emes-nju
09.03.05, 17:57
Prosze przeciwnikow swiecenia swiatel w dzien o wyjasnienie.
Codziennie, wyjezdzajac z pracy, musze wlaczyc sie do ruchu z osiedlowej drozynki. Przy glownej drodze ZAWSZE parkuja samochody. Widocznosc w prawo jest ok., za to w lewo nie widze praktycznie nic. Glowna droga jest na tyle waska (ale bardzo ruchliwa), ze wysuniecie przodu auta nie wchodzi w rachube. Musze wiec obserwowac ruch po lewej przez (zwykle brudne) szyby stojacych samochodow. Jezeli z lewej jedzie samochod z wlaczonymi swiatlami to go widze, jezeli oszczedza zarowki - nie.
Co mam robic? Wysiadac z samochodu i badac przejednosc "arterii" (wada tej metody jest to, ze zanim wroce do samochodu i rusze, sytuacja moze sie zmienic)? A moze w czynie spolecznym muc szyby wszystkim samochodom zaslaniajacym mi widok (sporo sklepow przy tej ulicy powoduje spora rotacje aut, a ja jednak czasem musze popracowac - nie moge stac w oknie i polowac na auto, ktoremu szyb jeszcze nie umylem)? Bo jezeli wyjade komus pod maske to wina bedzie bezsprzecznie moja! Czuje sie zatroskany bo ewentualna kraksa rozbije rowniez samochod oszczednego...