arista80
05.08.19, 22:15
koleżanka, ta która samotnie wychowuje dwójkę dzieci i moja córka kolegowała się z jej synem. Od jakiegoś czasu milczała i nawet sama zaczęłam zastanawiać się co u niej, gdyż do tej pory dzwoniła z częstotliwością co 2-3 dni. No i zadzwoniła do mnie wczoraj i powiedziała, że wyprowadziła się na pólnoc Włoch. tam mieszka jej siostra z rodziną i zdecydowała, że przeniesie się w to miejsce niedaleko niej, dzięki czemu będzie miała jakiś punkt wsparcia. Od września dzieci pójdą już tam do szkoły. Mówiła mi, że już od jakiegoś czasu chodziło jej po głowie, by wyjechać, ale musiała dojrzeć do tej decyzji. Mieszkanie po mężu, które do tej pory zajmowała, wynajęła.
No i kurcze jakoś przykro mi. poznałam ją gdy nasze dzieci miały po kilka miesięcy, w sumie razem dorastały, ona była takim elementem mego życia. Gdyby nie ta tragedia pewnie wszystko byłoby inaczej, a tak ona została ze wszystkim sama, z dziećmi słabo sobie radziła, a ja z kolei widziałam jak moja córka zmienia się na gorsze pod wpływem jej syna i robiłam wszystko by ograniczyć te spotkania. Pewnie też się dołozyłam.
Cóż mam nadzieję, że w nowym miejscu będzie jej lepiej i ułoży sobie życie. Życzę jej jak najlepiej, bo mimo wszystko, to była dobra osoba. Ale naprawdę mi dziwnie, że jej już raczej nie zobaczę, że nasze dzieci nie pójdą razem do szkoły, że jak przechodząc spojrzę na jej dom, nie zobaczę jej na balkonie. No ale takie jest życie... life jak to mówi biscotti. Ale naprawde, aż sama jestem zdziwiona, że jakoś tak brakuje mi jej i nie potrafię tego nawet wytłumaczyć dlaczego.