Pisząc to mam straszne dylematy, kołacze mi się serce, ale jestem już
postawiona "pod ścianą". Z różnych powodów osobistych, o których wolałabym nie
pisać, będę musiała poszukać domu dla mojego psa. Bary ma 6 lat. Urodził się
na wsi, z matki rasowej wilczycy i ojca niewiadomego pochodzenia. Gospodarz
zamierzał go utopić, a ja go przygarnęłam. Jest zdrowym i wesołym, bardzo
żywiołowym i bardzo silnym psem. Ma też silny instynkt stróżowania. Do tej
pory na nic nie chorował, ma piękną błyszczącą czarną sierść. Wizyty u
weterynarza ograniczją się do obowiązkowych szczepień i odrobaczania dwa razy
do roku. Mieszka w domu z dwójką dzieci (5 lat i 9 miesięcy), ale uwielbia
kiedy odwiedzają nas znajomi z nastoletnimi synami, którzy biorą go na długie
spacery, rzucają mu kija, biegają. Myślę, że rodzina z taką młodzieżą byłaby
dla niego najlepsza. Ponieważ, jak pisałam, jest bardzo silny, potrzebuje
właściciela, który byłby w stanie go utrzymać. Zależy mi na tym, żeby trafił w
dobre ręce, bo przez ostatnie lata był częścią życia mojej rodziny... Ciężko
mi o tym pisać, ale musimy się z nim rozstać.