego. Na konferencjach opowiadam tę historię lekarzom, żeby
uświadomić im, że część kobiet traktuje nawet bardzo wczesne ciąże podmiotowo.
Kasia miała szczęście w nieszczęściu, na izbie przyjęć trafiła na lekarza
rozumiejącego, iż poronienie może być dramatem. Był niezwykle taktowny,
wytłumaczył mi, że często tak się dzieje, że nie jestem temu winna i że nie
przekreśla to szans na macierzyństwo. Choć wciąż byłam zrozpaczona, było mi
dużo łatwiej przez to przejść.

Krąg drugi: twoje ciało w obcych rękach
Joannę podczas badania dowiedziała się, że nie ma akcji serca płodu i należy
zrobić łyżeczkowanie. Czego pani płacze, płód jest martwy, nic się nie da
zrobić – usłyszała od lekarza. Zofia: Przywiązują mi nogi do fotela. Lekarka
juz jest gotowa, uśmiech od ucha do ucha, inne sobie żartują miedzy sobą.
Czuje, jak mi łzy płyną z oczu. Boje się. Te żarty zapamiętam do końca życia.
Czy naprawdę nie stać nikogo na trochę wyczucia? Jestem tylko kolejnym
przypadkiem, kolejnym zabiegiem.

Izabela Barton – Smoczyńska: - Dla większości lekarzy poronienia, zwłaszcza w
I trymestrze, ograniczają się do rutynowego zabiegu o nikłym zagrożeniu dla
życia czy zdrowia kobiety. Poronienia zdarzają się tak często, że są
traktowane jak fizjologiczna reakcja organizmu. Poronienia ciąż późniejszych
(II i III trymestr) często również traktowane są przedmiotowo, dziecko nie
jest osobą. W związku z tym nie jest konieczne podejmowanie działań i
zachowań rutynowo uruchamianych w sytuacji śmierci pacjenta. Trywializowanie
zdarzenia śmierci („nic takiego się nie stało, to normalne”wink i
bagatelizowaniem przeżyć kobiety (klasyczne „jest pani młoda, będzie pani
miała następne”wink potęguje poczucie bezradności i lęku.
Agnieszka nie miała szczęścia w szpitalu trafić na dobrego psychologa. Po
stracie dziecka w 22 tc jako pocieszenie usłyszała, że terapeutka roniła 4
razy i do dziś nie ma dzieci, a więc ma się jednym poronieniem nie przejmować.

Według karty praw pacjenta, ma on prawo do zachowania intymności, na ile
tylko nie utrudnia to badania czy zabiegów medycznych. W większości szpitali
respektuje się już prawa rodzących do intymności, kobiety po poronieniach
często mają jednak skrajnie inne doświadczenia. Marta wspomina, iż krwawiąca
musiała się rozebrać w pokoju bez parawanu, na oczach lekarza.
Beata: - Gdy mi powiedzieli że dziecko jest martwe ordynator zwrócił się do
studentów tymi słowami „Możecie panią badać, ciekawy przypadek”. A ja tam
przecież cały czas byłam i wszystko słyszałam!

Zofia: - Nikt do mnie nic nie mówi. Nie wiem, czy mam czekać, czy mam stać,
czy mogę usiąść. Kolejne badanie USG robią cztery lekarki, bez dzień dobry,
bez jednego słowa. "Pani się położy". Cztery lekarki przed monitorem
rozmawiają medycznym żargonem. Koniec badania. Wstaję i czekam na jakieś
wyjaśnienia. Cztery kobiety stoją przy komputerze i wpisują opis
badania. "Pani wyjdzie."

