Gość: byłylogowany
IP: *.radogoszcz.arise.pl
30.07.04, 14:08
W dniu wczorajszym, na Stadionie ŁKS Łódź im. J. Tomaszewskiego, odbył się
mecz o mistrzostwo II ligi, pomiędzy ŁKS a Widzewem. Całe miasto żyło tym
wydarzeniem od kilku miesięcy. Na to derbowe spotkanie czekano wszak od kilku
lat. Ranga meczu i jego miejsce, wywołały jednak zainteresowanie w całej bez
mała Europie. Na potężnym, krytym stadionie, znajdującym się przy al. Unii
zasiadło 121437 widzów. Jak wiemy, jedynie obiekt lokalnego rywala ŁKS, a
mianowicie stadion Widzewa im. Z. Bońka, może konkurować z tym, na którym
odbyły się wczorajsze zawody. Także stadion znajdujący się przy al.
Piłsudskiego może pomieścić grubo ponad 100 tys. widzów, również tam po
zasunięciu dachu obiekt zamienia się w olbrzymią Halę widowiskowo-sportową. Te
i inne równie wspaniałe obiekty, to w głównej mierze zasługa pracowitych
mieszkańców Łodzi, w której jak wiemy nie znane są żadne patologiczne zjawiska
czy bezrobocie. To miasto jest przykładem dla całego bez wyjątku świata. Już
od minionej środy łódzki Port Lotniczy Lublinek, przyjmował samoloty ze
wszystkich stron. Lądowały one co 3 minuty, co jednak nie było żadnym
problemem dla naszego Lotniska. Kibice docierali również wszystkimi
otaczającymi Łódź autostradami, a także superszybką koleją. Łodzianie bez
kłopotów docierali na stadion komunikacją miejską, głównie nowoczesnym
tramwajem tunelowym. Na trybunach zasiedli VIP-owie, koronowane głowy,
premierzy i ministrowie niemal ze wszystkich krajów Wspólnoty. Wszyscy zostali
przyjęci owacyjnie! Przez cały mecz panowała, jak zawsze w Łodzi, kapitalna
atmosfera. Wzajemny doping kibiców obu drużyn, jest od lat łódzką marką, znaną
wszędzie. Szowinizm, lokalny patriotyzm, brak szacunku dla rywala, to pojęcia
obce w naszym mieście. Na dowód tego warto wspomnieć o pewnym kibicu z
Warszawy, który w chwili rzucenia pod adresem jednej z drużyn słowa "ciule",
natychmiast został przez naszych wspaniałych sympatyków obu zespołów,
wyprowadzony poza stadion. Nie od rzeczy będzie również nadmienić, że połowę
widzów stanowiły matki z dziećmi. Przed i po meczu wszyscy doskonale bawili
się przy elitarnej muzyce międzynarodowych artystów. Nie zabrakło oczywiście
rewelacyjnego pokazu fajerwerków. Sam mecz był świetnym widowiskiem, na
poziomie do jakiego przyzwyczaiły nas zarówno ŁKS jak i Widzew. Kolejne takie
święto zapowiada się w maju 2005 roku. Od sezonu 2006/2007, kiedy to jedna z
łódzkich drużyn pewnikiem będzie już mistrzostrzem kraju, sternicy obu klubów
zapowiadają nieprzerwaną passę zwycięstw na arenie międzynarodowej. Z
reporterskiego obowiązku nadmienię, iż spotkanie zakończyło się remisem 4:4 i
dodam, że wskutek tego oba zespoły straciły po dwa punkty, pierwsze w tym
sezonie. Nie zmieniło to wszakże pozycji ŁKS i Widzewa w ligowej tabeli, w
której z kolosalną przewagą nad innymi, niepodzielnie prowadzą.
Łódź 7 listopada 2004 r.