unidox
03.03.05, 00:51
mozecie rzucic sie na mnie z jednoglosna krytyka, ale napisze otwarcie... nie
interesuje mnie los potencjalnych mieszkancow mieszkan komunalnych...
skonczylem studia, na ktorych nie przelewalo mi sie finansowo, ciezko
pracdowalem i pracuje, aby zarobic marne 4000 brutto, biore kredyt na 25 lat
z obawa, co bedzie, jak strace prace... jednym slowem sam sobie radze, place
podatki, a moim marzeniem jest dwupokojowe M na osiedlu, gdzie bedzie spokoj,
cisza i ludzie wyksztalceni, na pewnym poziomie, o pewnym statusie
materialnym. nie wiem w czym jest lepsza biedota, ze musi dostac leki za
darmo, mieszkania za darmo, renty, dodatki, swiadczenia. taka sytuacja
wyraznie pokazuje niektorym, ze nie warto sie ksztalcic, harowac.. Dobry
Wujek M. da za darmo.. wiec po co sie wysilac? a moze lepiej dac ludziom
wedke a nie rybe? uwazam mieszkania komunalne po prostu za pasozytnictwo,
wiem ze to mocne okreslenie, ale tak wlasnie sadze.. a wszystko z naszych
podatkow, z naszej pracy...
a co Wy o tym sadzicie?