Izabela Barton – Smoczyńska - Jedną z konsekwencji uprzedmiotowienia
pacjentki i jej ciąży jest zajmowanie się przypadkiem, a nie osobą.
Przypadek nie ma uczuć, nie ma potrzeb, nie wymaga intymności. Przypadek się
omawia, analizuje.
Dorota wiedziała od ponad doby, że jej dziecko już nie żyje. "Chce pani
popatrzeć?” – spytał ją lekarz na jednym z ostatnich badań. "Tu jest dziecko,
niestety brak czynności se
Obserwuj wątek
    • adju Re: Ronić po ludzku 02.12.05, 20:43
      Izabela Barton – Smoczyńska - Jedną z konsekwencji uprzedmiotowienia pacjentki
      i jej ciąży jest zajmowanie się przypadkiem, a nie osobą. Przypadek nie ma
      uczuć, nie ma potrzeb, nie wymaga intymności. Przypadek się omawia, analizuje.
      Dorota wiedziała od ponad doby, że jej dziecko już nie żyje. "Chce pani
      popatrzeć?” – spytał ją lekarz na jednym z ostatnich badań. "Tu jest dziecko,
      niestety brak czynności serca." Dorota jest mu do dziś ogromnie wdzięczna za
      to, że mogła po raz ostatni na dziecko popatrzeć i w myślach się z nim pożegnać.

      Krąg trzeci: ból
      Wydawało by się oczywistym, że kobiety w trakcie poronienia lub bezpośrednio po
      nim, powinny być izolowane od przyszłych matek. Tymczasem często są umieszczane
      na sali z pacjentkami w zaawansowanej ciąży lub położnicami.
      Ania: - Po tym jak stwierdzono, że serce mojego dziecka nie bije położono mnie
      na sali z dziewczynami tuż przed porodem. Włączone KTG, cały czas słyszałam
      tętno innych dzieci, dziewczyny oglądały wyprawkę, wybierały kolor wózka.
      Koszmar. Personel koncentrował się na nich, ja czułam się niewidzialna.
      Gosię, u której stwierdzono martwą ciążę, zatrzymano w szpitalu. Ordynator
      stwierdził, że dopiero po 8 dniach wywołają poród. Przez cały ten czas leżała z
      kobietą w dziewiątym miesiącu żywej ciąży. Ewa pierwszą noc po poronieniu
      spędziła sama. Następnego dnia położono obok niej mamę z niemowlakiem.

      Doc. dr hab. n. med., kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii w Instytucie
      Matki i Dziecka w Warszawie, Krzysztof Tomasz Niemiec: – Polskie Towarzystwo
      Ginekologiczne dopiero stara się o wprowadzenie spójnych i powszechnie
      obowiązujących standardów postępowania, obecny brak standardów jest nie do
      pomyślenia w Unii Europejskiej. Postępowanie w takich przypadkach – także
      odnośnie tego, gdzie powinny leżeć pacjentki (oczywiście w granicach możliwości
      danego szpitala) i w jaki sposób zadbać o ich emocje - powinno być ściśle
      określone, tymczasem wciąż zależy od indywidualnej decyzji danej placówki czy
      lekarza.

      Niemal nieodłączną częścią poronienia jest również fizyczny ból. Łyżeczkowanie,
      które dokonuje się w celu oczyszczenia macicy po wydaleniu zarodka, lub
      usunięcia martwej ciąży jest zabiegiem wymagającym znieczulenia, zatem
      najczęściej jest ono robione w znieczuleniu ogólnym, także ze względu na
      psychikę pacjentek. Nie zawsze.

      Marta: – Siadając na fotel nie wiedziałam co mnie czeka. Zrobili mi
      łyżeczkowanie bez znieczulenia. Czułam jak rozszerzają mi szyjkę macicy, jak
      wybierają to, co pozostało po moim dziecku. Jedyne co mogłam to krzyczeć z
      bólu. W końcu pielęgniarka dała mi zastrzyk przeciwbólowy, tylko dlaczego
      dopiero po zabiegu? Później dowiedziałam się, że łyżeczkowanie bez znieczulenia
      to norma w tym szpitalu. Dr Krzysztof Tomasz Niemiec: – Łyżeczkowanie bez
      znieczulenia jest barbarzyństwem. Nie ma żadnego medycznego uzasadnienia.

