Witajcie
W ubiegły wtorek wróciliśmy z Zabrza po udanej ( inaczej być nie mogło)
operacji kardiochirurgicznej ASD II Anusi.
Do szpitala przyjechaliśmy w poniedziałek 18 lipca. Po przyjęciu nas na
oddział, nastąpiło gruntowne zbadanie Ani, wyjaśnienie przez lekarza
prowadzącego na czym operacja ma polegać, jak długo dziecko może dochodzić do
siebie itp. Następnie otrzymałam kartę informującą o ewentualnych
powikłaniach po operacji, którą musiałam podpisać. Po przeczytaniu kilku
wersów od razu zrobiło mi się słabo. Następnie odbyłam rozmowę z
anestezjologami, którzy wyjaśnili w jaki sposób Ania będzie "usypiana", jaka
może być reakcja po wybudzeniu się. Rozmowa ta była poprzedzona rozpytaniem
odnośnie reakcji na stosowane środki uspakajające, a także te, które były
stosowane podczas USG przezprzełykowego. Następnego dnia ok 12.30 odbyła się
operacja. Obawiałam się trochę tego czekania, zwłaszcza, że maluch musi być
na czczo. Ale nie było tak źle. Kiedy poinformowano nas, ze już będzie
operacja, odbyliśmy rozmowę z dr Pająkiem, który operował Anię. Nie wiem co
ten człowiek ma w sobie, ale po tej rozmowie przestałam się bać operacji. Pan
doktor doradził nam również wyjście ze szpitala na czas operacji. Następnie
odprowadziłam Anię do samych drzwi bloku operacyjnego, gdzie wstrzyknięto jej
dormicum, kiedy Ania zaczęła przewracać oczkami, oddałam ją anestezjologowi.
Po operacji dr Pająk wyszedł do nas poinformował o udanym przebiegu operacji,
sposobie zamknięcia ogromnego ASD II ( w sumie ubytek wielkości 2,5 cm) . Po
kilku godzinach Ania została odłączona od respiratora i mogłam ją zobaczyć.
Na POPie rodzic nie może pozostawać zbyt długo. Nie ma tam warunków, a
zresztą i tak trzeba szybko wychodzić, dla Ani i dla mnie rozstanie było
okropne. Wówczas orynator POPu ( przesympatyczny człowiek) powiedział mi, że
lepiej będzie jak sobie pójdę, gdyż jesli Ania będzie bardzo niespokojna, to
podadzą jej środek uspakajający. Tak też zrobiłam. Po upływie kilku godzin
Ania została przetransportowana na "R", gdzie mogłam przy niej być aż do 22.
Następnego dnia stan Ani był na tyle dobry, że została przeniesiona już na
zwykły oddział kardiologiczny.
Warunki w szpitalu są rewelacyjne. Szpital jest świeżo po remoncie, w każdym
pokoju znajduje się klimatyzacja, TV i łazienka komfortowo wyposażona.
Wszyscy lekarze, z którymi miałam do czynienia są rzeczowi oraz sympatyczni.
Nie spotkałam się z ich strony z żadnym protekcjonalnym traktowaniem, na
każde pytanie udzielali odpowiedzi. Wręcz od razu powiedzieli, ze o wszytsko
można pytać, gdyż "tu nie ma głupich pytań" . PIelęgniarki też fajne (
pamiętam, że w ubiegłym roku miałam zastrzeżenia do jednej, ale w tym roku
nie było juz takich sytuacji). Szpital ma również świetny catering, sama
pytałam się o niektóre przepisy.
Obecnie Anusia czuje się świetnie, ranka już prawie odpadła, zaś płynu w
osierdziu nie stwierdzono

.
Po moich wcześniejszych doświadczeniach nie sądziłam, ze słuzba zdrowia może
tak funkcjonować. NIedawno miałam do czynienia z prywatną słuzbą zdrowia(
artroskopia kolana wykonywana niepublicznym szpitalu) i nie mam takich miłych
doświadczeń, chodzi mi o podejście do chorego.
Chciałabym odwdzięczyć się tym wszystkim pracownikom z SCCS w Zabrzu za
pomoc, troskę i serce jakie nam okazano. NOszę się więc z zamiarem
zamieszczenia podziękowań w prasie. Chyba, ze macie jakiś inny pomysł.
Każdemu z Waszych dzieci oraz Wam zyczę takich udanych operacji oraz takich
wrażeń, jakiem mam po wizycie w tym szpitalu.
Mam nadzieję, ze opisałam wszystko jak najbardziej szczegółowo, jeżeli macie
pytania, to piszcie tutaj, na priva lub gg nr 1589349, albo dzwońcie
603034456.
Pozdrawiam
Ola z Anią