kociak40
18.10.06, 18:11
W przeszłości, Kościół mając dobrze zorganizowaną możliwość przekazu
informacji, fałszował historię dla własnych celów i to z wielką korzyścią.
Do dzisiaj "pokutuje" pogląd, że Bolesław Śmiały, był pierwszym wyklętym
królem polskim, za zabójstwo biskupa Stanisława Szczepanowskiego. Wielce
pobożny biskup, podczas mszy, mając w swych rękach Przenajświętszy Sakrament,
został przy ołtarzu zamordowany przez króla, który to mieczem, pozbawił go
zycia, a sam sakrament zbeszcześcił. Tyle legenda, która i dzisiaj jest
powtarzana. Sprawę tą wyjasnił dokładnie profesor UK T.Wojciechowski. Biskup
dopuścił się zdrady, patronował spiskom przeciw królowi, a także wysługiwał
się królowi czeskiemu - Wratysławowi, ktorego zachęcał do najechania ziem
polskich. Wyrokiem sądu krolewskiego, za zdradę, został biskup skazany na
śmierć i wyrok wykonano nie przy ołtarzu na Skałce, lecz na pagórku wawelskim
obok kościoła św. Michała, gdzie było miejsce zbierania się wieców sądowych.
Wyrok wykonał kat. Król nigdy nie miał klątwy, a świętość Stanisława
nastąpiła dopiero w 1254 r. gdy już legenda została uznana za prawdę.
Innym "uporczywym" fałszerstwem jest sprawa nie udzielenia rozwodu Henrykowi
VIII, królowi angielskiemu, z Katarzyną Aragońską. To przestrzeganie zasad
boskich miało doprowadzić raczej do oderwania kościoła angielskiego, niż do
sprzeniewieżenia się tym prawom. Krótko można to podsumować - "g.... prawda".
Król, Henryk VIII nie mając następcy tronu, a tym samym zabespieczenia
przedłużenia linii Tudorów, miał przede wszystkim na względzie interes
państwa. Katarzyna, ze względu na swój wiek, nie mogła urodzić mu następcy.
Król zwrócił się do papieża z prośbą o udzielenie rozwodu, aby mogł legalnie
poślubić Anne Boleyn, z którą miałby mieć następcę. Legenda mówi, że papież
kategorycznie odmówił mając na względzie prawo boskie. W tym czasie, Rzym był
zdobyty przez wojska Karola V i niesamowicie plądrowany. Sam papież schronił
się w zamku św. Anioła, dość silnej twierdzy. Karol V nie chciał zdobywać
zamku, papież był mu niepotrzebny, wojska jego okradały Rzym, działy się tam
dantejskie sceny. Gdy Karol V, dowiedział się o tym liście do papieża, zaczał
się tym interesować, bo Katarzyna Aragońska była jego ciotką i nie zniósł by
tego afrontu, żeby córka króla hiszpańskiego, jego ciotka, spagła do roli
nałoznicy. Podciągnął wojska pod zamek, rozpuścił wieści, że szykuje się do
szturmu na twierdzę, chce pojmać papieża i jako jeńca wywieżć do Hiszpanii.
Wtedy tz. wyjazdy turystyczne nie były znane, papież bał się, że skończy
życie w lochu i to dość daleko. Całe jego otoczenie i sam papież, zachodzili
w głowę co robić? Rozumiał wielką potrzebę ciągłości dynastii, wiedział, że
czasu mało, Henryk VIII czeka na odpowiedz, ale loch także czeka. Wybrnął
dość sprytnie, w końcu jest papieżem. W liście prywatnym zapewnił, że sprawę
można załatwić polubownie, a w przekazie ustnym przez wysłanników wyjawił na
czym ma to polegać. Otóż, zachęcił Henryka VIII do bigamii, może wziąć ślub
kościelny bez rozwodu z Anną Boleyn, uwinąć się jak przystało na króla w
wiadomej sprawie, i gdy urodzi się następca tronu, papież korzystając z mocy
bożej, unieważni to małżenstwo z Anną, samemu królowi odpuści grzech bigamii,
a nowonarodzonego, uzna za prawowitego następce tronu. Wszyscy będą
zadowoleni. To były czasy absolutyzmu, Henryk VIII zdziwił się jakie to
wielkie możliwości ma w "ręku" papież, może moc bożą jak chce wykorzystywać,
dobrze byłoby jakby i on tak mógł. Po co te wszystkie zawiłości, jak sam może
mianować się zwierzchnikiem kościoła w Anglii i też móc sam to robić. Tak się
stało. Reformacja na kontynencie wskazała drogę. Henryk VIII staje się nie
tylko królem narodu ale także głową kościoła w Anglii. Jest to najważniejszy
krok, jaki do tej pory podjęto na drodze do zjednoczenia narodu pod wodzą
niepodległego teraz nikomu króla.