      Im późniejsze poronienie (już od 14-16 tc), tym bardziej przypomina poród.
      Rozwiera się szyjka macicy, następuje faza parcia, ból jest porównywalny. We
      wszystkich szpitalach rodząca może uzyskać znieczulenie na życzenie. Ania
      przyjechała z krwawieniem i poronieniem w toku. Usłyszała, że boli to dopiero
      przy porodzie. Dorota - Bolało potwornie, wiedziałam, że cierpienie nie skończy
      się przytuleniem małej istotki, nie widziałam w nim więc sensu, moje prośby o
      znieczulenie jednak zbywano. Dr Krzysztof Tomasz Niemiec – Wracamy do braku
      standardów. Nie ma powodu, żeby nie podawać kobietom roniącym znieczulenia. To
      niehumanitarne.

      Krąg czwarty: wykraść dziecko z lodówki
      Granica między poronieniem a przedwczesnym porodem jest umowna. W Polsce do
      celów dokumentacji medycznej przyjmuje się, że do 22 tygodnia nastąpiło
      poronienie, powyżej - przedwczesny poród (zgodnie z rozporządzeniem Ministra
      Zdrowia z dn. 17.09.2004). Natomiast bez względu na wiek ciąży oraz wagę
      dziecka rodzice mają prawo do pochowania dziecka na podstawie karty zgonu i
      zgłoszenia urodzenia dziecka.

      Według karty ciąży Laura była w 26 tygodniu ciąży. Lekarze ocenili rozwój
      płodu na 22 tygodnie. Laura: - Przeszłam przez poród pośladkowy. Główkę
      zostawili w środku i uśpili mnie. Nie spytali mnie czy chcę zobaczyć mojego
      synka, albo go pochować. Poród został zakwalifikowany jako poronienie w 22
      tygodniu. Poronienie lepiej wygląda w statystyce, niż śmierć noworodka. Byłam
      tak zrozpaczona i zdezorientowana, że dopiero na drugi dzień zapytałam co z
      ciałkiem. Powiedzieli, że zutylizowali. Laura poza możliwością pożegnanie się z
      dzieckiem straciła prawo decyzji o pochowaniu go, oraz 8 tygodni płatnego
      zwolnienia z pracy, które przysługuje po urodzeniu martwego dziecka. Dr
      Krzysztof Tomasz Niemiec: – Nie jest tajemnicą, że wiele szpitali zaniża czas
      trwania ciąży, żeby wpłynąć na statystykę śmiertelności noworodków.

      Zwyczajowo dopiero przy przedwczesnych porodach daje się matkom ciała dzieci do
      przytulenia i pożegnania. Agnieszka poroniła w 24 tygodniu. W szpitalu od lat
      wyróżnianym w akcji Rodzić po Ludzku nie mogła nawet dotknąć swojej córeczki.
      Zdaniem lekarzy tak miało być dla niej lepiej. W nocy kombinowałam jakby się
      dostać do lodówki i wykraść jej ciałko, żeby móc choć raz ją przytulić. Ewa
      bardzo chciała pożegnać się z dzieckiem urodzonym w 23 tygodniu. - Pamiętam
      rękę położnej trzymającą mego synka jakby był przedmiotem. Zdążyłam go tylko
      pogłaskać i już mi go zabrano, a mnie uśpiono. Za drugim razem straciła
      córeczkę w 18 tc. - Prosiłam by pozwolono mi ją przytulić. Była bardzo malutka,
      a jej ciałko przez ciśnienie podczas porodu bardzo zniekształcone, ale mimo to
      zawinięto ją w pieluszkę i pozwolono potrzymać, aż do momentu gdy miałam
      zasypiać w narkozie. Potraktowano nas wtedy jak ludzi, a nie jak
      rozhisteryzowaną wariatkę i poroniony płód. Z szacunkiem dla naszej tragedii i
      z sercem.

