i nie zatruwaj więcej ptakom życia
ale radzę sobie. zauważyłam, że nie jestem dla niego obojętna, on dla mnie też nie ale juz nie możemy byc ze sobą, zbyt wiele zła mi wyrządził. Otworzyłam swoją firmę, powoli się rozkręca, żyję a juz myślałam że bez niego to koniec świata. Dziś myślę że z nim to byłby mój koniec
Bardzo dojrzała wypowiedź.
I to już. Wspólne mieszkanie to rozdrapywanie rany, która w innych okolicznościach miałaby szansę porządnie się podgoić. ---------- Vimes wędrował smętnie po zatłoczonych ulicach, czując się jak jedyna marynowana cebulka w sałatce owocowej.
Przed kilkoma dniami byłam na forum, pisałam, o tym, źe mój mąż, dwa tygodnie przed szóstą rocznicą, zdradził mnie. Zakochała się w niej i chociaż mnie kocha, chce być z tamtą. Nie porafiłam już dłużej tego znieść i kazałam mu sięw yprowadzić. Przed dwoma godzinami wyszedł z domu. Płaczę, oczy
To jeszcze raz ja. Przeczytałam ponownie Twoj post i zastanawia mnie jedna sprawa. Masz 30 lat,jesteś 6 lat po slubie.Wiem,ze dzisiaj nikt nie spieszy sie z dziećmi jesli nie osiagnie odpowiedniego poziomu materialnego,ale Twoj zegar bije i masz coraz mniej czasu na zdrowe macierzyństwo. Moze
ktoś cię tu trollu trzyma? ktoś ci każe włazić na forum gazety.pl? -- Ja nie jestem zupa pomidorowa, żeby mnie lubić.
Wiem, to przykre, co piszę, ale nie ma innego wyjścia. Mój kolega to zrobił. Kupił w wieżowcu mieszkanie na parterze z ogromnym tarasem. Po tym, jak mu markiza spłonęła wyprowadził się. Moja koleżanka w pracy miała też taką sytuację. Kiedyś peta nawet w wózeczku niemowlaka znalazła. Też się
Jak coś komuś przeszkadza, to powinien się wyprowadzić... Np. mieszkańcom rynku radzi się, by się wyprowadzili, bo przecież "na całym świecie....", lokatorom mieszkań, pod oknami których psy radośnie strzelają kupkę radzi się, by się wyprowadzili na wieś, bo gdzie właściciele czworonogów (w
Mości Panie,jak już ruszyłes ten dupny temat psich kupek to wiedz,ze je sie zbiera, zbiera łopateczka do woreczka i radośnie niesie do domu lub specjalego miejskiego pojemnika, Lordzie Vader!
no i stało się, dziś wróciłam do domu, złożyłam pranie, chowając je do szafy zauważyłam, że cały pion należący do m jest pusty. Normalnie się poryczałam. Niby byłam przygotowana, niby przeszłam już "żałobę" ale normalnie nie mogłam się pohamować. Na szczęście mam przyjaciół i rodzinę, która dba
Dzieki bozenko za wsparcie, dzięki ta za dobre rady... Gdyby to tylko było takie proste...
przez > bezprzewodowy telefon w kuchni a ja akurat zeszlam z pokoju do > kuchni aby ugotowac cos i sobie nucilam pod nosem. a ona mi mi > pokazuje " na migi" zebym byla cicho bo nie slyszy kolezanki w > sluchawce.. a ja dalej nucilam bo jestem u siebie w domu No rzeczywiście
rosa_de_vratislavia napisała: > bunia0969 napisała: > > > ..Moj narzeczony spedza > > weekendy u mnie,jak robie mu pranie rekach. > ??? > Pierzesz narzeczonemu? I to w rękach? > Nie może sam prać lub wziąć więcej rzeczy? > Wchodzisz gładko w r
koleżanka, ta która samotnie wychowuje dwójkę dzieci i moja córka kolegowała się z jej synem. Od jakiegoś czasu milczała i nawet sama zaczęłam zastanawiać się co u niej, gdyż do tej pory dzwoniła z częstotliwością co 2-3 dni. No i zadzwoniła do mnie wczoraj i powiedziała, że wyprowadziła się na
To nie była moje przyjaciółka, nie roztkliwiam się nad jej stratą i nawet nie postrzegam jej wyjazdu w kontekście straty. Po prostu znałyśmy się niemalże od urodzenia naszych pierwszych dzieci, dość często widywałysmy się, no to chyba oczywiste, że w jakiś sposób jest mi trochę smutno. No ale