      Beata Rosińska, psychoterapeutka z Fundacji Rodzić po Ludzku twierdzi, iż mniej
      więcej połowie jej pacjentek odmówiono prawa do zobaczenia i przytulenia
      dziecka.
      - Brak pożegnania sprawia, że emocje zostają jakby „zawieszone”, „odłożone na
      potem”, co przedłuża etap szoku i w efekcie wydłuża czas żałoby. Podobnie
      oczyszczającą rolę spełnia pogrzeb. Zdarzają się kobiety, które nawet w
      przypadkach bardzo wczesnych poronień mają na tyle silną potrzebę zamknięcia
      etapu niespełnionego macierzyństwa pogrzebem, że same dla siebie urządzają
      symboliczną uroczystość. Poronienie bez względu na czas trwania ciąży jest
      stratą nadziei, a po każdej stracie przeżywa się żałobę.

      Krąg piąty: samotność
      Przy roniącej rzadko jest ktoś bliski. Świadomość że to koniec nadziei sprawia,
      że stres kobiety jest porównywalny, a przy późnym poronieniu nawet większy, niż
      u rodzących. Kobieta jest zrozpaczona i przerażona, więc tym bardziej
      potrzebuje obecności kogoś bliskiego. Fundacja Rodzić po Ludzku oceniając
      oddziały położnicze przestała już przyznawać gwiazdki za odwiedziny. Wydawałoby
      się więc, że i kobieta po poronieniu powinna mieć prawo do obecności ojca
      dziecka lub innej bliskiej osoby.
      Ania - Męża wyprosili. Później chciał być przy mnie, ale mu zabronili. To była
      najgorsza i najdłuższa noc w moim życiu, rano poduszka wyglądała jakby ktoś na
      nią wylał wiadro wody...
      Wiele kobiet, które miały możliwość być z partnerem w szpitalu twierdzi, iż
      jego obecność pomogła im najbardziej. Kasia: - Męża wyproszono tylko na czas
      łyżeczkowania. Przed zabiegiem i po był ze mną cały czas, trzymał za rękę,
      pocieszał, pytał o wszystko personel. Nie wyobrażam sobie tamtej nocy bez niego.

      Izabela Barton Smoczyńska – Obecność najbliższych jest nie do przeceniania.
      Badania potwierdzają, że osoby, które otrzymały tego typu wsparcie są mniej
      podatne na występowanie zespołu stresu pourazowego.
      Dr Krzysztof Tomasz Niemiec – Kształcenie lekarzy i
      • adju Re: Ronić po ludzku CD 02.12.05, 20:44

        Izabela Barton Smoczyńska – Obecność najbliższych jest nie do przeceniania.
        Badania potwierdzają, że osoby, które otrzymały tego typu wsparcie są mniej
        podatne na występowanie zespołu stresu pourazowego.
        Dr Krzysztof Tomasz Niemiec – Kształcenie lekarzy i położnych nie obejmuje
        zachowania w takich sytuacjach. Większość publikacji również omija ten temat. I
        tak np. w pozycji „Rekomendacje postępowania w najczęstszych powikłaniach ciąży
        i porodu” nie ma słowa o poronieniach i obumarłych ciążach, więc co tu mówić o
        zapewnianiu wsparcia emocjonalnego przez personel.
        Kroplą w morzu potrzeb są szkolenia dla położnych w Fundacji Rodzić po Ludzku
        poświęcone problemowi w jaki sposób rozmawiać z pacjentką w sytuacji utraty
        dziecka. Do tej pory, skorzystały z niego dwie grupy położnych. Dr Robert Boroń
        z Mazurskiej Szkoły USG i Ginekologii: Podczas jednego z ostatnich kursów
        zadaliśmy pytanie o potrzebę organizowania tego typu szkoleń. Na 70 lekarzy aż
        60 uważało, iż wiedza jak postępować wobec pacjentki tracącej dziecko bardzo by
        im pomogła w pracy.


        Krąg szósty: nie dowiesz się, dlaczego
        Po poronieniu kobiety często nie dostają żadnych informacji. Ani co mogło być
        przyczyną, ani jakie badania powinny wykonać, ani jakie są rokowania na
        przyszłość. Zostają same ze swoim lękiem i niewiedzą. Jeśli dostają
        dokumentację medyczną, to po łacinie, której najczęściej lekarze im nie
        tłumaczą.

        Marcie nikt nie powiedział co dalej. Na jej pytanie dlaczego tak się stało
        wzruszenie ramion i stwierdzenie, że powodów mogło być tysiące. Agnieszka
        (która chciała wykraść córeczkę z lodówki) nie dowiedziała się w szpitalu
        dlaczego straciła dziecko w 24 tygodniu ciąży. Usłyszała, że tak się zdarza.
        Zdaniem dr Krzysztof Tomasza Niemca kobieta po stracie ciąży bezwzględnie
        powinna zostać skierowana do poradni konsultacyjnej: - Ogromna większość
        zmuszona jest jednak do szukania przyczyn poronienia i listy zalecanych badań
        na własną rękę, po omacku.

        Marta wspomina, iż najbardziej brakowało jej rozmowy z psychologiem, lekarzem
        lub kimkolwiek, kto powiedział by jej co się stało i jak może sobie z tym
        radzić. Poronienie spowodowało u niej silną blokadę psychiczną, mimo iż pragnie
        zajść w ciążę, coraz bardziej się tego boi. Izabela Barton – Smoczyńska -
        Niewiedza na temat możliwych przyczyn poronienia pogłębia poczucie bezradności
        i winy. Konsekwencją braku informacji dotyczących przyczyn poronienia jest
        szukanie winy w sobie. Kobiety myślą, że poronienie spowodowane zostało pracą
        przy komputerze, kłótnią z mężem itp. Beata Rosińska dodaje iż kobiety po
        poronieniach często mają poczucie, że zawiodło je własne ciało, że są gorsze,
        że są niepełnowartościowymi kobietami. Brak rzeczowych informacji dotyczących
        poronienia może to poczucie pogłębić.

        Zofia: Czy żeby było normalnie, po ludzku, to trzeba robić wielkie akcje?
        Leczenie to nie tylko podanie leków - to także drobny gest, dobre słowo. Jest
        we mnie wielki żal do lekarzy ze szpitala, nie za to co sie stało, ale jak się
        stało. Nie oczekuję, by razem ze mną płakali. Chcę tylko, by swoim zachowaniem
        nie sprawiali mi dodatkowego bólu.

        Na internetowych forach kobiety piszą, że poronienie przeżywają latami, że czas
        nie jest w stanie zatrzeć w ich pamięci tamtego poczucia bezradności i
        uprzedmiotowienia. Coraz częściej też zastanawiają się jak uświadamiać lekarzy
        i społeczeństwo, że poronienie to nie spóźniony okres, czy wyrwanie zęba. Rzecz
        przykra, ale mało ważna. Dla ogromnej części bowiem poronienie jest tragedią.
        Jeśli same nie upomną się o swoje prawa i szacunek, w Polsce jeszcze przez
        wiele lat nie będzie można ronić po ludzku.

        Artykuł nie powstałby bez forów „Poronienie” na portalach www.edziecko.pl ,
        www.nasz-bocian.pl oraz www.dziecko-info.com Dziękujemy za wszystkie posty i
        listy.


        Ramka: pomoc
        www.poronienie.pl - strona z informacjami dotyczącymi medycznych i
        psychologicznych aspektów poronienia oraz jak sobie radzić w takiej sytuacji.
        Fora „poronienie” na portalach www.edziecko.pl , www.nasz-bocian.pl oraz
        www.dziecko-info.com
        Fundacja Rodzić po Ludzku www.rodzicpoludzku.pl ul. Nowolipie 13/15, 00-150
        Warszawa, tel. (0-22) 887 78 76, 77, 78. Tu można umówić się na rozmowę i
        spotkanie indywidualne z psychologiem lub zadzwonić na telefon wsparcia: (0-22)
        635-10-11.
        Ośrodek Psychoterapii i Psychoedukacji Drabina www.psychodrabina.pl ul.
        Puławska 11 m. 67, tel. (022) 646 48 38, prowadzi w całej Polsce trapię dla
        rodziców w żałobie po stracie dziecka.
        www.poronienia.org - program badań nad radzeniem sobie kobiet po poronieniu.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka